Jednym z elementów wspólnych każdej epoki w naszej historii jest lęk społeczeństwa przed siłami nadprzyrodzonymi, magią i gusłami. Tak. Dosłownie każdej! Przecież od średniowiecza mieszkańcy ziem polskich drżeli w obawie przed czarownicami i demonami. I choć mijały lata zmieniało się niewiele.
Zmieniając temat na początek– jak podobał się Wam zeszłotygodniowa „Historia po mojemu” Taka nie za długa, nie za krótka, taka motoryzacyjna. Ot bardziej rozbudowana ciekawostka. Chcecie więcej takich odcinków? Dajcie o tym znać.
A wracając do dzisiejszego tematu przewodniego. Od średniowiecza, poprzez nowożytność aż do XIX wieku większość społeczeństwa w niemalże przyrodzony sposób nienawidziła i bała się magii i każdego, kto ją uprawiał. Przez dekady zmieniały się tylko proporcje. Uczucia te były jeszcze skutecznie podsycane przez świat religii, potęgowały je, bowiem jeszcze doktryny największych kościołów chrześcijaństwa. Jak rzadko, kiedy były one w pełni zgodne, że wszystko, czego człowiek zrozumieć nie potrafi wszystko, co przekracza jego percepcję na pewno ma związek z magią. A jak czary to już na pewno Diabeł i jego służący. Mało tego, bardzo często to właśnie w tych zjawiskach nadprzyrodzonych upatrywano przyczyny chorób i dolegliwości wszelakich, zarówno tych fizycznych jak i psychicznych. I dlatego nienawiść i strach rosły, bo i choroby zdarzały się często. I dlatego właśnie przez całe nasze dzieje na stosach płonęły niewinne osoby.
Co prawda do najgłośniejszych morderstw (tak nazwijmy rzecz po imieniu) w majestacie prawa i nienawiści do magii, kobiet i mężczyzn oskarżonych o czary dochodziło głównie na zachodzie Starego Kontynentu, głównie w Hiszpanii i państwach Rzeszy Niemieckiej. Niestety trzeba sobie otwarcie i wyraźnie powiedzieć, że Polska też „państwem bez stosów” nie była. Na terenie Królestwa Polskiego a potem także Rzeczpospolitej Obojga Narodów w epoce nowożytnej i jeszcze pod zaborami w wieku XIX, równie chętnie polowano na tych, których o czary posądził sąsiad, krewny, proboszcz. Gwoli ścisłości i uczciwości należy jednak zaznaczyć, że były to wydarzenia znacznie rzadsze niż na Zachodzie, ale ich wymiar i stosowane przy ich okazji „procedury” tak samo okrutne.
W imię tej wiary w magię, czary i lęku przed Szatanem skazywano tysiące niewinnych jednostek (częściej kobiet) na totalnie niesprawiedliwe procesy, połączone z nieludzko okrutnymi torturami, które zazwyczaj kończyły się śmiercią oskarżonej albo skazaniem jej na karę śmierci. Trzeba, więc wyraźnie stwierdzić, iż procesy o czary są jednym z najbardziej mrocznych epizodów w historii polskiego sądownictwa i w sumie całej historii Polski.
A ingerencji Diabła dopatrywano się w historii we wszystkim. Co prawda nikt w XIV czy XVII wieku nie prowadził statystyk na ten temat, ale śmiało dziś możemy stwierdzić, iż wiara w magię była powszechna. Ale potem przecież nadeszło bardziej cywilizowane czasy! Już w II połowie XVIII stulecia Niemiecki filozof Immanuel Kant uznał, że współczesny mu świat pogrążony jest w ciemnościach. Według niego całą cywilizację spowijały mroki zabobonów religijnych, nieuctwa i złego gustu, które powiązał z poprzednimi epokami historycznymi. Jego zdaniem wyzwolenie z tej ciemności zapewniło światło rozumu, które wręcz rozbłysło w czasach Kanta– epoce zwanej oświeceniem, wiekiem rozumu. Rzeczywiście zaczęły rozwijać się wtedy nauka, technika a ponadto wzrosła świadomość praw człowieka. Według ideologów tamtego okresy– ciemności zostały pokonane! Potem miało być tylko lepiej. Niestety ani oświecenie ani późniejsze światłe niewiele zmieniły. Może tylko lekko zaniżyły proporcje tych, którzy w magię i zabobon wierzyli.
Ale przecież dziś w XXI wieku to już chyba musi być lepiej. No właśnie o to chodzi, iż nie do końca jest. I nie będziemy tu mówić o Afryce czy Ameryce Południowej, gdzie jak powszechnie wiadomo wiara w siły nadprzyrodzone, demoniczne jest spora. Powiedzmy sobie tylko o Polsce, gdzie w XVI wieku, co prawda rzadko płonęły czarownice, jednak społeczeństwo równie mocno bało się ich domniemanej działalności.
Dziś w kraju nad Wisłą, co prawda nikogo się już za posądzenie o czar nie morduje, ale nadal ślepo wierzy w to, że istnieją siły nadprzyrodzone, które potrafi kontrolować człowiek. I to według statystyk! A dokładniej badań CBOSu. Wczytując się w ni możemy zauważyć, że jeszcze w tamtym roku ponad połowa badanych uważała, że niektórzy mają zdolność jasnowidzenia i przepowiadania przeszłości. Niecała połowa święcie wierzyła w przesądy, moc talizmanów i możliwość rzucania klątw. I poglądy te mają jakiś dziwny uniwersalny, ponadreligijny charakter. A nie mówimy tu o Afryce subsaharyjskiej początków dajmy na to XIII stulecia, ale dużym kraju w Europie środkowej na początku XXI wieku. I to właśnie jest straszne! Normalnie mentalne średniowiecze!
I co to ma wspólnego z historią? A to, że znów wynika z tego, że niczego się z niej nie uczymy. Niczego! A powinniśmy, bo przecież nikt nie chce, żyć w średniowieczu!

Ilustracja: wikimedia commons

Dawid Siuta