Bozzetto. Klątwa | Recenzja

Hermann Alexander Beyeler, Gerd J. Schneeweis, Bozzetto. Klątwa

Mamy rok 1541. Trwa właśnie ceremonia uhonorowania wielkiego dzieła wykonanego przez Michała Anioła. Sąd Ostateczny, prawdopodobnie jeden z najbardziej znanych fresków, jaki kiedykolwiek powstał nie przynosi jednak szczęścia światu chrześcijańskiemu. Poseł cesarski przekazuje straszliwą informacje o klęsce wojsk chrześcijańskich pod wodzą cesarza Karola V w walce z dowódcą floty Imperium Osmańskiego Hajraddinem Barbarossą. Michał Anioł doszukuje się w tym zbiegu okoliczności swojej winy związanej z bozzetto (szkicem projektu wykonanym na drewnianej desce), na którym to malarz umieścił postacie cesarza Karola V oraz papieża Klemensa VII po prawicy i lewicy Boga, co jest oczywistą profanacją. Od tego czasu uważa on, iż bozzetto zostało obłożone klątwą przez samego Stwórcę…

Tak rozpoczyna się akcja książki Bozzetto. Klątwa wydanej nakładem Wydawnictwa Arkady. Jest to niejako hybryda powieści przygodowej i historycznej, niestety ten dualizm nie wyszedł książce na dobre. Zapewne autorom: Hermannowi Beyelerowi i Gerdowi Schneeweisowi zależało na stworzeniu powieści będącej kasowym i literackim odpowiednikiem dzieł Dana Browna (Anioły i Demony, Kod da Vinci), jednak Bozzetto uznać można (stosując wykładnię filmową) za średnią powieść klasy B.

Przedzierając się przez kolejne strony powieści, stawiamy sobie pytania: po co? dlaczego? czemu? Wynikają one z faktu dość dziwacznego prowadzenia fabuły przez autorów. Wpływowy mecenas sztuki Hans Albert Bilgrin wraz ze wspólnikiem i przyjacielem Aloisem Fuchsem pragną odkupić bozzetto od obecnych właścicieli i podarować je Watykanowi. Nakłaniają do pomocy w tym przedsięwzięciu Maxa Prucknera byłego adwokata, który napisał kiedyś powieść o tytułowym obrazie. Sam motyw nawiązania współpracy, z ową personą jest, żeby łagodnie powiedzieć… mało wyrafinowany. „Musimy się z nim spotkać i porozmawiać, bo napisał on kiedyś książkę o bozzetto i na pewno dużo o nim wie…”, niestety takie nieuzasadnione ciągi skutkowo-przyczynowe są wizytówką powieści Beyelera i Schneeweisa, co znacznie obniża jego wartość.

Pierwszą cześć książki można streścić w dwóch zdaniach: „Trzeba dowiedzieć się więcej o historii bozzetto. Spotkajmy się więc z nim, nim i nim.” Tym sposobem poznajemy kolejnych bohaterów związanych z dziełem Michała Anioła i odkrywamy dawniejsze losy obrazu. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy zadamy sobie pytanie: po co? Główni bohaterowie znają miejsce przechowywania bozzetto oraz jego obecnych właścicieli, po co więc to niewnoszące wiele poszukiwanie informacji o jego przeszłości? No cóż zapewne po to, żeby fabuła książki nie zmieściła się na 5 stronach, szkoda tylko, że tym samym kieruje się ona w stronę całkowitego absurdu. Otóż „mistyczna” moc bozzetta, jak się dowiadujemy ma pomóc we wskrzeszeniu Adolfa Hitlera…, który wcale nie zginął w berlińskim bunkrze tuż przed ostateczną klęską wojenną Niemiec, a dopiero w roku 1946 w Hiszpanii.

Niestety Bozzetto. Klątwa autorstwa Hermanna Alexandera Beyelera oraz Gerda J. Schneeweisa nie jest udaną odpowiedzią na twórczość Dana Browna. Powieść nie wciąga czytelnika, a oklepane motywy zawarte w fabule porażają. Książka może spodobać się jednak fascynatom alternatywnej historii oraz propagatorom spiskowej teorii dziejów.

Ocena recenzenta: 4/6

Mariusz Sioch

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*