Poszukiwania pamięci – rozmowa z Luizą Łuniewską, autorką książki „Szukając Inki. Życie i śmierć Danki Siedzikówny”

Muszę zacząć od pytania: „dlaczego Inka?” Owszem, postać jest teraz znana, ale w książce widać pewien rys osobistego – a na dodatek pozytywnego – stosunku do tytułowej bohaterki. Skąd ta sympatia?

Moje zainteresowanie postacią „Inki”, w początkowym okresie brało się przede wszystkim z ciekawości: co jest takiego w tej akurat dziewczynie, że staje się ona, a może nawet już stała obiektem pokoleniowej fascynacji. Wśród dzisiejszych nastolatków czy dwudziestolatków trudno było znaleźć kogoś, kto nie słyszał o Dance Siedzikównie. Oczywiście „Inka” jest tylko symbolem pewnego trendu, więc na początku to było zainteresowanie raczej zjawiskiem socjologicznym. Zdziwiłam się, gdy odkryłam, że oprócz standardowej, przygotowanej przez IPN biografii, niczego o Siedzikównie nie napisano. Powstał spektakl Teatru Telewizji, film dokumentalny – książki nie było. I tak to się zaczęło, a sympatia dla bohaterki narodziła się później, już w trakcie pracy. Przede wszystkim współczucie dla dziewczyny głęboko poranionej wojennymi traumami,  podziw dla charakteru młodziutkiej, z mojej perspektywy, dziewczynki, która desperacko broniła swoich najbliższych. Dziewczyny skrytej, która niechętnie się zwierzała, która mnie, a wcześniej innym jakoś umykała. Stąd tytuł – „Szukając Inki’

Inka współcześnie kojarzy się jako twarz sporu o „żołnierzy wyklętych”, jest to twarz sympatyczna, bo trudno myśleć z niechęcia o młodej dziewczynie – męczenniczce. Ale pojawiają się głosy, że „wyklęci” nie są tak jednoznaczni i sympatyczni. Czy Pani książka nie wpisuje się w pewien nurt ideowy, jak to się obecnie modnie mówi: „narzucający swoją narrację”? 

Równie dobrze można powiedzieć, że Alek i Zośka są twarzą sporu o sens Powstania Warszawskiego. Ale oczywiście, rozumiem o co chodzi: „Inka” jest postacią jednoznaczną, a działania partyzantki antykomunistycznej wciąż są przedmiotem badań historyków. Z najnowszych opracowań wynika, że oddział majora Łupaszki jest prawdopodobnie odpowiedzialny (choć we wcześniejszym okresie, zanim dołączyła do niego Danka) za pacyfikację ludności litewskiej. Ale z drugiej strony – na wojnie nie ma świętych, „jednoznacznych i sympatycznych”. Pacyfikacje stosowały, jako działania odwetowe, oddziały AK i Batalionów Chłopskich na Zamojszczyźnie. Gwardia Ludowa, wiadomo, ma sporo za uszami. Pańskie pytanie, wydaje mi się, że wynika stąd, że w Polsce to, co powinno być przedmiotem badań historyków stało się elementem politycznej identyfikacji: głosujesz na partię A, czyli masz w pakiecie, ze lubisz „Inkę, głosujesz na B – uważasz że Wyklęci to bandyci. Proszę zwrócić uwagą, że ostatnio w debacie publicznej częściej mówi się o „polityce historycznej’ niż o historii. Ja z zasady staram się nie narzucać nikomu swojej narracji, nie jestem publicystka, jestem reportażystką. Zbieram relację, unikam komentarza, choć mam nadzieje, prowokuję do stawiania pytań.

Wróćmy do samej bohaterki: dlaczego Danuta Siedzikówna „Inka” została rozstrzelana? Przeżyło wiele osób a rozstrzelano niepełnoletnią dziewczynę. I od razu dodam pytanie, czy uważa Pani ten wyrok i jego wykonanie za zbrodnię sądową?

Było kilka powodów. Przede wszystkim względy operacyjne. Funkcjonariuszom bezpieczeństwa, sfrustrowanym porażkami w potyczkach z oddziałami wileńskimi, udało się pozyskać kontakt operacyjny w V Brygadzie. Skłonili do współpracy łączniczkę Reginę Mordas-Żylińską. Danka Siedzikówna była jedną z pierwszych osób aresztowanych dzięki informacjom uzyskanym od Reginy, pierwszą jeśli chodzi o członków oddziału partyzanckiego. Prawdopodobnie UB chciało chronić ten swój kontakt, możliwe, ze doszło do konfrontacji z Reginą i Danka mogła ją zdemaskować, gdyby przeżyła . Chciano też by ujęcie Danki Siedzikówny było postrzegane jako wielki sukces – do tego nie nadawała się Danusia-sanitariuszka, ale Krwawa Inka, godna kary śmierci, i owszem. No i trzeci, podstawowy powód – Danka nie poszła na współpracę. Wyrok na Siedzikównie wyczerpuje znamiona zbrodni sądowej, procedurą karną posłużono się nie dla ustalenia prawdy materialnej, ale dla represji politycznej. Po lekturze akt to się staje oczywiste.

Tytuł książki „Szukając Inki” wskazuje, że chodzi o coś więcej niż biografię. Pani książkę odbieram jako opowieść o przypominaniu osób skazanych nie tylko na śmierć ale i zapomnienie. W ten sposób Siedzikówna staje się symbolem naszej wymuszonej niepamięci. Czy było łatwo rozmawiać z osobami, które musiały wracać nie tylko do wspomnień o dramatycznych ale o własnym strachu?

Tak, „szukanie Inki” ma także taki sens. Jeden z najważniejszych dla mnie, osobiście, momentów w pracy nad tą książką była chwila, gdy wędrując śladami V Brygady dotarłam do miejsca, gdzie jako nastolatka spędzałam wakacje na obozach. Jednym z żelaznych punktów programu tych moich obozów była zawsze wieczornica na której przedstawiało się historię okolicy, wcześniej wypytując mieszkańców. I oni, przez tyle lat, choć już nas dobrze znali, nie wspomnieli, że wieś była jednym z ulubionych miejsc żołnierzy Łupaszki, że ci tam bywali na zabawach, weselach. Oczywiście to nic dziwnego, ale przez to odczułam że ja też w tej wymuszonej niepamięć uczestniczyłam. W tej chwili żyje już niewielu świadków tamtych wydarzeń – co rusz ktoś odchodzi. Są tacy, którzy chętnie dzielą się swoimi opowieściami, ale nie brakuje i takich, którzy do dziś nie mówią. Gdzieś to w sobie wyparli, lata temu i choć minęło już ponad ćwierć wieku wolnej Polski, wciąż milcza

Ciekawą postacią – chociaż poniekąd marginalną – jest Ksiądz Marian Prusak. Czy mogłaby Pani nieco szerzej przedstawić właśnie jego i jego rolę w całej historii?

Ksiądz Prusak już, niestety, nie żyje. Udzielał Dance ostatniego sakramentu, ściągnięty przez funkcjonariuszy UB do więzienia na Kurkowe w zastępstwie innego kapłana. Był prawdopodobnie jedyną osoba, która wiedziała, co Danka czuła, o czym myślała w tych ostatnich dniach. Oczywiście wiązała go tajemnica spowiedzi. Egzekucja Danki i „Zagończyka” nim wstrząsnęła, przez długie lata nikomu nie mówił, czego był świadkiem. Dopiero pod koniec lat 90., opowiedział historykom z IPN o Dance. Potem powtarzał tę historię jeszcze wielokrotnie: dziennikarzom, odwiedzającej go młodzieży. Dożył sędziwego wieku, wierzył, że Bóg dał mu takie długie życie po to, by zdążył się historią „Inki” podzielić. Zawsze podkreślał jej wewnętrzny spokój w tych ostatnich godzinach.

Najbardziej przerażające jest to, że marzenie tej dziewczynki było zupełnie inne, marzyła o spokojnym, „normalnym” życiu, a jednak wybrała – czuła się w obowiązku wybrać – walkę i w jej konsekwencji śmierć? Często mówi się i pisze o „bohaterszczyźnie i martyrologii” Polaków, czy to nie jest jednak tak, że takie wybory były wymuszone, że tak naprawdę ludzie marzą o „normalności”? Wyjeżdżając w tę swoją ostatnią misję Danka zawróciła od progu i uścisnęła gospodynię u której się przebierała. Powiedziała, że dziękuję za gościnę i że ma nadzieję, że kiedyś się będzie mogła odwdzięczyć: przyjąć ją, nakarmić w swoim własnym domu.  W wielu innych momentach też to marzenie o normalności, spokoju się pojawia. W dużej mierze historia Danki jest spowodowana zbiegiem przypadków, przynajmniej na początku. Jej aresztowanie, konieczność pozostania w oddziale były wymuszone przez okoliczności. Dopiero potem pojawia się seria świadomych wyborów. Oczywiście podyktowanych miłością do Polski, wiernością przysiędze, ale także lojalnością wobec kolegów, uwielbianego dowódcy i takim, mam wrażenie, poczuciem, że nie ma już nic do stracenia.

Na zakończenie zadam banalne pytanie: „po co?” Po co pisać książki o osobach, które zginęły ponad pół wieku temu? Czego uczymy się z takich książek? Bo może lepiej byłoby napisać kolejny podręcznik marketingu? Odpowiedź też będzie banalna: bo są jeszcze, na szczęście, tacy, którzy chcą czytać. Myślę, że w powszechnym odczuciu, nie tylko moim, podręczników marketingu mam dość. Jesteśmy świadkami buntu młodego pokolenia, fascynującej zmiany: miało wyrosnąć pokolenie europejskie, raczej kosmopolityczne, a rośnie przywiązane do takich romantycznych, najwyraźniej przedwcześnie uznanych za przestarzałe, wartości. Przyjaźni, lojalności, patriotyzmu.

Dziękuję za rozmowę

rozmawiał JG

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*