Bitwa pod Abukirem, czyli jak Nelson powstrzymał Napoleona

Będę bohaterem, jeśli Opatrzność pozwoli” – miał powiedzieć Nelson około roku 1780. 18 lat później, a dokładnie 220 lat temu, za pokonanie francuskiej floty pod Abukirem, co odcięło wojska Napoleona w Egipcie od dostaw i uniemożliwiło dosłanie mu posiłków, kontradmirał Horatio Nelson otrzymał tytuł „barona Nilu” z roczną pensją 2 tys. funtów i rangę wiceadmirała. Zarząd Kompani Wschodnioindyjskiej podarował mu 10 tys. funtów, sułtan turecki zaszczycił go Pióropuszem Triumfu – trochę jarmarcznym, ale kapiącym od brylantów odznaczeniem. Ekstrawagancki prezent przysłał kapitan Hallowell – trumnę zrobioną z grotmasztu „L’Orienta”, by „mógł, gdy zmęczy go życie spocząć w jednym ze swoich trofeów”.

Napoleon coś szykuje

Napoleon Bonaparte

Wielka kariera Napoleona Bonaparte rozpoczęła się w Tulonie, głównej bazie francuskiej marynarki na Morzu Śródziemnym. Za udział w odbiciu Tulonu został awansowany na generała brygady i okrył się chwałą. Ugruntował ją rozpraszając kilkoma salwami dział rojalistów atakujących Konwent (ówczesny parlament republiki francuskiej), za co dostał dowództwo armii wysłanej na podbój Italii. Wygrawszy tam dwanaście walnych bitew w trzynaście miesięcy, zajął nie tylko północne Włochy ale i Państwo Kościelne. Dyrektoriat, rządzący wtedy Francją nie tylko go podziwiał, ale i zaczął się obawiać młodego niezwyciężonego wodza. Polecono mu przygotować inwazję na Wielką Brytanię, by oddalić go od Paryża.

Misja mocno zirytowała Napoleona. Louis Antoine Fauvelet Bourrienne, osobisty sekretarz Bonapartego, tak wspominał stan ducha przyszłego cesarza: Nie warto zostawać [we Francji], tu nie ma nic do roboty. Jeśli zostanę, w krótkim czasie będę zrujnowany. (…) Jeżeli powodzenie najazdu na Brytanię wyda mi się wątpliwe (a obawiam się, że tak właśnie będzie), Armię Anglii zamienię na Armię Wschodu i udam się do Egiptu.

I tak się stało. Dyrektoriat niechętnie, ale by trzymać go z dala od Paryża, powierzył Napoleonowi 35-38 tys. żołnierzy, 100 dział polowych i oblężniczych, ok. 400 statków transportowych, 13 okrętów liniowych, 7 fregat i dał „błogosławieństwo” na podbój bogatego Orientu.  Podobnie jak dla Aleksandra Wielkiego, Egipt miał być dla Bonapartego jedynie etapem, cel zaś pozostawał ten sam – bajeczne Indie.

Ogromna francuska flota koncentrowała się w Tulonie, Marsylii, Genui i Civitavecchia (w Italii) oraz Ajacco (na Korsyce). Obserwujący okolice tych portów angielscy dowódcy okrętów wiedzieli, że coś się szykuje. Nie mieli jednak pojęcia co. Francuzi dobrze strzegli tajemnicy.

Portu w Tulonie strzegł kontradmirał Nelson z trzema 74-działowymi okrętami liniowymi i trzema fregatami. Tymczasem przygotowania w Tulonie ukończono i wielka flota czekała na sprzyjający wiatr. Ten przyszedł 19 maja 1798 roku i był wynikiem sztormu, który jednocześnie odpędził angielskie okręty daleko na południe. Co więcej sztorm uszkodził flagowego Vanguarda Nelsona, a jego naprawa zajęła kontradmirałowi wiele dni, tak, że dopiero 3 czerwca eskadra wróciła pod Tulon, dowiadując się, że Francuzów w porcie już nie ma. Gorycz zawodu osłodziła Nelsonowi wiadomość, że ku niemu płynie 11 liniowców mających wzmocnić jego siły. Był więc gotów stawić czoła całej francuskiej flocie – nie wiedział tylko gdzie ona się znajduje. Dokąd miała popłynąć? Myślano o Malcie, Neapolu, Sycylii, ale nie o Egipcie – choć szpiedzy donosili, że w towarzystwie oficerów w Tulonie kręcą się też uczeni.

Tymczasem Napoleon zbierając po drodze całą flotę inwazyjną 9 czerwca zameldował się na Malcie. Wyspa zarządzana była przez zakon kawalerów maltańskich, z którymi Francja nie prowadziła wojny. Bonaparte potrzebował jednak Malty jako bazy na Morzu Śródziemnym, łakomie patrzył też na bogactwa zgromadzone przez zakon. Ponieważ maltańska forteca uchodziła słusznie za praktycznie nie do zdobycia, już wcześniej Napoleon przekupił niektórych członków kapituły i po kilkunastu salwach artyleryjskich (dla uratowania honoru kawalerów – jak napisał wspomniany Bourrienne) miasto otworzyło bramy. Był 13 czerwca. 19 czerwca po złupieniu kawalerów maltańskich i miasta (w raporcie do Dyrektoriatu donosił potem, że zabrał z wyspy milion franków w złocie i srebrze, ale rzeczywista suma była bliższa siedmiu mln, które w większości zagarnęli sam Napoleon i jego dowódcy)[1] Bonaparte ruszył do Egiptu, gdzie 1 lipca dotarł na redę portu w Aleksandrii. Miał olbrzymie szczęście, bo dwa dni wcześniej pod Aleksandrią był z flotą ścigający go, a raczej bezskutecznie poszukujący jego armady Nelson.

Horatio Nelson

Bonaparte postanowił natychmiast lądować na brzegu. Francuski admirał oponował z powodu wzburzonego morza, na co Napoleon miał mu powiedzieć: Nie mamy czasu do stracenia, los daje mi tylko trzy dni. Jeśli ich nie wykorzystamy, będziemy zgubieni.[2] Wyokrętowanie armii potrwało dwie doby i kosztowało życie kilkudziesięciu ludzi. Jednak już po wylądowaniu pierwszej fali żołnierzy, 2 lipca o świcie Bonaparte poprowadził ok. pięciotysięczną kolumnę (bez dział i kawalerii) na Aleksandrię.

O ósmej rano byli na przedmieściach Aleksandrii i pomimo zmęczenia żołnierzy, Napoleon natychmiast rzucił ich do szturmu. Francuzi zajęli miasto po trzech godzinach walk. Jeden z oficerów napisał potem w liście do domu, że „pragnienie było dla naszych żołnierzy głównym motywem zdobycia Aleksandrii. W naszej sytuacji wybór był prosty: albo znajdziemy wodę, albo padniemy”. Pięć dni później Napoleon podzielił armię na korpusy. Z pierwszym ruszył na Kair, drugi pod gen. Menou skierował na Rosettę, a trzecim obsadził Aleksandrię.

Napoleon szukał mameluków, by wydać im bitwę i pokonać. Doszło do niej  21 lipca 1798 roku pod wioską Embabeh, 15 kilometrów na północ od Kairu – niemalże w cieniu piramid. Kilkudniowa wędrówka w spiekocie przez pustynię wyczerpała żołnierzy i spowolniła marsz, ale Bonaparte ustawił piechotę w olbrzymie czworoboki i śmiało przyjął szarże 6 tysięcy jazdy arabskiej. Wcześniej zagrzał żołnierzy słynnymi słowami:  „Żołnierze! Pamiętajcie, że czterdzieści wieków patrzy na was z wysokości tych pomników”. Nie mniej brzemienne słowa wypowiedział gen. Maximilien Caffarelli rozkazując: „Uczeni i osły do środka! [czworoboków]”. Chciał chronić elitę intelektualną Francji, która z Napoleonem wybrała się poznawać Orient, ale także bardzo cenne zwierzęta pociągowe. Wyszło jak wyszło i od tej pory żołnierze nazywali „uczonych nierobów” osłami.[3] Niektórzy robią to do dzisiaj.

Trzy dni później zwycięski Napoleon wkroczył do Kairu. I to był koniec jego radości.

Kiedy Napoleon szykował się do bitwy pod piramidami, Horatio Nelson po bezskutecznym przeczesywaniu Morza Śródziemnego zawinął do Syrakuz na Sycylii, by uzupełnić zapasy.  Pobrał m.in. zapasy słodkiej wody i 50 t cytryn, bardzo ważnych, bo zapobiegających szkorbutowi. Wysłał wtedy list do żony Frances: Nie udało mi się znaleźć floty francuskiej czego wielce się wstydzę. Byliśmy pod Maltą, w Aleksandrii, w Syrii, na wodach Azji. Wróciliśmy tu bez sukcesu, nikt jednak nie powie, że to skutek bezczynności …”. I nie zamierzał pozostać bezczynnym. 24 lipca flota Nelsona wypłynęła z Sycylii na wschód i po pięciu dniach żeglugi, u brzegów Grecji kontradmirał zdobył wreszcie pewne informacje o Napoleonie. Jego flota ruszyła ku Aleksandrii. Zastała tam francuskie statki transportowe, okrętów jednak nie było. Wszyscy byli rozczarowani. Dopiero po obiedzie nadszedł na okręt flagowy sygnał: Nieprzyjaciel jest w zatoce Abukir, zakotwiczony w szyku bojowym.

Wrogie floty

Od drugiej połowy XVII w. we flotach wojennych zaczęły kształtować się trzy rodzaje okrętów, które z niewielkimi udoskonaleniami przetrwały aż do połowy XIX w. Były to okręty liniowe, fregaty i korwety. Nazwa okrętów liniowych pochodzi od szyku, w jakim staczały one boje: był to szyk torowy, w którym jeden okręt szedł za drugim w linii. Okręty liniowe były najsilniejszymi jednostkami we flotach. Miały wyporność 600-2500 t, długość 55-65 m, załogę 600-900 osób. Głównym uzbrojeniem okrętów liniowych były działa (od 50 do 120, strzelające kulami o ciężarze 36-12 funtów), rozmieszczone na 2—3 pokładach działowych oraz na nadbudówkach, które na dziobie i rufie niemal zrównane zostały pod względem wysokości z górnym pokładem. Na okrętach liniowych zaczęto też zwiększać wysokość każdego z trzech masztów, dodając na nich dodatkowe trzecie stengi, tak zwane bombramstengi. Dzięki temu można było podnosić żagle nie na trzech, lecz na czterech rejach. Zwiększenie powierzchni ożaglowania dawało większą prędkość okrętów.

Mniejszych fregat o wyporności 200-600 t, 20-48 działach 18-12 funtowych, rozmieszczonych na pokładzie działowym i nadbudówkach, używano do rozpoznania, zwalczania żeglugi przeciwnika i ochrony własnych statków. Miały ożaglowanie podobne do liniowców, ale będąc lżejsze i smuklejsze osiągały większe prędkości, były też zwrotniejsze. Korwety miały zazwyczaj dwa maszty, 10-20 lżejszych dział i wyporność 100-150 t. Spełniały różne funkcje pomocnicze we flotach.

Podstawową formą walki był pojedynek artyleryjski, wykonywany za pomocą ulepszonych dział zazwyczaj z lanego żelaza, toczony w XVIII w. już nawet z odległości ok. 500-800 metrów. Znamy jednak wiele przykładów pojedynków stoczonych z odległości strzału pistoletowego (25 m), kończonych abordażem wrogiej jednostki. Dobrze prowadzony ogień artyleryjski realizowano tzw. salwami burtowymi, podczas których jednocześnie odpalano co drugie działo na jednym pokładzie. Przerwy pomiędzy salwami wynosiły kilkadziesiąt sekund, nie więcej niż minutę. Dwupokładowy liniowiec, z dobrze wyszkoloną załogą, ze wszystkich dział burty mógł więc wystrzelić w ciągu 4 minut. Ponieważ szybkostrzelność praktyczna artylerii wynosiła wtedy 4-5 minut, już dwupokładowy liniowiec mógł praktycznie prowadzić ogień ciągły. Celowali w tym angielscy artylerzyści okresu wojen napoleońskich, chociaż pod tym względem wcześniej, niewiele ustępowali im artylerzyści królewskiej marynarki francuskiej. Niestety po rewolucji ich wyszkolenie uległo z wielu powodów zdecydowanemu osłabieniu. Gilotyna i inne czystki wśród oficerów marynarki obniżyły też jakość kadry dowódczej Francuzów. Na ich okrętach wiele stanowisk zajmowali byli oficerowie marynarki handlowej. Często fachowi żeglarsko, ale bez żadnego doświadczenia bojowego. Oficerowie, którzy uniknęli gilotyny lub więzienia, masowo emigrowali. W 1793 roku brakowało już 279 z 640 oficerów, z 80 liniowców, zdatnych do wyjścia w morze było 22. O ile armia potrafiła szybko nadrobić straty wynikłe z rewolucyjnego chaosu, o tyle we flocie było to niemożliwe. Wyszkolenie dobrego kapitana trwało długo. W 1793 roku 12 na 27 kapitanów liniowców rekrutowało się z floty handlowej.

W obu natomiast flotach marynarze żyli i walczyli w koszmarnych warunkach. Małe stosunkowo okręty z licznymi załogami (działo 36 funtowe wymagało obsługi 14 kanonierów, działo 24 funtowe jedenastu ludzi, a 4 funtowe – czterech) dawały mało przestrzeni do życia. Pomimo tego, że na okręcie było tylko tylu artylerzystów by prowadzić ogień z jednej burty, ścisk był olbrzymi. Tak duży, że załodze podzielonej na dwie wachty (jedna pracowała, druga odpoczywała) brakowało miejsca na rozłożenie hamaków nawet dla odpoczywających marynarzy. Normalna odległość pomiędzy punktami zawieszenia hamaków wynosiła 17-18 cali (43,2-45,7 cm), leżący więc w nich ludzie dotykali się ciałami. Niskie międzypokłady wyższym marynarzom nie pozwalały nawet się wyprostować. Przenikanie wody wszelkimi szparami powodowało nadmierną wilgotność wnętrz, a z zęz wydobywał się zapach zgnilizny. Było duszno i ciemno, bo powietrze i światło docierało tylko przez furty działowe, o ile pogoda pozwalała na ich otwarcie. Do tego jeśli okręt przebywał ciut dłużej na morzu zaczynały się problemy z wyżywieniem. Solona z dodatkiem saletry wołowina gniła w beczkach, w sucharach zagnieżdżały się robaki (stąd nawyk ówczesnych marynarzy stukania sucharami by wytrząść z nich robaki), a woda zaczynała cuchnąć. Do tego było jej niewiele, dzienna racja wody dla żeglarza na wszystkie cele wynosiła ok. 2 litrów. Angielscy marynarze od 1740 roku dostawali tzw grog, wodę zmieszaną z alkoholem (rumem), a do smaku z cukrem i sokiem z cytryny lub limonki. 0,284 litra alkoholu mieszano z 1,136 litra wody i wydawano załodze pod nadzorem oficera wachtowego. Grog serwowano dwa razy dziennie: przed południem między godziną 10.00 a 12.00 i po południu miedzy 16.00 a 18.00.

François Paul de Brueys d’Aigalliers

To wszystko było niczym w porównaniu z czekającą marynarzy co jakiś czas bitwą. Czyhały na nich nie tylko kule muszkietowe i armatnie. Najgorsze były fruwające wszędzie kawałki drewna wyrywane artyleryjskim ostrzałem z różnych elementów drewnianych okrętów. Powodowały okropne, poszarpane rany, drzazgi czasem metrowej długości były trudne do usunięcia z ciała, powodowały gangrenę.

Marynarzy kontradmirała Nelsona i francuskiego wiceadmirała François Paul de Brueys d’Aigalliers czekał właśnie taki bój. Nelson wiódł 13 okrętów liniowych, 1 fregatę i 1 bryg (1012 dział i 8068 marynarzy); Brueys miał 13 liniowców i 4 fregaty (8000 ludzi i 1182 działa).

Wiceadmirał Brueys zakotwiczył swoje liniowce w zatoce Abukir. Od zachodu była ona osłonięta skalistym cyplem, na którego krańcu znajdowała się niewielka kamienna twierdza. Okręty francuskie, zgodnie z ówczesnymi kanonami morskiej sztuki wojennej, były ustawione w linię nieopodal skalistych płycizn zatoki w kierunku NNW tak, aby pierwszy okręt („Guerrier”) dziobem niemal dotykał mielizny. Miało to uniemożliwić przeciwnikom obejście szyku. Okręty rzuciły jednak tylko kotwice dziobowe, dlatego okręty obracały się na nich w zależności od kierunku wiatru. Musiały więc mieć wokół siebie wystarczająco dużo głębokiej wody. Gdyby rzuciły również kotwice rufowe, mogłyby stać bliżej płycizn. Gdyby na dziobowe liny kotwiczne założono rufowe szpringi, można by było za pomocą odpowiedniego wybierania lin ustawiać cały liniowiec burtą w pożądanym kierunku. Zaniechanie obu ostrożnościowych działań był praprzyczyną wielkiej klęski Francuzów.

Rzeź francuskiej floty

Brytyjska flota pojawiła się w zatoce 1 sierpnia ok. godz. 14,30. „Na widok wroga ogromna radość wypełniła każdą pierś na wszystkich pokładach dywizjonu” – zanotował Nelson. Brytyjczycy mieli tylko stare, niedokładne mapy, ale informacje od kilku arabskich marynarzy zasugerowały Nelsonowi uderzenie od najmniej spodziewanej strony. Potwierdziły to informacje od kapitanów liniowców idących na przedzie, którzy zauważyli, że francuskie okręty kręcą się swobodnie wokół lin kotwicznych. „Parostwo albo grobowiec w opactwie Westminster” – powiedział przed bitwą Nelson, jedząc pierwszy od kilku dni posiłek i na chwilę zapominając o uciążliwym bólu zęba trapiącym go podczas rejsu. Przy stosunkowo słabym wietrze dotarcie do pozycji Francuzów musiało potrwać co najmniej dwie godziny, słońce zachodziło tego dnia ok. dziewiętnastej. Nelson postanowił jednak atakować, zdecydował się na trudny bój nocny. Wierzył w swoich kapitanów.

Kiedy tylko zauważono brytyjskie żagle, jak wspominał kontradmirał Blanquet du Chayla, nadano sygnał do wszystkich łodzi i zatrudnionych przy rozładunku, aby niezwłocznie wracali na swoje okręty, posłuchało rozkazu tylko niewielu. Nie zaniepokoiło to zbytnio Francuzów bo spodziewali się ataku dopiero o świcie. Tymczasem po godz. 17 dwa brytyjskie liniowce, które wyprzedziły resztę, zaczęły bitwę. Brytyjski Goliath wszedł pomiędzy Guerriera a brzeg i wpakował Francuzowi salwę burtową z bezpośredniej odległości. Potem rzucił kotwicę, ale zatrzymał się dopiero pomiędzy 2. a 3. okrętem francuskiej linii (Conquerant, Spartiate). Idący za nim Zealous ruszył śladem pierwszego Brytyjczyka, ale kotwicę rzucił przed dziobem Guerrier’a. Mógł teraz ostrzeliwać Francuza ogniem całej burty, sam narażając się na ostrzał jedynie kilku dział dziobowych. Hood, kapitan Zealous’a zanotował: Krótko po szóstej otworzyłem z odległości strzału pistoletowego tak dobrze wycelowany ogień w jego dziób, że fokmaszt zwalił się do wody w siedem minut, zanim słońce schowało się za horyzontem.

Plan bitwy pod Abukirem

Francuzi odpowiadali mizernie, bo w chwili rozpoczęcia ataku nie mieli nawet wytoczonych dział na lewych burtach, do których dostęp utrudniały do tego różne pakunki i towary przeznaczone do wyładunku na brzeg. Zanim zaszło słońce z lewych burt Francuzów zaatakowały jeszcze trzy okręty – Audacious stanął przy drugim Francuzie w linii (Conquerant’em) a Orion zawędrował aż do 5. okrętu – Peuple Souverain. Brytyjski Theseus zaatakował 3. w linii Spartiate. Nelson poprowadził resztę eskadry po zewnętrznej stronie francuskiej linii i zakotwiczył swojego Vanguard’a naprzeciwko Spatriate. Przed okrętem Nelsona zajęły pozycje Minotaur oraz Defence i natychmiast rozpoczęły ostrzał odpowiednio Aquilon’a oraz Peuple Souveran’a. Następny w angielskiej linii Bellerophon za późno rzucił kotwicę i zamiast znaleźć się naprzeciw Franklin’a zaatakował kolejny okręt – flagowego, 120 działowego L’Orient’a. Zapadł już zmrok, kiedy na wody bitwy dotarł brytyjski Majestic. Usiłował stanąć za rufą L’Orient’a, ale kapitan źle obliczył manewry i zderzył się aż z 9. w linii Hareuux’em.

Poza walką pozostawały jeszcze trzy brytyjskie jednostki. Culloden wszedł na mieliznę w rejonie wyspy Abukir i na pomoc ruszył mu bryg Mutine i pozaklasowy 50 działowy Leander. Dołączyły też wracające z rekonesansu: Aleksander i Swiftsure. Pierwszy stanął za rufą francuskiego flagowca, drugi zaatakował Franklin’a. Około  godz. 21 początkowy etap bitwy dobiegał końca. Kapitan Ralph Miller, Amerykanin w brytyjskiej służbie, dowodzący Theseus’em, tak to opisał żonie: „ Guerrier i Conquerant opór stawiały bardzo lichy (…) i gdzieś koło ósmej zamilkły zupełnie. Spartiate bronił się znacznie dłużej, a jego lewoburtowe działa z początku biły w nas z wielką częstotliwością, ale kiedy admirał zakotwiczył po przeciwnej stronie, ich ogień stał się powolny i nieregularny, a ok. dziewiątej ucichł; stracili też grot i bezanmaszt. Aquilon’a pokonaliśmy nieco wcześniej, pozbawiając go wszystkich masztów. (…) Mniej więcej w tym samym czasie stracił maszty i przestał strzelać także Peuple Souverain.

 W pierwszej fazie bitwy, ok. godz. 20,30 po salwie Spartiate’a ranny został kontradmirał Nelson. Oderwany płat skóry czoła przesłonił mu oko na które widział.[4] Zabrano go do chirurga, który orzekł, że rana nie zagraża życiu. Nie przekonał kontradmirała, który uparcie wierzył, że każda jego rana jest śmiertelna.

W bitwie pod Abukirem poległo lub zostało rannych wielu dowódców z obu flot. Kapitan Tonnant’a, Aristide Aubert Dupetit-Thouars kazał przybić do masztu banderę, na znak, że się nie podda. Stracił stopę, doznał złamania nogi i po amputacji podudzia dalej dowodził, aż zmarł z utraty krwi. Pośród zabitych Francuzów znaleźli się jeszcze m.in. wiceadm. Brueys d’Aigalliers, kapitanowie Peyret, Casablanca, i Thevenard Młodszy. Ranny był kontradmirał  Chayla, w pół godziny po nim raniono dowódcę Franklin’a – kpt. Gilleta. Z Brytyjczyków, jeszcze przed ranieniem Nelsona poległ Westcott, kapitan Majestic’a, potem zginął kpt. Darby z Bellerophon’a, ranny został m.in. kapitan Orion’a James Saumarez, późniejszy admirał.

Trochę wyprzedziłem wypadki, bo po godz. 21 zacięta walka wciąż trwała. Około godz. 21 na francuskim flagowym L’Orient wybuchł pożar. Wcześniej trójpokładowiec zmasakrował brytyjskiego Bellerophon’a, pozbawił go masztów, rozbił 16 dział i podziurawił kadłub. Zaczął ulegać, kiedy dobrał się do niego Swiftsure, od bakburty zaszedł go Alexandre, a niebawem dołączyły jeszcze Leander i Defiance. Ogień, szybko rozprzestrzeniając się, sięgnął prochowni, powodując o godz. 22.00 potworną detonację, która rozerwała okręt na strzępy. Anglicy, widząc co się dzieje, oddalili się od L’Orient, nie przerywając jednak ostrzału. Wraz z okrętem na dno poszły maltańskie skarby –  12 postaci apostołów odlanych w brązie, 600 tyś. funtów szterlingów, 3 tony wyrobów srebrnych oraz drzwi zabrane z katedry w La Valetcie. Z prawie 1000-osobowej załogi ocalało ledwie 60 ludzi, w tym ranny kpt. Ganteaume.

Heroicznie walczył też Franklin z kontradm. Chayla na pokładzie, ale mając aż trzech przeciwników poddał się o godz. 23,30. Mercure, który uszkodzony, zerwał się z kotwicy, zdryfował ku brzegowi i dopiero 3 sierpnia spuścił banderę. Poprzedzający go w linii Heureux wziął nieistotny udział w boju i stracił jedynie 70 ludzi. 2 sierpnia o godz. 3.00 przerwał ogień i spłynął ku brzegowi, gdzie osiadł nieopodal Mercure’go. Poddał się następnego dnia w obliczu trzech angielskich liniowców. Z francuskiej ariergardy znikomy udział w boju miał ostatni w szyku Timoleon, który próbował uciec, ale 2 sierpnia osiadł na brzegu i podpalony przez załogę eksplodował 3 sierpnia.

Nocny bój wyczerpywał obie strony. Kanonierzy wręcz zasypiali przy działach, budzili się, oddawali salwę i znów zasypiali. Przez całą noc w różnych miejscach zatoki wybuchała co pewien czas strzelanina. Nad ranem 2 sierpnia wszystko ucichło.

Z 13 francuskich liniowców na dno poszły dwa, dziewięć poddało się. Spośród czterech fregat dwie zostały zatopione – Serieuse zatopił Orion (fregata osiadła do połowy w wodzie i 2 sierpnia o godz. 3.00 jej załoga poddała się); Arthemise przybiła do brzegu i następnego dnia, opuszczona, została spalona. Z całej francuskiej floty zdołały wymknąć się 2 sierpnia dwa liniowce z ariergardy pod dowództwem wiceadm. P. Villeneuve’a (Guillaume Tell i Genereux) oraz dwie fregaty z kontradm. Decresem (Diane i Justice). Ogółem ok. 2000 ludzi.

Francuzi stracili w bitwie 5225 ludzi, w tej liczbie ok. 1700 zabitych i utopionych, 1500 rannych i 2000 jeńców. Anglicy przyznawali się do 250 zabitych i 677 rannych, ale ludzie wciąż umierali z ran. Wiele brytyjskich okrętów odniosło poważne uszkodzenia – w ich wyniku jeden z nich później zatonął.

Po bitwie

Eksplozja francuskiego okrętu flagowego Orient

Nelson z wieściami o wielkim sukcesie brytyjskiej floty (i swoim) wysłał pozaklasowego pięćdziesięciodziałowego  Leander’a. Tego zaś 18 sierpnia przechwycił i zdobył właśnie jeden z okrętów francuskich, któremu udało się wymknąć z zatoki Abukir. Okrętem tym był 74-działowy Généreux. Z tego powodu wieści o zwycięstwie pod Abukirem dotarły do Anglii dopiero 2 października. Napoleon o klęsce swojej floty dowiedział się 13 sierpnia, kiedy ścigał na pustyni Synaj oddział mameluków. Bourrienne zanotował wtedy: … dowiedziawszy się o straszliwej katastrofie pod Abukirem, głównodowodzący był przytłoczony nieszczęściem. (…) W lot pojął, jakie to będzie miało konsekwencje (…) Powtórzył tonem trudnym do opisania: Brueysie nieszczęsny, cóżeś ty uczynił! 

Bitwa utrwaliła brytyjskie panowanie na morzach do końca francuskich wojen rewolucyjnych i miała swój poważny udział we wzroście sławy admirała Nelsona. Miała gorsze konsekwencje dla Napoleona. Wygrał co prawda jeszcze kilka bitew, ale pozbawiony dostaw i posiłków nie mógł liczyć na realizację głównego celu kampanii – podbój Indii stał się zupełnie nierealny. 23 sierpnia 1799 roku Napoleon wymknął się z Egiptu i popłynął do Paryża. Wprawdzie dzięki sprawnej propagandzie udało mu się przekonać opinię publiczną we Francji, że wyprawa egipska zakończyła się sukcesem, lecz Anglicy mieli na ten temat całkiem odmienny pogląd. Pozostali w Egipcie Francuzi również. Nominowany na dowódcę armii egipskiej gen. Jean Kleber próbował kontynuować ofensywę, wyruszając na Syrię, ale ta kampania zakończyła się poważną klęską. Siły francuskie zostały zepchnięte do obrony, wkrótce zaś, w roku 1801, pokonane przez siły brytyjsko – tureckie. Łaskawie pozwolono jednak Francuzom wrócić do kraju.

Niekwestionowanym natomiast efektem egipskiej awantury Napoleona są osiągnięcia uczonych z powołanego przez Bonapartego Instytutu Egipskiego. Wyniki ich badań oraz zgromadzone zbiory wpłynęły na dalszy rozwój nauki w XIX wieku.

Ryszard Nowosadzki

Bibliografia:

  1. Kosiarz, Bitwy morskie, Gdynia 1964
  2. Koczorowski, Z eskulapem na morzu, Gdańsk 1977
  3. Uffindell, Wielcy generałowie wojen napoleońskich, Poznań 2007

Nicolas N.H., The Dispatches Admiral Lord Viscount Nelson, t.3, London 1845

  1. Alexander, Jak zwyciężali wielcy dowódcy, Warszawa 2007
  2. Mickiewicz, Z dziejów żeglugi, Warszawa 1971
  3. i L. Adkins, Wojna o wszystkie oceany, Poznań 2008
  4. Kosiarz, Wojny na Bałtyku X-XIX w., Gdańsk 1978
  5. i G. Bidwell, Admirał i kochanek, 1989
  6. Szala, Bitwa w Zatoce Aboukir, 2006

Przypisy:

[1]    Roy i Lesley Adkins, Wojna o wszystkie oceany…, Poznań 2008, str. 33

[2]    Wg wspomnień Louisa Antoine Fauvelet Bourriennego, osobistego sekretarza Bonapartego, 1829

[3]    Marian Brandys, Oficer największych nadziei, Warszawa 1964, str. 178

[4]    Nelson w kolejnych bitwach otrzymywał rany i to poważne. W 1793 roku, w czasie udanego ataku na miejscowość Calvi na rodzinnej wyspie Napoleona Korsyce, w wyniku uderzenia grudkami żwiru stracił wzrok w prawym oku. 25 lipca 1797 roku, podczas nieudanego ataku na port Santa Cruz de Tenerife na Teneryfie, został ranny w prawe ramię na tyle poważnie, że niezbędna okazała się amputacja ramienia. W bitwie pod Abukirem odniósł ranę w czoło, po której pozostała blizna. 21 października 1805 kiedy ostatecznie rozgromił połączone floty Francji i Hiszpanii w bitwie pod Trafalgarem, został postrzelony w kręgosłup. Zmarł po czterech godzinach tego samego dnia, w trakcie końcowej fazy bitwy, mając świadomość, że odniósł wielkie zwycięstwo.