Bitwa pod Cedynią

Bitwa pod Cedynią. Analiza przyczyn, przebiegu i skutków

Ze względu na brak źródeł pisanych dotyczących początków Państwa Polan niemożliwym jest wskazanie przyczyn szybkiej ekspansji plemienia Polan na obszary otaczające ich rdzenną ziemię – Wielkopolskę. Większość zagadnień dotyczących wydarzeń sprzed Zjazdu Gnieźnieńskiego w 1000 roku  historycy rozstrzygają na podstawie lakonicznych wzmianek zawartych w rocznikach (np. Hildesheimskich lub Kwedlinburskich) lub kronikach (Thietmar, Gall Anonim).

Wiele koncepcji na temat ówczesnych wydarzeń JEST bardziej lub mniej wiarygodnymi hipotezami i domysłami kreowanymi w odniesieniu do wcześniejszych lub późniejszych, bardziej wiarygodnych przekazów źródłowych. Na temat pierwszej udokumentowanej bitwy między Państwem Polan, a Niemcami – która odbyła się pod Cedynią w dniu 24 czerwca 972 roku zachowała się tylko jedna wzmianka źródłowa: Tymczasem dostojny margrabia

Hodo, zebrawszy wojsko, napadł z nim na Mieszka, który był wierny cesarzowi i płacił trybut aż po rzekę Wartę. Na pomoc margrabiemu pośpieszył wraz ze swoimi tylko mój ojciec, graf Zygfryd, podówczas młodzieniec i jeszcze nieżonaty. Kiedy w dzień św. Jana  Chrzciciela starli się z Mieszkiem, odnieśli zrazu zwycięstwo, lecz potem w miejscowości zwanej Cydzyną brat jego Czcibor zadał im klęskę kładąc trupem wszystkich najlepszych  rycerzy z wyjątkiem wspomnianych grafów. Cesarz, poruszony do żywego wieścią o tej  klęsce, wysłał czym prędzej gońców, nakazując Hodonowi i Mieszkowi, aby pod rygorem utraty jego łaski zachowali pokój do czasu, gdy przybędzie na miejsce i osobiście zbada  sprawę[1]„.

Ze względu na tak skromną baze źródłową ustalenie szczegółów dotyczących bezpośrednich okoliczności bitwy pod Cedynią jest nie możliwe. Dlatego właśnie w niniejszym opracowaniu przytaczał będę najlepsze i najlepiej uargumentowane koncepcje badaczy i historyków.

Początek państwa Polskiego

Mieszko I pędzla Jana Matejki.
Fot. Wikimedia Commons

Rekonstruując początki panowania dynastii Piastowskiej jesteśmy zdani na jedyne źródło historyczne opisujące tę kwestię – kronikę Galla Anonima. W charakterze opowieści dowiadujemy się o przodkach Mieszka I. Badacze przyjmują że ojciec Mieszka – Siemomysł oparł granicę swojej władzy na Odrze. W czasach Mieszka, pod panowaniem Polan znajdowały się znacznie większe obszary.

Sytuacja geopolityczna sprzyjała prężnej ekspansji Polan na wszystkie kierunki od Wielkopolski – Małopolska, Mazowsze oraz Wielkopolska nie były terenami obficie zalesionymi, stąd ich podbój nie zajął Polanom pół wieku, tak jak Niemcom podporządkowanie serbskiego połabia (gęsto zasianego bagnami i gęstwinami). Poza tym Niemcy bili wszystkich zachodnich i południowych konkurentów Polan – plemiona połabskie oraz Czechy. Tam gdzie docierały siły Polan, obracały one w ruinę dziesiątki grodów nieprzyjaciół, budując następnie kilka wielkich warowni – również grodów, które miały charakter ufortyfikowanych koszar na wzgórzu – sprzyjało to utrzymaniu władzy na podbitym terenie. Właśnie w latach 940-970 powstała gęsta sieć grodów warownych w Wielkopolsce.

Walki Polan z Połabianami toczyły się o dominację na Pomorzu Zachodnim, które dostało się pod panowanie Mieszka po bitwach stoczonych z plemionami Wieleckimi w 953 roku. Po dwóch porażkach siły Mieszka rozbiły wojska wieleckie, na czele których stał Wichman, niemiecki możny – jest to pierwszy źródłowy przekaz mówiący o Mieszku I[2] Historycy wyliczają wiele przykładów zawierania sojuszy między Czechami a Związkiem Wieleckim. Z racji układu sił w regionie nie były to sojusze bezpieczne dla Polan, dlatego kolejnym celem Mieszka było zdobycie Ziemi Łużyckiej – oprócz powiększenia swojego terytorium Mieszko mógł zerwać kontakt między potencjalnymi sojusznikami. Tak właśnie się stało.

Gero, margrabia Marchii Wschodniej słynący ze swych licznych podbojów, w wyniku których znacznie powiększył włości swojej marchii, pod nieobecność cesarza Ottona I (był w Rzymie) układał się z Mieszkiem. Potrzebował sojusznika w walce przeciwko słowiańskim plemionom na Połabiu, do którego Niemcy rościły sobie od początku X wieku prawo, a od którego należał im się trybut po rzekę Odrę.  Mieszko mógł podbijać pogańskie tereny,  lecz ze zdobytych miał płacić trybut cesarzowi, w zamian za co stał się równym przyjacielem cesarza, co oznaczało że poddani imperatora nie mogli atakować Polan. W wyniku porozumienia Polanie zajęli Ziemię Lubuską, a Gero Łużyce. Wieleci i Czesi stracili łączność między sobą,  co znacznie osłabiło ich sojusz.

Właśnie po tych wydarzeniach miały miejsce bitwy stoczone pomiędzy Mieszkiem a Wichmanem, opisane pokrótce przez Widukinda. Po tych wydarzeniach Mieszko umocnił przeprawy na Odrze oraz prowadził walki zaczepne na Pomorzu, poza tym wszedł w sojusz z czeskim władcą Bolesławem Srogim. Przypieczętowaniem sojuszu był ślub Mieszka z córką Bolesława – Dobrawą. Dalszym następstwem małżeństwa był chrzest polskiego władcy w 966 roku. W 965 roku  zmarł Gero, a cesarz jego marchię musiał podzielić na kilka mniejszych i osadził tam hrabiów. Mieszko prawdopodobnie przybył osobiście przed lico Cesarza, gdzie potwierdził swoje panowanie nad ziemią Lubuską, a swój trybut miał płacić już nie tylko po rzekę Odrę, lecz aż po Wartę- otrzymał również tytuł Amicus Imperatoris co na pewno wyróżniało go z grona innych władców.

Przyczyny bitwy

Tereny zamieszkane przez Słowian we wczesnym średniowieczu na niemieckiej mapie z XIX wieku – widoczny przebieg limesu
Fot. Wikimedia Commons

Po śmierci Gerona Cesarz wyznaczył kilku margrabiów Marchii Wschodniej, między innymi byli to Hodon i Zygfryd von Walbeck – ojciec wspomnianego już kronikarza Thietmara z Merseburga. Hodon dzierżył władzę nad Marchią Łużycką – położoną najbliżej Związku Wieleckiego i Pomorza. Nie są znane nam wydarzenia mające miejsce między śmiercią Gerona w 965 roku, a bitwą pod Cedynią w 972 roku. Z tego względu badacze wysuwają kilka prawdopodobnych hipotez:

  • Hodon zaatakował sojusznika cesarstwa ze względu na zdobycie sławy, którą mógł zdobyć dzięki zwycięskim podbojom.
  • Mieszko mimo obietnicy nie płacił obiecanego trybutu, w wyniku czego margrabia postanowił podjąć wyprawę na Polan.
  • Mieszko w trakcie ekspansji na pomorzu przekroczył Odrę, co Hodon mógł zrozumieć jako naruszenie ustaleń. Broniąc interesów Niemiec podjął wyprawę.

Oczywiście są to tylko przypuszczenia, w rzeczywistości najazd Hodona mógł mieć kilka przyczyn. Możliwe, że Mieszko w wyniku podbojów na Pomorzu i Połabiu zażądał od Wieletów trybutu, gdyż zasiedlali oba brzegi ujścia Odry. W wyniku czego Wieleci zaproponowali trybut Niemcom w zamian za pomoc w odparciu Mieszka – ta koncepcja również jest możliwa.

Wyprawa Hodona nie mogła mieć w pełni oficjalnego charakteru, gdyż cesarz nic o niej nie wiedział, poza tym otrzymałby liczniejsze posiłki z głębi kraju.

Charakterystyka Hodona jako dowódcy nie jest możliwa ze względu na brak przekazów źródłowych o wcześniejszych jego dokonaniach. O Mieszku jednak należy powiedzieć, że musiał być zaprawionym i dobrym dowódcą – świadczą o tym jego liczne zwycięstwa, umiejętności organizacyjne i dyplomatyczne oraz zachowanie podczas samej bitwy.

Siły obu stron

Na temat liczebności niemieckiej armii brakuje dokładnych danych źródłowych, szacuje się je na podstawie ówczesnego zaludnienia terenu i porównań z nieco późniejszymi lub wcześniejszymi podaniami o liczebności armii powoływanych z pobliskich marchii. Szacuje się, że Hodon mógł dysponować liczbą około 1300 pancernych  niemieckich jeźdźców oraz 3000 słowiańskich, pieszych wojów – tarczowników i łuczników (tak duży odsetek Słowian w niemieckiej armii argumentowany jest faktem niedawnego podbicia słowiańskich ziem, na których ulokowano marchię Hodona). Łącznie jego armia liczyła 4000-4500 wojowników.

Porównując tę liczbę z rozmiarami ówczesnych armii można przyjąć, że była to wystarczająca ilość wojska do podjęcia wyprawy.

Na podstawie przekazu Ibrahima ibn Jakuba oraz Anonima zwanego Gallem jesteśmy w stanie w przybliżeniu chociaż zrekonstruować liczebność polskich sił zbrojnych dla ówczesnych lat. Tak przedstawia się zestawienie informacji o liczebności załóg polskich grodów w czasach Mieszka I, podanych przez Galla Anonima w jego kronice[3].

Współcześni badacze biorąc pod uwagę pewne przecenienie liczebności armii Mieszka przypuszczają, że prawdopodobnie książę mógł w owym czasie użyć w bitwie pod Cedynią 4500- 5000 żołnierzy, z czego 1500 mogło stanowić jazdę drużynniczą, a pozostała reszta, tak jak w przypadku sił niemieckich- składała się prawdopodobnie z tarczowników i łuczników.

Uzbrojenie

Uzbrojenie obu stron rekonstruuje się na podstawie zachowanych przekazów źródłowych, znalezisk archeologicznych, czy np. numizmatycznych ( na monetach często uwieczniano władców w pancerzach). Najdroższym, a więc dostępnym tylko dla możnych wojowników, narzędziem walki był miecz. Miecze niemieckie w ówczesnym czasie mierzyły 80-100 cm oraz ważyły około 1kg, przeznaczone były raczej do cięć, niż do pchnięć i wyrafinowanej szermierki – były dobrze wyważone dzięki masywnej głowni i jelcowi. Oprócz mieczy, saska piechota mogła korzystać z saxów – jednosiecznych noży o wielkości miecza pozbawionego jelca.  Piechurzy rzadko korzystali z mieczy, gdyż były one drogie. Zazwyczaj korzystano z 2-2,5 metrowych włóczni o grotach skrzydełkowych. Jazda nie posiadająca mieczy, mogła korzystać z podobnych włóczni, lecz ich grot przyjmował kształt wąskiego szpicu. Oszczepy jako „broń pierwszego kontaktu” były wykorzystywane w tamtym okresie, lecz były niezbyt powszechnie. Znacznie powszechniejszą od miecza bronią używaną w bliskim kontakcie były topory. Jazda wykorzystywała  jednoręczne topory, wersje dla piechoty mogły osiągać do 130-150 cm długości. Wśród Słowian najbardziej popularne były małe topory, używane jako broń podręczna, ich część sieczna miała rozmiary 7-12 cm. Używano również toporów przeznaczonych do rzucania – charakteryzował je wygięty żeleziec.

Według przekazu Thietmara łucznicy byli trzonem słowiańskiej defensywy[4]. Konstrukcja łuku używanego przez armię Mieszka nie jest nam znana, jednak prawdopodobnie była porównywalna z niemieckimi egzemplarzami. Te mierzyły około 180 cm i były klejone z cienkich listewek cisu, jałowca i jesionu. Strzały w zależności od długości ramienia strzelca (w końcowym etapie naciągania cięciwy lotka strzały dotykała policzka strzelca) mierzyły 80-100 cm. Łucznik nosił ze sobą w kołczanie 30-60 strzał co wystarczało na około 10 minut ostrzału. Groty strzał miały różne formy, często były smarowane wyciągami roślin (tojad, wilcze łyko, wilcza jagoda, naparstnica, ciemiężyca) co czyniło je trującymi. Proce były bardzo tanim rodzajem broni, więc prawdopodobnie często korzystały z nich oddziały armii „niezawodowej” – pospolitego ruszenia. Oddziały te korzystały również z różnego rodzaju maczug, buław, noży, wideł, cepów i sierpów przystosowanych do boju.

Kilka słów należy również powiedzieć o  uzbrojeniu ochronnym. Najbiedniejsi woje walczyli półnago lub w płóciennych bądź lnianych szatach. Znaczna część wojowników posiadała tarcze w kształcie okrągłym lub owalnym. Skonstruowane one były z klejonych cienkich deseczek obciągniętych z wierzchu lub obu stron skórą. Miało to wzmocnić ich wytrzymałość, podobnie jak metalowe nity czy wypukłe umbo na środku. Od wewnętrznej strony tarcze posiadały imacze do trzymania przedramieniem lub skórzane pasy do zawieszenia na ramieniu bądź plecach. Tarcze piechoty miały średnicę około jednego metra. Egzemplarze konnicy były mniejsze, dochodziły średnicy 80 cm i często miały promieniste okucia płaszczyzny oraz szpicę na umbie służącą do pchnięć w przeciwnika.

Drugim najpowszechniej występującym elementem wyposażenia był hełmy tzw. szyszaki. Często były one skuwane z kilku kawałków metalu i posiadały okucia żebrowe. Ich spora część  posiadała również nosale. Większe właściwości obronne posiadały hełmy wykute z jednego lub dwóch kawałków metalu o wzmocnionym nosalu. Szyszaki mogły być zwieńczone spiczastym stożkiem, na którym mocowano pióra lub włosie. Uzupełnieniem hełmu oraz osłoną karku i szyi (najczęściej w przypadku posiadania kolczugi) był kaptur kolczy. Mniej zamożni używali płatów skóry. Pod hełm często zakładano czapki lub czepce.

Bogatsi wojowie często posiadali pancerze – można wyróżnić kilka ich rodzajów. Pierwszym jest pancerz kolczy- złożony z kilkunastu tysięcy kolców wyciąganych z drutu oraz nitowanych ze sobą. Lepszą wartość bojową miały kolczugi o podwójnych nitach, były jednak zarazem cięższe i droższe. Pancerze kolcze z tego okresu zazwyczaj sięgały do łokcia, oraz posiadały rozcięcia pod pasem i na plecach, które ułatwiały dosiadanie konia. Waga takiego pancerza wynosiła 7-9 kg.

Tańsza od kolczugi była zbroja łuskowa – karacena. Jednakowe blaszki zachodzące na siebie, przynitowane lub przyszyte do tkaninowego lub skórzanego podkładu. Karaceny bardziej krępowały ruchy od kolczugi, były również gorzej wentylowane – poza tym łuski mogły odpadać po kilku trafieniach w jedno miejsce.

Pancerz lamelkowy był skuteczniejszy od karaceny. Miał blaszane lub skórzane pasy nachodzące na siebie, łączone rzemieniami, nitami lub drutami. Popularne były również skórzane kaftany i przeszywanice, które oprócz stanowienia podkładu powyższych pancerzy, same je stanowiły.

Wyposażenie polskie od niemieckiego nie różniło się diametralnie. Większość głowni mieczy w ówczesnym czasie  sprowadzano z Nadrenii, gdzie rzemiosło wykuwania mieczy w X wieku rozwinięto najlepiej w Europie[5]. Ze względu na bardziej rozwiniętą gospodarkę w Cesarstwie należy przyjąć, że po stronie  niemieckiej występowało więcej metalowych pancerzy – czy to kolczug, kapturów kolczych, hełmów i pancerzy łuskowych – zbroje lamelkowe często były wykonywane ze skóry. Zamożniejszych rycerzy wyróżniało lepsze wyposażenie, ich tarcze mogły być okute metalową obręczą dla zwiększenia wytrzymałości, oraz wyłącznie oni posiadali droższe, metalowe pancerze.

Przebieg bitwy

Mieszko zapewne był dobrze poinformowany przez swoich zwiadowców o ruchach wojsk nieprzyjaciela, gdy Hodon postanowił prawdopodobnie przeprawić się przez Odrę w odległości kilkunastu kilometrów od Cedyni. Ów teren w tamtych czasach był rozlewiskiem Odry, pełen gąszczu, wzgórz, mokradeł, grzęzawisk i bagien. Od miejsca przeprawy na rzece, do grodu w Cedyni prowadziła jedna, wąska droga. Sam gród znajdował się na wzgórzu, droga z jednej strony przylegała do bagna, a z drugiej do wzgórz. Miejsce wybrane przez Mieszka idealnie nadawało się na urządzenie zasadzki. Mieszko podzielił swoje siły na trzy części. Na porośniętych gęstymi krzewami stokach wzgórz kazał ukryć się tarczownikom i łucznikom, głównie z pospolitego ruszenia, tam też ukrył część jazdy pod wodzą swego brata, księcia Czcibora. Sam dowodził pozostałą częścią jazdy, która zablokowała przewężenie drogi nieopodal przeprawy na rzece. Prawdopodobnie o poranku, 24 czerwca oddział dowodzony przez Mieszka nawiązał walkę z czołem niemieckiej kolumny. Po pewnym czasie polski książę dał znak do umówionego odwrotu w kierunku Cedyni.

Po przebyciu kilku kilometrów (niektórzy badacze twierdzą, że oddział Mieszka cofnął się, aż do podgrodzia Cedyni, gdzie dołączyła do niego załoga grodu), Mieszko dał kolejny znak. Jego oddział zatrzymując się zablokował wąską drogę na całej jej szerokości. Po chwili ze wzgórz zaczęły spadać grady strzał i pocisków na stłoczone niemieckie wojsko, tarczownicy przystąpili do ataku z flanki, a Czcibór – brat Mieszka zamknął „kleszcze” uderzając oddziałem jazdy na tyły kolumny niemieckiej. W wyniku tego przemyślanego manewru armia niemiecka została zaatakowana z trzech stron, czwartą stronę stanowiły rozlewisko i bagna. W takim ścisku Niemcy nie mogli rozwinąć żadnej taktyki. Ciężka konnica była zmuszona walczyć w zwarciu, nie było więc mowy o jakikolwiek szarżach i niszczycielskich uderzeniach – z której jazda niemiecka przecież słynęła.

Następstwa bitwy

Jeśli pierwsze starcie oddziału Mieszka z niemieckimi oddziałami miało miejsce o poranku, to śmiało można przypuszczać, że przed południem bitwa była już skończona. Według przekazu Thietmara, Hodon oraz ojciec kronikarza Zygfryd von Walbeck zachowali życie – prawdopodobnie zostali wzięci do niewoli i wykupieni później za sowity okup[6]. Mniej prawdopodobnym jest, że Hodon i Zygfryd zdołali wyrwać się z okrążenia. Wiemy również z tego przekazu, że wszyscy rycerze lub ich większość zostali zgładzeni, można więc przypuszczać, że straty po stronie niemieckiej były znaczne – mogły przekroczyć połowę stanu armii. Polskie straty nie są znane, ale można powiedzieć, że w stosunku do niemieckich były znikome.

Otton I

Również od Thietmara wiemy o tym, że Otto I (przebywający wtedy w Italii) dowiadując się o potyczce swojego margrabi z oficjalnym sojusznikiem nakazał zaprzestania wzajemnych walk pod groźbą utraty swojej łaski dla obu, aż do jego osobistego przybycia i zbadania sprawy. Podczas panowania Ottona I miały miejsce dwa powstania słowiańskie – zapewne chciał uniknąć kolejnego. Cesarz orzekł słuszność Hodona, nie mógł oficjalnie postąpić inaczej, gdyż uznane byłoby to za aprobatę dla ekspansji Mieszka na Pomorzu, które częściowo kontrolowali Niemcy. W wyniku takiej decyzji Czechy i Obodryci mogliby wystosować podobne roszczenia. Oprócz wysłania na dwór cesarski sześcioletniego Bolesława Chrobrego w charakterze zakładnika, nie znamy innych konsekwencji bitwy.

Rok po bitwie umarł cesarz Otton I, a stosunki z Polską zostały uregulowane ślubem Mieszka z Odą – córką niemieckiego margrabiego Teodoryka.

Podsumowanie

Mimo niekorzystnego wyroku cesarza zwycięstwo pod Cedynią umocniło władzę Mieszka nad Pomorzem Zachodnim. Do końca X w. na zachodniej granicy państwa panował względny spokój, przerywany tylko niewielkimi konfliktami, które nie wymagały jednak interwencji cesarza. Sytuacja zmieniła się dopiero za panowania Bolesława Chrobrego, który prowadził wieloletnie wojny z cesarstwem.

Marcin Cybulski

Artykuł został pierwotnie opublikowany 12.12.2017 roku

Bibliografia:

Nadolski A., Broń i strój rycerstwa polskiego w średniowieczu, Warszawa 1979.

Rochana P., Cedynia 972, Warszawa 2002.

Thietmar z Merseburga, Kronika, 1.18, tłum. M. Z. Jedlicki, Poznań 1953.

Widukind z Korwei, Dzieje saskie, księga III, rozdz. 67, tłum. H. Łowmiański.

Przypisy:

[1]           Thietmar z Merseburga, Kronika, 1.18, tłum. M. Z. Jedlicki, Poznań 1953, s. 26.

[2]          Widukind z Korwei, Dzieje saskie, księga III, rozdz. 67, tłum. H. Łowmiański.  s. 63.

[3]         Anonim t z w. G a 11. Kronika Polska, księga I, rozdz. 8, s. 26.

[4]         Thietmar z Merseburga, Kronika, 1.18, tłum. M. Z. Jedlicki, Poznań 1953, s. 53.

[5]          A. Nadolski, Broń i strój rycerstwa polskiego w Średniowieczu, Ossolineum 1979, Cały dział poświęcony uzbrojeniu jest oparty o informacje z tej książki.

[6]         Thietmar z Merseburga, Kronika, 1.18, tłum. M. Z. Jedlicki, Poznań 1953, s. 115.

One Comment

  1. Anna Zielińska

    Karacena w X wieku? Trochę autorze pomerdałeś, karacena to wytwór już nowożytny. I karacena to nie jest synonim zbroi łuskowej.
    No i co do tej lamelki – metalowa – jak najbardziej. Skórzana – nie. Skórzana lamelka to wykwit fantazji rodzimych rekonstruktorów, ale nie ma żadnego potwierdzenia w źródłach.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*