Jędrzej Moraczewski. Wspomnienia. Ludzie, czasy i zdarzenia│ Recenzja

Jędrzej Moraczewski. Wspomnienia. Ludzie, czasy i zdarzenia. Część pierwsza. Młodość i praca inżynierska, Tom 1. Lata nauki 1870–1896, oprac., wstęp i komentarz Ilona Florczak.

Biografistyka to ważna dziedzina historii, a jej częścią są wszelkiej maści osobiste zapiski postaci z przeszłości. Nierzadko zalegają gdzieś w archiwach, nikt ich nie czyta, a może nawet nie wie. Tymczasem są one źródłem, a mogą być i ciekawą opowieścią. Co chciał nam przekazać i jak to wyszło Jędrzejowi Moraczewskiemu?

Dowiedzieć się tego możemy z cyklu książek zawierających wspomnienia Moraczewskiego (1870-1944), socjalisty, polityka, premiera i ministra II RP. Publikacja włączona została do serii „100 lat niepodległości”.

Właściwe wspomnienia Moraczewskiego poprzedza ponad 20-stronicowy życiorys, który pozwala zapoznać się z sylwetką tego polityka, jego rodziną, działalnością i drogą z pruskiej Wielkopolski przez autonomię galicyjską, niepodległą Polskę aż po śmierć.

Moraczewski spisał wspomnienia późno, bo dopiero w czasie II wojny światowej, jako starszy już człowiek. Stąd też jego pomyłki. Z drugiej jednak strony podpierał się prywatnym archiwum i publikacjami, o ile warunki mu pozwoliły. Chciał swoje memuary opublikować po wojnie, ale ani nie dożył jej końca, ani czasy nie sprzyjały.

Po tym przydługim wstępie czas przejść do samych wspomnień. Moraczewski dosyć szeroko zakreślił horyzont swojej opowieści, nie jest to narracja w stylu „ja poszedłem, ja zrobiłem, ja przeżyłem, wszystko i tylko ja”, a wizja minionych lat, wydarzeń i miejsc z własnej perspektywy. Moraczewski jako pamiętnikarz jest świadomy „bolączek” memuarow, jak choćby subiektywizm opisu, czy też różnić między pamiętnikiem a dziennikiem.

Moraczewski sprawnie władał piórem, pisał lekko, gawędziarsko, ale bez przesadnego lania wody, a do tego sprawnie przechodzi od siebie do kwestii ogólnych lub pobocznych. Dzięki temu otrzymujemy dosyć konkretny zestaw faktów i opinii o tym kto i co go spotkało.

Jako, że książka dotyczy młodości autora, zawiera wiele informacji o życiu społeczno-politycznym ówczesnej Galicji, a także o szkolnictwie w Krakowie i we Lwowie. Jest to też obraz środowiska, w którym Moraczewski funkcjonował, m.in. studentów politechniki, gdzie – jak stwierdził Moraczewski – Bratnia Pomoc zrobiła z niego obywatela, a profesorowie inżyniera. Widać też wpływ idei demokratycznych i socjalistycznych przyniesionych z zaboru rosyjskiego do Galicji, aktywność polityczną studentów, ścieranie się i ewolucję poglądów, a także krystalizowanie się nowych nurtów politycznych, przy ciągłym istnieniu starych (np. „stańczyków”). Wiele miejsca Moraczewski poświęcił więc tajnym związkom patriotycznym i spotkaniom dyskusyjnym, które kształtowały i jego środowisko, i jego samego.

Moraczewski kreśli we wspomnieniach sylwetki wielu ludzi, z którymi się zetknął. Mamy tu m.in. bitnego na śnieżki Józefa Hallera, profesorów lwowskich oraz powstańców styczniowych, którzy stopniowo odchodzili, zostawiając kolejnym pokoleniom tworzący się mit zrywu.

Ale wspomnienia te to nie tylko opis własnej drogi do polityki. To także ówczesny świat – nauka, wyjazdy, sposoby spędzania wolnego czasu (gry, zabawy, sporty) i figle (np. przebranie za zakonnicę) czy przekręcanie słów hymnu. Nie brakuje również ciekawostek, także ze służby wojskowej. Właśnie. Kończy ona pierwszy tom pierwszej części, ale opowieść o niej zaburza chronologię wywodu Moraczewskiego. W rzeczywistości bowiem służbę odbyłł przed ukończeniem studiów. Skąd taki zabieg? Chęć utrzymania spójności wywodu dotyczącego studiów i ówczesnej działalności tajnej, politycznej i studenckiej?

Gdy ukażą się kolejne tomy wspomnień będzie można powiedzieć jaki obraz siebie Moraczewski przelał na papier u kresu życia. W recenzowanej książce jawi się na uczeń Moraczewski bez daru nauki języków (ach te przekłady z niemieckiego na łacinę…), pochodzący z patriotycznej rodziny, z Wielkopolski, a dorastający w wieloetnicznym Lwowie, aktywista społeczny i polityczny, patriota, student (tak, tak…), człowiek z krwi i kości.

Zastanowić się jednak można na ile wiernie Moraczewski przedstawił obraz swoich poglądów i ich ewolucję, a dla późniejszej jego działalności właśnie ta sfera jest niezmiernie ważna. Autor wygląda na dojrzałego w swych poglądach, choć te nasiąkają socjalizmem. Można odnieść wrażenie, że młody Moraczewski jest zbyt dojrzały politycznie. Wspomina, że mieli gorące głowy i prowadzili zażarte dyskusje, ale z tekstu nie do końca to wynika. Trochę tak, jakby organizowanie protestów i pisanie petycji były chwilowymi odstępstwami od stoickiego spokoju.

Kilka słów o edycji. Ilona Florczak opracowała wiele przypisów, głównie biograficznych (podstawowe informacje), ale i tłumaczących poszczególne słowa oraz pojęcia (np. „ekstemporale”, „przyprzążka”, „munsztuk”, „sangwinik”, „Kolumb”, ale „Vis Major” już nie). Niestety zabrakło indeksu nazwisk, co tylko pogłębia efekt nagłego przerwania narracji. Pierwszy tom po prostu się kończy, jakby się urywał. Może wydanie w częściach a nie pojedynczych tomach byłoby korzystniejszym rozwiązaniem?

Mimo tych uwag przyznać trzeba, że publikacja wspomnień Moraczewskiego to kolejny krok do przywrócenie pamięci jednego z mało znanych polityków II RP, a zarazem poszerzenia wiedzy o naszych dziejach. Archiwa publiczne i prywatne skrywają jeszcze wiele podobnych pism.

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego

 

Ocena recenzenta: 5/6

Robert Witak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*