Ałe głach! Wszyscy równi | Recenzja

Ryszard Marek Groński, Ałe głach! Wszyscy równi

Do niezapomnianego pejzażu warszawskiego getta należał niewątpliwie on: obdarty wariat, biegający i wołający „Ałe głach! Wszyscy równi!” oraz „Ja nie chcę oddać bona!”. Rubinsztajn, dla jednych szaleniec, dla innych człowiek udający obłęd (być może aktor?), aby móc wykrzykiwać prawdę o losie czekającym warszawskich Żydów. To właśnie jego zawołanie staje się tłem zmagań artystów o jaki taki byt.

Przed Wrześniem ’39 Warszawa była Paryżem Europy Wschodniej. Wiecznie oświetlona, tętniąca życiem intelektualnym i artystycznym. Ten piękny czas gwałtownie zmieniła okupacja niemiecka. Nie można powiedzieć, że owe życie zostało zniszczone, raczej zmieniło swoją formę i zakres. Wielu kabareciarzy, satyryków, twórców szlagierów, które kiedyś nuciło całe miasto, znalazło się za murami getta. W swojej powieści Ałe głach! Wszyscy równi Ryszard Marek Groński – również tekściarz i satyryk – próbuje odmalować portret ludzi, którzy znaleźli się w miejscu, gdzie można się było spodziewać wszystkiego tylko nie śmiechu.

Czy występowanie w kabaretach i teatrzykach, które były organizowane przez gettowych prominentów przy cichym niemieckim przyzwoleniu było formą kolaboracji? Wielu z Ocalonych przedwojennych artystów nie chciało mówić po wojnie o swoich występach. Także ci, którzy żyli po drugiej stronie muru mieli cały problemy z powodu występów. Jednak czy podawanie kotletów „U aktorek” i grzeczna obsługa (z nadzieją na napiwek) Niemców było czymś lepszym niż granie w teatrzyku? Czy danie ludziom odrobiny śmiechu w piekle, jakim było getto było czymś zdrożnym?

Choć mamy do czynienia z powieścią, z określonymi postaciami, to jednak najważniejszy jest bohater zbiorowy: warszawscy artyści. Są wśród nich Żydzi, „aryjczycy”, homoseksualiści. Każdy z nich w inny sposób próbuje doczekać końca wojny i przeżyć. Niektórzy tracą ukochane osoby w tragicznych okolicznościach, związki nie wytrzymują zmagań z szarą codziennością, kto inny właśnie teraz odnajduje miłość. Złożony świat doświadczenia granicznego zbiorowości ludzkiej odmalowany w opowieści o kilku osobach. I co ciekawe nie ma w niej happy endu: wyzwolenia, przeżycia. Jest Umschlagplatz, łut szczęścia i śmierć.

Choć wielu autorów powieści sięga do czasów II wojny światowej, doświadczeń granicznych i prześladowań, to jednak książki Ryszarda Marka Grońskiego jest niezwykła. Prosta, niezbyt obszerna, składająca się z krótkich, przeplatających się sekwencji z życia głównych postaci, a jednak tak pełna treści i przemyśleń. Żaden wybór nie jest płaski, bez znaczenia, motywacje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Niewątpliwą wartością dodaną są cytowane oryginalne kuplety, które powstawały podczas wojny.

Trudno powiedzieć jakiej grupie czytelników polecić recenzowaną pozycję. Jedno jest pewne. Dawno nie było tak dobrej polskiej literatury pięknej w każdym tego słowa znaczeniu.

Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A.

Ocena recenzenta: 6/6

Daria Czarnecka

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*