Pospolite ruszenie w czasach Zygmunta I Starego i Zygmunta II Augusta

Okres odrodzenia, przypadający w Polsce na czasy rządów Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, przyniosły kolejne zmiany w strukturze sił zbrojnych. Pospolitego ruszenia już nie zwoływano. Karierę robiły oddziały zaciężne i najemne. Zmienił się też stosunek jazdy do piechoty. Piechota przestała spełniać tylko pomocniczą rolę, otrzymała też lepsze uzbrojenie. W armiach zachodnioeuropejskich piechota stanowiła 80 % całości sił zbrojnych. W Polsce te proporcje przedstawiały się nieco inaczej. Jeszcze powszechniejsza była broń palna. W związku z tym z piechoty wyodrębniono oddziały arkebuzerów. Silnie rozwinęły się też wojska techniczne, zajmujące się obsługą artylerii i taborów[1].

Wraz z pojawieniem się oddziałów stałego wojska, wyłoniła się kwestia zarządzania i dowodzenia armią. Według starego zwyczaju to król był naczelnym wodzem sił zbrojnych. W praktyce dowodził tylko pospolitym ruszeniem, które jak już ustaliliśmy, nie było zwoływane. Jako dowódcy zaciężnych służyli doświadczeni oficerowie, zwyczajowo nazywani hetmanami polnymi. Na początku XVI wieku, powstał też urząd hetmana wielkiego, który w zasadzie był ministrem spraw wojskowych i obrony narodowej. Funkcję obu hetmanów określono jednak dopiero w 1527[2].

Polscy żołnierze 1507-1548 (Wikimedia Commons)
Polscy żołnierze 1507-1548 (Wikimedia Commons)

Bardzo ważnym wydarzeniem było też pojawienie się pierwszych rot husarskich. Początkowo husarze rekrutowali się spośród Serbów, którzy w szeregach armii polskiej walczyli z Turkami i Tatarami. Z tego to właśnie powodu husarię nazywano w I poł. XVI wieku racami. Dopiero w późniejszym okresie, jako husarze zaczęli służyć Polacy. Była to lekkozbrojna jazda, uzbrojona w kopie, szable i tarcze. Stopniowo wypierali oni mało zwrotne chorągwie kopijników, by w XVII wieku, stać się podstawową formacją jazdy polskiej[3].

Warto jednak skupić się na pospolitym ruszeniu i jego organizacji pod panowaniem dwóch ostatnich Jagiellonów. Już Zygmunt I przekonał się o „ciężkości” postanowień swych poprzedników, którzy czasem podejmowali decyzje dotyczące pospolitego ruszenia, pod naciskiem swych poddanych. XIX i XV-wieczne przywileje i ustawy krępowały monarsze ręce[4]. Wszystkie one, połączone z zakazem wyprowadzania expeditio generalis za granice państwa, czyniły z armii szlacheckiej siły defensywne[5]. Mimo takiego pojmowania sprawy pospolite ruszenie ciągle traciło na znaczeniu. W XVI stuleciu pospolita- nomen omen- była opinia, że nie należy odwoływać się do szabel szlacheckich, chyba, że w absolutnej ostateczności. Upadła też wizja pospolitego ruszenia, jako trzonu armii państwa Jagiellońskiego. Takie twierdzenia znalazło też swoje poczesne miejsce w polskiej historiografii[6]. W dobie panowania Zygmunta Starego pojawił się nawet projekt całkowitego zniesienia takiej formy obrony kraju i zastąpienia go stałym podatkiem, przeznaczonym na zaciągi armii zawodowej. Niestety wskutek oporu buntowniczej szlachty, ustawa ta nigdy nie weszła w życie[7].

Warto zaznaczyć jeszcze jedną sprawę podstawową. Nie sposób mówić o pospolitym ruszeniu nie wspominając o jego podziale. Wyprawę szlachty z całego terytorium Korony nazywamy, w ślad za dokumentami nowożytnymi, expeditio generalis. Taką wyprawę generalną zwołano tylko raz w omawianym okresie. Mowa tu o wyprawie lwowskiej, która w historiografii zapisała się pod nazwą ”wojny kokoszej”[8]. Kampania ta miała miejsce w lecie 1537 roku, kiedy to monarcha zwołał pospolite ruszenie całej Korony pod Lwów, celem podjęcia kolejnej ofensywy wołoskiej. Zebrani w obozie panowie bracia odmówili jednak wykonywania rozkazów i „zatoczyli” koło wojskowe, na wzór sejmikowy. Okazało się ono pierwszym zjazdem rokoszowym w historii Rzeczpospolitej. Podczas obrad szlachta wysunęła postulaty egzekucji i kodyfikacji praw, prawnego rozwiązania kwestii inkompatybiliów, ograniczenia wpływów królowej i ograniczenia ciężarów finansowych. Wyprawa ta nie przyniosła co prawda sukcesu militarnego, ale stała się kamieniem milowym na drodze rozwoju świadomości politycznej Sarmatów. „Wojna kokosza”[9] przyczynił się do poprawy kondycji politycznej średniej szlachty co jednocześnie godziło w interesy rodów magnackich. Zygmunt Stary zadeklarował gotowość egzekucji praw i majątków czym zjednał sobie rokoszujące pospolite ruszenie. Wydarzenia lipca 1537 roku stały się dla niego jednak ważnym symptomem zmieniających się czasów, bowiem za swojego życia nie zwołał już generalnego pospolitego ruszenia.

Zygmunt II August
Zygmunt II August

Nastawienie, któremu hołdował ojciec, w pełni ujawniło się u syna. Zygmunt II, bowiem nigdy nie zdecydował się na zwołanie całej szlachty pod broń. Co prawda na sejmie warszawskim 1557 roku uchwalono pospolite ruszenie, ale nigdy do niego nie doszło. Możliwość wyprawy generalnej rozważano też w wypadku wojny z Moskwą Iwana IV czy obrad sejmu lubelskiego w 1569 roku[10].

Drugi typ pospolitego ruszenia to expeditio particularis, zwany też pospolitym ruszeniem lokalnym. Taka wyprawa z ziemi lub województwa najczęściej była uchwalana przez samą szlachtę zainteresowaną obroną swych majątków i formowana na podstawie uniwersałów odpowiedniego wojewody lub kasztelana, choć znane są też wypadki, gdy to król zwoływał szlachtę danego powiatu lub województwa. Precedens taki stworzył Zygmunt I, kiedy pod Smoleńskiem wydał rozkazy mobilizacji dla szlachty sandomierskiej[11].

Expeditio particularis powoływano zwykłe z terenów Rusi i Podola, czyli ziem najbardziej zagrożonych najazdami tatarskimi i tureckimi. Zjawisko to miało równie ścisły związek ze słabością obrony potocznej. Co ciekawe tryb powoływania i prowadzenia wypraw lokalnych także został określony przez administrację państwową. Już w roku 1520 z inicjatywy Zygmunta Starego skodyfikowano zasady zwoływania ekspedycji z Rusi. Zasady te obowiązywały przez cały wiek XVI i okazały się przydatne w latach, gdy organizowano większe wyprawy z tych ziem, bowiem regularnie, co kilka lat, tamtejsza szlachta własną piersią zasłaniała resztę Korony i Litwy od ciosów, zadawanych przez Tatarów[12]. Jednak nie był to jedyny potencjalny przeciwnik dla pospolitego ruszenia. Zachowane dokumenty wspominają też o możliwości mobilizacji przeciwko rozbójnikom i buntownikom[13].

Szczególną rolę przewidywano dla, mieszkańców Podola. Prócz standardowych obowiązków obsługiwania ekspedycji, zobowiązani też byli do patrolowania szlaków handlowych, możliwych szlaków najazdu tatarskiego i pełnienia straży w tamtejszych zamkach. Bardzo ciekawą kwestią jest też włączenie do tego obowiązku Czeremisów, czyli Tatarów mieszkających pośród ludności koronnej.

Jednak nie tylko południowo-wschodnie województwa miały swój udział w expeditio particularis. W historiografii pozostawiły swój trwały ślad także wyprawy innych województw. Nie tylko, wspomniani już wcześniej, sandomierzanie chwytali za broń na wezwanie czy to króla czy wojewody. Znane są wici dla szlachty lubelskiej z roku 1520, wzywające ją do walki z najazdem tatarskim. Z tego samego powodu dwa lata później postawiono pod broń nawet szlachtę kaliską. Choć należy przyznać, że w okresie tym szlachta wielkopolska częściej brała udział w walkach na granicach północno-zachodnich. W pierwszej połowie XVI stulecia regularnie brała udział w starciach z brandenburczykami. Choć nie da się określić liczebności wypraw wielkopolskich ani ich dokładnego wkładu w konflikty XVI wieku, warto odnotować ich udział w polskiej myśli wojskowej[14].

Polska piechota 1548-1572  (Wikimedia Commons)
Polska piechota 1548-1572
(Wikimedia Commons)

Nie tylko król lub wojewoda mogli zostać duktorami wyprawy prowincjonalnej. Znane są przypadki, gdy to któryś z hetmanów koronnych dowodził operacjami pospolitego ruszenia. W innych wypadkach wyprawy wielkopolskie gromadziły się pod buławą starosty generalnego wielkopolskiego lub innego wysokiego rangą urzędnika.

Ważne jest także by przy tej okazji wspomnieć o kwestiach zdolności mobilizacyjnej Korony. Zasadniczą sprawą jest tu liczba ludności całego państwa, z której można obliczyć ilościowe szacunki dla armii. W I połowie XVI stulecia najprawdopodobniej państwa jagiellońskie zamieszkiwało ok. 7.5-8 milionów ludzi. Jeśli przyjmiemy, że liczba ta powoli, ale sukcesywnie, ulegały zwiększeniu, a gęstość zaludnienia Korony wynosiła ok. 20 osób/km², optymalną wielkość pospolitego ruszenia szlacheckiego moglibyśmy szacować na ok. 45 tys. ludzi[15].

Ciekawą kwestią jest też przygotowanie bojowe mas szlacheckich. Marek Plewczyński obliczył, że co najmniej 40 tysięcy mężczyzn pochodzenia szlacheckiego, pochodzących z jednego pokolenia, przeszło przez szeregi obrony potocznej, a więc miało już styczność z bronią i wojną! Odliczając od tej liczby tych, którzy pozostali w armii stałej, można stwierdzić, że większość zobowiązanych do pospolitego ruszenia Koroniarzy, było przeszkolonych wojskowo. Prócz tego zdolności bojowe wypraw generalnych podnosiły poczty pańskie, które w znacznej liczbie przybywały u boku bogatszej szlachty. Zatem tylko, co czwarty pospolitak był nowicjuszem w czasie swej pierwszej ekspedycji[16]. Upada zatem teoria, powtarzana w historiografii, mówiąca o upadku wartości pospolitego ruszenia już w czasie wojny trzynastoletniej (1454-1466), bezpośrednio po bitwie pod Chojnicami. Na ten upadek przyszło nowożytnej szlachcie jeszcze trochę poczekać!

Dawid Siuta

BIBLIOGRAFIA:

Augustyniak Urszula, Historia Polski 1572-1795, Warszawa 2008.

Korzon Tadeusz, Dzieje wojen i wojskowości, t. I, Lwów-Warszawa-Kraków 1923.

Kukiel Marian, Zarys historii wojskowości w Polsce, Kraków 1929, reprint Poznań 2006.

Plewczyński Marek, Wojsko polskie za ostatnich Jagiellonów, SMHW, t XXXI, Warszawa 1988.

Plewczyński Marek, Wojny i wojskowość polska w XVI w. Tom I. Lata 1500–1548, Warszawa 2011.

Plewczyński Marek, Wojny Jagiellonów z wschodnimi i południowymi sąsiadami Królestwa Polskiego w XV wieku, Siedlce 2002.

Polskie tradycje wojskowe. Tradycje walk obronnych z najazdami Niemców, Krzyżaków, Szwedów, Turków i Tatarów. Tom I, p. r. Janusza Sikorskiego, Warszawa 1990.

Wimmer Jan, Nowak Tadeusz Marian, Historia oręża polskiego 963-1795, Warszawa 1981.

Wyczański Andrzej, Polska- rzeczą pospolitą szlachecką 1454-1764, Warszawa 1965.

Przypisy:

[1] J. Wimmer, T. Nowak, dz. cyt., s. 230.

2Tamże, s.270

3Tamże, s. 271 i 272.

4Niech za przykład posłuży przywilej nieszawski z 1454 roku, który obligował króla do uzyskania zgody sejmu, nim zdecyduje się wydać uniwersały mobilizacyjne. Jeszcze bardziej krepujący był nakaz „nie dzielenia pospolitego ruszenia, który obowiązywał nawet wtedy, gdy okoliczności i zdrowy rozsądek nakazywały rozdzielić wyprawy.

5Wimmer J., Nowak T., dz. cyt. s.269.

6Zobacz: A. Wyczański, Polska- rzeczą pospolitą szlachecką1454-1764, Warszawa 1965, s. 74.

7Polskie tradycje wojskowe. Tom 1…, s. 169-170.

8Kolejna wyprawa generalna z czasów Zygmunta I Starego miała nastąpić w 1544 r., w związku z najazdem tureckim. Inwazja jednak nie nastąpiła i projekt zarzucono.

Zob. M. Plewczyński, Wojsko polskie za ostatnich Jagiellonów, SMHW, t XXXI, Warszawa 1988, s.49.

Co ciekawe kolejną expeditio generalis zwołał dopiero Zygmunt III Waza (!) w roku 1621, na kolejną wojnę z Turkami.

9Nazwa „wojna kokosza” jest na wiele sposobów tłumaczona w historiografii. Najczęściej jednak historycy odwołują się do opinii XVI-wiecznych magnatów, którzy dowodzili, że jedynym skutkiem tej expeditio generalis było wyjedzenie całego drobiu ziemi lwowskiej.

10T. Korzon, Dzieje wojen i wojskowości, t. I, Lwów-Warszawa-Kraków 1923, s. 264

11M. Plewczyński, dz. cyt., s.50.

12Duże wyprawy szlachty ruskiej i podolskiej organizowano w 1522, 1524, 1527 i 1558 roku.

Zob. Tamże s.49.

13Tamże, s. 49.

14Tamże, s. 50.

15U. Augustyniak, dz. cyt., s.250-252; M. Kukiel, dz. cyt., s.29.

Co prawda ten ostatni ustala liczbę pospolitego ruszenia na 50 tys. lub więcej. Jednak w każdym wypadku obliczenia te sądna wyraz subiektywne i dotyczą tylko szlachty zgromadzonej na expeditio generalis. Ogólna liczebność wypraw z całego terytorium Korony może wynosić nawet około 100 tys., ponieważ do liczebności stanu szlacheckiego należy jeszcze doliczyć poczty pańskie, wyprawy łanowe, wojska powiatowe i czeladź obozowa.

16M. Plewczyński, dz. cyt., s.52.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*