Najemnik z przeznaczenia – Losy Roberta Adolfa Chodasiewicza, patrona Argentyńskich Sił Powietrznych

Po przytoczeniu określenia „wojska balonowe”, pamięć przywodzi na myśl komiczną scenę z kultowego filmu Andrzeja Munka Zezowate szczęście, w której żołnierz-woźnica oburzony na Piszczyka za to, że ten nazwał go taborytą tłumaczy mu, iż jest z wojsk balonowych, „jeno balonów zabrakło…”. Jednak w dalekiej Ameryce Południowej zupełnie inne powstają skojarzenia, gdy wspomina się tę formację i Polskę… Zwłaszcza w Argentynie, gdzie patronem Argentyńskich Sił Powietrznych jest Polak – prekursor wojsk balonowych i w ogóle pierwszy człowiek, który w Ameryce Południowej użył balonu do celów wojskowych. Warto poznać bliżej jego dzieje, bo dane mu było brać udział w najkrwawszych i najważniejszych wojnach drugiej połowy XIX wieku w Europie i obu Amerykach.

Robert Adolf Chodasiewicz przyszedł na świat 29 lutego 1832 roku w Wilnie jako syn Szymona i Filipiny z domu Ravené. Wkrótce za udział Szymona Chodasiewicza w powstaniu listopadowym cała rodzina została zesłana do departamentu nowogrodzkiego, gdzie objął on stanowisko administratora w kolonii rolnej w okolicach Starej Ładogi. Ponadto w ramach represji synowie Chodasiewiczów z nakazu cara po osiągnięciu odpowiedniego wieku (jedenastu lat), mieli rozpocząć naukę w szkole wojskowej.

Robert Adolf Chodasiewicz
Robert Adolf Chodasiewicz

Mimo przymusowego osiedlenia w głębi Cesarstwa Rosyjskiego, Chodasiewiczowie starali się uchronić swoje dzieci przed zupełną rusyfikacją, kultywując w domu tradycje polskie i ucząc je języka, co zaważyło w przyszłości na losach Roberta.

Robert Chodasiewicz ukończył szkołę wojskową w 1852 roku z wyróżnieniem, jako specjalista od topografii. Po promocji na podporucznika otrzymał przydział do pułku tarutyńskiego, z którym po wybuchu wojny krymskiej w 1853 roku wyruszył na front. 20 września 1854 roku wyróżnił się odwagą w bitwie nad Almą, za co został odznaczony Orderem św. Włodzimierza. Następnie w ramach swojej inżynierskiej specjalizacji od 25 września do 3 października nadzorował prace fortyfikacyjne twierdzy sewastopolskiej. 25 października wziął udział w ataku na brytyjskie pozycje pod Bałakławą, a 5 listopada w bitwie pod Inkermanem. W tym drugim starciu został raniony bagnetem w rękę przez brytyjskiego żołnierza, a po bitwie otrzymał awans na kapitana.

Wydawało się, że przed młodym oficerem otworzyła się szansa błyskotliwej kariery wojskowej, jednak w tym momencie nastąpił pierwszy wielki zwrot w życiu Chodasiewicza. Zarówno on, jak i inni Polacy służący w armii carskiej mieli świadomość, że to pierwsze od czasów wojen napoleońskich tak zdecydowane wystąpienie mocarstw europejskich przeciwko Rosji jest niebywałą szansą dla ich zniewolonej ojczyzny. Ponadto w oddziałach rosyjskich na porządku dziennym dochodziło do różnego rodzaju szykan wobec oficerów i żołnierzy narodowości polskiej. Z tych powodów zdarzały się dezercje Polaków do armii sprzymierzonych. Taką decyzję podjął też kapitan Chodasiewicz.

25 marca 1855 roku przeszedł linię frontu w rejonie Bałakławy i zameldował się u dowódcy stacjonujących tam oddziałów brytyjskich generała sir Colina Campbella. Brytyjczycy początkowo wzięli go za szpiega (między innymi przez to, że był topografem i inżynierem) i z rozkazu głównodowodzącego wojsk brytyjskich marszałka polnego lorda Raglana został osadzony w areszcie na dziesięć dni do wyjaśnienia sprawy. W tym momencie wstawili się za nim Polacy służący w armii francuskiej i pamiętający jego ojca z walk w powstaniu listopadowym.

Po odzyskaniu wolności Chodasiewicz zaproponował Brytyjczykom stworzenie z Tatarów krymskich oddziału wywiadowczo-dywersyjnego, który zbierałby dane wywiadowcze na tyłach rosyjskich i siał w nich zamęt. Brytyjczycy przychylili się do projektu Polaka i szybko pokazał on swoją skuteczność w nowej roli. Ludzie Chodasiewicza przechwytywali rosyjską pocztę polową, a jego znajomość twierdzy sewastopolskiej pozwoliła na celne ataki dywersyjne, w wyniku których spłonęła część tamtejszych magazynów wojskowych; podobny atak przeprowadzono też na magazyny wojskowe w Bakczysaraju. Przedstawił również projekt sformowania kilkusetosobowego oddziału, który miałby w rosyjskich mundurach przeprowadzić konny rajd daleko na tyłach armii carskiej, ale dowództwo brytyjskie nie zdecydowało się na ten krok. Działania dywersantów były tak dotkliwe dla Rosjan, że generał książę Piotr Gorczakow wyznaczył za głowę Chodasiewicza nagrodę w wysokości 10 000 rubli, a nawet wysłał do obozu brytyjskiego szpiega, który podając się za polskiego dezertera miał go zgładzić. Zamachowiec został w porę zdemaskowany, ale Brytyjczycy w obawie o jego życie zakazali Chodasiewiczowi wychodzić poza obręb obozu.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*