Bez rozrzeszenia│Recenzja

M. W. Kliszewski, Bez rozgrzeszenia  

Czasem trzeba wybierać. Ujawnienie prawdy nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Trzeba zamilknąć. Prawdę musiał zachować dla siebie… . Wybór. Tak powszechny w codziennym życiu każdego z nas. Gdy do niego dodać koloryt XVII-wiecznego klasztoru w Kartuzach mamy przepis na najnowszą książkę „Bez rozgrzeszenia” Mariusza W. Kliszewskiego. Powieść historyczna? Kryminał? Romans? Mnogość wątków sprawi, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

W województwie pomorskim pośród czterech malowniczych jezior wznosi się XIV-wieczna kolegiata Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kartuzach. Nic dziwnego, że Mariusz W. Kliszewski, rodowity kartuzjanin, uczynił z niej miejsce akcji swojego utworu. Akcji wartkiej i ciekawej. Młody szlachcic Konrad Machola herbu Ryś, by nie zostać wydziedziczonym za przewinienia, trafia z woli ojca do zgromadzenia kartuzów. Obiecuje sobie i Luizie, że po półrocznej służbie wróci prosić jej ojca – gdańskiego kupca i zajadłego wroga Macholów – o jej rękę. Za bramami Raju Maryi, porywczego młodzieńca czeka spokój modlitwy oraz praca dla milczących mnichów. Monotonię dni, odmierzaną dźwiękiem dzwonu, narusza wizyta dwóch pielgrzymów, a także tajemnicze morderstwo na terenie opactwa. Przeor klasztoru wyznacza Konradowi zadanie przesłuchania podejrzanych. Próba znalezienia mordercy prowadzi donikąd. Do czasu, gdy nieustępliwy bohater odkrywa coś, co nadaje nowe światło sprawie….

Bardzo dobrze przemyślana fabuła sprawia, że czuje się klimat opisywanych czasów, a do bohaterów nie sposób nie poczuć sympatii. Z poszczególnych kart pobrzmiewa przywiązanie do lokalnej historii i skrupulatne przygotowanie merytoryczne autora do osadzenia akcji powieści w czasach historycznych. W posłowiu dzieli się on z czytelnikami tytułami opracowań, które stanowiły źródło wiedzy dla poszczególnych wątków. Ponadto duży nacisk został położony na opis zwyczajów w klasztorze (przygotowanie do posiłków, porządek modlitw itp.). Jak przyznaje Kliszewski, dodał kilka wydarzeń oraz postaci, jednak większość z nich są autentyczne. Czyżby najlepsze historie pisało życie?   

Książka składa się z dziesięciu rozdziałów, zatytułowanych kolejno liczbami porządkowymi w języku łacińskim (sectio prima, sectio secunda, sectio tertia…), oraz zakończenia, posłowia, podziękowania i przypisów. Godny uwagi jest aparat naukowy. Autor zastosował zarówno przypisy dolne, jak i końcowe. W przypisach dolnych znalazły się tłumaczenia z języka, przede wszystkim niemieckiego. Natomiast przypisy końcowe-rzeczowe zawierają liczne objaśnienia, komentarze odautorskie oraz poszerzenie tekstu, co jeszcze bardziej uwiarygodnia fabułę powieści.

Najnowsze dzieło Mariusza W. Kliszewskiego nie ma jednolitego charakteru. Wątki przeplatają się na kolejnych stronnicach książki przez to trudno zakwalifikować ją do konkretnego gatunku. Czytelnik znajdzie w niej elementy powieści przygodowej, kryminalnej, jak również małą historię na tle wielkiej (początki potopu szwedzkiego). Przemoc, romans, różnice narodowościowe, procesy sądowe, pogoń za oszustem, tajemnicze malowidła na ścianach klasztoru, obłąkany mnich oraz sceneria Kaszub. Mimo „niepewnych czasów” opowieść kończy się happy endem. Bowiem sprawiedliwości stało się zadość […] bez rozgrzeszenia.    

Wydawnictwo Novae Res

Ocena recenzenta: 5/6

Paulina Jaśniak