Gdańsk: Szwedzkie karty historii | Recenzja

W. Łygaś, Gdańsk: Szwedzkie karty historii

Gdańsk przez wieki był uznawany za najpotężniejsze i najważniejsze miasto Rzeczypospolitej. Jego potęga wraz z wpływami dawała krajowi podstawy gospodarcze
i rozeznanie w sprawach międzynarodowych. Z natury rzeczy, w mieście tym krzyżowały się kultury, języki, prądy architektoniczne i religijne, a więc wszystko to co stanowi o rozwoju świata na przestrzeni epok. A czy wiadomo, ile obok pierwiastków niemieckich, holenderskich, czy duńskich jest w Gdańsku Szwecji i Szwecji w Gdańsku? Tego dowiemy się z książki Wojciecha Łygasia.

Wydana ponownie w 2020 roku książka (pierwodruk miał miejsce w roku 2001) należy do cyklu „Gdańska Księga Tysiąclecia”.  Autor jest absolwentem skandynawistyki, którą ukończył na Uniwersytecie Gdańskim oraz wieloletnim wiceprezesem Towarzystwa Polsko – Szwedzkiego
w tym mieście. Do jego dorobku należy także zaliczyć kilkanaście artykułów poświęconych historii tego skandynawskiego kraju. Wiedzę tę widać podczas lektury niemal na każdym kroku. Czytelnikowi od razu rzuca się w oczy szeroka znajomość poruszanej tematyki, całkiem niezły warsztat pisarski, a także doskonała znajomość języka szwedzkiego.  Śmiało można w tym miejscu napisać, że Wojciech Łygaś wie o czym pisze – i że robi to z wielką pasją i zaangażowaniem. To pierwszy z wielu walorów tej książki.

W tym miejscu trzeba odnotować, że narracja prowadzona jest w sposób jak najbardziej rzetelny i bezstronny. Autor nie popada bowiem w żadną ze skrajności. Nie jest ani szwedofilem, ani gorącym zwolennikiem polskości grodu nad Motławą. Przeciwnie – wskazuje jedynie wzajemne powiązania, zależności, wpływy, pozytywy i negatywy relacji polsko – szwedzkich z nadbałtyckiego punktu widzenia. Szwedzi nie kojarzą mu się tylko z „Potopem”, a Polacy wyłącznie z walką o koronę w Sztokholmie. Przeciwnie, jak się  okazuje, przez wiele lat współpraca i relacje dwustronne między obiema stolicami układały się bardzo dobrze, co było źródłem i wzajemnego ubogacania się. To już dziś nieco zapomniana i rzadko dyskutowana kwestia, o której warto pamiętać. I dobrze, że Wojciech Łygaś ją przypomina.

W „Szwedzkich kartach historii” nie napotkamy jednolitej fabuły. Każdy z jej dwunastu rozdziałów opowiada o odrębnej kwestii związanej z miastem.  Są w niej wątki architektoniczne, historyczne, biograficzne, religijne, a nawet batalistyczne. Tym, co spina te wszystkie epizody w jedną, zwartą i logiczną całość jest odwołanie do dziejów miasta w różnych epok i czasów, a wszystko napisane płynnie i zrozumiale – jedno wynika z drugiego. Przeszłość w jasny i klarowny sposób łączy się
z bliższą lub dalszą przeszłością. Tutaj muszę zaznaczyć, że moim ulubionym rozdziałem książki jest ten o Zygmuncie III Wazie i jego walce o szwedzką koronę. Naprawdę czyta go się jednym tchem.

Kolejny plus to całkiem spora dawka tekstów źródłowych – i to od razu przetłumaczonych z łaciny na język polski. Są bardzo dobrze dobrane, odpowiednio zredagowane. Nie stanowią one nigdy więcej niż wynika to z naturalnej potrzeby i zamysłu autora. W świetny sposób uzupełniają one główny tekst i nie sprawiają problemu w lekturze, nie zaburzają toku narracji.

Język książki, wbrew temu, co można by pomyśleć w pierwszej chwili wcale nie przypomina poważnej rozprawy naukowej o dziejach wielkiego miasta. Nota bene to bardzo dobrze. W moim odczuciu jest to raczej coś w rodzaju przewodnika. Styl opowieści jest swobodny, pełen lekkości pióra, można nawet powiedzieć, że bardziej reporterski i wakacyjny. Odniosłem wrażenie, że – całkiem słusznie ma zachęcić tych, którzy w Gdańsku jeszcze nie byli do jego odwiedzenia (z już podanym szlakiem zwiedzania), a jego mieszkańców i miłośników na nowo rozpalić dawką ciekawostek. I to się udało! Ja do Gdańska w najbliższej przyszłości na pewno się wybiorę.

Co do mankamentów, to jest ich naprawdę niewiele. Z najważniejszych niedociągnięć należy wskazać na dość słaby materiał graficzny i ilustracyjny. Zdjęcia w książce są małe i rozłożone tylko na rogach kolejnych stron. Choć  mają związek z fabułą kolejnych rozdziałów to słabo komponują się z tekstem, a jak wiadomo wrażenia wizualne są w lekturze równie ważne jak styl literacki. Druga kwestia to sprawa warsztatu historycznego. Widać, że autor nie jest stuprocentowym historykiem, ale w odniesieniu do całości książki nie powoduje to problemów.

 W całej książce bowiem bardzo mało jest przypisów odnoszących się do bardziej naukowych publikacji, poszerzających widzę czytelnika. W zwykłym odbiorze nie stanowi to problemu, jednak mnie jako historykowi tego brakuje. To o czym piszę w pewnym stopniu rekompensuje spora bibliografia umieszczona w zakończeniu. Podsumowując – z całym przekonaniem polecam książkę „Gdańsk: Szwedzkie karty historii”. To naprawdę dobrze napisana opowieść o mieście, które po dziś dzień jest symbolem polskiej potęgi, a jednocześnie znakiem wielowiekowej tolerancji
i swobody przepływu kodów kulturowych nad Bałtykiem. Nie jest nudna, wciąga, język ma dostosowany do współczesnego czytelnika, historii jest w niej tyle ile potrzeba, i pozwala spojrzeć dzieje Gdańska -o którym dziś z wielu powodów tak głośno- z nieco innej, bo nadbałtyckiej, może bardziej chłodnej i obiektywnej perspektywy.

Wydawnictwo: Marpress

Ocena recenzenta: 5/6

Dominik Majczak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*