Polacy w bitwie o madryckie Miasteczko Uniwersyteckie

Popołudniem 15 listopada 1936 roku grupa marokańskich żołnierzy Armii Afryki, zwanych Regulares, weszła do płynącej przez Madryt rzeki Manzanares. Przeprawa nie była trudna. Woda sięgała ledwie do pasa. Wokół nacierających zaczęły padać pierwsze pociski. Marokańczycy byli jednak znani z nieustępliwości, a także niechęci do krycia się przed ostrzałem. Minęli kadłuby niemieckich czołgów Panzer I, które utknęły w błocie podczas jednego z poprzednich ataków. Ostrzał broniących brzegu katalońskich milicjantów i policjantów z Gwardii Szturmowej nasilał się. Kolejni Marokańczycy padali ranni lub zabici. Gdy dotarli do brzegu, ruszyli do ataku na bagnety. Efekt był piorunujący. Obrońcy z okrzykiem „odetną nas!” zaczęli bezładnie opuszczać okopy. Milicjanci wiedzieli, że żołnierze Armii Afryki są znani z okrucieństwa i mordowania jeńców.

Pięć kolumn

Dwa tabory (bataliony) Regulares wdarły się w ten sposób do madryckiego Miasteczka Uniwersyteckiego. Jeszcze tego samego dnia ustanowiły silny przyczółek i zajęły pobliski stadion uniwersytecki. Droga do stolicy Madrytu wydawała się otwarta. Dowodzący Armią Afryki generałowie już planowali swoje działania w zdobytej stolicy Republiki Hiszpańskiej. Jednak bitwa miała się okazać o wiele cięższa niż oczekiwali. Na drodze Marokańczyków oraz sił Legii Cudzoziemskiej stanęły świeże siły obrońców, w tym polscy ochotnicy z nowo utworzonych Brygad Międzynarodowych.

17 lipca 1936 roku komunikat radia Ceuta „Nad całą Hiszpanią niebo jest bezchmurne” dał sygnał do wojskowego powstania przeciwko lewicowemu rządowi Frontu Ludowego. Rozpoczęła się Hiszpańska Wojna Domowa. Wojska zbuntowanych generałów, które uzyskały wsparcie z faszystowskich Włoch, a następnie również z III Rzeszy, rozpoczęły marsz w kierunku głównych miast. Celem natarcia czterech kolumn, liczących ponad 25 tysięcy żołnierzy, stał się Madryt. 27 września 1936 roku buntownicy dotarli do Toledo, przerywając oblężenie zamku Alkazar, w którym bronili się wojskowi rebelianci, członkowie paramilitarnej Guardia Civil oraz miejscowi faszyści. Po zajęciu tego miasta, co było bardziej zwycięstwem propagandowym niż strategicznym, ogłosili, że ruszają na Madryt. Gdy generał Francisco Franco po śmierci generała José Sanjurjo 20 lipca 1936 roku został przywódcą rebelii, oświadczył „prędzej zniszczę Madryt niż zostawię go w rękach marksistów”. Generał Emilio Mola chwalił się, że dowodzi idącymi na miasto czterema kolumnami, podczas gdy najważniejsza, piąta, złożona ze zwolenników prawicy, już znajduje się w mieście.

Madryt i jego przedmieścia w roku 1936 (ze zbiorów autora)

5 listopada oddziały generała José Varely dotarły do dalekich przedmieść Madrytu, zajmując miasteczko Carabanchel. W ich awangardzie nacierały oddziały marokańskie oraz najemnej Legii Cudzoziemskiej, złożonej wbrew nazwie głównie z Hiszpanów. Zwłaszcza Marokańczycy stosowali terror wobec jeńców i ludności cywilnej jako broń psychologiczną. Dokonywali między innymi masowych gwałtów i rabunków, na co pozwalali oficerowie.

Los stolicy Hiszpanii wydawał się przesądzony. Opuścił ją republikański rząd, który udał się do Walencji, gdzie pozostał już do końca wojny. W mieście powstała Rada Obrony Madrytu, a zadanie sformowania sił obrońców otrzymał generał José Miaja. Początkowo składały się one głównie z milicji robotniczych, wystawionych przez związki zawodowe i partie polityczne, a także policji – tak zwanej Gwardii Szturmowej. Ich hasłem stało się no pasaran („nie przejdą”), wypowiedziane 18 lipca 1936 roku w madryckim radiu przez deputowaną partii komunistycznej Dolores Ibárruri.

Żołnierz Brygad Międzynarodowych w listopadzie 1936 roku (ze zbiorów autora)

Brygady Międzynarodowe w Madrycie

W nocy z 5 na 6 listopada, tuż przed głównym atakiem buntowników, do miasta przybyły oddziały ochotników z nowo utworzonej XI Brygady Międzynarodowej. Pojawienie się antyfaszystów z innych krajów przyczyniło się do wzmocnienia morale obrońców. Bataliony im. Edgara Andre, Komuny Paryskiej oraz oddział im. Jarosława Dąbrowskiego, składający się z polskich emigrantów przybyłych w większości z Francji i Belgii, przemaszerowały 8 listopada madrycką Gran Via, entuzjastycznie witane przez ludność stolicy. Ochotnicy byli jednak wciąż słabo przygotowani do walki. Wielu z nich nie miało doświadczenia wojskowego. Do Hiszpanii trafili głównie ze względów ideowych, jako członkowie związków zawodowych oraz partii socjalistycznych i komunistycznych. Problem stanowiły również braki zaopatrzenia. Ochotnikom wydano starą broń z wojskowych magazynów, niekiedy karabiny pamiętające jeszcze wojnę hiszpańsko-amerykańską 1898 roku. Brakowało hełmów, ładownic i innych elementów wyposażenia oraz umundurowania. Ochotnicy szli na front w skórzanych kamizelkach i płaszczach z brytyjskiego demobilu z I wojny światowej.

Polski batalion składał się z kilkuset żołnierzy zorganizowanych w cztery kompanie, w tym jedną kompanię karabinów maszynowych. Pierwszymi zadaniami ochotników była pomoc przy przygotowaniu okopów oraz umocnień polowych. Szkolili w tym madryckich milicjantów. W nocy 9 listopada batalion Dąbrowskiego przeszedł chrzest bojowy podczas walk w madryckim Parque del Oeste. Brygady Międzynarodowe kontratakowały, wypierając dwie kompanie marokańskich Regulares, które wcześniej zajęły strategicznie położony Most Francuzów. 10 listopada w parku poległo kilku pierwszych polskich ochotników.

Bunkier w parku Casa de Campo (fot. autora)

Dąbrowszczacy w kolejnych dniach wyróżnili się w starciach o podmadrycki park Casa de Campo, gdzie obrońcy miasta kilkakrotnie podejmowali lokalne kontrataki. Byli jedną z nielicznych jednostek republikańskich, zdolną stawić czoła Marokańczykom również w walce wręcz. Zmagania toczyły się ze zmiennym szczęściem, jednak zniweczyły plany buntowników, polegające na jak najszybszym wdarciu się do miasta.

Most Francuzów – stan obecny (fot. autora)

Maurowie w Miasteczku Uniwersyteckim

Główny atak rebeliantów nastąpił 15 listopada. Po nawale artyleryjskiej około godziny 10 niemieckie czołgi Panzer I ruszyły w kierunku Mostu Francuzów, przez który można się było dostać do Parque del Oeste oraz Miasteczka Uniwersyteckiego. Zatrzymano je jednak celnym ogniem artylerii polowej. Kilka maszyn zostało trafionych i uszkodzonych lub zniszczonych. Nie powiodło się także kolejne natarcie przez rzekę Manzanares. Pluton czołgów, chcąc zaskoczyć obrońców Miasteczka Uniwersyteckiego, zaczął forsowanie rzeki. Większość pojazdów utknęła w błocie. Tylko dwa przedostały się na drugi brzeg, jednak zostały zniszczone granatami i butelkami z benzyną rzucanymi przez milicjantów. Załoga jednego z nich została wzięta do niewoli.

Przełomem był dopiero popołudniowy atak taborów Regulares, którzy pomimo ciężkich strat wdarli się do Miasteczka Uniwersyteckiego. Wkrótce w ich rękach znalazł się między innymi budynek Wydziału Rolnictwa. Batalion Dąbrowskiego zajął pozycje w północnej części Miasteczka Uniwersyteckiego, mając kontratakować i razem z batalionami Edgar Andre, Komuny Paryskiej oraz kolumnami anarchosyndykalistycznej milicji z Katalonii, wyprzeć rebeliantów za Manzanares.

Casa Velazquez – stan obecny (fot. autora)

16 listopada Marokańczycy z taboru z Tetuan ruszyli jednak do natarcia na budynek Casa Velazquez, charakterystyczny punkt Miasteczka Uniwersyteckiego usytuowany na niewielkim wzniesieniu, rozpoznawalny dzięki znajdującemu się obok pomnikowi Velazqueza. Terenu tego broniła przerzucona pospiesznie jedna z kompanii batalionu im. Jarosława Dąbrowskiego. Grube mury oraz umocnione pozycje zapewniały jej dobrą ochronę. Przez niemal pięć godzin kolejne natarcia Marokańczyków załamywały się w celnym ogniu obrońców. Oddziały Armii Afryki poniosły znaczne straty. Obroną dowodził późniejszy dowódca batalionu im. Dąbrowskiego – Antoni Kochanek. W latach 20. służył on w Wojsku Polskim w oddziale karabinów maszynowych. Później wyemigrował do Francji, gdzie pracował między innymi w fabrykach samochodów i wstąpił do związków zawodowych. W walkach w Hiszpanii uczestniczył od momentu utworzenia w Barcelonie oddziału karabinów maszynowych im. Jarosława Dąbrowskiego. Dzięki jego umiejętnościom dowódczym jednostce tej udało się wyrwać z okrążenia na froncie madryckim. Został za to mianowany porucznikiem i dowódcą jednej z kompani w nowo utworzonym batalionie.

Dąbrowszczacy utrzymali budynek Casa Velazquez do czasu utworzenia przez obrońców Miasteczka Uniwersyteckiego kolejnej linii umocnień. Nacjonaliści musieli wstrzymać natarcie, jednak niemal wszyscy obrońcy trafionego wielokrotnie pociskami artyleryjskimi budynku zginęli. Antoni Kochanek wycofał się z grupą żołnierzy przez znajdujące się na jego tyłach ogrody.

Tablica upamiętniająca obronę Casa Velazquez (fot. autora)

Reszta batalionu zajęła pozycje na północ od przyczółku zdobytego dzień wcześniej przez rebeliantów. Część kompanii wzmocniona przez ochotników bałkańskich przeszła też na druga stronę Manzanares i próbowała wyprzeć rebeliantów z parku Casa de Campo. Kontratak załamał się jednak pod silnym ogniem artylerii nacjonalistów.

Wojna na wyczerpanie

W kolejnych dniach w Miasteczku Uniwersyteckim trwały zacięte walki. Batalion im. Komuny Paryskiej, w którym również walczyli ochotnicy polskiego pochodzenia, bronił budynków Wydziału Medycyny. Starcia toczyły się na bardzo bliskim dystansie. Niekiedy dochodziło do walki wręcz. Ostatecznie Marokańczycy zostali wyparci z kompleksu Wydziału Medycyny. 17 listopada rebelianci wdarli się do dominującego nad terenem Miasteczka Uniwersyteckiego kompleksu szpitalnego. Widząc wyrwę w liniach obrońców Madrytu, ruszyli w kierunku miasta. Kryzys został zażegnany, ponieważ linie obronne wizytował wówczas generał José Miaja, który rzucił do walki rezerwy, w tym batalion im. Dąbrowskiego.

20 listopada batalion Dąbrowskiego stoczył najcięższy bój podczas bitwy o Miasteczko Uniwersyteckie. Kontratakował i wyparł Marokańczyków z Pałacu Moncloa oraz okolic Wydziału Rolnictwa – tak zwanych „białych domków”. Przez pewien czas walczył otoczony przez czołgi nacjonalistów. Polskich ochotników uratowała nieumiejętność współpracy między rebelianckimi czołgistami oraz piechotą. Czołgi – tankietki CV-33 włoskiej produkcji oraz niemieckie Panzer I okazały się mało przydatne w walce o teren zabudowany, a dąbrowszczacy szybko nauczyli się niszczyć je granatami i butelkami z benzyną. W czasie walk poległ Franciszek Pałka, dowódca pierwszego polskiego oddziału – grupy im. Walerego Wróblewskiego, walczącej we wrześniu 1936 roku w obronie baskijskiego miasta Irun. Ranny został dowódca batalionu – Stanisław Ulanowski, zginęli dowódca kompanii karabinów maszynowych Stanisław Wrocławski oraz jej komisarz polityczny Leon Inzelsztain. Podczas walk w Miasteczku Uniwersyteckim ranny został, ewakuowany później do Francji, Florian Dąbrowski – podczas drugiej wojny światowej żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, uczestnik bitwy pod Monte Cassino, poległy podczas kampanii włoskiej i odznaczony pośmiertnie orderem Virtuti Militari. Uczestnikiem walk w Madrycie był też Euzebiusz Dworkin, późniejszy szef sztabu 3 Brygady Wojska Polskiego na froncie wschodnim, po wojnie dyplomata w Meksyku, Argentynie i Brazylii.

Pomimo ciężkich strat natarcie nacjonalistów zostało powstrzymane. Zasłużyli się między innymi zbrojmistrze batalionu Dąbrowskiego, dokonujący w warunkach polowych szybkich napraw broni. Skuteczne w tym starciu okazały się wydane ochotnikom brytyjskie lekkie karabiny maszynowe Lewis.

23 listopada rebelianccy generałowie Franco, Emilio Mola i Valera wstrzymali ofensywę na Madryt przez Miasteczko Uniwersyteckie. W rękach nacjonalistów pozostał Szpital Uniwersytecki oraz część budynków kampusu. Lokalne starcia trwały jeszcze przez kilka dni. 26 listopada, prawdopodobnie od kuli snajpera, ranny został, mianowany pięć dni wcześniej dowódcą batalionu im. Dąbrowskiego, Antoni Kochanek.

W kolejnych dniach obie strony przystąpiły do umacniania pozycji. Zaczęła się wojna pozycyjna z okopami, bunkrami i polami minowymi. Do samego końca konfliktu linia frontu w Miasteczku Uniwersyteckim pozostała niezmieniona.

Po bitwie dąbrowszczacy zostali wycofani z frontu w celu uzupełnienia strat. Batalion stracił ponad stu zabitych i kilkuset rannych, szczególnie spośród oficerów i podoficerów, którzy walczyli w pierwszej linii. Z kwatery głównej Brygad Międzynarodowych w Albacete przybyła kolejna grupa ochotników. Do polskiej jednostki przeniesiono też Polaków walczących wcześniej w złożonym głównie z niemieckich antyfaszystów batalionie im. Thälmanna. Dzięki temu odtworzono kompanię rozbitą podczas obrony Casa Velazquez, a liczebność batalionu wzrosła do ponad 300 ludzi. Bitwa o Miasteczko Uniwersyteckie była krwawym chrztem bojowym polskiej jednostki, która do lutego 1939 roku toczyła walki na różnych frontach hiszpańskiej wojny domowej.

Piotr Ciszewski

Bibliografia:

Beevor A.: Walka o Hiszpanię 1936-1939. Pierwsze starcie totalitaryzmów, Kraków 2009.

Eslava Galán J.: Niewygodna historia hiszpańskiej wojny domowej, tłum. Wąsiński J., Wrocław 2010.

Gonzalez de Miguel J.: La defensa de Madrid, „Desperta Ferro” 4/2014.

Gonzalez-Regueral F. C.: Guerra civil en la Ciudad Universitaria, Madryt 2014.

O’Keefe K., Montero S.: International Brigades sites in Madrid: The Spanish Civil War. Vol. 2, Madryt 2014.

Thomas H.: The Spanish Civil War (revised and updated), Londyn 2001.

Segovia Campos I.: La Casa de Velázquez, Madryt 2017-2018.

One Comment

  1. Czekam jeszcze na artykuł o bohaterskich funkcjonariuszach nkwd no i oczywiście o człowieku, co się kulom nie kłaniał – gen. „Walterze” Świerczewskim.
    Imo warto wspomnieć o chwalebnych czynach antyfaszystów takich jak gwałty na zakonnicach, kastrowanie wyimaginowanych wrogów, mordowanie cywili niezależnie od płci i wieku.
    Ręce opadają.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*