Na drodze do tragedii – rokosz Lubomirskiego i bitwa pod Mątwami | Część 1

Rzeczpospolita lat 60. XVII wieku była krajem borykającym się z wieloma problemami. Mieszkańcy rozszarpanego przez szwedzkie wojska państwa z lękiem spoglądali na płonące pogranicze wschodnie, a z żalem – na usamodzielniające się Prusy. Finanse państwa były w opłakanym stanie. Starano się temu zapobiec psując monetę, ale to tylko pogarszało sytuację i przyczyniało się do wzrostu inflacji. Co chwila powstawały konfederacje wojskowe, które domagały się zapłaty zaległego żołdu. Wraz z obniżką cen na eksportowy towar Polaków – zboże, zmniejszeniu uległy także dochody samej szlachty[1].

Czytaj część drugą

Niewydolny był i system władzy. Na czele państwa stał Jan Kazimierz, którego dobrze zdają się charakteryzować słowa Władysława Konopczyńskiego: „ambitny, a bez stałego celu w polityce, kapryśny i zmienny w najwyższym stopniu, raz pełen fantazji i dumy, to znów zgryziony pesymizmem, religijny a niemoralny, (…) nie miał czym chwycić za serca poddanych”[2]. Sejm, zamiast zajmować się poważnymi problemami reform, coraz bardziej przypominał arenę walk o wpływy stronnictw magnackich, kończonych często zastosowaniem zasady liberum veto. Nieład u szczytów władzy przenosił się na niższe szczeble. Egzekucja prawa była zależna jedynie od prywatnych zdolności urzędników.

Wojna sejmowa

Jan Kazimierz
Jan Kazimierz

Na takim tle doszło do wydarzeń, które swój smutny finał miały w bagnach nadnoteckich. Jak zaznaczali już współcześni, aby zrozumień genezę konfliktu trzeba sięgnąć do roku 1661, „który był wszystkiego złego Królestwa Polskiego początkiem”[3]. Dnia 6 lipca na Zamku Królewskim wygłoszona została słynna mowa Jana Kazimierza, której potomni nadali miano wieszczej. Król zwracał w niej uwagę na potrzebę zreformowania kraju poprzez wzmocnienie pozycji władcy. Lekiem na cale zło miała okazać się elekcja vivente rege, która likwidowałaby niebezpieczne dla państwa interregnum. Gdy jednak przyjrzymy się dokładnie projektowi ustawy, zauważymy, że to nie pobudki patriotyczne, ale bardziej dynastyczne towarzyszyły Janowi Kazimierzowi, a raczej jego żonie, która w znacznym stopniu sterowała polityką państwa. Wymagania stawiane kandydatowi do korony skutecznie ograniczały pole wyboru do kandydata… francuskiego. Tak ten projekt odczytali przynajmniej współcześni królowi[4].

Propozycja króla spotkała się w większości z odrzuceniem. Stronnictwo królewskie dotknęła szczególnie postawa drugiej osoby w kraju. Marszałek wielki koronny Jerzy Sebastian Lubomirski na temat projektu nie wypowiedział się wcale. Było to milczenie wymowne, i to na tyle, że od tej pory znalazł się on na celowniku Jana Kazimierza – każdy ruch marszałka-hetmana interpretowano w kategoriach, jeśli nie zdrady, to przynajmniej niesubordynacji.

I tak to w Lubomirskim widzi się sponsora Związku Święconego – konfederacji wojskowej, która powstała na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Podczas ślubu jego córki, Krystyny z Feliksem Potockim 18 listopada 1661 roku, zwracano uwagę na obecnego w Łańcucie posła księcia siedmiogrodzkiego Rakoczego. Wreszcie opowiadano niepochlebne plotki, jakoby Lubomirski opowiadał niepochlebne plotki…[5].

Początek roku 1662 to wzrost napięcia. W styczniu powstał w opozycji do Związku Święconego – Związek Pobożny pod komendą Stefana Czarnieckiego. W lutym swoje obrady rozpoczął kolejny sejm. Widmo elekcji vivente rege krążyło nad posłami, wybrano więc na sejmowego marszałka starostę bieckiego Jana Wielopolskiego, silnie związanego z Lubomirskim[6]. Szlachcie nie wystarczało tylko potępienie zwolenników elekcji, ale domagano się ich ukarania. Doprowadzić to mogło do niemałego zamieszania, „bo wszak za elekcją ich było więcej niż dwa arkusze spisanych”[7]. Lubomirski podgrzewał nastroje, m.in. ustawiając warty na Wawelu, aby nie wykradziono insygniów królewskich – i tak stracona reforma przeobraziła się w wyobraźni posłów w istny zamach stanu[8].