Ciągle się gdzieś śpieszymy. Ciągle gdzieś biegniemy. I w sumie nic w tym dziwnego, bo wszyscy przecież jesteśmy bardzo zajętymi ludźmi. I żeby spiąć jakoś tą naszą dobę musimy się śpieszyć. Ale czasami i tak nie zdążymy. Gorzej jak nie zdążymy zrobić rzeczy najważniejszych.

Dziś też będzie refleksyjnie i trochę melancholijnie. Komu to nie odpowiada może nie czytać dalej. Nie ma przecież takiego przymusu. A to taki temat, który zawsze chciałem poruszyć i dziś właśnie muszę o nim napisać. Czasem nie zdążamy zrobić tych najważniejszych rzeczy. I nie myślę tu wcale o tych najpoważniejszych, egzystencjonalnych możnaby rzec. Swojego czasu cały Internet śmiał się z kampanii reklamowej, którą nazwijmy „To zdążyłam, tamto zdążyłam a tego nie zdążyłem”. I może rzeczywiście niektóre z naszych wspaniałych Pań nie zdążyły zostać matkami, ale te dla nas najważniejsze i najwspanialsze– nasze mamy, babcie i teściowe– zdążyły i w sumie to mamy się, czego cieszyć. I być im wdzięczni. Ale dziś nie o tym. Mówi się nieraz, że każdy z nas zdąży umrzeć.  I niektórzy nawet już zdążyli. A w związku z tym niektórzy z nas nie zdążyli powiedzieć im wielu rzeczy, albo zapytać i dowiedzieć się o wielu rzeczach.

I o tym dziś chciałbym powiedzieć głośno. Bo sam– przyznaję się bez bicia– po prostu nie zdążyłem. Właśnie w tym sensie. Niedawno minęła kolejna rocznica śmierci mojego dziadka. Wydarzenie to było dla mnie tragedią, ale dopiero po czasie zdałem sobie sprawę z jego długofalowych konsekwencji. Nigdy już nie zapytam dziadka o dzieje mojej rodziny, historię mojej wsi czy jakąkolwiek inną. Wraz z moim dziadkiem odeszła taka dawka mikrohistorii, że spokojnie zapisałbym nią setki, jeśli nie tysiące stron w edytorze tekstu. Ale niestety nie zdążyłem tego zrobić. I od razu odpowiem na pytania, które pewnie niektórym z Was zrodziły się w głowach– niestety nie nagrywałem wspomnień dziadka!

I nie tylko ja tak nie zdążyłem. Ostatnio jeden ze świetnych historyków, których dane mi było spotkać na swojej drodze w czasie studiów, także na łamach pasy drukowanej podzielił się takimi właśnie przeżyciami. Identycznymi jak moje. I też odniesieniu do swojego dziadka. I co mógł powiedzieć? To samo, co ja myślę od tamtej właśnie chwili, kiedy zdałem sobie z tej tragicznej prawdy sprawę– żałuję. Bardzo żałuję. Że nie spisywałem opowieści dziadka, albo przynajmniej wniosków z nich płynących. Ze nie nagrywałem ich w jakimkolwiek cyfrowym formacie. Po prostu jakkolwiek nie utrwalałem. Bo teraz zachowały mi się tylko fragmenty. Urywki większej historii– mojej rodziny, miejscowości, regionu.  I już reszty nie jestem w stanie odtworzyć.  Tak jak wspomniany pan profesor nie był. Ilu jeszcze z nas tak ma? To tylko tragiczny dowód na to, że czasem nie warto zwolnić, by zdążyć zrobić to co wzbogaci naszą wiedzę, świadomość albo osobowość.

Dlaczego o tym w ogóle piszę? Zamiast zamieścić dziś felieton pełen zabawnych ciekawostek, anegdot, fascynujących opowieści o naszych dziejach? Z kilku powodów. Jest tak refleksyjnie, bo dla mnie osobiście to bardzo ważny temat i czułem, że muszę o nim napisać, akurat teraz. Jednak nie tylko to wchodzi w grę. Jest jeszcze wielu tych, którzy zdążą nie popełnić mojego błędu i zdążą spisać czy nagrać opowieści swoich, dziadków, babć, wujków, cioć czy rodziców. Naprawdę warto. Nie czekajcie, nie odkładajcie tego na jutro, bo możecie po prostu nie zdążyć. Ale przecież dotyczy to nie tylko naszych bliskich. Jest przecież całe pokolenie ludzi, którzy mogą nam zaprezentować solidną dawkę żywej historii mówionej.  A oni są dookoła. To nasi sąsiedzi, ludzie, których mijamy na ulicy czy w sklepie, albo parku. Ich wiedza też jest niezwykle cenna i warto zdążyć o nią poprosić. Bo przecież nie długo nie będzie już tych, którzy pamiętają czasy II wojny światowej, bądź jeszcze nawet te przedwojenne. Ja sam w okolicy mam ludzi, którzy pamiętają jeszcze II wojnę światową w Beskidzie Niskim i powiedzą o niej więcej niż niejeden zawodowy historyk. Albo takich, którzy na własnej skórze doświadczyli Akcji „Wisła”. I każdy z nas ma wokół setki (jeszcze) takich osób, które mikrohistorii same doświadczyły i mogą ją nam zaprezentować.

Zatem czasem zwolnijmy i róbmy tak, aby zdążyć, żeby czasem naszej tradycji, dziejów naszej rodziny czy miejscowości nie pochować wraz z bliskimi. Bo przecież– parafrazując słowa kard. Wyszyńskiego– każda grupa ludzi bez historii, wkrótce staje się grupą bez przyszłości. A nikt z nas nie chciałby być jak drzewo bez korzeni.

Dawid Siuta