W gmachu przy ulicy Anstadta w Łodzi przeprowadzono dokładne badania archeologiczne. Z ziemi wydobyto pudła z niemieckimi dokumentami. Niestety, część z nich jest nadpalona.

Początkowo łódzki budynek miał być elegancką szkołą. Budowę ukończoną w 1939 roku, jednak gmach szybko został przejęty przez Niemców, którzy zaadaptowali go jako siedzibę Gestapo. Po wojnie mieściły się tutaj pomieszczenia należące do Urzędu Bezpieczeństwa.

Historyk z łódzkiego IPN, Krzysztof Latocha, podaje, że nie znana jest dotąd liczba osób, które były przesłuchiwane i katowano w murach budynku przy Anstadta. Być może ten stan rzeczy ulegnie zmianie, bo od czerwca prowadzone są tu badania archeologiczne, etnograficzne i historyczne.

Około 30 centymetrów pod ziemią odnaleziono niemieckie dokumenty z czasów okupacji. Naukowcy wiedzą, że wcześniej znajdowały się w segregatorach. Niestety, są częściowo nadpalone. Archeolodzy zastanawiają się, czy ich stan nie jest spowodowany tym, że chciano je ukryć. Wokół dokumentów znajdowały się drewniane elementy, więc mogły one znajdować się w skrzyni lub podobnym schowku.

Prace przy znalezisku są niezwykle trudne. Ryzykowny jest już sam transport, a kartki dokumentów są zlepione. Także ich zabezpieczenie sprawia archeologom wiele trudu.

Prace finansuje Łódzka Specjalna Sfera Ekonomiczna. Równolegle prowadzone są też wywiady etnograficzne. Naukowcy rozmawiają z osobami, które były przetrzymywane i przesłuchiwane w tym miejscu. Dotąd udało się dotrzeć do kilkunastu osób, które przeżyły koszmar przesłuchań. Opowiadali oni o wyrywaniu paznokci i zębów, łamaniu kończyn.

Źródło: tvn24.pl
Fot. Instytut Archeologia UŁ

Karolina Charchowska