Historia w czasach zarazy

W tych trudnych czasach może się zdawać, że która jak która nauka, ale historia raczej na niewiele się przydaje. A jednak regularnie wzmianki o naszej przeszłości pojawiają się w kontekście pandemii, metod walki z nią czy sposobów przetrwania. Ba! Otwarcie mówimy o naukach płynących z historii poprzednich epidemii, takich jak dżuma czy grypa hiszpanka. No więc jak to z nią jest? Z tą historią?

Już od ponad dwóch miesięcy wszyscy funkcjonujemy w mocno ograniczonej rzeczywistości. W tym okresie najważniejsze wydaje się po prostu to co konieczne do przeżycia, każdego kolejnego dnia i tygodnia. Nie jest to jeszcze czas wojny, ale obostrzenia „czasów zarazy” wszystkim nam skutecznie zmieniły sposób funkcjonowania. Nic, więc dziwnego, że w czasach takich jak te wszyscy segregujemy nauki na ważne i mniej ważne. I trzeba sobie szczerze powiedzieć, że historia znalazła się w tej drugiej grupie. W sumie nie ma się czemu dziwić, bo za pomocą badan historycznych nikt nie zwalczy wirusa, nie wynajdzie szczepionki, nie uratuje ludzkiego życia. Z pokorą trzeba to przyznać. Ale wcale nie oznacza to, że historia rzeczywiście nagle stała się mniej ważna.

W tych okolicznościach wyraźniej dostrzegamy czym jest historia i co się z nią wiąże. A na przeszłość powołujemy się ostatnio tak często jak nigdy. I nie są to tylko sformalizowane, byle jakie wspominki. Kiedy już media powołują się na przeszłość, robią to dokładniej niż zazwyczaj. Ba! Czasem nawet trzymają się prawideł metodologii, nie tylko tej dziennikarskiej ale nawet i historycznej. A Internet? Fora? Memy? Social media? Tam także pojawiają się ostatnio częściej niż zwykle wzmianki historyczne. Poprawne czy nie to rzecz drugoplanowa. Nagle wszyscy jakby zaczęli interesować się dziejami, choćby w ograniczonym zakresie. I może rzeczywiście w linii prostej wynika to z pandemii i tego, że społeczeństwo zaczęło interesować się właśnie epidemiami z przeszłości. Ale moim zdaniem nie tylko. Wszyscy od prawie dwóch miesięcy mamy jakby więcej czasu wolnego. I może dlatego chętniej sięgamy po wiedzę o tym co było. Albo ku pokrzepieniu serc. Bo taką wartość głównie może w tym okresie mieć popularne postrzeganie historii.

Jednak i na poziomie trochę bardziej fachowym, naukowym historia może mieć tym okresie wielką wartość. Bo to prawda, że wirusa nie zwalczy i szczepionki nie opracuje, ale może nam pokazać jakich błędów naszych przodków w walce z epidemią nie powtórzyć. Jakie środki, jakie działania okazują się skuteczne a jakie tylko pogarszają sytuację. W końcu to przecież dzięki historii i jej ustaleniom wiemy jakie mechanizmy prawidłowo a jakie wadliwie funkcjonują w takich czasach. „Czasach zarazy”. Czyż może być lepsza nauka? Naprawdę nie sposób przecenić tej wartości edukacyjnej.

I jest jeszcze jedna kwestia, jeszcze jeden argument, pokazujący wartość historii w czasach epidemii. Ona przecież nie potrwa wiecznie. Kiedyś, w bliższej lub dalszej przyszłości się skończy, a wtedy wszystko wróci do normy. Ludzie nadal będą chcieć czytać o starożytności czy średniowieczu, będą  chcieli oglądać nowe filmy, choćby i dokumentalne o II wojnie światowej. I wtedy będą mocno, naprawdę mocno potrzebować efektów naszej dzisiejszej pracy. Tak! Bo historycy cały czas pracują. Choć ta praca jest mocno utrudniona, bo przecież do niedawna nie funkcjonowały biblioteki i archiwa, a nie wszystko jest zdigitalizowane. Ale nawet teraz gdy placówki te działają mamy i tak bardzo mocno ograniczoną swobodę działania. Jest ciężko! Jednak dla dobra historii będziemy pracować dalej!

I przypomnijcie sobie o tym, gdy następnym razem sięgniecie po powieść historyczną, opracowanie czy obejrzycie film z tłem historycznym.

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*