Pierwsza zdrada zachodu. 1920 – zapomniany appeasement | Recenzja

Andrzej Nowak, Pierwsza zdrada zachodu. 1920 – zapomniany appeasement

Świat cały był zdania, że wszelkie pretensje Polski do ziem przekraczających linię Bugu są agresją, że ziemie te są zdobyczą na ciele Rosji. Sto lat niewoli, którąśmy przebyli, zostawiły ślady nie tylko w nas, a i panach całego świata”. Józef Piłsudski

Książka do nabycia w księgarni historycznej Wolum.pl – Pierwsza zdrada zachodu. 1920 – zapomniany appeasement

Najnowsza publikacja profesora Andrzeja Nowaka traktuje o Polsce w roku 1920, o tym „polskim przepierzeniu” (jak to określił Józef Stalin) pomiędzy Niemcami a Imperium Rosyjskim. Ów „mały kraik” budzący się do niepodległości po ustaleniach Traktatu Wersalskiego nie zdawał sobie sprawy z tego, iż w rozumieniu Francji i Wielkiej Brytanii, gwarantem ładu światowego były odbudowane gospodarczo Niemcy i… „zaspokojona” imperialnie Rosja sowiecka. Tylko bowiem mocarstwa stać na mocarstwowość. Dla imperiów – imperializm jest czymś naturalnym, dla „małych krajów” (jak Czechy czy Polska) – niewybaczalny, i jak to zwykli mawiać Anglicy – po prostu, zwyczajnie nam „nie przystoi”.

Książkę cechuje bogaty materiał źródłowy (na co zwracał uwagę choćby prof. Piotr Wandycz), a to dzięki kwerendom autora w Parliamentary Archives w Londynie, National Archives, Churchill College w Cambridge, czy archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Dzięki temu mamy sposobność poznać politykę zagraniczną i rację stanu Imperium Brytyjskiego.

Tytułowy „appeasement” to nic innego bowiem, jak „zaspakajanie agresora”. Prof. Nowak pokazuje nam zaś, że takie podejście do europejskich imperializmów (Niemiec, Rosji) nie narodziło się w roku 1938 w Monachium, ale blisko dwadzieścia lat wcześniej.

Chcąc zaspokoić żądania bolszewików, Anglia i Francja zaofiarowały Leninowi i Trockiemu część Europy Wschodniej, która nigdy do Rosji nie należała – mianowicie wschodnią Galicję. To właśnie w lipcu 1920 roku narodziła się koncepcja tzw. Linii Curzona, jako narzuconej Polsce przez mocarstwa zachodnie nieprzekraczalnej granicy wschodniej. Dla premiera Neville’a Chamberlaina Polska i Czechy były „dalekimi krajami, o których nic nie wiemy”. Podobnie o II Rzeczpospolitej myśleli niemal wszyscy brytyjscy dyplomaci: Balfour, Lewis Namier, Kerr, Hankey, premier Lloyd George… „Europa Środkowo-Wschodnia nie była postrzegana na ogół jako ważna dla brytyjskich interesów. To był obszar naturalnej dominacji Niemiec albo Rosji” pisze Andrzej Nowak.

Współczesny brytyjski historyk – Antony Lentin – określił tę postawę jako „meaculpism” – czyli anglosaskie poczucie winy wyłącznie wobec silnego (Niemcy, Rosja), spowodowane tym, że godząc się na pretensje małej Polski – nadmiernie osłabia się państwo o statusie mocarstwa.

Również i Francja po dziś dzień lubuje się w przedstawianiu Polski w kontekście dyskursu postkolonialnego. Polską walkę o kształt granicy wschodniej zwykło się nad Sekwaną traktować (dla własnej, politycznej wygody) wyłącznie w kategoriach „narodowego imperializmu” Rzeczpospolitej. Przykładem takiej polityki historycznej jest choćby uznany badacz historii Polski na Sorbonie – profesor Daniel Beauvois. Można by rzec – ambasador kultury polskiej w Paryżu (piję tu bez ogródek do tych licznych tytułów i odznaczeń jakie mu w Polsce onegdaj nadano)… Ale czy na pewno znawca polskich realiów politycznych? Pozwolę sobie przytoczyć puentę jego niemłodej wprawdzie już książki, ale cały czas budzącej moje zdumienie: „Oddając niniejszą pracę do druku, czytałem Mieszaniny obyczajowe Andrzeja Kuśniewicza (…). Nie wiem, czy ten wyrafinowany i snobistyczny [podkr. moje] powrót do baśniowego ziemiaństwa najlepiej przyczynia się do odnowy stosunków polsko-ukraińskich…” Nie będę wypowiadał się w kwestii warsztatu źródłowego jakim dysponuje Beauvois. Zrobili to już niektórzy polscy historycy, choćby przy okazji ukazania się w roku 2005 w wydawnictwie naukowym UMCS innej monografii tego autora. Uderza jednakowoż w cytowanym wyżej sądzie – całkowity brak zrozumienia dla polskiej kultury i historii. Kuśniewicz nie był historykiem i jako taki – poprawny politycznie (w sensie „stosunków polsko-ukraińskich”) być nie musiał. To nie ulega kwestii. Czy jego książki (jak się obawiał ukrainofil Beauvois) szkodziły temu dialogowi – nie wiem (choć nie sądzę). Ale nazywanie jego książek (piszę w pluralum bo przecież niemal wszystkie powieści Kuśniewicza są jednako osadzone w micie Austriae felicis) „snobistycznymi”… jest nie tyle nieuzasadnione, ale zwyczajnie – zabawne. Beauvois jest niewątpliwie oczytany (sięgał nawet, co już wiemy, do Kuśniewicza. Ho ho – czyli szperacz – bo któż dzisiaj zna w Paryżu tego pisarza?). Ale czy pozwala mu to zrozumieć Polskę wraz z całym workiem naszych (i nie tylko naszych (Austriae felicis to mit naddunajski, cesarsko-królewsko habsburski przecież) mitów i symboli państwowotwórczych, politycznych? Czyta więc Beauvois, ale bez zrozumienia. I nie jest bynajmniej wyjątkiem w Europie Zachodniej.

Książkę profesora Nowaka kończą rozważania na temat okoliczności zawarcia Pokoju Rylskiego i poprzedzające je układy na osi: Piłsudski – Lenin, pozwalające zapewnić bolszewikom brak wsparcia militarnego dla „białej” Rosji w wojnie domowej w ZSRS. Historyk zastanawia się, czy ów „appeasement” Piłsudskiego nie był aby politycznym błędem? Być może Rzeczpospolita utraciła wówczas jedyną szansę na całkowite zdławienie Sowietów? Jednocześnie Nowak zwraca uwagę na to, iż Marszałek nie chciał zapewne dać poparcia generałowi Wranglowi (a wcześniej Denikinowi), gdyż optował za „trzecią drogą” dla swojego wschodniego sąsiada. Miała nią być Rosja demokratyczna, a więc ani czerwona, ani biała, ale wolna od polityki imperialnej. Była to idea idealistyczna i tak śmiała, że… nierealna. Rosja (co wiemy dzisiaj) do demokracji nie dojrzała ani w roku 1921, ani w 1941 (początku wojny „ojczyźnianej”), ani w Rosji Gorbaczowa, ani też, wreszcie, w roku… 2015.

Pierwsza zdrada Zachodu (choć tematycznie ogniskuje się w latach dwudziestych) jest zatem niebezpiecznie aktualna. Można odnieść wrażenie, że (podobnie jak wówczas) wschodnia granica Unii Europejskiej jest postrzegana, przez gallocentryzm Hollanda i anglosaską rację stanu, jako swoista terra incognita. Owe „dzikie pola”, których los zależny jest znów od polityki Niemiec i Wielkiej, Putinowskiej Rosji. Kluczowe zatem może stać się pytanie: na ile Rosja może zagrażać gospodarce Niemiec i stworzonego przez nie nowego, wspólnotowego ładu europejskiego? Prawdopodobnie bowiem tylko wymierne zagrożenia ekonomiczne mogą uruchomić zdecydowane decyzje polityczne państw Unii. W obliczu demokratycznego „uwiądu”, zaniechania, appeasementu – nie pomogą ani wymachiwania szabelką, ani „papierowe” sojusze czy okazyjne, kurtuazyjne lądowanie w małej, politycznie zupełnie nieistotnej, Polsce Air Force One z Wielkim Bratem Obamą na pokładzie. Wobec powyższego książka profesora Andrzeja Nowaka staje się lekturą nie tylko aktualną, ale i… obowiązkową.

Ocena recenzenta: 6/6

Maciej Dęboróg-Bylczyński

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*