Co oznaczała mnogość narzędzi do realizowania idei liberum veto?

Koncyliacyjność to postawa mająca na celu osiągnięcie pojednania. W przypadku zagadnienia parlamentaryzmu w państwie polsko-litewskim moglibyśmy koncyliację określić jako narzędzie (albo raczej warunek) do podejmowania decyzji. Zasada ta nastawiona jest na uzyskanie konsensusu bądź przynajmniej kompromisu w obliczu niezgodności[1]. Wymaga od stron elastyczności i otwartości, które wydają się być antytezą zasady liberum veto. Tymczasem w założeniach i początkowo także w praktyce, doskonale wpisywała się w tę postawę. W swoim tekście przedstawię szereg instytucji, które kryją się pod ideą wolne, nie pozwalam[2]. Ich mnogość stanowi świadectwo abstrakcyjnej troski społeczeństwa o dojście do porozumienia w duchu koncyliacyjności.

Historycy przedstawiają wczesnonowożytne państwo polsko-litewskie jako takie, które nie wydało wielu wielkich filozofów, ale za to wytworzyło społeczną kulturę filozoficzną wysokiej próby, zwłaszcza na płaszczyźnie społecznej[3]. Pragnę przedstawić problem liberum veto, w ujęciu XVI- i XVII-wiecznym, właśnie w duchu obywatelskości i troski o kształt życia politycznego. Z wielką ostrożnością podszedłem natomiast do doby rozwiniętego kryzysu parlamentarnego, spowodowanego między innymi wypaczeniem tej instytucji. Postulaty jej naprawy nie zawsze dobrze oddawały filozofię społeczeństwa. Próby te podyktowane były chęcią zaradzenia chaosowi oraz przepełnione pojęciami przewartościowanymi. Celem tej pracy jest natomiast wykazanie jaką funkcję „wolne nie pozwalam” spełniało dla potencjalnych praktyków tej zasady.

Liberum veto było w rzeczywistości szeregiem podobnych, choć różniących się od siebie, instytucji. Wszystkie jednak stanowiły narzędziemające określony cel. Dla jednych badaczy liberum veto stanowi zasadę prawną, której możliwość stosowania i konieczność przestrzegania okazała się tragiczna w skutkach. Drudzy oryginalne pochodzenie tej idei lokują w zwyczaju sprzed kryzysu parlamentarnego. Niektórzy interpretują wolne, nie pozwalam jako realizację bardzo starej zasady, na przykład zdaniem Roberta Frosta:

Statut Łaskiego (…) nadawał moc prawną filozofii wyrażonej już wcześniej w przywilejach nieszawskich, zaczerpniętej z prawa rzymskiego zasadzie, zgodnie z którą „qoud omnes tangit ab omnibus approbari debet”[4].

Część badaczy chciała na kartach dziejów widzieć jej ewolucję[5]. Na pewno możemy wyróżnić szereg instytucji, które na przestrzeni lat odpowiadały podobnym co liberum veto założeniom. Niekiedy bardzo konkretnie odnosiły się one do procedur parlamentarnych. Historykom udało się także dosyć precyzyjnie określić ich praktyczne ramy.

Polski sejm za panowania Zygmunta III Wazy.
Fot. Wikipedia Commons

Podstawą idei liberum veto jest niewątpliwie zasada jednozgodności. Zakładała ona, że decyzje powinno się podejmować przy zgodzie wszystkich obecnych. Należy porzucić często stosowany termin jednomyślność[6]. Historycy nie mają wątpliwości, że nie możemy mówić o naiwnym, dosłownym rozumieniu tego słowa. Całkowita jednomyślność jest ideą nie do zrealizowania. W gruncie rzeczy także nieatrakcyjną. Na kartach traktatów z epoki odnajdujemy wezwania wszystkich obywateli do udziału w radach:

(…) król (…) będzie kierował państwem nie własnym rozumem (…), ale wspólnym wszystkich rozumem i radą (…),[7]

(…) są jednak w takim tłumie ludzie, których trzeba zmuszać do sejmików, aby (…) nie pozbawili ojczyzny swego wsparcia (…),[8]

(…) mogą się one (władze polityczne – P.P.) zdobyć na pełną jasność sądu tylko dzięki zbiorowej zaradności i roztropności wielu.[9]

Jest to jawne żądanie pluralizmu myśli. Wynika z tego, że jednozgodność – zwyczajna zgoda spólna wszystkich województw i stanów koronnych[10], consensus ordinum[11]– była wynikiem dyskusji i kompromisu, konsensu[12] uzyskiwanego drogą ucierania stanowisk[13] albo ważenia głosów[14]. Równolegle do niej funkcjonował stan „zgody”, czyli nemie contradicente[15], który był złagodzoną wersją tej pierwszej, ponieważ oznaczał wymaganie jedynie braku sprzeciwów. Tolerując takie rozwiązanie jako alternatywne, nie można poruszać się jedynie w obrębie pojęcia jednomyślności.

Zbigniew Wójcik wskazuje, że ostatecznie dążono do zachowania przynajmniej pozornej jednozgodności. Jego zdaniem, powodem skuteczności takich prób była wysoka kultura polityczna stanu szlacheckiego[16]. Grę pozorów zauważył już wcześniej, oceniając jednak negatywnie, Stanisław Konarski[17]. Świadczy to jednak o elastyczności parlamentarzystów, skoro byli gotowi nagiąć zasadę jednomyślności, która jako twarda norma stanowiłaby przeszkodę na drodze do podjęcia decyzji. Zachętę do otwartości na takie rozwiązania często wyrażano na kazaniach sejmowych[18].

Konkretne narzędzia do egzekwowania, weryfikacji lub manifestacji braku jednozgodności były precyzyjniejsze, chociaż niesformalizowane[19]. Obok słynnego liberum veto mowa o wypowiadanych przez uczestników obrad hasłach: na nic nie pozwolę dopóki etc.[20], nie pozwalam na prolongatę[21], sisto activitatem, protestatio, protestuje się[22]. Ta szeroka gama świadczy o tym, że wraz z czasem zmieniało się rozumienie prawa jednostkowej protestacji, lecz także, że spełniało ono konkretną funkcję opartą na zwyczaju. Ten zaś był świadectwem pewnej abstrakcyjnej troski. Jestem zdania, że była to troska o właściwy kształt społeczeństwa, oparty o zasady ustrojowe, prawo i wolność.

Zasada liberum veto mogła być zatem realizowana przez szereg narzędzi, takich jak wstrzymanie warunkowe (na nic nie pozwolę dopóki etc., pozwalam na prolongatę), tamowanie działalności (sisto activitatem) i zwyczajną protestację (protestatio, protestuje się). Omówię je teraz po kolei.

Wypowiadając sentencję na nic nie pozwolę dopóki etc., nie zamykano obrad. Zerwanie sejmu nie mogło być celem protestującego, który dawał jasny sygnał do dalszych negocjacji, podając swoje warunki. Sentencja brzmi jak ultimatum, jednak kiedy zestawimy ją z praktyką ucierania stanowisk, pokazuje, że chodziło o omówienie dodatkowej kwestii lub nakłonienie większości do zmian w konkretnej konstytucji.

Problemy pojawiają się przy interpretowaniu instytucji sisto activitatem. W XVI w. nie oznaczała ona koniecznie zerwania sejmu, lecz jego wstrzymanie, tamowanie[23]. Praktyka ta służyła przedłużeniu debaty nad konkretnym zagadnieniem. Niekiedy, w przypadkach niemożności dojścia do porozumienia, kończono ją. Nie oznaczało to jednak rozejścia się posłów, lecz wyłączenie danego problemu z konstytucji. Dopiero z czasem sisto activitatem zlało się z samym liberum veto. Świadczy o tym projekt uchwały z roku 1657, który miał służyć  zniwelowaniu negatywnych skutków precedensu Sicińskiego[24].

Instytucją używaną najszerzej była zwykła protestacja. Do użycia tego środka dochodziło wielokrotnie, z inicjatywy prywatnych posłów bądź w imieniu województw, zgodnie z przywiezioną instrukcją[25]. Protestacje mogły być wnoszone przeciwko danym uchwałom[26]. Praktyka ta była podyktowana najczęściej konkretnym interesem. Instrukcje formułowano w celu uzyskania wymiernych korzyści dla danej ziemi. Te natomiast stanowiły jedną Rzeczpospolitą. Mimo partykularnych interesów scedowanie części decyzyjności poza sejmik, a zatem na sejm, powodowało konieczność negocjacji. Zerwanie obrad mogło w takiej sytuacji okazać się zarówno korzystnym, jak i tragicznym w skutkach narzędziem przedstawicieli województw.

Zasygnalizowana tutaj mnogość rozwiązań pokazuje, że liberum veto w okresie przed kryzysem parlamentarnym było obecne w świadomości parlamentarzystów, chociaż nie skutkowało zrywaniem sejmów. Zasada ta nie pozostawała także w tamtym okresie pustym zapisem. Nie znajdziemy żadnej konkretnej normy, systematyzującej wnoszenie jednostkowych protestacji. Mimo to, kolejne pokolenia nie zapominały o niej. Na przestrzeni dziesięcioleci odwoływano się do liberum veto regularnie, pod różnymi postaciami. Posłowie byli przekonani, że parlament musi podjąć decyzję przy zachowanej jednozgodności. Metody na jej uzyskanie czy zasygnalizowanie jej braku były różne, ale łączyła je skuteczność. Do połowy XVII w. nie obserwujemy znaczących kryzysów spowodowanych zasadą jednozgodności. Świadczy to o tym, że liberum veto (jak zbiorczo nazywamy cały szereg instytucji) było raczejabstrakcyjną ideą regulującą życie polityczne niż skodyfikowanym prawem, które można interpretować na różne sposoby. Różnorodność środków oraz pewna swoboda w ich dobieraniu (w zależności od potrzeby) wpisuje się także w elastyczność, która jest zasadniczą cechą koncyliacyjności.

Paweł Pietrowcew

Bibliografia:

1. Bardach J., Grodziski S., Gwiżdż A., Dzieje Sejmu polskiego, Warszawa 1997.

2. Czapliński W., Sejm w latach 1587-1696, „Historia Sejmu Polskiego”, t. 1., Michalski J. (red.), Warszawa 1984, s. 217-349.

3. Dąbrowski K., Zasada jednomyślności w rozwoju polskiego parlamentaryzmu do roku 1652, „Studenckie Zeszyty Naukowe”, t. 6, z. 9, 2003, s. 75-87.

4. Fredro A. M., O wyższości rzeczypospolitej nad monarchią, „Filozofia i myśl społeczna XVII wieku”, t. 1., Ogonowski Z. (red.), Warszawa 1979, s. 331-338.

5. Frost R., Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej. Powstanie i rozwój 1385-1569, t. 1., Poznań 2018.

6. Goślicki W., O senatorze doskonałym księgi dwie, Korolko M. (red.), Bieńskowski T. (tłum.), Kraków 2000,

7. Konarski S., O skutecznym rad sposobie i inne pisma polityczne, Wrocław 2005.

8. Konopczyński W., Liberum Veto. Studium porównawczo-historyczne, Kraków 2002.

9. Lewandowska-Malec I., Sejmy rozerwane i zerwane w XVII stuleciu, „Studia z Dziejów Państwa i Prawa Polskiego” 2009, nr 12, s. 125–133.

9. Mulligan T., Disagreement, Peerhood, and Three Paradoxes of Conciliationism, „Synthese” 2015, nr 192, z. 1, s. 67-78.

10. Opaliński E., Sejm srebrnego wieku 1587-1652. Między głosowaniem większościowym a liberum veto, Warszawa 2001.

11. Siemek K., Civis bonus. Dobry obywatel, tłum. Macjon J., Warszawa 2018.

12. Staszic S., Przestrogi dla Polski, [w:] Pisma filozoficzne i społeczne, t. 1, Suchodolski B. (red.), Warszawa 1954, s. 174-312.

13. Domański J., Ogonowski Z., Szczucki L., Zarys dziejów filozofii w Polsce. Wieki XIII-XVII, Warszawa 1989.

14. Wójcik Z., Liberum Veto, Kraków 1992.

Przypisy:

[1]T. Mulligan, Disagreement, Peerhood, and Three Paradoxes of Conciliationism, „Synthese” 2015, nr 192, z. 1, s. 67.

[2]Postulowany przez Izabelę Lewandowską-Malec podział na zerwania i rozerwania sejmów jest niewystarczający dla mojego wywodu, I. Lewandowska-Malec, Sejmy rozerwane i zerwane w XVII stuleciu, „Studia z Dziejów Państwa i Prawa Polskiego” 2009, nr 12, s. 126–128.

[3] Por: J. Domański, Z. Ogonowski, L. Szczucki, Zarys dziejów filozofii w Polsce. Wieki XIII-XVII, Warszawa 1989, s. 272-274.

[4]R. Frost, Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej. Powstanie i rozwój 1385-1569, t. 1, Poznań 2018, s. 545.

[5]Por. Z. Wójcik, Liberum Veto, Kraków 1992, s. 16-32;W. Konopczyński, Liberum Veto. Studium porównawczo-historyczne, Kraków 2002. W książkach tych dosyć wyraźnie wyjaśniono te zmiany.

[6]Por. K. Dąbrowski, Zasada jednomyślności w rozwoju polskiego parlamentaryzmu do roku 1652, „Studenckie Zeszyty Naukowe”, t. 6, z. 9, 2003; W. Konopczyński, op. cit. Także przez współczesnych – por. S. Staszic, Przestrogi dla Polski, [w:] Pisma filozoficzne i społeczne, t. 1, B. Suchodolski (red.), Warszawa 1954, s. 188.

[7]A. G. Goślicki, O senatorze doskonałym księgi dwie, Korolko M. (red.), Bieńkowski T. (tłum.), Kraków 2000, s. 77.

[8]K. Siemek, Civis bonus. Dobry obywatel, tłum. J. Macjon, Warszawa 2018, s. 137.

[9]A. M. Fredro, O wyższości rzeczypospolitej nad monarchią, „Filozofia i myśl społeczna XVII wieku”, t. 1, Ogonowski Z. (red.), Warszawa 1979, s. 332.

[10]E. Opaliński, Sejm srebrnego wieku 1587-1652. Między głosowaniem większościowym a liberum veto, Warszawa 2001, s. 162.

[11]W. Czapliński, Sejm w latach 1587-1696, „Historia Sejmu Polskiego”, t. 1., Michalski J. (red.), Warszawa 1984, s. 276.

[12]W. Konopczyński, op. cit., s. 181.

[13]E. Opaliński, op. cit., s. 164.

[14]W. Czapliński, op. cit., s. 276.

[15]W. Konopczyński, op. cit., s. 169.

[16]Z. Wójcik, op. cit., s. 17.

[17]S. Konarski, O skutecznym rad sposobie i inne pisma polityczne, Wrocław 2005, s. 137–138.

[18]E.Opaliński, op. cit., s. 123.

[19]W. Konopczyński, op. cit., s. 248.

[20]Ibidem, s. 217.

[21]To właśnie miał powiedzieć Władysław Siciński w 1652 r. Por: Z. Wójcik, op. cit., s. 23.

[22]W. Konopczyński, op. cit., s. 254.

[23]J. Bardach, S. Grodziski, A. Gwiżdż, Dzieje Sejmu polskiego, Warszawa 1997, s. 60.

[24]Z. Wójcik, op. cit., s. 42.

[25]W. Konopczyński, op. cit., s. 158.

[26]E.Opaliński, op. cit., s. 166-167.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*