4 września 1956 roku zmarł w Bytomiu Rudolf Wacek, 73 -letni nauczyciel, pisarz, dziennikarz sportowy, jeden z najwybitniejszych w dziejach polskiego sportu jego propagator i działacz – przede wszystkim w zakresie piłki nożnej i kolarstwa. Najbardziej znany okres jego działalności przypada na lata 1914-1921, kiedy to pełnił funkcję prezesa legendarnego Lwowskiego Klubu Sportowego Pogoń. Wtedy to właśnie, na długo przed wymuszonym przez decyzje mocarstw exodusem lwowian na Górny Śląsk, Rudolf Wacek znalazł się tu po raz pierwszy.

Rudolf Wacek
Rudolf Wacek

Wspomina to bardzo barwnie w wydanych przez Wydawnictwo Św. Krzyża w Opolu  w 1947 roku swoich „Wspomnieniach sportowych”. Otóż w czerwcu 1920 roku na zaproszenie  działaczy plebiscytowych postanowiono wyprawić na teren toczącej się wówczas ostrej walki propagandowej polskich piłkarzy, by ci pokazali Górnoślązakom wyższość Polski nad Niemcami także na polu sportu. Było to zadanie karkołomne, gdyż niemieccy futboliści należeli wówczas, jak zresztą i obecnie (mimo niedawnego niepowodzenia!), do najlepszych w Europie. Organizatorem  wyjazdu i kierownikiem drużyny mianowano właśnie Rudolfa Wacka, który skompletował 30-osobową grupę, przede wszystkim spośród piłkarzy lwowskich drużyn Pogoni i Czarnych. Pierwszym zadaniem było skłonienie niemieckich działaczy do rozegrania z Polakami meczu, o czym nie chcieli początkowo słyszeć. Udało się to dzięki podstępowi obmyślonemu przez Wacka; znając biegle język niemiecki udał się do bytomskiej restauracji, gdzie gromadzili się tutejsi piłkarze i działacze i przekonał ich, że  jest kierownikiem polskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Antwerpii (Polska tam jeszcze nie startowała z powodu wojny z Rosją sowiecką). Udało się zakontraktować mecze z Dianą Katowice oraz klubem Beuthen 09, za który Niemcy zgodzili się zapłacić całkiem okrągłą sumę! Polscy działacze na czele z Alojzym Budniokiem, kierownikiem Referatu Sportu w Polskim Komisariacie Plebiscytowym ogromnie się ucieszyli, wyrażali jednak poważne obawy, czy lwowianom uda się pokonać niemiecką drużynę – tym bardziej, że mieli tam wystąpić najlepsi zawodnicy sprowadzeni m.in. z Berlina.

Pierwszy mecz z katowicką Dianą, wygrany przez Polaków 5:0, spowodował maksymalną mobilizację niemieckich piłkarzy. Beuthen09, mistrz Górnego Śląska wzmocniony m.in. reprezentacyjnym bramkarzem Niemiec Eidamem 29 czerwca 1920 roku stanął do walki z polską drużyną, dopingowany przez liczną, w większości fanatycznie proniemiecką publiczność. Do przerwy wynik brzmiał 3:0 dla Polski, co spowodowało jeszcze bardziej brutalną grę Niemców. W drugiej części złamano przez to nogę polskiego pomocnika Henryka Bilora , a publiczność wymusiła uznanie nieprawidłowo strzelonej bramki. Ostatecznie jednak mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla polskiej drużyny, a jej zawodników przed możliwym zlinczowaniem uratowali polscy górnicy, którzy odprowadzili ich do Hotelu Lomnitz. Przyjął ich tam Wojciech Korfanty, serdecznie dziękując za zwycięstwo, które – jak ocenił – przysporzyło Polsce co najmniej 20 tysięcy głosów w plebiscycie.

Potwierdził to wkrótce także polski działacz sportowy na Górnym Śląsku, Stanisław Flieger, informując Rudolfa Wacka, że na tym terenie po tournée lwowian istniało już 160 polskich klubów sportowych. Wśród tych klubów była także Polonia Bytom; niestety, po przyznaniu Bytomia Niemcom drużyna ta (w odróżnieniu od Szombierek, czyli TS Poniatowski) nie przetrwała i w 1922 roku została rozwiązana.

Nowy rozdział w dziejach polskiego sportu w Bytomiu rozpoczął się po 1945 roku, kiedy licznie przybyli tu wypędzeni z rodzinnej ziemi lwowianie i kresowianie. Byli wśród nich także sportowcy, którzy niezwłocznie podjęli wysiłki w celu rozpoczęcia działalności polskich klubów sportowych. Legendarny Wacław Kuchar, który opuścił Lwów wraz z rodziną 31 października 1945 roku, po przybyciu do Bytomia zastał  działającą drużynę Polonii – jak pisze w swoim wspomnieniu, mieli już kilka piłek! Otrzymał mieszkanie i pracę w Bytomskim Zjednoczeniu Węglowym, gdzie powierzono mu stanowisko referenta do spraw sportu; założył wówczas dla górników i ich rodzin sekcję piłki nożnej oraz lekkoatletyczną. Siedziba Polonii mieściła się przy ulicy Kolejowej 6, zaś mecze rozgrywano na boisku, które znajdowało się na terenie kopalni Rozbark.  W tym okresie Polonia była klubem, którego członkami byli wyłącznie kresowianie; obok Wacława Kuchara (w 1947 roku przeniósł się do Warszawy w związku z powołaniem na stanowisku trenera kadry narodowej) byli to tak wybitni piłkarze, a potem trenerzy, jak Ryszard Koncewicz i Michał Matyas (obaj zresztą w latach późniejszych pełnili także funkcję trenerów polskiej kadry narodowej).

Niejako podsumowaniem tego pionierskiego okresu bytomskiej piłki nożnej stał się mecz oldboyów Kraków – Bytom (a naprawdę Kraków-Lwów), zorganizowany w ramach Święta Śląskiego Sportu 15 czerwca 1947 roku właśnie w  Bytomiu. Dla wielu widzów starszego pokolenia był to mecz nawiązujący do pierwszego meczu w dziejach polskiej piłki nożnej, który odbył się na boisku Sokoła we Lwowie 14 lipca 1894 roku; wtedy to pierwszą bramkę w dziejach polskiego piłkarstwa strzelił 16-letni uczeń ze Lwowa Włodzimierz Chomicki. Do swojej śmierci w Bytomiu mieszkał i pracował, jak na początku wspomniano, legendarny prezes Pogoni Rudolf Wacek; w miejsce dawnych, przedwojennych mistrzów pojawili się młodsi piłkarze, z których największą sławę uzyskał Kazimierz Trampisz.

Pogoń przed meczem w Zabrzu 2014 rok

Rodem ze Stanisławowa (dziś Iwanofrankowsk), w Polonii Bytom od 1945 do 1962 roku, w tym czasie zdobył z klubem dwa (jak dotąd jedyne) tytuły mistrza Polski; wystąpił też 11 razy w reprezentacji Polski ( w tym na Igrzyskach Olimpijskich w 1952 roku w Helsinkach) strzelając 4 bramki. Kiedy w 2009 roku we Lwowie z inicjatywy Konsulatu Polskiego wznowiono działalność LKS Pogoń, został z tej okazji zaproszony także Kazimierz Trampisz; byłem  świadkiem, kiedy ze łzami w oczach ten 80-letni wówczas weteran opowiadał o ogromnym  szczęściu z tym związanym, którego dożył, a które wydawało się nieosiągalne przez wiele powojennych lat.

Z biegiem lat w Polonii pojawili się wybitni zawodnicy wywodzący się ze Śląska i z innych regionów Polski, jak choćby Jan Liberda, urodzony w 1936 roku w niemieckim Bytomiu; barwy klubu pozostały jednak niezmiennie barwami Pogoni Lwów, o jakich mówi  hymn Pogoni napisany prawie 100 lat temu przez znanego lwowskiego poetę Henryka Zbierzchowskiego:

Wiele w Polsce mamy drużyn,
Każda inny kolor ma.
Czarną farbę lubi Murzyn,
Mnie nie nęci barwa ta.
Kolor czysty i bez kreski
To jest serc gorących znak,
Nasz czerwono jest niebieski.
Tak jak niebo i jak mak.
Przecudny tak Pogoni znak.

Trzeba powiedzieć także, że w latach PRL, kiedy wspominanie Lwowa i Kresów było jeśli nie zakazane, to przynajmniej niemile widziane, zwłaszcza w sferze publicznej, mecze Polonii stanowiły swoiste „pole zastępcze” rozładowania przez osiedlonych na Śląsku kresowian, a potem także ich potomków, związanych z tym emocji. Na meczach i po nich spotykano dawnych kolegów, wymieniano wspomnienia o przedwojennych meczach i zawodnikach, wzdychano do dobrych czasów dawnego, polskiego Lwowa. I choć ostatnią bramkę dla Pogoni zdobył w meczu z Polonią w Warszawie Piotr Dreher 20 sierpnia 1939 roku, a bytomska Polonia bardzo daleka jest od sukcesów z lat 60-tych XX wieku, to oba te kluby łączy silna więź ludzkiej pamięci i wdzięczności za emocje- nie tylko czysto sportowe- których  nam niegdyś dostarczyły.

Antoni Wilgusiewicz