Na ostrzu skalpela| Recenzja

R. T. Morris, Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nauką, która w ciągu ostatnich dwóch wieków poczyniła największe postępy jest – obok informatyki, która wtedy jeszcze nawet nie istniała– medycyna. A spośród wszystkich specjalizacji medycznych bardzo prężnie rozwijała się chirurgia. Model i tempo tego rozwoju próbuje właśnie teraz przybliżyć nam R. T. Morris w książce „Na ostrzu skalpela”, w której w sumie na własnych przeżyciach opowiada co zmieniało się na sali operacyjnej na przełomie XIX i XX stulecia.

Na początek trochę prywaty – kiedy zabierałem się za lekturę tej pozycji miałem głowę pełną nadziei. Nadziei na to, iż wreszcie do mych rąk trafiło popularnonaukowe, ale dobrze napisane opracowanie, które przybliży mi dzieje choć jednej dziedziny medycyny. Bo takiego właśnie według mnie na polskim rynku wydawniczym brakuje. Niestety w tym wypadku moje nadzieje okazałe się płonne.

Bo „Na ostrzu skalpela” to nic innego jak właściwie jakiś rodzaj autobiografii Morrisa. A ten bardzo bogato opisuje swoje przeżycia, sięgające od dzieciństwa (u schyłku XIX wieku), poprzez studia medyczne i pierwszą pracę z pacjentami.  Na łamach książki bardzo często można przeczytać jakie to nowatorskie i ciekawe pomysły w życie wprowadzał młody lekarz. Jak to zdecydowanie sprzeciwiał się nieodpowiednim sposobom przeprowadzania operacji i postulował upowszechnienie nowych, które w jego mniemaniu przyniosły by chirurgii powiew nowoczesności. I w sumie we wszystkim tym jest sporo racji a przypuszczenia Morrisa okazały się w końcu trafne, ale naprawdę kiepsko się o tym czyta. Przynajmniej w wypadku tej książki. Ot taka prawie istna autohagiografia! I uprzedzając Wasze – drodzy czytelnicy – pytania. To nie tak, że nie jestem fanem autobiografii czy biografii w ogóle i właśnie dlatego tak pisz. „Na ostrzu skalpela” jest po prostu kiepsko napisaną autobiografią.  

Bardzo często w trakcie narracji autor po prostu przynudza. Często zmienia wątki i miesza je ze sobą. Przede wszystkim jednak nie dostrzegłem w książce niczego po za typowymi wspomnieniami i przedstawieniem swoich losów z perspektywy czasu. Nie jest to jednak ukazanie zmian w medycynie, tak jak zdawałby się to sugerować podtytuł. Po za tym „Na ostrzu skalpela” jest napisana w miarę poprawnie. Całość wizerunku pozycji niszczy jednak dość kiepskie tłumaczenie (np. zwrot „piłka amerykańska” tam gdzie po prostu powinien być „football”). A dodatkowo jeszcze moje zawiedzione nadzieje sprawiły, iż książkę tę oceniam tak surowo. A wniosek po jej lekturze jest taki, iż nadal ni mamy po polsku dobrego, popularnonaukowego opracowania historii medycyny.

Wydawnictwo: Replika

Ocena recenzenta: 3/6

Dawid Siuta