30 kwietnia 1669 roku z Warszawy wyruszył skromny orszak, na którego czele podążał Jan Kazimierz Waza. Król, po ogłoszonej we wrześniu 1668 roku abdykacji, na zawsze opuszczał stolicę. Jego 20-letnie panowanie określano jako: „Początek Nieszczęść Królestwa”, zaś sam Jan Kazimierz skutecznie zraził do siebie poddanych. Rządy ostatniego z Wazów to pasmo klęsk, nieustannych konfliktów i ogromnego kryzysu. Decyzja o rezygnacji z tronu dojrzewała w nim od długiego czasu. Wraz z wyjazdem władcy większość społeczeństwa odczuła ulgę. Niektórzy mieszkańcy towarzyszyli mu w ostatnich chwilach w stolicy, ale nie po to aby go godnie pożegnać, ale podjąć próbę odzyskania długów.

Trudny początek

Jan Kazimierz był synem Zygmunta III Wazy. W listopadzie 1648 r. objął tron po śmierci swojego przyrodniego brata – Władysława IV. W momencie elekcji sytuacja kraju kreowała się nadzwyczaj trudno. Trwające od wiosny powstanie Chmielnickiego rozlało się po całej Ukrainie, a wojska kozackie oblegały Zamość. Okres panowania Jana Kazimierza można podzielić na trzy siedmiolecia:

– bunt Kozaczyzny rozpoczyna te smutne czasy,

– środek wypełnia wojna z północnym najeźdźcą,

– szereg konfederacji wojskowych, sejmów zrywanych i rokosz otwarty – oto epilog[i].

Trudno o bardziej trafne podsumowanie rządów ostatniego z Wazów. Dwadzieścia lat wypełniały permanentne walki z wrogiem tak zewnętrznym, jak i wewnętrznym, przez co szlachta była bardzo niechętna królowi. Od początku panowania Jan Kazimierz nie cieszył się szacunkiem poddanych, co uwidoczniło się podczas potopu, kiedy został przez nich opuszczony. Do takiej postawy przyczynił się sam Waza.


Portret Jana Kazimierza w kolczudze

W 1651 r., podczas kampanii przeciwko Kozakom, podejrzewano króla o romans z żoną jednego z potężnych magnatów – Hieronima Radziejowskiego. Konflikt pomiędzy nimi doprowadził do wygnania możnowładcy z kraju, który przeszedł na służbę króla Szwecji, walnie przyczyniając się do decyzji Karola X Gustawa o ataku na Rzeczpospolitą. Ponadto król ostentacyjnie okazywał niechęć sarmackiej tradycji
i: nie żywił nigdy uczuć patriotycznych; nie był nawet Polakiem. Krew jagiellońska babki jego Katarzyny znikła w mieszaninie krwi szwedzkiej i niemieckiej, a wychowanie na dworze ojca dokonało scudzoziemczenia natury jego. […] myśleć logiką narodową i kochać ojczyzny sercem polskim nie był w stanie.[1] Był człowiekiem chwiejnym, słabego charakteru, a także pozostawającym pod silnym wpływem kobiet, zwłaszcza swojej żony – francuskiej księżniczki Marii Ludwiki Gonzagi. Jan Kazimierz uciekając przed Szwedami dotarł na Śląsk. Całkowicie załamany i pozbawiony motywacji do dalszej walki. Już wówczas nosił się z zamiarem rezygnacji, ale odwiodła go od tego królowa, która: różnymi sposobami króla we dnie i w nocy animowała do poparcia wojny szwedzkiej, już zdesperowanego męża pobudziła, tudzież i innych senatorów przy boku króla będących. Chwiejnemu małżonkowi nie pozwoliła również pójść na lep obietnic Karola Gustawa, który chcąc wywabić parę królewską z granic cesarstwa, kusił ją pokojowymi propozycjami.[2]

Próba reform i nasilenie konfliktu ze szlachtą

Ostatecznie Szwedów udało się w 1660 r. wyprzeć z Rzeczypospolitej, niemniej czas potopu odcisnął na królu silne piętno. Kraj został bardzo wyniszczony, skarbiec opustoszał, a szlachta wyjątkowo mocno się podzieliła. Coraz częstszą praktyką stawało się zrywanie sejmów poprzez liberum veto, co zapoczątkowało kryzys polskiego parlamentaryzmu. Jan Kazimierz planował zreformować państwo próbując przeforsować dziedziczność tronu oraz podejmowanie sejmowych decyzji większością głosów. Zwłaszcza ta pierwsza kwestia była ważna dla jego żony – Marii Ludwiki, ponieważ chciała ona wynieść na polski tron swojego krewnego – francuskiego księcia Kondeusza. Na sejmie w 1661 r. władczyni planowała dokonać elekcji następcy Jana Kazimierza.Okazało się to niemożliwe ze względu na silny opór magnatów, pod przywództwem hetmana polnego koronnego – Jerzego Lubomirskiego. Stał on na czele antykrólewskiej opozycji, jawiąc się pośród szlachty jako obrońca „złotej wolności”. Lubomirski nie wspierał króla, nawet podczas wyprawy wojennej na Moskwę w 1663 roku. Sukces kampanii nie był w interesie opozycji, dlatego z ulgą przyjęto jej niepowodzenie. Nasilający się konflikt wisiał w powietrzu. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na fatalne postrzeganie władcy to zarówno niefortunne decyzje personalne, jak i wspomniana niechęć króla do sarmackiego trybu życia. Jan Kazimierz potrafił pomijać przy nominacjach na najwyższe urzędy państwowe wpływowych magnatów, zaś desygnować osoby mało kompetentne. Wojsko, niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa w kraju,  słabo opłacano, przez co często pozwalało sobie na grabieże. Częstą praktyką było zawiązywanie antykrólewskich zbrojnych konfederacji, które udawało się opanować dopiero po sfinansowaniu zaległego żołdu.

Zdjęcie nr 2 Maria Ludwika Gonzaga miała decydujący wpływ na politykę obozu królewskiego


Maria Ludwika Gonzaga miała decydujący wpływ na politykę obozu królewskiego

Na zaostrzenie konfliktu wewnątrz kraju miała wpływ popierana przez władcę uchwała Sejmu z 1658 r. o wygnaniu Braci Polskich z Rzeczypospolitej. Z jednej strony okazało się to pokłosiem wojny z protestancką Szwecją, z drugiej stanowiło zaprzeczenie zasad tolerancji religijnej, będącej naczelną zasadą ustrojową od 1573 r. Wyznawcy innych religii stanowili znaczną część społeczeństwa, wobec czego konflikt na tym tle spowodowałby jeszcze większy chaos. Zrażanie do siebie kolejnych grup przychodziło królowi wyjątkowo łatwo. Wystarczyła iskra, by doszło do wybuchu wojny domowej. W 1664 roku, Sąd Sejmowy skazał Jerzego Lubomirskiego na karę banicji i infamii, co wywołało oburzenie stronników magnata. Początkowo ich walka polegała na paraliżowaniu prac parlamentu, zaś w 1665 r. rozpoczął się zbrojny rokosz. Mimo iż przy królu w dalszym ciągu pozostało wielu zwolenników, klęska w starciu z armią hetmana pod Mątwami w 1666 r. ostatecznie pogrzebała reformistyczne plany Jana Kazimierza. Śmierć wielu doświadczonych żołnierzy osłabiła możliwości militarne państwa, przypieczętowując tym samym porażkę Rzeczypospolitej w wojnie z Moskwą.

Ostatnie lata

Po tych wydarzeniach, król całkowicie stracił resztki autorytetu wśród poddanych. Jak sam wyznawał: nie czuł się na siłach, aby w nader trudnych warunkach sprostać obowiązkom władcy. Do samej polityki nie miał cierpliwości, szybko się zniechęcał i chętnie zrzucał odpowiedzialność na innych. Oparcie dla niego stanowiła Maria Ludwika, która de facto od 1660 r. sprawowała rządy w kraju. Wzbudzało to niechęć szlachty do królowej, zwłaszcza z uwagi na jej silne związki z królem Francji – Ludwikiem XIV Słońce. Ów władca znacząco wpływać na politykę Rzeczypospolitej, zwłaszcza poprzez próbę osadzenia na tronie księcia Kondeusza. Ponadto Ludwik XIV, znając trudną sytuację majątkową Wazy (miał on bowiem ogromne długi), odwodził go od ogłoszenia abdykacji. Obiecywał Janowi Kazimierzowi nie tylko spłatę zobowiązań, ale też nadanie we Francji opactwa, które pozwoliłoby mu czerpać znaczne dochody. Intrygi króla francuskiego przerwała niespodziewana śmierć Marii Ludwiki w 1667 r., która to kompletnie załamała Jana Kazimierza. Od tego momentu król całkowicie przestał się interesować sprawami państwa. Jak pisał w liście do Ludwika XIV poseł francuski Bonzi: król jest bardzo zamknięty
w sobie […], będąc znudzony wszystkim, a zwłaszcza sprawami rządów. Trzeba bowiem alby król abdykował, uciekł albo został wypędzony, bo nie troszczy się o nic, nie podpisuje nic, nie udziela audiencji; wszędzie krzyki na niego; nie daje odpowiedzi hetmanom w rzeczach wojny.[…]Marszałek […] daje do zrozumienia, że Tatarzy mogliby
łatwo dotrzeć do Warszawy. On zaś odpowiedział, że wcale się tym nie kłopoce, że nie ma już teraz na głowie królowej i że sam stąd wkrótce ucieknie.[3] Taka postawa potęgowała tylko pogardę i niechęć poddanych.

Powstaje więc pytanie, czemu Jan Kazimierz nie zdecydował się abdykować tuż po śmierci żony, zrzekając się tronu blisko półtora roku później? Po pierwsze był mocno związany z dworem francuskim i bez zgody Ludwika XIV nie mógł tego zrobić przez wzgląd na swoje interesy majątkowe. Rzeczpospolita natomiast zapewniała pod tym względem stabilizację. Po drugie, król francuski prowadził aktywną politykę europejską na wielu płaszczyznach i w 1667 r. zawarł układ z palatynem neuburskim – Filipem Wilhelmem, wyrażający poparcie dla jego starań o koronę polską, co wymagało współdziałania z Janem Kazimierzem, który od tego momentu stał się przedmiotem wielkiej francuskiej polityki. Zmęczony i znużony swoją sytuacją pozostawał bierny, czekając aż wszystko samo się rozwiąże. W dodatku mimo formalnego zakończenia rokoszu Lubomirskiego i śmierci magnata w 1667 r., nad Rzecząpospolitą w dalszym ciągu rozciągało się widmo kolejnej wojny domowej. Szlachta żywiła pretensje do króla w odniesieniu do klejnotów koronnych, zastawionych przez Rzeczpospolitą kilka lat wcześniej u Marii Ludwiki za kwotę 120 tys. złotych polskich. Domagano się ich zwrotu w zamian za umorzenie części długów królewskich. Sprawa ta budziła silne emocje pośród szlachty, a sam Jan Kazimierz po raz kolejny stał się obiektem ataków, co z pewnością przyspieszyło jego decyzję
o abdykacji. W sierpniu 1668 r. na Jana Kazimierza coraz mocniej począł naciskać poseł francuski – Bonzi, oferując mu wspomniane opactwo w zamian za rezygnację z tronu. Natomiast szlachta wysuwała coraz to nowsze pretensje i groziła kolejnym rokoszem. Wobec tego, w sierpniu 1668 r. zwołano sejm, na którym żywo przedyskutowano o zasadności abdykacji. Część posłów nie chciała wyrazić na nią zgody, gdyż uważano iż: byłoby hańbą dla Polaków gdyby któryś z królów ich porzucił. Przez kilkanaście dni prowadzono ostre spory, co do wysokości uposażenia Jana Kazimierza, jakie miało zostać mu wypłacone po abdykacji. Z uwagą przyglądało się tym obradom wielu przedstawicieli dworów europejskich, którzy bez przeszkód mogli dostrzec słabość polskiego ośrodka władzy i skłócone społeczeństwo. Niech symbolem tego sejmu okaże się fakt, iż część posłów nie chciała dopuścić nawet do wyboru marszałka, jeśli nie będzie pewnym że Jan Kazimierz na pewno odejdzie.

Dnia 16 września 1668 r., Jan Kazimierz wygłosił płomienną przemowę, obwieszczając  rezygnację. Tak zakończyło się ponad 80-letnie panowanie dynastii Wazów na polskim tronie. Ostatni z nich, jeszcze za życia, był postrzegany jako król, który nie sprawdził się w trudnych warunkach i nie podołał ciężarowi korony. Zwłaszcza po śmierci Marii Ludwiki, Jan Kazimierz odseparował się całkowicie od spraw państwowych, mimo ogromnego zagrożenia ze strony Turcji i Tatarów. Poza tym przypisywano mu odpowiedzialność za gospodarczy kryzys, jaki panował w Rzeczypospolitej po potopie szwedzkim. Fatalnie prowadzona polityka monetarna, objawiająca się m.in. psuciem pieniądza poprzez puszczenie do obiegu monet o zaniżonej wartości kruszcu (słynne tynfy i boratynki), pogłębiła zubożenie całego społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że w oczach współczesnych Jan Kazimierz jawił się jako władca całkowicie nieudolny, niekompetentny i odpowiedzialny za nieszczęścia, jakich doświadczył kraj.


Tynfy do dziś są symbolem gospodarczego upadku Rzeczypospolitej

Po ogłoszeniu abdykacji, król jeszcze przez ponad pół roku pozostał w stolicy. Większość czasu mijała mu na odpoczynku i polowaniach. W kwietniu 1669 r., opuścił na zawsze Rzeczpospolitą i udał się do Francji. Jeszcze w okresie swojego panowania przewidział przyszłe rozbiory Polski, twierdząc że:  Moskwa i Ruś odwołają się do ludów jednego z nimi języka i Litwę dla siebie przeznaczą; granice Wielkopolski staną otworem dla Brandenburczyka, a przypuszczać należy, iż o całe Prusy certować zechce, wreszcie Dom Austriacki spoglądający łakomie na Kraków nie opuści dogodnej dla siebie sposobności i przy powszechnym rozrywaniu państwa nie wstrzyma się od zaboru.

 Jan Kazimierz zmarł w 1672 r., podobno na wieść o upadku twierdzy w Kamieńcu Podolskim.

Ciężko jest obiektywnie oceniać ostatniego z Wazów, czasy jego panowania były wyjątkowo niespokojne i król nie miał szans realizować swej polityki. Z jednej strony nieustannie musiał organizować wyprawy wojenne, z drugiej walczyć z sejmową opozycją. Aktywność jego małżonki wepchnęła w silne wpływy króla Francji, który wykorzystywał go do własnych projektów dynastycznych. Króla obarczano za powszechną biedę i niedolę. Natomiast cechy charakteru zdawały się potwierdzać krążącą o nim opinię. Niektórzy historycy zwracają uwagę, że za jego rządów uwydatniły się sprawy, których nie potrafili rozwiązać jego poprzednicy, jak np. kwestia kozacka, „zamrożone” konflikty z Moskwą i Szwecją oraz brak reform ustrojowych. Także gospodarka oparta w lwiej części na handlu zbożem, przy jego spadającej cenie w końcu musiała wpaść w stan recesji. Jan Kazimierz pod koniec swego panowania nie miał siły, chęci ani pomysłu na dalsze zarządzanie krajem. Okres jego rządów odzwierciedla ówczesny stan samej Rzeczypospolitej, coraz bardziej podupadłej, zewsząd atakowanej przez wrogów i sparaliżowanej wewnętrznymi sporami. Był to wyraźny początek upadku państwa, które po raz pierwszy zostało rozerwane przez sąsiadów w sto lat po śmierci ostatniego z Wazów.

Adam Królak

    Bibliografia:

Czermak W., Ostatnie lata Jana Kazimierza. Warszawa 1972

Libiszowska Z., Żona dwóch Wazów, Książka i Widza, 1963.

Korzon T., Dola i niedola Jana Sobieskiego 1629-1674,  Nakładem Akademii Umiejętności1898.   

   Przypisy:

[1]           Korzon T., Dola i niedola Jana Sobieskiego 1629-1674,  Nakładem Akademii Umiejętności1898.

[2]          Libiszowska Z., Żona dwóch Wazów, Książka i Widza, 1963.

[3]          Czermak W., Ostatnie lata Jana Kazimierza. Warszawa 1972