Ostatnio pozwoliłem sobie ocenić „po mojemu” pospolite ruszenie, tak powszechne w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. O ile tę „formację” (z wszelkimi zastrzeżeniami tyczącymi się tego słowa), oceniać można długo i na różne sposoby dam jej już spokój. Niech każdy z Was, drodzy czytelnicy, wyrobi sobie o niej własne zdanie. Ja dziś „na warsztat” postanowiłem wziąć inny rodzaj sił zbrojnych nowożytnej Polski i Litwy. Ten chyba najbardziej rozpoznawalny– skrzydlatą husarię! I znów starym zwyczajem, postaram się ją „po mojemu” krótko ocenić.  

Husaria istniała w Rzeczpospolitej Obojga Narodów niemalże trzy stulecia. Przeszła wszystkie „stadia ewolucyjne” kawalerii- od jazdy lekkie, poprzez średnią, kończąc, jako najcięższa możliwa formacja. Na tle dziejów Polski i Litwy święciła największe triumfy, ale i ponosiła sromotne klęski. Jej stan i kondycja stała się swoistym probierzem kondycji społeczeństwa szlacheckiego. Zawsze było tak, że gdy naród słabł- słabła i husaria. Warto jednak zastanowić się czy jej rozwój był krokiem we właściwą stronę? Czy polska sztuka wojenna zaistniałaby na arenie europejskiej bez tej konkretnej formacji?

Dostępne źródła jednoznacznie odpowiadająca te pytania. Wtórują im dostępne studia wojskowe i taktyczne. Analiza tych materiałów pozwala wyciągnąć jednoznaczny wniosek: rozwój husarii był najlepszym krokiem polskiego dowództwa! Jak już wspomnieliśmy, ze względu na charakterystykę przeciwników armii koronno- litewskiej i teatry działań wojennych, duża liczba kawalerii była konieczna. Jednak starcia z ruchliwymi Tatarami, znacząco odbiegały od natarć na kozacki tabor, czy walk z karakolem rajtarskim typowym dla armii szwedzkiej. Ewolucja husarii pozwoliła jej jednak wykształcić cechy przydatne w walkach z każdym wrogiem. Unikatowe cechy wyszkolenia i uzbrojenia pozwalały wygrywać walki i na północy i na południu. A czy polska sztuka wojenna dałaby radę zaistnieć bez husarii? Możemy tylko gdybać, ale z ustaleń tak wielu fachowców– historyków, którzy naprawdę dobrze wiedzą, o czym piszą– wynikałoby raczej, że nie było takiej możliwości. W innym niż zaistniały, wypadku musiałaby powstać charakterystyczna dla Polski formacja i na pewno byłby to jakiś rodzaj jazdy. Przecież o ile inne formacje, wykorzystywane w szeregach armii koronnej i litewskiej, istniały także w innych armiach europejskich (patrz: dragonii, rajtarzy), to husaria była elementem niepowtarzalnym.

W odpowiedzi na potrzeby okoliczności husaria wykształciła takie indywidualne, unikatowe cechy, które w połączeniu z bardzo wysokim morale żołnierzy oraz poziomem ich wyszkolenia bojowego, pozwoliło husarii zwyciężać. Dodatkowo II poł. XVII w. udowodniła ona, że ciężkozbrojnym potrzebne jest wsparcie innych formacji. Dopóki ono występowało, dopóty sukcesy trwały. Przyczyny klęsk natomiast były różne. Znacznym spłyceniem tematu jest twierdzenie, że do upadku husarii przyczynił się tylko rozwój broni palnej. Znacznie ważniejsze były czynniki wewnętrzne husarii, takie jak upadek morale, kryzysy finansowe, braki w wyszkoleniu, żałosna dyscyplina i konflikty w dowództwie. Można, więc zaryzykować postawienie wniosku, że do ostatecznego upadku husarii bardziej doprowadziły czynniki mentalne niż militarne.

Czy możliwe było, zatem przetrwanie tej jazdy? Jeśli tak to, jakie zmiany byłyby konieczne? Jest to kwestia wymagająca poruszania się na krawędzi historii kontrfaktycznej, czy jak wolą niektórzy alternatywnej. I chyba nie jest to właściwe miejsce do zajmowania się tymi sprawami. Jednak odpowiedź na postawione wyżej pytania jest ważna.  A może chcielibyście ją tu usłyszeć?

Dawid Siuta