Napad UPA na pociąg relacji Bełżec – Rawa Ruska

Dnia 16 czerwca 1944 roku w godzinach porannych ze stacji Bełżec wyruszył pociąg osobowy jadący do Rawy Ruskiej, jak zwykle pełen pasażerów. Okoliczne miejscowości zamieszkiwali Polacy i Ukraińcy, którzy wspólnie podróżowali w swoich codziennych sprawach pomimo trwającej już niemal 5 lat okupacji niemieckiej. Dla większości Polaków była to ich ostatnia podróż…

Widok na prawdopodobne miejsce zbrodni napadu pociągu pod Zatylem
Fot. Autor tekstu

Przebieg zdarzeń

Początkowo nic nie zapowiadało wydarzeń, które miały zaraz nastąpić. Około godziny 7.00 parowóz opuścił Bełżec, rozpędzając się z wolna. Za oknem zieleniały drzewa, a bujny las, przecinany przez niewielki strumień i bagna, ukazywał piękno Roztocza. W tym miejscu, tuż przed wsią Zatyle, skład gwałtownie zatrzymał się. Jak podaje Stanisław Jastrzębski, pociąg został zatrzymany przez kilku mężczyzn w niemieckich mundurach, którzy wtargnęli do pociągu. Sprawcy mieli wylegitymować podróżnych, by potwierdzić ich narodowość. Ukraińcy zostali puszczeni wolno, natomiast Polaków wygoniono z wagonów, oddzielając kobiety od mężczyzn. Z lasu zaczęli wyłaniać się pozostali członkowie bandy UPA. Upowcy jakiś czas wcześniej dogadali się z maszynistą pociągu, Ukraińcem, Zahariaszem Procykiem znanym także jako Lewko. Miejsce oraz czas rozpoczęcia napadu zostało dokładnie zaplanowane. W pierwszej kolejności zaczęto strzelać z broni maszynowej do mężczyzn, często pozbawiając ich uprzednio kosztowności, następnie zabito kobiety. Jak pisze w swoich wspomnieniach Janusz Peter (lekarz, wieloletni dyrektor szpitala w Tomaszowie Lubelskim, publicysta, lokalny społecznik, żywo interesujący się historią regionu, w okresie okupacji organizujący pomoc dla AK i innych organizacji powstańczych, znany pod pseudonimem Kordian), egzekucji dokonywał Ukrainiec zwany też Szwedem, w odwecie zabity przez polskich partyzantów. Napastnicy pojmali także dwóch Polaków: Jana Stecia oraz polskiego milicjanta Kiliana, którym udało się jednak zbiec w drodze na przesłuchanie niedaleko Uhnowa. Świadkowie zdarzenia twierdzą, że Polacy często rozpoznawali swoich oprawców, gdyż byli to Ukraińcy pochodzący z okolicznych miejscowości. Wstrząsającej relacji z tej tragedii udzieliła w swoich zeznaniach, jedna z ocalałych, Jadwiga Hopko: „W chwili gdy wjechaliśmy do lasu, parowóz raptownie stanął bez żadnego hamowania. Zjawił się wtedy bulbowiec w mundurze niemieckim, a myśmy nie zdawali sobie sprawy, że może być z nami aż tak źle. Za chwilę wyskoczyła z prawej strony lasu banda z bronią w ręku. Bulbowiec wszedł do wagonu i krzycząc po niemiecku, wszystkich wypędził do lasu. Jednego mężczyznę uderzył w twarz, drugiego popchnął, a mojemu mężowi zabrał zegarek z kieszeni. Mąż podszedł do mnie i powiedział:

– Zabrał mi zegarek, ale to nic, żeby tylko życie nam darowali. Nas, mężczyzn, na pewno zabiją, a ty się nie boj, bo do kobiet nie będą strzelać.

Kiedy tak rozmawialiśmy, podszedł jeden z bandytów, złapał męża za rękę i zaprowadził do grupy mężczyzn. […] Oboje znaliśmy się z widzenia i wiedziałam, że pochodzi spod Dębic koło Uhnowa. Po chwili powiedział do mnie:

– Ty jesteś Polką i nie musisz żyć.

Odpowiedziałam, że jestem Ukrainką. Pozostawił mnie i podszedł do kobiety trzymającej dziecko na ręku. Pokazał jej ręką kierunek wieś i w języku ukraińskim kazał tam iść prędko, nie oglądając się do tyłu. Zrozumiałam, że była Ukrainką. […] Po dokonaniu podziału (na kobiety i mężczyzn przyp. autor) zaczęto rozstrzeliwać mężczyzn. Kobiety podniosły krzyk i płacz. Stałam na przodzie grupy. Ze strachu nie mogłam płakać, mając wrażenie, że sosny przewracają się. W tym momencie bulbowiec, który odprowadził mojego męża, podszedł do naszej grupy z pistoletem maszynowym i powiedział:

– Zaraz was wszystkich cholera weźmie.

Nie czekając, skoczyłam do przodu i zaczęłam uciekać. Bulbowiec pognał za mną, krzycząc po ukraińsku «stój» . Nie znałam terenu. Toteż uciekając, wpadłam w bagno. Tu dopadł mnie mój oprawca. Strzelił do mnie, trafiając w prawą rękę powyżej łokcia. Upadłam wołając po ukraińsku:

– Święty Boże!

Bandyta pozostawił mnie i wrócił do kobiet. […] Jak okazało się później, maszynista pociągu był Ukraińcem i pozostawał w zmowie z bandą ukraińską. Zatrzymał pociąg w oznaczony dzień i umówionej godzinie. Nazywał się Zachariusz Procyk i pochodził ze wsi Żurawce koło Lubyczy Królewskiej. Znałam go osobiście. Kiedy oprawcy mordowali, on wychylił się z parowozu i patrzył z uśmiechem” (Jastrzębski, 2007). W napadzie ginęli bez wyjątku mężczyźni, kobiety i dzieci, a sprawcy wykazali się okropną brutalnością. Sytuacja ta pokazuje również nastawienie Ukraińców do swoich Polskich sąsiadów, nie wykazując żadnych skrupułów przed zabiciem lub pomocą w organizowaniu akcji wobec osób dobrze im znanym. Na miejsce zbrodni w niedługim czasie przybył porucznik Armii Krajowej Tadeusz Żelechowski, dokonując, wraz z podległymi partyzantami, dokumentacji tragicznego zajścia.

Nieścisłości

Do dnia dzisiejszego nie udało się ustalić tego, kto odpowiada za napad na pociąg pod Zatylem. Według Grzegorza Motyki dowódcą napastników był ukraiński nacjonalista Dmytro Karpienko, posługujący się pseudonimem Jastruba. Znany był on także z dowodzenia sotnią „Siromanci”, której członkowie wielokrotnie napadali i mordowali Polaków. S. Jastrzębski z kolei wskazuje jako sprawców sotnię pod dowództwem niejakiego Iwana Sycz-Sajenki ps. „Jahoda”, która działała w okolicach Bełżca w latach 1944-1946. Również podawana liczba ofiar jest różna i waha się od 41 do nawet 75 osób. Różnice te mogą wynikać z tego, że nie udało się zidentyfikować wszystkich zabitych. Także data napadu nie jest jednoznaczna i niekiedy podawany jest dzień 15 czerwca. Niemniej to 16 czerwca jest częściej uznawany za najbardziej prawdopodobną datę.

Pogrzeb ofiar napadu pociągu pod Zatylem
Fot. zbrodniawolynska.pl

Upamiętnienie

Najwięcej ofiar zostało pochowanych na cmentarzach w Bełżcu oraz Tomaszowie Lubelskim, a sam pogrzeb w Tomaszowie miał charakter demonstracyjny. Początkowo nieopodal miejsca zbrodni stanął krzyż zespawany z kolejowych szyn, a w 1996 roku ufundowano pamiątkowy pomnik. Symboliczne miejsce odwiedzane jest przez mieszkańców okolicznych miejscowości.           

Pamiątkowy pomnik ofiar napadu pociągu pod Zatylem
Fot. Autor tekstu

Kamil Krawczyk

Bibliografia:

Jastrzębski Stanisław, Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947, Wrocław 2007.

Motyka Grzegorz, Ukraińska partyzantka 1942 – 1960. Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, Warszawa 2006.

Motyka Grzegorz, Od Rzezi Wołyńskiej do Akcji „Wisła”. Konflikt polsko – ukraiński 1943-1947, Kraków 2011.

Peter Janusz, Tomaszowskie za okupacji, Tomaszów Lubelski 2019.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*