Flota, która mogła zmienić świat – o wzlocie i upadku XV-wiecznych Chin na morzach

XV-wieczne Chiny. W tamtym czasie, kiedy to niepodzielnie rządziła dynastia Ming, Państwo Środka było najpotężniejszym mocarstwem świata, dysponującym najlepiej rozwiniętą gospodarką, technologią i flotą. Zwłaszcza ta ostatnia zrobiłaby na ówczesnych Europejczykach kolosalne wrażenie. Flota będąca największą chlubą Państwa Środka powstała z inicjatywy cesarza Yongle, który w roku 1405 ogłosił zamiar wysłania ambasadorów do krajów położonych nad Oceanem Indyjskim w celu odczytania nakazów cesarskich oraz nadania cesarskich odznaczeń tym z przywódców, którzy na to zasłużyli. Do jej zbudowania wezwano 25 tysięcy rzemieślników odpowiedzialnych za budowę ogromnych stoczni w Nankinie, ówczesnej stolicy Chin[1], którą Yongle za swoich rządów postanowił przenieść do Pekinu[2]. Chlubą floty były łodzie o nazwie Baochuan – największe z jednostek, liczące nawet 150 metrów długości.

Rozmach floty i codzienność na statkach

Flocie przewodził urodzony na południowym zachodzie Chin admirał Zheng He, który był z wyznania muzułmaninem. W roku 1381 późniejszy dowódca wielkiej chińskiej floty dostał się do niewoli w służbie cesarskiej. Został przy tym wykastrowany.

Rozmach chińskiej floty oraz procesu jej powstawania robi wrażenie nawet dzisiaj. Aby składować łodzie w Nankinie, konieczne było dostarczenie drewna z odległych rejonów Państwa Środka. W Syczuanie wycinane były jodły w celu zbudowania masztów wysokiej jakości, a także cedry i wiązy, z których budowano mocne kadłuby. Płetwy sterowe konstruowano z dębów, zaś wszystkie te drzewa musiały być później spławiane burzliwymi wodami rzeki Jangcy i dostarczane do Nankinu[3].

Admirał Zheng He wsławił się wielkimi podróżami. Niestety nie przetrwały dzienniki z jego wypraw, ale pamięć o jego wyczynach na morzach i Oceanie Indyjskim jest wciąż żywa. Pomnik na zdjęciu znajduje się w Malezji, w pobliżu cieśniny Malakka, o którą Chińczycy walczyli. Było to jedno z nielicznych starć zbrojnych floty.
Fot. Wikimedia Commons

Zbudowano ponad 300 statków, zdolnych łącznie pomieścić 27 870 ludzi. Prawdziwą chlubą floty i jej trzonem były największe drewniane statki w historii, mające długość 75 metrów i wyporność 2 tysięcy ton[4]. Każda większa jednostka była w stanie pomieścić około tysiąca osób, były także statki, których zadaniem był transport koni bądź wody, ale też broni czy żołnierzy. Ci ostatni byli konieczni na wypadek, gdyby flota miała zostać zaatakowana przez nieprzyjaciela. Były także statki mogące transportować żywność – ogromna jej ilość na pokładach łodzi miała dla Chińczyków nieocenione znaczenie- dzięki temu nie chorowali oni na szkorbut[5].

Jak łodzie tej wielkiej floty dbały, aby nie utracić ze sobą kontaktu na bezkresnych wodach oceanu? Sygnały przekazywane były za pomocą flag i latarni, ale używano również dzwonów oraz gołębi pocztowych. W nawigacji pomagało używanie kompasu wodnego, zaś szerokość geograficzną można było ustalić jako punkt odniesienia wybierając Krzyż Południa – jeden z najsłynniejszych gwiazdozbiorów południowego nieboskłonu. Ponadto nieocenioną wartość odgrywały dla Chińczyków mapy – lądów i mórz, ale także nieba. Ciekawy jest fakt, jak żeglarze tej największej floty ówczesnego świata nazywali gwiazdozbiory – dla nich punktem odniesienia były konstelacje o nazwie Latarnia oraz Tkająca Dziewczyna. Widzimy zatem, że metody były podobne do tych stosowanych przez Europejczyków. Co więcej zaś, w pewnym momencie podobieństwo jest wręcz uderzające – podobnie jak żeglarze Starego Kontynentu, Chińczycy także drogi wybawienia przez szalejącym sztormem szukali w przebłaganiu niebios. Znakiem, że te wysłuchały ich błagań miały być ognie świętego Elma – dokładnie te same, które były znakiem wybawienia dla żeglarzy Magellana[6].

Co na lądzie?

Obszarem zainteresowania Chińczyków był cały obszar Oceanu Indyjskiego. Co ciekawego mogli znaleźć na egzotycznych dla nich lądach? Szczególnie interesująca wydaje się być jedna z wypraw, która dopłynęła do wschodnich wybrzeży Afryki w roku 1414. Szejk Malindi z okazji wizyty przybyszów z Państwa Środka wręczył im w prezencie egzotycznie wyglądające zwierzę o długiej szyi. Gdy flota wróciła do Pekinu, stworzenie wzbudziło w Chińczykach konsternację ze względu na swoją wielkość i niezwykle długą szyję – czegoś takiego w Państwie Środka nie widziano. Początkowy strach ustąpił miejsca wyłącznie ciekawości, bo zwierzę nie było agresywne, zaś tłum go nie płoszył. Nietrudno się domyślić, że chodzi o żyrafę, znaną nam dzisiaj z zoo i filmów przyrodniczych. Dla mieszkańców Chin w XV stuleciu było to jednak stworzenie niezwykłe[7].

Żyrafa zafascynowała Chińczyków. Wyprawy morskie floty Zhenga He ukazywały mieszkańcom Państwa Środka, że za oceanem znajdują się kraje i stworzenia, o których
nie mieli wcześniej pojęcia.
Fot. Wikimedia Commons

Poza tym flota sięgnęła najodleglejszych krańców i kluczowych regionów basenu Oceanu Indyjskiego – dopłynęła aż do Mozambiku na Czarnym Lądzie, dokładnie zbadała wybrzeża Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego oraz Indii, Cejlonu, Sumatry i Jawy[8].

Kulturowa wyższość Państwa Środka

Spróbujmy sobie wyobrazić ówczesną chińską flotę oczami XV-wiecznego Europejczyka. Co wówczas pomyślałby, gdyby wiedział, że istnieje państwo dysponujące tak znaczącą potęgą morską? I co ważniejsze, potęgą, która zostawiała w tyle wszelką konkurencję w tamtym regionie świata?

Pierwsze co przyszłoby na myśl, to oczywiście zdolność do podbojów. Dysponując takim argumentem siły można zajmować kraje ościenne, zmuszać je do płacenia trybutu, czerpać korzyści z handlu z odległymi regionami, bez uciążliwego udziału pośredników. Zajęcie wybrzeży morskich to doskonała sposobność ku stworzeniu faktorii handlowych, na których dałoby się i zaoszczędzić, importując dane towary, ale także zarobić, sprzedając własne wyroby. I fakt – Chińczycy handlowali, ale flota nie wykorzystała swego potencjału w taki sposób, w jaki myślałby o tym Europejczyk.

Najważniejszym jej zadaniem nie były bowiem żadne podboje, handel odbywał się tylko przy okazji, flota miała bowiem głównie siać przerażenie wśród Azjatów, którzy po ujrzeniu chińskiej potęgi stawali się gotowi, by oddać przepływającym należny szacunek, daninę i… właściwie to wszystko. Poza potyczkami o zabezpieczenie bardzo ruchliwej tak wówczas, jak i obecnie cieśniny Malakka, nie stoczono większych bitew, handel zaś po pewnym czasie został przerwany.

Trudno zatem nie odnieść wrażenia, że głównym motywem, jaki pchał Chińczyków ku eksploracji Oceanu Indyjskiego była ich gorliwość w udowadnianiu przede wszystkim samym sobie moralnej i kulturowej wyższości Państwa Środka nad resztą świata. Poza tym była to po prostu okazja dla żądnych przygód żeglarzy na odwiedzenie egzotycznych regionów na krańcach Oceanu. Siedem wypraw, które odbyły się w latach 1405-1433 na Oceanie Indyjskim utwierdziło tylko Chińczyków w przekonaniu o wyższości kulturowej, a reszta świata mogła tylko żałować, że nie znajduje się w obrębie najwspanialszego kraju pod Słońcem[9].

Równie ciekawe jak to, czego dokonali Chińczycy na wodach Oceanu Indyjskiego, było to, co stało się, gdy nagle, ni stąd ni zowąd zakazano dalszych wypraw. Stało się to w roku 1424, gdy na tronie cesarskim Yongle został zastąpiony przez swojego najstarszego syna, Hongxi. Jedną z pierwszych jego decyzji było zakazanie dalszych wypraw. Nie trzeba było wiele czasu, aby kolejny cesarz, Xuande cofnął to prawo – Zheng He w roku 1431 pojawił się na wodach Zatoki Perskiej. I nagle kolejny cesarz – kolejna zmiana. Tym razem Czeng Tong postanowił zerwać z wyprawami raz na zawsze. Ponownie zakazano wypraw transoceanicznych chińskich marynarzy i przez wiele kolejnych lat chińska flota zalegała w dokach Nankinu, marynarze mogli tylko wspominać swe przygody, a szanse na to, że doświadczą ich ponownie, z biegiem czasu malały.

Pytanie jak to się stało, że Chiny nie wykorzystały swojego potencjału na morzu jest wielką zagadką historii, nad którą uczeni od dziesiątek lat łamią sobie głowy. Żadna z hipotez nie może obejść się bez porównania z cywilizacją, która swój potencjał wykorzystała, czyli z Europą.

Jak już wspomnieliśmy, dominacja Chińczyków na morzach była znacząca, żaden kraj w obszarze Oceanu Indyjskiego nie mógł się z nimi równać pod względem potęgi morskiej. I być może właśnie to było przyczyną, dla których Chiny zaniechały dalszych podróży? Skoro inni nie mogli się z nimi równać, tym bardziej – sądzili mieszkańcy Państwa Środka – niczego nie można się od nich nauczyć, a potęga i dominacja została już wystarczająco zamanifestowana podczas podróży admirała Zhenga He.

Europa natomiast była zacofana w stosunku do Chin i Azji, wobec czego mocarstwa Starego Kontynentu w podróżach oceanicznych widziały sposobność do handlowania z fascynującym ich rejonem Oceanu Indyjskiego. Ponadto było coś, czego Europejczycy potrzebowali, czyli przyprawy. Znużeni i sfrustrowani pośrednictwem Arabów w handlu, a co za tym idzie przesadnie wysokimi cenami, Portugalczycy postanowili sami odnaleźć drogę do Indii i Wysp Korzennych, co udało się pod koniec XV wieku. W tym czasie Chińczycy nie stanowili już dla nich konkurencji, gdyż czasy świetności Państwa Środka na Oceanie Indyjskim dawno minęły.

Mapa przedstawia niektóre z miejsc, gdzie dopłynęła flota admirała Zhenga He w latach 1405-1433. Po tym okresie Chiny na długo wycofają się ze świata i będą tkwić w izolacji, co z kolei wykorzysta Europa, jako okazję do panowania na wszystkich oceanach świata.
Fot. Wikimedia Commons

Chińska Ameryka?

Kolejne pytanie odnośnie Chin dotyczy faktu, dlaczego mimo tak potężnej floty, Chińczycy nie dotarli do Ameryki i Nowy Świat musiał „czekać” aż do roku 1492 na odkrycie przez Europejczyków? Statki admirała Zhenga He były w stanie dopłynąć tak daleko. Dowiedziono tego w roku 1955, kiedy to jedna z chińskich dżonek, będących repliką XV-wiecznej chińskiej łodzi, dopłynęła do wybrzeży Kalifornii[10].

Wyobraźmy tylko sobie, jak dzisiaj wyglądałby świat, gdyby to Chińczycy rozpoczęli ekspansję kontynentów amerykańskich. Być może kraje, które teraz nazywamy Stanami Zjednoczonymi i Kanadą byłyby w większości zamieszkane przez ludność pochodzenia chińskiego, mówiącą w języku mandaryńskim, zaś inne obszary Nowego Świata objęłyby we władanie inne azjatyckie imperia? Być może doszłoby do wojen z Europejczykami, którzy spóźnieni o dziesiątki lat w stosunku do Chin chcieliby uszczknąć coś dla siebie z bogactw obu Ameryk, próbując podbić je od strony Oceanu Atlantyckiego? Kto wie, jak mogłoby wyglądać spotkanie tych wielkich cywilizacji w sercu Nowego Świata…

To temat do wielogodzinnych przemyśleń. Wizję zasiedlonej przez Chińczyków i Japończyków Ameryki przedstawił pisarz fantastyki naukowej Kim Stanley Robinson w swojej książce Lata ryżu i soli. Punktem wyjścia powieści jest jednak pandemia czarnej śmierci w XIV-wiecznej Europie. W tej alternatywnej rzeczywistości wyginęła całość populacji europejskiej, a co za tym idzie cywilizacja chrześcijańska okazała się być w historii ślepym zaułkiem, który przegrał z biologią. Powieść Robinsona nie opisuje zatem scenariusza dziejów, w którym następuje spotkanie dwóch wielkich cywilizacji na kontynencie amerykańskim[11].

Geografia nie sprzyja Chinom

W prawdziwym świecie to jednak Europejczycy odkryli Amerykę, a Chiny tkwiące w izolacjonizmie przegapiły znakomitą sytuację do zdobycia ogromnej potęgi i bogactwa. Dlaczego tak się stało?

To również możemy spróbować wytłumaczyć czynnikami geograficznymi. Europejczycy mieli większe od Chińczyków szanse na odkrycie Ameryki, dlatego że ta była bliżej. Już w X wieku udało się to Wikingom, zatem Krzysztof Kolumb i jego towarzysze nie byli pierwszymi Europejczykami, którzy postawili nogę na lądzie Nowego Świata. W dodatku niewykluczona jest hipoteza, że Portugalczycy wiedzieli o istnieniu Ameryki jeszcze przed dziewiczą wyprawą Kolumba, na co wskazywać może układ prądów oceanicznych na południowym Atlantyku oraz linia graniczna ustanowiona w ramach traktat z Tordesillas w roku 1494, która przebiegała przez głąb terytorium Ameryki Południowej. Były jednak powody, które nakazywały Portugalczykom zachować w tajemnicy fakt istnienia wielkiego lądu za Oceanem Atlantyckim.

Wróćmy jednak do Chińczyków. Trzeba przyznać, że poza odległością nie sprzyjały im także prądy morskie. Gdyby wybrali się w kierunku północno-wschodnim, nieświadomie zmierzając ku kontynentowi amerykańskiemu, możliwe że popłynęliby z prądem Kuro Siwo, charakterystycznym dla tamtego regionu świata. Wprawdzie „zmierza” on ku Amerykom, jednakże jest słaby, dużo słabszy od chociażby Golfsztromu i równie dobrze z jego powodu można by było niemalże dryfować po wodach Oceanu Spokojnego, bądź dopłynąć do Aleutów, wybrzeży Alaski, a nawet ku Cieśninie Behringa. Zniechęceni znikomą atrakcyjnością odkrytych terenów, Chińczycy mogliby zaniechać dalszych prób odkryć w tym rejonie świata. Widać zatem, iż fakt, że to Europa a nie Chiny odkryły Amerykę jest usprawiedliwiony geografią i różnicą w rozmiarach oceanów, jakie były do przemierzenia.

W dodatku zwróćmy uwagę na fakt, że wyprawa, która odbyła się na replice chińskiej łodzi w 1955 roku nie do końca odzwierciedla rzeczywistość – wówczas podróżujący wiedzieli, dokąd płyną i jak daleko znajduje się ląd na przeciwległym krańcu Pacyfiku. Chińczycy w XV wieku nie mieli pojęcia o jego istnieniu. Poza tym replika z roku 1955 była tak zniszczona, że nie nadawała się już do drogi powrotnej[12].

Dochodzi do tego jeszcze jedna ważna okoliczność. Chińczycy dobrze znali basen Oceanu Indyjskiego, ich wyprawy nie zmierzały w nieznane, nie trzeba było odkrywać nowych dróg. Co innego jedno z ówczesnych europejskich mocarstw, Hiszpania. Wiedząc, że Portugalczycy zdobyli dzięki znalezieniu przez Vasco da Gamę drogi morskiej monopol na bezpośredni handel przyprawami z Indami, Hiszpanie nie chcieli pozostać w tyle. W obawie przed ewentualnym atakiem Portugalczyków u wybrzeży Afryki czy nawet w Indiach, zaczęto się zastanawiać nad sposobem, w jaki można by zniwelować przewagę Portugalii.

Gdy w roku 1492 ostatecznie wyparto muzułmanów z Półwyspu Iberyjskiego i dokonano zjednoczenia Hiszpanii na dwór królowej Izabeli I Katolickiej przybył nieznany nikomu wcześniej człowiek, podający się za pochodzącego z Genui tkacza. Jego pomysł był odpowiedzią na pytanie, jak uczynić Hiszpanię godnym rywalem dla Portugalii. Stwierdził on, że skoro wschodnia droga do Indii przez Afrykę została już odkryta, należy poczynić wyprawę w kierunku zachodnim, wykorzystując fakt, że ziemia jest okrągła. Zaufano mu, mimo, że wielu uważało jego teorie za mrzonki, niezgodne z ówczesną wiedzą naukową. I faktycznie – Krzysztof Kolumb, bo o nim mowa, twierdził, że Ziemia ma kształt gruszki i jest dużo mniejsza niż wynikało z ówczesnej wiedzy. Jak się okazało – była to opłacalna pomyłka, gdyż płynąc na zachód zastano dwa gigantyczne kontynenty, mimo że zasiedlone i w dużej mierze przekształcone przez ludzi, dla Europejczyków były wręcz wymarzonym terenem do podboju.

Rywalizacja na Starym Kontynencie oraz sama geografia Oceanu Atlantyckiego wręcz wymuszały podążanie nieznanymi szlakami i czynienie odkryć geograficznych. W XV-wiecznych Chinach nie istniały tego rodzaju bodźce.

Czynnik kulturowy

Mimo wszystko wciąż można czuć niedosyt po tych wyjaśnieniach. Chiny ze zrozumiałych powodów mogłyby ograniczyć wyprawy oceaniczne, jednak nie zakazywać ich całkowicie, a przecież od 1436 roku statki nie mogły już kontynuować swoich wypraw. Decyzja cesarza Czeng Tonga wydaje się zwyczajnie głupia, powinien wręcz zostać zapamiętany przez Chińczyków jako ten, który raz na zawsze roztrwonił potencjał Państwa Środka Wydaje się, że podjął decyzję, która kosztowała Chiny wiele – może nie panowanie nad światem, ale na pewno dalszy rozwój technologii morskiej i potencjalnych korzyści z wypraw.

Okazuje się jednak, że nie jest to do końca prawdą. Ów cesarz bowiem nie podjął decyzji samodzielnie, a właściwie w ogóle nie miał na nią wpływu, miał wówczas bowiem 9 lat i faktyczną władzę sprawowała za niego grupa doradców. W roku 1477 rozważano wznowienie wypraw, lecz plany te zakończyły się fiaskiem. Urzędnicy zorganizowali spisek, który zakończył się zniszczeniem dokumentów z wypraw Zhenga He[13].

Czyżby zatem powodem była kultura Chin i armia urzędników walcząca tylko o swój własny interes? Roztrwonienie potencjału Państwa Środka na morzu zdaje się pokazywać, że kraj był w rękach ludzi, którzy nie do końca dorośli do swej roli i nie odpowiedzieli na wyzwania zmieniających się czasów.  Ale z drugiej strony, to że czasy „się zmieniały”, wiemy my teraz, mając na uwadze rozpoczęte w XV wieku eksploracje oceaniczne Europejczyków. Ówcześni chińscy urzędnicy, którzy podjęli decyzję o wycofaniu floty z użycia nie mogli mieć o tym pojęcia.

Z geograficznego punktu zrozumienia wszystko wydaje się być zatem zrozumiałe. Europa miała bliżej do Ameryki, zaś żeglarzom ze Starego Kontynentu prądy morskie sprzyjały lepiej niż Chińczykom. Nic dziwnego, że Nowy Świat został odkryty jako pierwszy przez Europejczyków, którzy w dodatku mieli bodźce ku temu, aby wyprawiać się w nieznane. Gdy Chiny poruszały się po dobrze sobie znanych wodach Oceanu Indyjskiego, Europa musiała szukać nowych dróg morskich.

Jednak to co stało się w Chinach, czyli ograniczenie kontaktów ze światem i izolacja Państwa Środka jest trudna do wytłumaczenia samymi tylko czynnikami geograficznymi. Wszystko poszło tam za daleko. Być może za istnienie takiej, a nie innej administracji, podejmującej niekorzystne decyzje w długofalowej perspektywie odpowiada kultura?

Żyjący na przełomie VI i V wieku przed naszą erą Konfucjusz był tym myślicielem, do którego nauk i wskazówek Chińczycy odwoływali się przez stulecia. Uczył jak powinni zachowywać się urzędnicy, a jednym z najważniejszych elementów jego rozumienia stabilności państwa było posłuszeństwo. Być może Chińczykom zabrakło kulturowej innowacji, myśli, która byłaby na miarę epoki? Wtedy wyprawy oceaniczne może byłyby tylko ograniczone, a nie zakazane, albo i kontynuowane w pełnej krasie? Dalej dokonywane mogły być innowacje w dziedzinie żeglugi i transportu morskiego i być może jednak udałoby się spotkać z Europejczykami na bezkresnych równinach Ameryki Północnej w środku kontynentu?

Tego nigdy się nie dowiemy. Jedno wiemy na pewno – Państwo Środka ma długą i wielką historię, ale ta potoczyła się, tak jak potoczyła. To Europa odkryła Amerykę, tworząc podwaliny dla współczesnego świata. Powody, jakie sprawiły, że Chiny tego nie dokonały są zrozumiałe. Ale to, że wycofały się ze świata na długi czas i postanowiły tkwić w izolacji, zrozumiałe nie jest. Przyczyny muszą być bardzo złożone, równie skomplikowane jak niekończące się dzieje Państwa Środka, które teraz, w XXI wieku stara się użyć pełni swojego potencjału. Historia przecież się nie skończyła, a może dopiero się zaczyna? Czas pokaże, jaką pozycję w zmieniającym się świecie zajmą Chiny. Bo teraz Państwo Środka jest świadome, że idzie ku nowemu. Czy znowu roztrwoni swój potencjał, czy też zajmie poczesne miejsce w świecie przyszłości? Ta historia dopiero się wydarzy.

Marcin Święciński

Bibliografia:

Bergreen L., Poza krawędź świata, wyd. Rebis, Poznań 2014.

Crowley R., Zdobywcy. Jak Portugalczycy zdobyli Ocean Indyjski i stworzyli pierwsze globalne imperium, wyd. Rebis, Poznań 2016.

Ferguson N., Cywilizacja. Zachód i reszta świata, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2013.

Morris I., Dlaczego Zachód rządzi – na razie, wyd. Zysk i s-ka, Warszawa 2015.

Robinson K. S., Lata ryżu i soli, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.

Przypisy:

[1] Ian Morris, Dlaczego Zachód rządzi – na razie, wyd. Zysk i s-ka, Warszawa 2015, s. 481-482.

[2] Niall Ferguson, Cywilizacja: Zachód i reszta świata, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2013, s. 49.

[3] Ian Morris, Dlaczego Zachód…, s. 482.

[4] Ian Morris, Dlaczego Zachód…, s. 482.

[5] Laurence Bergreen, Poza krawędź świata, wyd. Rebis, Poznań 2014, s. 219-220.

[6] Ibidem, s. 220-221.

[7] Roger Crowley, Zdobywcy. Jak Portugalczycy zdobyli Ocean Indyjski i stworzyli pierwsze globalne imperium, wyd. Rebis, Poznań 2016, s. 15.

[8] Laurence Bergreen, Poza krawędź…, s. 221-222.

[9] Ian Morris, Dlaczego Zachód…, s. 484.

[10] Ibidem, s. 489.

[11] Kim Stanley Robinson, Lata ryżu i soli, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007.

[12] Ibidem, s. 489.

[13] Ibidem, s. 492-493.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*