Państwo żydowskie, czyli o Izraelu słów kilka…

Ostatnio w środkach masowego przekazu zaczęła pojawiać się kwestia polityki Izraela względem swych sąsiadów, a opinia publiczna zastraszana jest widmem możliwej wojny państwa żydowskiego z Iranem. Czy w istocie Izrael jest problemem na Bliskim Wschodzie? Czym jest ten kraj dla Arabów, a czym dla samych Żydów?

Walki o wioskę Sa’sa, 1948
Zdj. Wikimedia Commons

 Wszystko rozpoczęło się na początku kwietnia 1949 roku. Kneset na pierwszym zgromadzeniu miał obradować nad kwestią o fundamentalnym znaczeniu dla przyszłości młodego państwa żydowskiego. Stu dwudziestu członków izraelskiego parlamentu musiało ratyfikować zawieszenie broni kończące wojnę z 1948 roku, w wyniku której powstał Izrael. Swoimi głosami posłowie mieli zatwierdzić granice własnego państwa. Do rozpatrzenia były trzy układy pokojowe. Granica północno-zachodnia nie wydawała się problemem, w większości pokrywała się z linią wynegocjowaną przez Wielką Brytanię i Francję, które przejęły ten teren od Turków po pierwszej wojnie powszechnej. Przebieg granicy na południu również nie budził wątpliwości, ponieważ pokrywała się ona z linią z czasów, gdy Brytyjczycy  sprawowali władzę mandatową w Palestynie. Jednak granica wschodnia między nowym państwem Izrael a Królestwem Jordanii stanowiła już problem. Zielona linia – bo tak został nazwany ten pas graniczny – biegła przez dawną Palestynę, przez środek Jerozolimy, bez żadnego logicznego uzasadnienia. Wielu członków Knesetu straciło przyjaciół i krewnych w walkach żydowskich sił zbrojnych z armią arabską o ziemie oznaczone tą właśnie linią. Z oczywistych powodów nie mogli więc tak po prostu wyrzec się tych terenów. 

Premier Dawid Ben Gurion, uważany w Izraelu za nowego Mojżesza, miał problem z ratyfikacją nowej granicy, ponieważ prawicowa frakcja parlamentarna Cherut całkowicie przeciwstawiała się jakimkolwiek kompromisom. Według konserwatywnych i ortodoksyjnych Żydów nowy Izrael powinien mieć takie granice, jakie  posiadał w czasach biblijnych. Ze strony ministra spraw zagranicznych, Mosze Szareta, napływały sugestie do zajęcia bardziej ugodowego stanowiska, jednak na prawicy ciągle słychać było gromkie „nie” i tylko twarda postawa premiera pozwoliła na przeforsowanie granicy wyznaczonej przez tzw. zieloną linię. Od tego momentu zaczęła się budowa państwowości żydowskiej na ziemi zwanej dawniej przez rzymskich namiestników Palestyną.

 Izrael miał stać się prawdziwym domem dla Żydów z całego świata. Mogli oni przybywać do nowej ojczyzny nie jako goście czy obcokrajowcy, ale jako właściciele ziemi i obywatele własnego państwa, rządzonego przez nich samych. Idea ta wydawała się tak oczywista po II wojnie światowej, że nawet sami Żydzi, wiecznie skłóceni, nie byli wstanie zatrzymać tego procesu. Dlatego też ONZ wsparła tę inicjatywę i państwo rzeczywiście powstało. Żydzi w Izraelu – jak w sprawie granic, tak w każdej innej – również nie potrafili dojść do porozumienia. Stale pojawiał się problem, czy ziemia powinna należeć do państwowych gospodarstw rolnych (Kibuców), czy też być przekazana w ręce prywatne. Podobnie rzecz miała się z Arabami, którzy pozostali w Izraelu. Debatowano nad tym, czy powinni oni mieć prawo do posiadania czegokolwiek, czy też nie.

 Spory polityczne pojawiały się nawet w kwestiach fundamentalnych, takich jak język urzędowy i konstytucja. W języku jidysz kłócili się o prawo używania w życiu publicznym hebrajskiego, a po hebrajsku oskarżano jidysz o to, że jest językiem zniewolenia, o którym trzeba zapomnieć. Nie mogli również porozumieć się co do waluty narodowej – jak powinna się nazywać i jak wiele pieniędzy należy wydać na emigrantów, ulice i szkoły, a nawet na autobusy w Tel Awiwie. Do dnia dzisiejszego skutkiem wewnętrznych nieporozumień Izrael nie ma ustawy zasadniczej. Wewnętrzne spory ideologiczne wchodziły także na tematy niebezpieczne, a taką zapalną kwestią była sprawa religii. Problematyka religijna niejako sama narzucała się w dyskursie publicznym, ponieważ żydowskość nie sprowadzała się w gruncie rzeczy do kwestii pochodzenia etnicznego ale do przywiązania lub też jego braku do wiary (a może bardziej do obyczajów i tradycji, które stały się częścią żydowskiej tożsamości). Kiedy więc powstał Izrael, judaizm był pasażerem na gapę w tej łodzi rozbitków uciekających z Europy po zagładzie. Założyciele państwa byli zwolennikami syjonizmu, a w obrębie tej ideologii nie było miejsca na rabinów i ich religię. Gdy na przełomie XIX i XX wieku pierwsi syjoniści dotarli do Palestyny, zastali tam ultraortodoksyjnych Żydów odzianych w długie szaty, z wielkimi kręconymi pejsami, żyjących nieopodal ruin świątyni. Najgorsze było to, że Żydzi ci nie chcieli odbudowy państwa, woleli raczej żyć w pokoju z rządzącymi tam Turkami, a potem z Brytyjczykami.

14 komentarzy

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*