Flota wojenna króla Zygmunta III Wazy | część 2

Od kaprów po okręty JKM

Bitwa pod Oliwą, stoczona przez flotę Zygmunta III Wazy, z okrętami szwedzkimi jest najbardziej znanym zwycięstwem polskiej regularnej floty żaglowej. Zwycięstwem, które paradoksalnie zapoczątkowało jednocześnie upadek tej floty, zakończony bezsensowną stratą większości okrętów w Wismarze. A start był całkiem optymistyczny, bo obojętna zazwyczaj na sprawy morskie szlachta, akurat na sejmie w 1600 roku, wołała: Armata na morzu, jakby nam potrzebną była, chyba szalony nie widzi, boby to Rzeczypospolitej dało pierwsze zbawienie od ściany szwedzkiej, byle przy dobrym została porządku, na co Szwedzi się pozierając, nie bardzo by porywali się na nas.

Czytaj część pierwszą 

Zaczęło się 150 lat wcześniej

Wisłoujście 1608 r.- fragment Apoteozy Gdańska Izaaka van den Block

Opisany w pierwszej części epizod, z okazjonalnie stworzoną flotą przez hetmana Chodkiewicza i jej zwycięstwem pod Salis, wcale nie był pierwszym polskim morskim sukcesem. Już podczas wojny trzynastoletniej, kaperska flota króla Kazimierza Jagiellończyka odniosła kilkanaście, czasem nawet bardzo spektakularnych zwycięstw. Wszystko zaczęło się w 1455 roku, kiedy to Gdańsk zwrócił się do króla Kazimierza Jagiellończyka z prośbą o zgodę królewską na wysłanie kaprów przeciw wrogom. Król przychylił się do wniosku gdańszczan, o czym świadczy chociażby list wysłany w styczniu 1456 roku do Lubeki, oznajmujący i ostrzegający, że wiosną monarcha wyśle własne okręty przeciw swoim nieprzyjaciołom. I gdańszczanie rok w rok zaczęli wysyłać na Bałtyk uzbrojone statki blokujące krzyżackie wybrzeże. Z dobrym skutkiem.

Uzbrojone statki handlowe gdańskich, elbląskich i fromborskich kaprów[1] pod królewską banderą, potrafiły na przykład w 1458 roku wygrać bitwę morską w okolicach Helu z kaprami na służbie króla duńskiego, zdobywając przy tym czterdzieści pięć statków[2]. W 1463 roku gdańscy i elbląscy kaprzy odnieśli zwycięstwo na Zalewie Wiślanym nad flotą krzyżacką pod dowództwem wielkiego mistrza zakonu Ludwiga von Erlichshausena[3]. Były to triumfy niewątpliwie większe niż pod Oliwą, ale dzisiaj mniej znane. Tymczasem triumf na Zalewie Wiślanym niewątpliwie przyczynił się do szczęśliwego zakończenia wojny z Zakonem.

Za kolejne odrodzenie polskiej floty możemy przyjąć rok 1517, kiedy to w Zatoce Fińskiej zaczął działać królewski strażnik morski Adrian Flint[4]. W latach 1517-22 Zygmunt I Stary utworzył bowiem flotę kaperską, której zadaniem było zahamowanie handlu Wielkiego Księstwa Moskiewskiego oraz odcięcie Krzyżaków od dostaw morzem posiłków i materiałów wojennych. Król Zygmunt wystawiał imienne listy kaperskie każdemu ze swoich kapitanów, w których określał z kim i gdzie mogą walczyć w imieniu króla. Po zakończeniu kolejnej wojny z Zakonem Krzyżackim i zawarciu rozejmu z Moskwą w 1522 r., niepotrzebną już flotę kaperską jednak rozwiązano. Nowej, już do końca panowania, król nie powołał. Po prostu w jego planach nie było miejsca dla sił morskich, nie widział w posiadaniu floty czynnika umacniającego królestwo czy też gwaranta nieskrępowanego zamorskiego handlu Rzeczypospolitej. To był duży błąd.

W okresie walk o Inflanty i północnej wojny siedmioletniej (1563-1570) flotę kaperską utworzył również Zygmunt II August. Miała ona bazy w Gdańsku, Pucku oraz Diamencie i Parnawie. Zwalczała głównie tzw. żeglugę narewską. Jednak używanie kaprów przede wszystkim na przybrzeżnych wodach inflanckich nadawało tej flocie charakter tymczasowości.  Istniała dopóty, dopóki wspomagała lądowe przedsięwzięcia króla.

Pierwsze powołania do floty kaperskiej miały miejsce w 1560 roku, w związku z działaniami króla w Inflantach. Do tego pływała ona początkowo pod banderą mistrza inflanckiego Gotarda Kettlera, ale jej bazą wojenną i aprowizacyjną był Gdańsk. Wydane zostało wówczas siedem listów kaperskich, które określały prawa i obowiązki kaprów. W 1561 roku, na służbę króla polskiego przeszedł gdański szyper Maciej Scharping, a z czasem szeregi floty Zygmunta Augusta zasilili również inni kaprowie, chociażby Marcin Preuss czy Michał Figenow. Z kolei kasztelan gdański Jan Kostka przygotowywał plany rozwoju floty. Dla uniezależnienia się od kapryśnego Gdańska wykupiono Puck spod zastawu rady gdańskiej, a Jan Kostka zaczął rozbudowywać port w Pucku. Szło to opornie bo Gdańsk torpedował jak mógł rozwój konkurencyjnego portu.

Do 1564 roku król Zygmunt August zarządzał flotą kaperską poprzez swoich zaufanych ludzi, wspomnianego już kapra Macieja Scharpinga (nazywanego też Sierpinkiem), kasztelana gdańskiego Jan Kostka, komisarzy Andrzeja Swarożyńskiego lub Krzysztofa Konarskiego, dworzan i co ciekawe – Jerzego Klefelda, gdańskiego burmistrza. W 1565 roku, po ochłodzeniu stosunków ze swoim sprzymierzeńcem, Fryderykiem II królem Danii i Norwegii, zdecydował o reformie instytucji kaperstwa.

Komisja Morska

Bandera Polskiej Marynarki Wojennej z XVII wieku.
Fot. Wikimedia Commons

Na czele tej floty stanął Mateusz Sznarping zwany Sierpinkiem. W 1563 r. sejm przeznaczając jedną czwartą dochodów z dóbr królewskich na wojsko, uwzględnił również wydatki na marynarkę wojenną.

Ze swoich zadań kaprzy wywiązywali się znakomicie, przynajmniej jeśli chodziło o łupienie statków handlowych. W przypadku starć z profesjonalną flotą wojenną było już różnie. W czerwcu 1568 r. pod Rewelem utracono aż siedem z dwunastu jednostek. Nie zraziło to jednak króla, a wręcz przeciwnie zmotywowało go jeszcze bardziej do tworzenia nowoczesnej marynarki wojennej. W 1567 r. przeniesiono bazę floty ze skonfliktowanego z królem Gdańska do Pucka. 24 marca 1568 r. władca powołał siedmioosobową Komisję Morską, na której czele stanął kasztelan gdański Jan Kostka. Oprócz niego w skład komisji weszli: Kasper Geschkau, Krzysztof Konarski, Andrzej Swarożyński, Stefan i Jan Loitzowie oraz Walenty Überfeld. Miejscem obrad Komisji wyznaczony został Gdańsk, a dokładnie dom królewski, który miał być wybudowany ze środków miasta. Organ ten odpowiadał za obronę wybrzeża, działania floty i funkcjonowanie żeglugi. W 1571 r. opracowano artykuły morskie, które były pierwszym polskim aktem prawa morskiego. Artykuły oprócz przepisów normujących życie i służbę na okrętach określały ściśle podział łupów, akcentując udział w nich króla i dalszy rozwój królewskiej floty[5]. W tym samym roku w Elblągu doszło do zwodowania kadłuba galeonu typu weneckiego, „Smok”. Miał mieć 70-osobową załogę i 30 dział.

Ale i istniejące już okręty, przebudowane z handlowych, nieźle dawały sobie radę. Zachowane księgi sądu puckiego z lat 1566-1568 zawierają wiele danych o działaniach królewskich kaprów. Z nich to wiemy, że w 1566 roku polscy „strażnicy morscy” – jak ich czasem nazywano, zdobyli co najmniej 15 statków holenderskich, duńskich, angielskich i hamburskich, a nawet kaprów szwedzkich. W 1568 roku królewska flota zdobyła ponad 20 statków. Trafiały się też niematerialne zdobycze. Królewscy szyprowie złapali szpiega z listami do szwedzkiego Eryka XIV, ujęli posła cara Iwana Groźnego płynącego z misją do duńskiego Fryderyka II, jak i posła samego króla Danii. W 1568 roku Szwedzi zagrożeni działalnością królewskiej floty dwukrotnie podejmowali próbę jej zniszczenia w Pucku. Za każdym razem naszej flocie udawało się schronić w Gdańsku.

Te obiecujące początki przerwał w 1571 r. lipcowy atak na Puck, tym razem eskadry duńskiej. Mały wciąż port, w odróżnieniu od wielkiego Gdańska, okazał się łatwym celem. Cztery okręty kaperskie zostały zagarnięte przez wroga. Dwie jednostki poszły na dno, stracono też pięć zdobytych wcześniej statków. Ostateczny kres wielkich planów morskich przyniosła śmierć Zygmunta Augusta w następnym roku.

Flota Zygmunta Augusta w okresach swej największej świetności liczyła około 20 okrętów[6]. Były to jednak jednostki przeważnie mniejszego tonażu, adaptowane do służby wojennej ze statków handlowych, zazwyczaj niezbyt mocno uzbrojone. Flota ta mogła dosyć skutecznie zwalczać żeglugę handlową przeciwników, nie miała jednak szans w starciu z morskimi potęgami na Bałtyku, jakimi była Szwecja czy Dania. Rozumiał to Zygmunt August i chciał utworzyć w Polsce pierwszą regularną flotę wojenną. Pierwszym krokiem było właśnie powołanie Komisji Morskiej., a kolejnym budowa okrętów wojennych od podstaw. Na wiosnę 1570 roku sprowadzeni weneccy mistrzowie rozpoczęli budowę średniej wielkości galeonu i dwóch mniejszych – jednomasztowych okrętów. Niestety śmierć króla w 1572 roku przerwała wszelkie prace. Galeon Smok przez kilka jeszcze lat kotwiczył na rzece Elblążce, by w 1577 roku spłonąć podczas napaści gdańszczan na Elbląg.

Marynarka wojenna ad hoc

Portret JKM Zygmunta III Wazy pędzla Petera Claesz Soutmana

Do odbudowy floty został zobowiązany Henryk Walezy. Z wiadomych względów nie spełnił on tej, jak i innych obietnic. Flotę kaperską na wojnę z Gdańskiem zaciągnął również Stefan Batory. Po zakończeniu tego konfliktu ją również jednak rozwiązano.

Kolejny powrót kaprów na służbę królewską nastąpił za Zygmunta III. Pierwsza potrzeba powołania floty wystąpiła w 1593 roku, kiedy król Zygmunt III wybrał się do Szwecji objąć należny mu po ojcu tron. Do przewiezienia królewskiego dworu, polskich dostojników i wojska potrzeba było wiele okrętów. Trzon armady stanowiły okręty wiernego Zygmuntowi admirała szwedzkiego Klasema Fleminga, ale wiele statków wynajęto od Gdańska, a nawet u holenderskich armatorów. W sumie spod gdańskiej Latarni wypłynęło 56-57 jednostek. Sam król zaokrętował się na statku dostarczonym przez miasto Amsterdam, a podkanclerzy Tarnowski na gdańskiej Fortunie.

Zygmunt III koronował się na króla Szwecji w 1595 roku, a już trzy lata później był zmuszony ratować swój szwedzki tron. W wyprawie tej uczestniczyło 85 okrętów, zbieranych z różnych portów – głównie jednak z Gdańska oraz sześć wiernych mu wojennych jednostek szwedzkich. Po początkowych sukcesach królewską flotę dopadła potężna burza, która rozpędziła statki, a wiele zatopiła. Po nieudanej wyprawie król wrócił do Gdańska z zaledwie 24 jednostkami.

W 1600 roku Karol Sudermański – konkurent Zygmunta III do szwedzkiego tronu, zebrał silną flotę i zaatakował Estonię, zajmując Parnawę, Dorpat i wiele innych miast oraz zamków. Zaczął też zwalczać żeglugę do polskich portów. W tej sytuacji w Rzeczpospolitej znów stała się niezbędna marynarka wojenna. I jak wcześniej bywało rodzima flota przybrała charakter wielkiej improwizacji. W 1600 r. wojewoda Jerzy Farensbach, na którego barkach była cała obrona tego regionu, zorganizował flotyllę małych okrętów wiosłowo-żaglowych broniących Rygi. Z zagarniętych okrętów szwedzkich improwizowaną flotę stworzył również hetman Jan Karol Chodkiewicz. Zwyciężyła ona nawet eskadrę szwedzką pod Salis.

Przejmowanie w trakcie działań wojennych kolejnych okrętów szwedzkich plus kaprzy i zaimprowizowane statki handlowe pozwoliły na odtworzenie marynarki wojennej. Z ramienia króla projekt ten monitorował starosta pucki Jan Wejher. Nic dziwnego, że Szwedzi postanowili za wszelką cenę zniszczyć polską flotę. W 1606 r. admirał Jacob Godberg wpłynął dwukrotnie do Zatoki Gdańskiej. Za drugim razem, 15 października, doszło do bitwy 19 okrętów szwedzkich i 12 okrętów polskich. Szwedów ostrzelały też baterie nadbrzeżne. Goldberg musiał ustąpić. Zawarte w 1611 r. zawieszenie broni doprowadziło jednak i tak do tradycyjnego rozpuszczenia floty. Do stworzenia stałej marynarki wojennej, lecz już nie w oparciu o kaprów, a wybudowane prawdziwe okręty wojenne przystąpiono dopiero przy kolejnym konflikcie ze Szwedami.

Powstaje flota JKM

Trzeba było jeszcze dwóch starć ze Szwedami: w latach 1617-1618 i 1621-1622, podczas których wojska szwedzkie lądowały z okrętów w Inflantach kiedy i gdzie chciały, by król zaczął poważnie myśleć o budowie własnej floty. Pod koniec 1621 roku Rzeczpospolita, po odparciu najazdu tureckiego, dysponowała potężną armią, a zawarty przez Litwinów rozejm oburzył króla Zygmunta III, który zamierzał przerzucić wszystkie siły z południa i ostatecznie pokonać Szwedów. Niestety szlachta nie chciała wojny i nie uchwaliła na nią podatków. W tej sytuacji Zygmunt III sam zabrał się do budowy floty, która do spółki z Hiszpanami (sojusz montowany przez króla) miała przeprowadzić desant w Szwecji.

Już na początku wojny w Inflantach doradcy króla chcieli stworzenia floty liczącej co najmniej 24 okręty wojenne. Oprócz samej Rzeczpospolitej mieli ją wystawić książę pruski (6), kurlandzki (2) oraz miasta Gdańsk, Toruń i Elbląg (razem 4). Kiedy jednak obliczono koszty utrzymania takiej floty w jednym sezonie żeglugowym (od 1 kwietnia do 15 listopada) na ok. 427 tys. talarów, projekt upadł[7]. Jednak w 1621 r. gdy Szwedzi zajęli m.in. Rygę, Zygmunt III zlecił na własny koszt budowę okrętów szkockiemu kapitanowi Jakubowi Murrayowi. Jako  miejsce budowy wybrano Gdańsk, dysponujący odpowiednim zapleczem materiałowym, fachowcami a także bezpiecznym portem. Pierwszym okrętem zwodowanym za pieniądze Zygmunta III była dwumasztowa pinka. Nazwana „Żółty Lew” powstała w 1622 roku, miała 60 łasztów wyporności (120 ton), 10 małych dział, załogę 30 marynarzy, z możliwością zaokrętowania 50 żołnierzy na czas bitwy. W następnym roku zwodowano już dwa galeony i jedną pinkę – były to „Król Dawid” (200 łasztów, 31 dział, 60 marynarzy, 100 żołnierzy), „Wodnik” (100 łasztów, 17 dział, 45 marynarzy, 80 żołnierzy) oraz pinka „Panna Wodna” (80 łasztów, 12 dział, 30 marynarzy, 50 żołnierzy).

Budowa polskiej floty zaniepokoiła Gustawa II Adolfa. W 1623 roku dokonał demonstracji siły na wodach Zatoki Gdańskiej i to tak skutecznie, że wystraszone władze Gdańska odmówiły budowy w swoich stoczniach kolejnych królewskich okrętów i wszelkiej pomocy w wyposażaniu floty. Król został zmuszony do przeniesienia budowy okrętów do Pucka. Wszystko to spowodowało, że w 1624 roku nie zbudowano żadnego okrętu.

Organizowaniem floty od roku 1623 zajął się Jan Wejher, starosta pucki i wojewoda chełmiński. Dzięki jego staraniom w latach 1625-1626 flota wzbogaciła się o dwa galeony – Latający Jeleń (150 łasztów, 20 dział, kupiony za 13,4 tys. zł polskich), galeon Rycerz Święty Jerzy (200 łasztów, 31 dział) oraz pinkę – Arka Noego (90 łasztów, 16 dział). Udała się też akcja rekwirowania statków handlowych, które przyłapano na wożeniu kontrabandy dla Szwedów. Z zatrzymanych trzech statków holenderskich i dwóch z Rostoka, trzy fluity po 110-130 łasztów i 8-18 małych działek wcielono do floty pod nazwami: Biały Lew, Płomień i Czarny Kruk. Załogi dla wszystkich okrętów najmowano głównie spośród kaszubskich rybaków, chociaż nie brakowało też obieżyświatów z całego świata.

W tym samym 1626 roku pod naciskiem Zygmunta III książę pruski, jako polski lennik wydzierżawił w Gdańsku i uzbroił cztery okręty, które miały bronić okolic Piławy.

Szwedzka inwazja

Spokojny w miarę czas tworzenia floty JKM skończył się 5 lipca 1626 roku kiedy to ok. 200 statków transportowych, osłanianych przez blisko 80 okrętów wojennych wyładowało pod Piławą 15 tys. szwedzkich żołnierzy. Zdobyli miasto i port, a w nim m.in. cztery okręty strażnicze wystawione niedawno przez księcia pruskiego. Niestety zbudowana sporym kosztem flota Zygmunta III nie była w stanie zapobiec desantowi, była zbyt słaba.

Szwedzi nie tylko zdobyli Piławę ale wydzielili dziewięć dużych okrętów, które 10 lipca rozpoczęły blokadę Gdańska. Admirał Karlson Gueldenhjelm rewidował wszystkie statki wpływające do Gdańska i pobierał od nich wysokie cło.

Plan Twierdzy Wisłoujście z 16 czerwca 1642, autorstwa B. Heddinga, w kolorowym odrysie Johanna Gelentina z I połowy XVIII wieku
Fot. Wikimedia Commons

Szwedzi odnosili błyskawiczne sukcesy. W ciągu zaledwie 20 dni Gustaw Adolf zajął, przeważnie bez wystrzału, 16 miast, w tym Braniewo (wkrótce z Braniewa Szwedzi wywieźli za morze wielki i cenny księgozbiór jezuitów), Frombork, Elbląg (13 lipca), Ornetę (17 lipca) i Malbork (18 lipca – po zaledwie dwóch dniach oblężenia). Wtedy to flota szwedzka zaczęła pobierać cło od statków handlowych wpływających do Gdańska. Wkrótce po tych sukcesach Szwedzi przeprawili się przez Wisłę i zajęli Tczew, Gniew i Starogard, a okręty szwedzkie wysadziły desant, który zajął Oliwę (gdzie bezwzględnie złupili stary klasztor Cystersów) oraz Puck. Stacjonujące w puckim porcie polskie okręty zdołały na szczęście ujść i schronić się w Gdańsku. Wkrótce wojska szwedzkie zajęły Ornetę i Dobre Miasto, a postępy ich powstrzymała dopiero zacięta obrona Pasłęka. Leżąca w widłach Wisły Elbląskiej i Leniwki twierdza Głowa zajęta została przez Szwedów 14 września.

Najważniejszym celem armii szwedzkiej stał się więc Gdańsk, którego zajęcie zapewniłoby Szwecji ogromne dochody z handlu gdańskiego (w latach 20. XVII wieku eksport Polski przez Gdańsk i Królewiec wynosił 5,5 mln talarów, a 80 proc. tej sumy przypadało na Gdańsk). Otaczając Gdańsk Szwedzi umieścili dodatkowo swe siły pod Tczewem i Gniewem.

Do polskiego przeciwdziałania doszło dopiero w sierpniu, kiedy rozpoczęła się koncentracja wojsk w Toruniu. Początkowo zebrało się tam 7 tys. żołnierzy z oddziałów nadwornych, pospolitego ruszenia z Prus Królewskich oraz prywatnych pocztów magnackich. Czekano na wojska kwarciane hetmana polnego Stanisława Koniecpolskiego, który osłaniał Ukrainę przed Tatarami. W końcu armia królewska ruszyła na Grudziądz, gdzie połączyła się z siłami wojewody chełmińskiego Melchiora Weyhera. Połączone wojska koronne w sile 12 tys. żołnierzy podjęły próbę odzyskania Gniewu, którego broniła słaba załoga szwedzka. Na odsiecz ruszył Gustaw Adolf z 11 tys. żołnierzy i 74 działami. Do pierwszych starć polsko-szwedzkich doszło 22 września, ale dopiero 1 października odbyła się nierozstrzygnięta bitwa z ponad 11-tysięczną armią Zygmunta III pod Gniewem.

 21 października przybył hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski wraz z częścią wojsk kwarcianych (główne siły tych wojsk nadciągnęły z Ukrainy 3 listopada) i objął naczelne dowództwo. Hetman przyprowadził do obozu łącznie 4,2 tys. jazdy, 1 tys. dragonii i 1 tys. polskiej piechoty. Wojska te, zaprawione w walkach z Tatarami, Turkami i Kozakami składały się ze świetnie wyszkolonych weteranów. Po odejściu oddziałów litewskich i części nadwornych do Inflant Koniecpolski miał pod swoimi rozkazami 11 tys. żołnierzy, w tym 6 tys. jazdy. Ponadto Gdańsk miał 5 tys. żołnierzy zaciężnych broniących miasta i okolic. Stojący naprzeciw wojsk polskich Oxenstierna dysponował siłami liczącymi 21 tys. żołnierzy, z których 7 tys.-8 tys. stanowiły garnizony miast i twierdz. Koniecpolski, kiedy tylko przejął dowództwo, natychmiast szybkimi zagonami na szwedzkie linie komunikacyjne i bazy zaopatrzeniowe zmusił Szwedów do zamknięcia się w twierdzach.

W zimie działania wojenne uległy spowolnieniu, a na wiosnę, kiedy ruszyły się lody na Wiśle, spławiono dla polskiego wojska duże transporty z prowiantem. Polepszenie sytuacji żywnościowej umożliwiło Koniecpolskiemu podjęcie energiczniejszych działań. Dzięki współdziałaniu z polską flotą wojenną wojska koronne zdobyły od dawna blokowany Puck 2 kwietnia 1627 roku. Dwa tygodnie później maszerująca z Meklemburgii grupa szwedzkich wojsk zaciężnych prowadzona przez pułkowników Streiffa i Teufla została otoczona pod Czarnem i zmuszona do kapitulacji, którą podpisano 18 kwietnia. Przy tej okazji siły polskie wzrosły o ponad tysiąc żołnierzy, gdyż na polską służbę przeszło 800 piechoty i 500 rajtarii. Odniesiony sukces miał duże znaczenie polityczne, gdyż pod jego wrażeniem elektor brandenburski stanął teraz po stronie Polski, a Litwa wznowiła operacje wojskowe na terenie Inflant.

Bitwy królewskiej floty

Bitwa pod Oliwą
Fot. Wikimedia Commons

Nie próżnowała też flota. 5 listopada do Gdańska przybył król Zygmunt III Waza. Mobilizował Gdańsk do walki ze Szwedami, a 9 listopada sekretarz królewski Piotr Gembicki obwieścił powołanie Komisji Okrętów Królewskich, która otrzymała władzę nad flotą we wszystkich aspektach jej działania i miała zająć się jej rozbudową i wzmocnieniem.

12 listopada król dokonał przeglądu okrętów stojących pod Latarnią w Gdańsku. 26 listopada królewskie okręty, korzystając z jesiennych sztormów, które przegnały Szwedów spod Gdańska, wyszły w morze i uderzyły pod Helem na statki wiozące zaopatrzenie dla agresora, zdobywając pięć z nich.

 Polskie okręty ponownie wyruszyły w morze wczesną wiosną. Sześć okrętów najpierw dowoziło zaopatrzenie dla polskich wojsk oblegających Puck, by wreszcie w dniach 2-20 marca 1627 roku wziąć udział w szturmie Pucka, ostrzeliwując oddziały nieprzyjaciela z dział, czym poważnie przyczyniły się do zwycięstwa. Później przez sześć tygodni patrolowały wody Bałtyku, by 17 maja 1627 r. niedaleko Helu napotkać przeważające siły szwedzkie. 12 okrętów nieprzyjaciela uderzyło na 7 polskich. Część z naszych okrętów schroniła się w Gdańsku, a część skierowała ku Łebie. Za nimi w pościg ruszyły trzy szwedzkie orlogi[8]. Doszło do bitwy w okolicach Łeby, po której polskie galeony schroniły się w Kołobrzegu. Tam przez pięć dni naprawiały uszkodzenia, by następnie ruszyć do blokowanego przez Szwedów Gdańska. Przebiły się przez bezpośrednią blokadę sześciu szwedzkich okrętów i 30 maja stanęły pod Latarnią.

O tym rejsie, podczas którego podobno zniszczono 16 statków wroga, pisał do króla hetman Koniecpolski: …gdyby było WKM ze 20 dobrze armowanych okrętów, wiele by z niemi mogło było zrobić i ciężko by było nieprzyjacielowi z portu swego wyniść[9]... Lato polskie okręty spędziły jednak w portach, z uwagi na przytłaczającą przewagę Szwedów na morzu. Na lądzie hetman Koniecpolski, pomimo znacznie słabszych sił niż wróg, odzyskał Puck i Gniew, zahamował też szwedzką ofensywę pod Tczewem. Szwedom nie tylko nie udało się zdobyć Gdańska, ale nawet nie udało się doprowadzić do oblężenia miasta.

Kiedy nadeszły jesienne sztormy, część floty szwedzkiej odpłynęła spod Gdańska. Na straży zostało tylko sześć dużych okrętów pod wodzą wiceadmirała Nilsa Göranssona Stiernskölda. Dzisiaj wiemy, że dziesięć polskich okrętów (cztery galeony, trzy pinki i trzy fluity) miało 170 dział i łącznie 1290 łasztów. Ich załogę stanowiło 390 marynarzy i 770 żołnierzy. Szwedzkie pięć galeonów i jedna pinka miały 140 dział i 770 łasztów. Były obsadzone przez 320 marynarzy i 400 żołnierzy. Należy jednak powiedzieć, że szwedzkie okręty były wyposażone w trochę cięższe działa (łącznie 645 funtów wagi salwy burtowej sześć szwedzkich okrętów i 762 na 10 polskich). Największy szwedzki okręt „Solen” (Słońce) miał 38 dział, polskie Król Dawid i Święty Jerzy po 31. Szwedzki „Tigern” zdobyty pod Oliwą miał 22 działa, w tym 2–12 funtowe a większość pozostałych 5–funtowych. Nieco mniejszy nasz „Wodnik” miał 17 dział, w tym 9 największych miało wagomiar 6 funtów, trzy po 5 funtów. Na polskich pinkach działa miały zaledwie po 3-2 funty, a 6-funtowe były wyjątkiem. Fluity miały jeszcze mniejsze działa, nawet 3-funtowe były nieliczne.

Już 26 listopada okręty polskie starały się wyjść na Zatokę Gdańską, ale przy opuszczaniu portu zostały ostrzelane z dział szwedzkich, a ponadto „Święty Jerzy” wszedł na mieliznę. Okręty polskie zawróciły, a Szwedzi popłynęli pod Hel. Następnego dnia flota polska, przy przeciwnym wietrze, holowana przez łodzie, stanęła na redzie. 28 listopada eskadra szwedzka znów podpłynęła pod port Gdański, nie spodziewając spotkać z jednostkami polskimi. Widok wypływających i przygotowujących się do walki okrętów polskich zaskoczył Szwedów. Flota polska była podzielona na dwie eskadry, na czele których stały „Święty Jerzy” i „Wodnik”.

Bitwa pod Oliwą (właściwie w Zatoce Gdańskiej) warta jest oddzielnego opisania, tu tylko powiem, że w jej wyniku Polacy zdobyli jeden okręt (Tigern), drugi (Solen) wyleciał w powietrze. Szwedzi stracili ok. 350 ludzi, 68 trafiło do polskiej niewoli. Dwa polskie okręty „Święty Jerzy” i „Wodnik” zostały znacznie uszkodzone, pewnych napraw wymagał też „Król Dawid”. Zginęło co najmniej 25 Polaków, a wielu było rannych. W bitwie poległ szwedzki wiceadmirał Stiernsköld oraz polski admirał Dickmann i kapitan Storch. Polskie zwycięstwo było niekwestionowane, chociaż na wynik wojny nie wpłynęło.

Koniec floty Zygmunta III

Kolejny rok wojny zaczął się dla polskiej floty całkiem pomyślnie. Z patrolu czterech naszych okrętów, „Czarny Kruk” i „Feniks” (zdobyta 13 grudnia 1617 r. eks-holenderska fluita) przyprowadziły 19 kwietnia 1628 r. angielski statek podejrzany o przewóz kontrabandy dla Szwedów. Dwa dni później doprowadzono następny pryz angielski, a 23 kwietnia statek z Hamburga. Na tym skończyła się dobra passa, bo na wody Zatoki Gdańskiej przybyło 12 szwedzkich okrętów rozpoczynając znów blokadę Gdańska. Później już było tylko gorzej.

6 lipca Szwedzi podeszli niespodziewanie pod Latarnię i zaatakowali polową artylerią stacjonujące w pobliżu polskie okręty. Ogień szwedzkich dział zapalił pinkę „Żółty Lew”, która wyleciała w powietrze od wybuchu prochów. Postrzelany „Święty Jerzy” objęty pożarami osiadł na dnie. „Król Dawid” trafiony co najmniej 70 kulami zapalił się, na szczęście pożar ugasiła niespodziewana ulewa.

Miary nieszczęść dopełniła jednak dopiero decyzja króla Zygmunta III o wysłaniu polskiej floty na pomoc Habsburgom. Na postanowienie monarchy wpłynęło kilka czynników. Król nie miał po prostu pieniędzy na utrzymanie floty, która nie była w stanie pokonać Szwedów blokujących Gdańsk. Nie bez znaczenia były naciski papieża i cesarza domagających się przystąpienia Rzeczpospolitej do anty szwedzkiej koalicji cesarstwa i Hiszpanii. 22 grudnia 7 najbardziej wartościowych polskich okrętów wypłynęło do Wismaru, by wesprzeć katolicką flotę walczącą pod dowództwem cesarskiego wodza Wallensteina. Wpływ na decyzję Zygmunta miała też zapewne obietnica Hiszpanów wsparcia polskiego króla co najmniej 24 okrętami w przyszłej ekspedycji do Szwecji w celu odzyskania przez Zygmunta korony szwedzkiej.

Wszystko skończyło się fatalnie. Do Wismaru nie przypłynęła hiszpańska flota, port i miasto zablokowali Szwedzi, a miasto w styczniu 1631 roku skapitulowało. Polskie okręty, pomimo protestów Zygmunta III, Szwedzi wcielili do swojej floty.

Odbudowa polskiej siły na morzu nastąpiła, na krótki czas, za panowania Władysława IV – syna króla Zygmunta.

Czytaj część pierwszą 

Ryszard Nowosadzki

Gówna grafika: Anna & Andrzej Orliński

Bibliografia:

Górski, Flota Jagiellonów i Wazów, Gdańsk 1989
Balcerek Mariusz, Oblężenie Rygi w 1621 roku, Studia i materiały do historii wojskowości, t. XLV, Białystok 2008
Józef Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989
Eugeniusz Koczorowski, Oliwa 1627, Warszawa 2002
Jerzy Pertek, Polacy na szlakach morskich świata, Gdańsk 1957
T.M. Nowak, J. Wimmer, Historia oręża polskiego 963-1795, Warszawa 1981
Aleksander Czołowski, Marynarka w Polsce, Lwów 1922

Przypisy:

[1] Kaper (późn. korsarz) – właściciel statku lub marynarz, który podczas dawnych wojen morskich z upoważnienia jednej ze stron konfliktu grabił lub konfiskował okręty nieprzyjaciela. Najczęściej monarchowie, ale czasem na przykład miasta, wydawali kaprom tzw. patenty, listy kaperskie, upoważniające do niszczenia i uprowadzania nieprzyjacielskich statków. Ten system był popularny w Europie od średniowiecza i utrzymał się do XVII wieku. Listy kaperskie nie miały stałej formy, a ze zmianą polityki danego państwa zmieniała się ich treść. Na przykład listy kaperskie Zygmunta Augusta zawierały: obowiązek walki i prawo rabunku nieprzyjaciół, nakaz ochrony przyjaciół króla oraz śledzenia i zajmowania statków dostarczających broń wrogom króla, przedkładanie zdobytych towarów i statków komisarzowi, będącego urzędnikiem króla. Kaprowie podlegali wyrokom komisarza, orzekającego o legalności podjętych działań. Łupy dzielono następująco – 10 proc. na rzecz skarbu, 90 proc. było zyskiem kaprów, działających na własny koszt i ryzyko (w innych flotach kaperskich udział króla mógł wynosić 20-25 proc).

[2] Z początkiem 1458 r. Gdańsk zdecydował się na nieograniczoną wojnę morską. Wystawiono 21 listów kaperskich a następnie 12 kolejnych. Statki upoważniono do atakowania żeglugi duńskiej i inflanckiej w Cieśninach Duńskich i wzdłuż wybrzeży Pomorza Zachodniego i Meklemburgii, a także do napadania miast i portów Danii, duńskiej Norwegii oraz Gotlandii. Zdobycie przez gdańskich kaprów 45 statków sparaliżowało bałtycki handel, na skutek czego Związek Hanzeatycki zaczął naciskać na przerwanie działań wojennych. W efekcie 28 lipca 1458 roku zawarte zostało zawieszenie broni pomiędzy Danią a Polską, co jednocześnie pozbawiło zakon krzyżacki głównego sojusznika.

[3] Po klęskach poniesionych jesienią 1462 r. zdziesiątkowane siły zakonu krzyżackiego w dorzeczu Wisły znalazły się w impasie. Strona polska kontynuowała ofensywę, dążąc do zdobycia Gniewu. Wielki mistrz von Erlischhausen zdecydował się na przeprowadzenie odsieczy. Wydzielony oddział pod dowództwem von Plauena ruszył drogą lądową, drugi liczący 1500 żołnierzy i ponad 300 marynarzy zaokrętowanych na 44 statki i łodzie, pod osobistym dowództwem von Erlischhausen’a ruszył wodą. Gdańsk zablokował polowymi umocnieniami Szkarpawę w rejonie Żuławek i obsadził zaporę 10 okrętami i 500 najemnikami, a także ściągnął z Morza Bałtyckiego okręty kaperskie, aby uniemożliwić Krzyżakom poruszanie się wzdłuż północnych wybrzeży Mierzei Wiślanej. 13 września 1463 r. wielki mistrz obawiając się ataku okrętów elbląskich na tyły swojej floty, wycofał się  na szersze wody Zalewu Wiślanego. W okolicach Wysoczyzny Elbląskiej siły krzyżackie zostały osaczone przez liczące 33 okręty floty Elbląga, Gdańska i kapra Vochsa. 15 września 1463 r. w bitwie na Zalewie Wiślanym związkowcy, wykorzystując korzystne warunki atmosferyczne i przewagę jakości swojej mniejszej floty, całkowicie zniszczyli flotę krzyżacką, zdobywając lub zatapiając 43 statki oraz zabijając około 1000 i biorąc do niewoli prawie 500 Krzyżaków. Jedynie okręt wielkiego mistrza von Erlichhausena zdołał z niedobitkami wycofać się do Królewca.

[4] Jerzy Pertek, Polacy na szlakach morskich świata, Gdańsk 1957, str. 49

[5] Artykuł XX stanowił, że zdobyty, nietknięty statek i jego ładunek mają trafić przed Komisję Morską, która podejmie decyzję i wyrok. Dziesiąta cześć wartości statku i ładunku otrzymywał król, a także największą i najlepszą armatę, linę i kotwicę – dla przyszłych okrętów królewskich. Reszta była dzielona w połowie pomiędzy kapitana i właściciela okrętu oraz załogę.

[6] Jerzy Pertek, Polacy…, str. 53

[7] Józef Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, str. 219

[8] Szwedzki, żaglowy okręt wojenny używany w wojnach polsko-szwedzkich w XVI i XVII wieku

[9] Józef Wójcicki, Dzieje Polski nad Bałtykiem, Warszawa 1989, str. 225