Michał Korybut Wiśniowiecki – jak to z nim było?

Panowanie Michała Korybuta-Wiśniowieckiego nie ma w Polsce dobrej prasy. Historycy bardzo krytycznie podchodzili do rządów króla jak i jego samego. W naszej świadomości monarcha kojarzony jest z miernotą intelektualną, żarłokiem oraz nieudolnym politykiem zdominowanym przez magnackie frakcje. Czy naprawdę król Michał był aż tak złym władcą na jakiego przez lata kreowali go historycy?

O Michale Korybucie-Wiśniowieckim prof. Władysław Konopczyński napisał kiedyś, że „Mówił ośmiu językami, ale w żadnym z nich nie miał nic ciekawego do powiedzenia“. Ten złośliwy komentarz Konopczyńskiego przez lata nadawał ton w dyskursie o postaci króla Wiśniowieckiego. Utarło się bowiem, że władca ten był jednym z najgorszych, jeśli nie najgorszym królem Polski. W polskiej historiografii i publicystyce historycznej pokutował wizerunek króla półgłówka, którego jednym zajęciem było obżarstwo, a los państwa obchodził go tyle co zeszłoroczny śnieg. W dodatku król miał być impotentem lub nawet homoseksualistą, ponieważ nie spłodził potomka, a o jego przygodach łóżkowych było cicho. Bilans jego czteroletniego panowania również wydaje się być katastrofalny. Na sześć sejmów za jego panowania zerwanych zostało cztery, Rzeczpospolita w wyniku agresji Turcji utraciła Kamieniec Podolski oraz część Ukrainy, krajem targał wewnętrzny konflikt między zwolennikami monarchy, a malkontentami, czyli opozycją związaną z Francją. Konflikt ten o mały włos nie doprowadził do wojny domowej. Ponadto sprzed królewskiego nosa Prusacy porwali, a następnie stracili jednego z wojskowych. Wobec tak ciężkich zarzutów obrona króla jest karkołomnym, a nawet wręcz beznadziejnym zadaniem. Jednak czy wszystkie nieszczęścia, które spadły na Rzeczpospolitą były winą tylko i wyłącznie monarchy? I pytanie najważniejsze: Czy sam Michał Korybut-Wiśniowiecki był aż tak ułomną osobą?

Rzeczpospolita w przededniu elekcji Wiśniowieckiego

Aby zrozumieć problemy z jakimi borykał się Michał Korybut-Wiśniowiecki przez całe swoje panowanie, parę słów należy poświęcić temu jaki stan państwa odziedziczył po swoim poprzedniku – Janie Kazimierzu. 20- letnie panowanie ostatniego Wazy na polskim tronie podsumowywano jako Initium Calamitatis Regni – początek nieszczęść królestwa (było to nawiązanie do inicjałów monarchy Ioannes Casimirus Rex).  Zacznijmy jednak od początku. W momencie objęcia tronu w Rzeczpospolitej Jan Kazimierz po swym bracie Władysławie IV Wazie odziedziczył żonę, królestwo i rozpoczęte powstanie kozackie. Rebelia Chmielnickiego nie dość, że odradzała się rokrocznie przynosząc Rzeczpospolitej straszne klęski takie jak bitwa pod Korsuniem czy pod Batohem, to jeszcze sprawiła, że państwo polsko-litewskie straciło kontrolę nad większością Ukrainy. Chmielnicki w 1654 roku poddał się pod protekcję cara i sprowadził na Rzeczpospolitą najazd Moskali. Jakby tego było mało w rok później uderzyli Szwedzi, którzy niemiłosiernie złupili królestwo. W czasie tzw. Potopu pojawił się plan rozbioru Polski między Szwecję, Brandenburgię, Kozaczyznę, Siedmiogród i Radziwiłłów. Rzeczpospolita jednak nie dała za wygraną i przeszła do ofensywy. Zaczęto wypierać Szwedów, pobito Siedmiogrodzian i Kozaków w bitwie pod Czarnym Ostrowem, ukarano również wiarołomnego elektora brandenburskiego najazdem Tatarów na jego posiadłości. W miarę jak Rzeczpospolita odzyskiwała inicjatywę w wojnie musiała pozyskać do walki ze Szwecją sojuszników. W tym celu odnowiono stary sojusz z Habsburgami oraz ułożono się z elektorem Fryderykiem Wilhelmem. Za cenę opuszczenia obozu szwedzkiego przez Brandenburgię elektor podpisał z Rzeczpospolitą w Welawie i Bydgoszczy traktaty na mocy których zrywał zależność lenną oraz dostawał w zastaw Drahim, a w lenno oddano mu Lębork oraz Bytów. Po uzyskaniu suwerenności elektor zaczął robić w swym państwie porządki ograniczając przywileje stanów pruskich, które wcześniej gwarantowała im Rzeczpospolita.

Jan Kazimierz Waza. Fot. wikimedia commons

Po podpisaniu pokoju ze Szwecją w Oliwie, odnowiona została wojna z Moskwą. Polacy i Litwini odnosili piękne zwycięstwa jak np. pod Cudnowem czy Połonką, jednak nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Na domiar złego krajem wstrząsały konfederacje zawiązywane przez nieopłacone żołnierstwo. W dobie klęsk w wojnach z Kozakami i Szwedami społeczeństwo zrozumiało, że w kraju potrzebne są reformy. Dwór lansował różne projekty skarbowo-wojskowe, jednak za sprawą królowej Marii Ludwiki (która pochodziła z Francji) para królewska zaczęła forsować projekt elekcji vivente rege, czyli za życia króla. Kandydatem miał być któryś z francuskich książąt. Z punktu widzenia praw Rzeczpospolitej elekcja ta była nielegalna, jednak dwór niestrudzenie za francuskie pieniądze kaptował swoje stronnictwo, do którego należeli Jan Sobieski, Andrzej Morsztyn czy Mikołaj Prażmowski. Przeciw elekcji vivente rege wystąpił marszałek i hetman polny koronny Jerzy Sebastian Lubomirski, który w 1665 roku zawiązał rokosz. Do konfrontacji między królem, a marszałkiem doszło pod Mątwami, gdzie w krwawej bitwie lubomirszczycy wymordowali kwiat wojsk królewskich. Lubomirski jednak opamiętał się i pogodził z królem, jednak o dalszych reformach nie mogło być mowy. Ostatecznie Lubomirski zmarł w 1667 na wygnaniu we Wrocławiu.

W tym samym roku Rzeczpospolita oraz Moskwa podpisały w Andruszowie rozjem w wyniku którego dokonano podziału Ukrainy. Część po lewej stronie Dniepru wraz z tamtejszymi Kozakami przypadała carowi, ponadto Moskale zajęli Kijów, którego potem już nie oddali.  Ziemie na prawym brzegu Dniepru zostały przy Rzeczpospolitej, Sicz Zaporoska z kolei miała pozostać pod wpływem Rzeczpospolitej oraz Moskwy. Na Ukrainie Prawobrzeżnej hetmanem został Piotr Doroszenko, który zaczął wchodzić w układy z Tatarami i Turcją. Owocem jego działalności był najazd kozacko-tatarski odparty przez Sobieskiego pod Podhajcami. Traktat w Andruszowie dał furtkę do ataku sułtana na Ukrainę, bowiem jeden z jego punktów mówił o sojuszu obronnym Rzplitej i Moskwy przeciw Turcji. Również w wyniku rozejmu zredukowano część armii, przez co ucierpiały garnizony w wielu twierdzach np. w Kamieńcu Podolskim. W 1668 roku zniechęcony Jan Kazimierz abdykował i udał się za granicę. W kraju cały czas głośne były echa rokoszu Lubomirskiego, a jego trumna nadal rządziła umysłami części szlachty, która opowiadała się za złotą wolnością. W takich to okolicznościach władzę objąć miał Michał Korybut-Wiśniowiecki, syn słynnego pogromcy Kozaków Jaremy.

Sylwetka elekta

Michał Tomasz Wiśniowiecki herbu Korybut urodził się w 31 maja 1640 roku w Białym Kamieniu jako jedyny syn księcia Jeremiego Wiśniowieckiego oraz Gryzeldy Zamoyskiej. Dzieciństwo Michała upłynęło w dostatku, pod czujnym okiem kochających rodziców. Wiśniowiecki od małego zdradzał zdolności lingwistyczne i już w wieku sześciu lat miał ponoć powitać po łacinie króla Władysława IV, który zatrzymał się w dobrach Wiśniowieckich. Kres spokojnego dzieciństwa i fortuny Jeremiego położyło powstanie Chmielnickiego, kiedy to Wiśniowieccy musieli opuścić swoje dobra na Zadnieprzu, a następnie popadli w kolosalne długi. Sytuację Wiśniowieckich jeszcze bardziej skomplikowała śmierć Jaremy, który zmarł w obozie pod Pawłoczą w wieku zaledwie 39 lat. Po śmierci kniazia opiekę nad młodym księciem roztoczył brat Władysława IV i Jana Kazimierza, biskup wrocławski Karol Ferdynand Waza. Po jego śmierci dzieckiem zajął sam król Jan Kazimierz oraz Maria Ludwika, która miała otoczyć Michała macierzyńskim afektem. Para królewska wysłała chłopca na studia za granicę gdzie nabył umiejętność władania owymi ośmioma językami (łaciną, niemieckim, włoskim, hiszpańskim, francuskim, tatarskim i tureckim), o których wspominał prof. Konopczyński. Ilona Czamańska – badaczka rodu Wiśniowieckich twierdzi jednak, że Michał Korybut nie tylko mówił w tych językach płynnie, ale i z sensem. Pobyt za granicą sprawił, że Wiśniowiecki upodobał sobie zachodni styl ubierania się. Niestety Korybut przedwcześnie wyłysiał przez co zmuszony był nosić wielką perukę, co przy jego niskim wzroście i krępej budowie ciała nie wyglądało najlepiej. Właśnie dlatego później Jan Sobieski w swojej korespondencji nazywał go małpą. Wiśniowiecki pomimo dużych dóbr na Zadnieprzu był jednak (jak na standardy magnaterii) osobą ubogą, ponieważ cały jego majątek został albo zniszczony przez Kozaków albo znalazł się w rękach wojsk carskich. Duże oparcie miał Korybut w swej matce Gryzeldzie oraz wuju Dymitrze. Jednak to matkę darzył największym szacunkiem oraz miłością. Po powrocie ze studiów większą część czasu spędzał u swej rodziny w Zamościu, gdzie interesował się tamtejszą Akademią. W 1661 roku Wiśniowiecki wystawił swą prywatną chorągiew kozacką na wojnę z Moskwą. Dwa lata później wziął udział w zadnieprzańskiej wyprawie Jana Kazimierza. Była to jedyna w życiu wyprawa wojenna Korybuta. Niestety nie odziedziczył on talentów wojskowych po swym ojcu, a w dodatku bardzo źle znosił długotrwałą jazdę na koniu. Mimo starannego wykształcenia Wiśniowiecki nie pełnił żadnej ważniejszej funkcji, która nauczyła by go meandrów wielkiej polityki oraz sprawowania władzy. Co prawda był on na dworze królewskim jednak jego rola ograniczała się np. do witania zagranicznych poselstw.  Jak się potem okazało braci szlacheckiej zupełnie to nie przeszkadzało.

Książę Jeremi Wiśniowiecki

Elekcja w roku 1669

Tymczasem szlachta przygotowywała się do elekcji nowego władcy. Do polskiej korony startowali teraz głównie cudzoziemcy. Swoją kandydaturę wysunął car Aleksy Michajłowicz, jednak jego wybór był nierealny ponieważ chcąc objąć tron Rzeczpospolitej musiał przejść na katolicyzm. Francuzi popierali kandydaturę palatyna neuburskiego księcia Filipa Wilhelma (który był zięciem Zygmunta III Wazy). Również Wiedeń wysunął swego kandydata w postaci generała Karola Lotaryńskiego – brata cesarza Leopolda I. Za kandydaturą francuską rzecz jasna najbardziej opowiadał się dawny obóz związany z królową Marią Ludwiką, czyli hetman wielki i marszałek koronny Jan Sobieski oraz prymas Mikołaj Prażmowski. W czasie walk między zwolennikami Habsburga i Neubruczyka w głowach szlachty kiełkował pomysł obioru króla rodaka. Ideę tę zaczął lansować podkanclerzy Andrzej Olszowski, który wydał broszurę Censura candidatorum sceptri Polonici, gdzie po raz pierwszy Wiśniowiecki łączony był z polsko-litewskim tronem. Sama elekcja była bardzo burzliwa. Na polu pod Warszawą zjawiła się szlachta w rekordowej liczbie 80 tys. herbowych. Przyprowadzono również około 26 tys. wojsk prywatnych. 19 czerwca 1669 na polu elekcyjnym po raz pierwszy na głos kandydaturę Korybuta zaproponował najprawdopodobniej Marcin Dębicki lub Jan Tarło. Szlachta miała też wzgląd na osobę wielkiego Jaremy dlatego też kandydatura jego syna zdobyła dużą popularność. Wybór Wiśniowieckiego na króla był zaskoczeniem zarówno dla szlachty jak i jego samego. Elekcję nowego króla przeprowadził biskup poznański Stefan Wierzbowski, ponieważ prymas Mikołaj Prażmowski wymigał się symulując chorobę.  21 września 1669 roku koronowano elekta. Jako, że majątek króla był w rozsypce zapożyczył się on u swego wuja Dymitra. Podobno elekt nie miał nawet własnej karety. Według relacji Paska po dowiedzeniu się o wyniku elekcji Wiśniowiecki chciał uciec z pola, ale szlachta go zatrzymała. Tak więc Michał Korybut-Wiśniowiecki został królem Polski i Wielkim Księciem Litewskim. Zapewne w momencie wyboru nie wiedział jak ciężka będzie korona, którą nałożono na jego skronie.

Michał Korybut-Wiśniowiecki pędzla Daniela Schultza, Fot. wikimedia commons

Malkontenci vs regaliści

Kiedy Wiśniowiecki zasiadł na tronie od razu przeciw niemu zwróciło się potężne stronnictwo profrancuskie zwane malkontentami, do którego należały najbardziej wpływowe osoby w kraju m.in. marszałek i hetman wielki koronny Jan Sobieski, prymas Mikołaj Prażmowski – lider stronnictwa oraz podskarbi wielki koronny Jan Andrzej Morsztyn, Jak więc widać ludzie ci dzierżyli najważniejsze stanowiska w państwie. Sobieski nie dość, że był osobą wpływową, to miał za sobą wojsko, które go ubóstwiało. Tak naprawdę malkontenci znienawidzili Wiśniowieckiego tylko dlatego, że nie był on kandydatem z namaszczenia Francji. Gdyby na tronie polsko-litewskim zasiadł Karol Lotaryński czy car Aleksy stronnictwo profrancuskie również zwróciło by się przeciw nim. Tamta dwójka w przeciwieństwie do Korybuta była jednak z monarszych rodów oraz byli politykami wielkiego formatu. Sobieskiego i Prażmowskiego bolał fakt, że królem został ktoś spoza znaczącej europejskiej dynastii, ponadto Wiśniowiecki nie zdradzał w ogóle cech monarchy. Nie miał odpowiedniej prezencji, nie wsławił się na polu bitwy, nie sprawował wcześniej żadnego ważnego urzędu. Sobieski dwa dni po elekcji Wiśniowieckiego miał ponoć stwierdzić, że „Ja przed takim królem laski nosić nie będę“.  Nawet stronnictwo, które uformowało się przy królu, a należeli do niego podkanclerzy Andrzej Olszowski oraz Pacowie – Krzysztof, kanclerz wielki litewski i jego brat Michał Kazimierz, hetman wielki litewski – było wewnętrznie skłócone ponieważ obaj bracia nie lubili się z Olszowskim. Ponadto Pacowie sprzymierzyli się z królem bardziej na złość Sobieskiemu niż z miłości do niego.  Regaliści przyjęli prohabsburski kurs polityki czego owocem było małżeństwo Wiśniowieckiego z Eleonorą Habsburżanką. Małżeństwo to było niewątpliwie strzałem w dziesiątkę i sukcesem króla. Eleonora bowiem okazała się królową mądrą i wspierała męża w najtrudniejszych momentach.

Mikołaj Prażmowski, Fot. wikimedia commons

Już sejm koronacyjny okazał się katastrofą ponieważ został zerwany przez tzw. egzulantów, czyli ludzi, którzy potracili majątki na Zadnieprzu wskutek traktatu andruszowskiego. Sejm zerwał Aleksander Olizar, jak się potem okazało działał on z inspiracji malkontentów. Po małżeństwie Wiśniowieckiego z Habsburżanką atak na króla przypuścił prymas Prażmowski, który zganił króla, że nie przestrzega pactów conventów, następnie atak przypuścił inny członek malkontentów Jan Wielopolski, który skrytykował właściwie wszystkie dotychczasowe działania króla. Po kraju zaczęły krążyć również pamflety oskarżające króla o homoseksualizm. Król ponadto żył w ciągłym strachu przed wojskowym zamachem stanu, bowiem do jego uszu non stop dochodziły wieści, że Sobieski wraz z wiernym mu wojskiem może tego dokonać. Aby do końca nie demonizować postaci przyszłego króla, należy wspomnieć, że mir Sobieskiego wśród żołnierzy nie wziął się z niczego. Hetman wielki jako jeden z niewielu dowódców tamtego okresu mógł poszczycić się realnymi sukcesami na polu walki. Wiśniowiecki pod czujnym okiem Olszowskiego próbował robić swoje. W 1670 roku przesłał instrukcje na sejmiki, w której domagał się uchwalenia podatków na wzmocnienie Kamieńca Podolskiego. Tymczasem Prażmowski znowu zaatakował króla zarzucając mu, że…nie robił nic aby należycie opatrzyć Kamieniec. W 1671 roku król znowu drżał o swoje życie ponieważ wyszło na jaw, że jego przeciwnicy chcą go otruć bądź zadźgać sztyletem. Przez cały czas konfliktu z malkontentami król próbował dążyć do pojednania. Najtwardsze stanowisko zajmował jednak Prażmowski, który byłby skłonny skrytykować króla nawet za to, że źle trzyma w ręce widelec podczas spożywania posiłku. Prymas nie szczędził przykrych słów pod adresem króla, niejednokrotnie mówił mu nawet by dla dobra państwa abdykował. Sytuacja w wojsku też nie przedstawiała się na korzyść króla. Prócz homoseksualizmu czy impotencji zarzucano królowi również obżarstwo, jednak w rzeczywistości Wiśniowieckiego los państwa obchodził więcej niż pełny półmisek. I ten zarzut malkontentów nie wytrzymał konfrontacji z faktami.

Wobec sąsiadów

W czasie panowania Michała Korybuta-Wiśniowieckiego pojawiła się groźba wojny z Turcją i to najbardziej absorbowało kierowników nawy państwowej. Jeszcze w roku 1667 wysłano do Turcji poselstwo na czele z Hieronimem Radziejowskim. Niestety Radziejowski zmarł, a jego obowiązki przejął Franciszek Wysocki. Zachowanie Wysockiego w Stambule był wręcz katastrofalne. Szlachcic posiadał tytuł posła niższej rangi, ale od dygnitarzy Porty domagał się, aby traktowano go jako posła rangi wyższej. Ponadto stosunki z Turcją i Chanatem Krymskim zaogniał hetman Piotr Doroszenko, który w 1669 przyjął protekcję sułtana. Również sojusznicy z czasów Potopu, czyli Tatarzy zerwali sojusz z Rzplitą i stanęli u boku zbuntowanych Kozaków. Wojna wisiała więc na włosku.

Wspomniany Doroszenko w wyniku podziału Ukrainy między Rzeczpospolitą, a Moskwę został hetmanem tzw. Ukrainy Prawobrzeżnej Doroszenko grał jednak na dwa fronty. Oficjalnie był nadal poddanym króla polskiego, ale w tym samym czasie zaczął paktować ze Stambułem, a w 1669 roku oficjalnie poddał Prawobrzeże Turcji. Widząc to Wiśniowiecki nie pozostał bierny i w wyniku ugody Ostrogskiej z 1670 roku mianował hetmanem propolskiego Michała Chanenkę. W efekcie na Prawobrzeżu było wówczas dwóch hetmanów. W 1671 roku doszło do wojny polsko-kozacko-tatarskiej, gdzie duże sukcesy odniósł Jan Sobieski.

Eleonora Habsburżanka, Fot. wikimedia commons

Dość dobre stosunki układały się z Moskwą, Wiśniowiecki prowadził ożywioną korespondencję z carem, jednak Moskwa nie za bardzo chciała poprzeć Rzplitej w przyszłej wojnie z Turcją. Również dobre stosunki poprzez mariaż z Eleonorą utrzymywała Rzeczpospolita z Wiedniem. Cesarz Leopold I był jednak wówczas zajęty wojną Francji z Niderlandami przeto jego pomoc w wojnie z Turcją nie była możliwa. Skomplikowane relacje Rzplita miała z Brandenburgią poprzez sprawę Lęborka i Bytowa. Cieniem na stosunki Rzeczpospolitej z elektorem położyła się również sprawa pułkownika Kalksteina-Stolińskiego, o której napisać trzeba parę słów.

Sprawa Kalksteina-Stolińskiego

Zapewne większość czytelników (szczególnie tych starszych) pamięta serial TVP Czarne Chmury, gdzie awanturniczy pułkownik Krzysztof Dowgird i jego wachmistrz Kacper Pilch walczą z elektorem brandenburskim o powrót Prus do Rzeczpospolitej. Mało kto wie, że postać Dowgirda inspirowana była autentyczną postacią Ludwika-Krystiana Kalksteina-Stolińskiego.

Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm, Fot. wikimedia commons

Pułkownik Krystian Kalkstein herbu Koss urodził się około roku 1630 jako syn generała armii pruskiej Albrechta Kalksteina. Pierwsze kroki Kalkstein stawiał w wojsku francuskim pod wodzą Tureniusza. Po powrocie do kraju zaciągnął się w 1654 roku do wojsk wojewody witebskiego Pawła Sapiehy, gdzie walczył przeciw Moskwie. Po roku przeszedł na żołd elektorski i walczył przeciw Rzplitej np. w bitwie pod Warszawą. Za zasługi na polu bitwy elektor dał mu starostwo oleckie, które wcześniej odebrał jego ojcu. Po podpisaniu traktatów welawsko-bydgoskich w Prusach zawiązała się opozycja przeciw twardym rządom Fryderyka Wilhelma. W 1660 roku Kalkstein również przeszedł do opozycji za co został usunięty z armii. Rok później przedostał się do Wilna, gdzie spotkał starych towarzyszy broni. Nauczył się polskiego a do swego pruskiego nazwiska dodał również nazwisko Stoliński (od dóbr Stolno, które dzierżyła rodzina Kalksteinów). Kalkstein-Stoliński po raz kolejny walczył w wojskach Sapiehy również przeciw Moskwie. W 1664 roku dostał się do moskiewskiej niewoli, z której uszedł wraz ze swoim podkomendnym Kasprem Pilzem. Po powrocie w 1666 osiadł w swych dobrach Romitten, w tym samym czasie zmarł jego ojciec, z którym Krystian pozostawał w złych stosunkach. Rodzeństwo pułkownika, które czyhało na majątek ojca doniosło władzom elektorskim na swego brata, przez co Kalkstein musiał uchodzić z Prus. Bezpieczną z pozoru przystań odnalazł pułkownik w Warszawie, gdzie został rzecznikiem i orędownikiem sprawy pruskiej. Niestety Stoliński zaczął lekkomyślnie zadawać się z pruskim rezydentem Euzebiuszem Brandtem, który działał w porozumieniu z elektorem. Kalkstein był gotowy prowadzić na Prusy pospolite ruszenie, o czym wielokrotnie krzyczał na sejmikach. Finał jego działalności był taki, że wskutek zdrady Brandta Kalksteina porwano z Warszawy i osadzono w twierdzy w Kłajpedzie, gdzie po torturach został stracony, osieracając dzieci i zostawiając żonę. Wbrew temu co się utarło, król drogą dyplomatyczną zrobił wszystko by uratować krewkiego pułkownika. Wiśniowiecki miał jednak związane ręce, ponieważ na Rzeczpospolitą szła właśnie cała potencja Turecka, a królowi zależało na tym, aby elektor przysłał swoich żołnierzy jako posiłki. Znamienny jest fakt, że Kalksteina-Stolińskiego ścięto w listopadzie 1672 roku, kiedy Rzeczpospolita musiała otrząsnąć się po utracie Kamieńca Podolskiego.

Katastrofa

W 1672 roku doszło do wiszącej w powietrzu wojny z Turcją. Letni sejm roku 1672 został zerwany przez malkontentów, a co za tym idzie nie uchwalono odpowiednich podatków na wojnę. Doszło też do takich absurdalnych sytuacji, że zarzucono Sobieskiemu, iż specjalnie sprowadził Turków by powiększyć wojsko i przeprowadzić zamach stanu. Nie można jednak powiedzieć, że król nie zrobił nic, aby uratować Kamieniec. Wiśniowieckiemu bardzo zależało na tym by podatki na wojnę zostały uchwalone jednak wobec zerwania sejmu wszystko spełzło na niczym. W sierpniu 1672 roku po 12 dniowym twierdza w Kamieńcu padła. W czasie kiedy Turcy szli na Lwów w kraju przygotowywano się do wojny domowej. W Gołębiu zawiązano konfederację w obronie króla. W Szczebrzeszynie natomiast wojsko zawiązało konfederację stając tym samym po stronie hetmana Sobieskiego. Analogiczną konfederację w Kodymie zawiązało wojsko litewskie stając przy swoich zwierzchnikach. Konfederacja gołąbska zdrajcą ogłosiła prymasa Prażmowskiego, a jego dobra objęto sekwestrem. W tym samym czasie na Rzplitą spadł kolejny cios, a mianowicie traktat z Turcją w Buczaczu. Mimo świetnej wyprawy Sobieskiego na czambuły tatarskie wynik wojny był na korzyść Turcji. Rzeczpospolita oddawała Kamieniec  i Podole sułtanowi, a Ukrainę Prawobrzeżną Piotrowi Doroszence. Ponadto Rzplita zobowiązała się płacić sułtanowi roczny haracz. W historiografii utarło się, że traktat w Buczaczu był traktatem haniebnym. Nieco inne zdanie na ten temat ma Ilona Czamańska, która uważa, że traktat ten zasadniczo nie różnił się od innych jakie w owym czasie podpisywała Turcja, a cena zapłacona za pokój nie była aż tak wygórowana jak się powszechnie sądzi. Kiedy kraj stał na krawędzi wojny domowej na scenę wkroczyła królowa Eleonora, która stała się mediatorką między zwaśnionymi stronami. Negocjacje ułatwiła śmierć prymasa Prażmowskiego w kwietniu 1673 roku. Regaliści cieszyli się, że cyklop (nazywano tak Prażmowskiego ponieważ nie miał jednego oka) umarł ponieważ to on najbardziej podsycał konflikt w państwie.

Jan Sobieski jako marszałek wielki koronny, Fot. wikimedia commons

Po pacyfikacji Rzeczpospolita przeszła do kontrataku. Traktat buczacki nie został ratyfikowany, a na wojnę z Turcją uchwalono niezbędne środki. Król pogodził się z Sobieskim i razem z nim przygotowywał się do kampanii przeciw Porcie. Król zdecydował się ruszyć w karecie na wyprawę wojenną jednak po drodze zaniemógł i został we Lwowie. Niestety wskutek zatrucia pokarmowego oraz wrzodów na żołądku król zmarł 10 listopada 1673 roku w wieku zaledwie 33 lat. I wcale nie udławił się ogórkiem jak mówiła jedna z legend. Niestety nie dożył wielkiego zwycięstwa pod Chocimiem, jednak można uznać, że w jakimś stopniu był to również jego sukces, bowiem po ugodzie z malkontentami król z wielką energią przygotowywał kampanię wojenną.

Ocena

Postać Michała Korybuta-Wiśniowieckiego została niesłusznie spotwarzona w polskiej historiografii. Przez lata w ocenie króla dominowała narracja malkontentów przez co wielu historyków utrwaliło mit króla głupka, żarłoka i impotenta. Wiśniowiecki na króla się nie nadawał, bo po prostu nie posiadał królewskich cech. O tron nigdy nie zabiegał i władcą został z przypadku. Nie można mieć pretensji do kogoś kto do rządzenia tak skomplikowanym krajem jak Rzeczpospolita nigdy nie został przygotowany. Jednak gdy Wiśniowiecki założył już koronę na swe skronie próbował przynajmniej doprowadzić do normalizacji stosunków wewnątrz państwa. Na nieszczęście król zbierał zatrute owoce swego poprzednika – Jana Kazimierza. Faktycznym kierownikiem nawy państwowej był wówczas Andrzej Olszowski, jednak król szybko się od niego uczył i kto wie czy gdyby nie jego przedwczesna śmierć może nabrałby prawdziwych cech monarszych. Kolejnym nieszczęściem Michała Korybuta-Wiśniowieckiego jest fakt, że po nim królem został Jan Sobieski, do którego większość starszych historyków podchodziła niemal bezkrytycznie. Jego zgon w tak młodym wieku również nie był przypadkowy. Obrażany i krytykowany monarcha po prostu nie wytrzymał napięcia oraz stresu związanego z rządzeniem państwem i ciągłymi przytykami Sobieskiego oraz Prażmowskiego. Dodać należy do tego fakt, że przez całe swoje 4 letnie panowanie Wiśniowiecki niemal cały czas drżał o swoje życie. Najlepszym podsumowaniem rządów syna Jaremy wydają się słowa Mirosława Nagielskiego, który powiedział, że „Żył nawet krócej od ojca, księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, który umarł w wieku 39 lat, dlatego podejrzewano otrucie. Jego choroba mogła być jednak wynikiem okropnego stresu. Przez całe panowanie żył w wielkim napięciu, niemal codziennie słyszał ‚abdykuj’, ‚nie nadajesz się do niczego’. Nazywano go przecież poczwarą albo małpą. Musiał to przeżywać“.

Jakub Jędrzejski – student dziennikarstwa na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, miłośnik historii i Rzeczpospolitej Obojga Narodów

Bibliografia:

Augustyniak U.,Historia Polski 1572-1795, Warszawa 2008

Czamańska I., Wiśniowieccy. Monografia rodu, Poznań 2007

Maciorowski M., Maciejewska B., Władcy Polski. Historia na nowo opowiedziana, Warszawa 2018

Markiewicz M., Historia Polski 1492-1795, Kraków 2002

Pasek, J.Ch., Pamiętniki, Warszawa 1952

Wierzbicki L.A., Działalność parlamentarna Jana Sobieskiego w latach 1666-1674. „Marszałek i hetman koronny. Jan Sobieski“, Warszawa 2014

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*