Powstanie zabajkalskie, czyli polskie powstanie na krańcu świata

Zima przełomu lat 1865/1866 była wyjątkowo mroźna i sroga. Pośród nieprzeniknionych syberyjskich przestrzeni i śniegów maszerowały grupki zesłańców – powstańców styczniowych, eskortowanych przez niewielkie oddziały wartownicze. Celem marszu był rejon granicy rosyjsko-chińskiej, gdzie skazańcy, odbywający karę katorgi mieli spędzić najbliższe lata. Nastroje wśród wygnańców były różnorakie – część z nich popadała w marazm i godziła się z sytuacją, u innych w dalszym ciągu dominowała chęć kontynuowania walki, nawet na dalekiej Syberii, bez broni, jedzenia i znajomości terenu. „Lepsza nam kula niźli takie życie!” – brzmiało motto tych, którzy zdecydowali się walczyć w ostatnim romantycznym, XIX-wiecznym polskim powstaniu.

Ziemia (nie)obiecana

Dalekie zakątki Syberii, już od drugiej połowy XVIII wieku, stanowiły miejsce zsyłki dla narodu polskiego i innych ludów Imperium Rosyjskiego. Rosyjskie prawo przewidywało karę katorgi za ciężkie przestępstwa, za jakie uznawane było, między innymi, wzniecanie buntów przeciwko carowi. Pierwsze zesłania miały miejsce już za czasów wojny polsko – rosyjskiej w latach 1579-1582, niemniej swoje apogeum osiągnęły po zakończeniu dwóch wielkich XIX-wiecznych polskich powstań – listopadowego oraz styczniowego.

Skazańcy byli wysyłani w odległe zakątki Imperium do ciężkiej pracy w kopalniach, przy budowie kolei i dróg. Droga na Daleki Wschód była długa, uciążliwa i wyczerpująca. Nie trzeba dodawać, że zaopatrzenie w postaci pożywienia czy odpowiednich warunków życia pozostawało jedynie w sferze marzeń.

Pochód na Sybir- obraz Artura Grottgera
Fot. Wikimedia Commons

Innym rodzajem kary dla zesłańców było wcielenie ich do armii rosyjskiej i rozlokowywanie z dala od kraju rodzinnego, bez możliwości powrotu. Służba w wojsku trwała wówczas 25 lat. W ramach represji po powstaniu listopadowym, wcielano do armii także dzieci jego uczestników. Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę z możliwości wzniecania buntów przez byłych powstańców, dlatego pilnowali, aby liczba Polaków w poszczególnych oddziałach nie przekraczała 25% stanu osobowego jednostek. Robili więc co mogli, aby nie dopuścić do wybuchu kolejnych niepokojów.

Mimo to, w 1833 roku, zesłani na Sybir uczestnicy Powstania Listopadowego zawiązali spisek w celu wzniecenia rebelii w Omsku. Przebywało tam wówczas 2.500 Polaków, wśród których silnie zakorzenione były tradycje romantyczno-wyzwoleńcze. Polscy zesłańcy próbowali nawet zasiać myśli wolnościowe wśród tamtejszych ludów m.in. nawiązano kontakt z władzami kazachskimi i Kirgizami. Spisek jednak szybko wykryto i aresztowano jego przywódców, których po długim śledztwie skazano na tzw. praszczęta. Tak opisywał tamte wydarzenia Agaton Giler: „Za miastem, na placu oczyszczonym od śniegu w długie ulice wyciągnięte trzy bataliony. Żołnierzom zamienionym na katów rozdano grube kije, których zapasy na kupach leżały. Był mróz trzaskający. Z więzienia wyprowadzono na plac kajdanami brząkających Polaków. Przeczytano im wyroki. Obnażono od stop aż do szyi. Każdemu obie ręce przywiązano do lufy karabinu, a dwóch podoficerów ciągnąc za kolbę, wprowadzili jednego za drugim dwunastu męczenników w ulicę żołnierzy, najeżoną  kijami jakby nożami. Bębny zagrały. W takt muzyki posypały się razy na plecy, piersi, głowy, brzuchy i nogi ciągnionych. Ciało kijami jak ciasto kijami odrywano. Kawały jego latały w powietrzu lub poodkładane wlokły się po ziemi za idącym, i okazały się gołe żebra. Bito szkielety ludzkie krwią cieknące. Serca było widać i wnętrzności poszarpane świat ujrzały. Krwią purpurową zapłynęła droga męczenników za wolność, już nie tylko europejskich, ale i azjatyckich narodów.”[1]

W ten sposób władze rosyjskie zdusiły w zarodku dojrzewającą rebelię, pierwszą próbę wyzwoleńczą na syberyjskiej ziemi. Za udział w spisku skazano na śmierć 25 osób, niemniej pamięć o nich była silna w społeczeństwie rosyjskim. Lew Tołstoj napisał nawet poświęcone spiskowcom opowiadanie pt. „Za co?” na podstawie losów księdza Sierocińskiego.

Łabędzi śpiew nad Bajkałem

W okresie międzypowstaniowym, znacznie spadła aktywność spiskowa na ziemiach polskich. Dopiero klęska Rosji w wojnie krymskiej (1853-1856) ponownie rozbudziła w społeczeństwie polskim dążenia wolnościowe. Rozpoczęte w 1863 r. Powstanie styczniowe było największym zrywem niepodległościowym w XIX-wiecznym społeczeństwie dawnej Rzeczypospolitej. Łącznie uczestniczyło w nim ok. 200 tys. ludzi. Klęska spowodowała liczne represje. Jak szacują historycy, po Powstaniu Styczniowym, na zesłanie skazano 20–25 tys. Polaków. Sądy Imperium Rosyjskiego bez skrupułów wysyłały w tamtym czasie na Syberię również mieszkańców innych stron, walczących o niepodległość: Czeczeńców, Inguszów, Gruzinów. Nie jest więc dziwne, że wśród narodów, które spajała niechęć do carskiego aparatu represji, zaczęła kiełkować myśl o wywołaniu powstania na Syberii.

Wieczór- Zakładanie Kajdan, obraz Aleksandra Sochaczewskiego
Fot. Wikimedia Commons

Już w grudniu 1865 roku oficer żandarmerii guberni jenisejskiej – płk. Wasilij Bork wykrył przygotowania do mającego zawiązać się spisku (tzw. spisku krasnojarsko – kańskiego). Wedle jego informacji, polscy zesłańcy mieli negatywnie nastawiać okoliczne społeczności do państwa rosyjskiego i doprowadzić do oderwania Syberii od Imperium. Na pierwszy rzut oka takie przedsięwzięcie nie miało żadnych szans na sukces. Szybko okazało się jednak, że wśród miejscowych panuje duże niezadowolenie z poczynań władzy – wśród zaangażowanych w spisek było również wielu Rosjan, wchodzących w skład tajnej organizacji „Ziemia i Wolność”, co było sporym szokiem dla tamtejszej żandarmerii i gubernatora Michaiła Korsakowa. Władze zareagowały błyskawicznie – rozdzielono spiskowców, wysyłając ich w różne zakątki guberni, a niektórym podwyższono kary. Wydawało się, że cudem niedoszli buntownicy nie podzielili losu uczestników spisku omskiego sprzed ponad trzech dekad.

Część Polaków zesłano w okolicę miejscowości takich jak Miszycha Kułtuk, Murinia i Lichanowa nad jeziorem Bajkał, gdzie mieli pracować przy budowie dróg „Siedmiuset zesłańców, mieszkających w prowizorycznych szałasach, podzielonych na szlachtę i nie-szlachtę, pracowało po trzynaście godzin na dobę pod czujnym okiem 133 Kozaków. Według relacji Wilhelma Buszkata warunki stworzone dla katorżników były bardzo ciężkie. Musieli spać we własnoręcznie zbudowanych szałasach, w których panował przeraźliwy mróz, nie lepiej było z jadłem: „wydzielano nam mięso solone, na pół zgniłe, tak że doktorowie nasi jeść go nam zabraniali […] zmieszane były krupy z łajnem mysim i piaskiem […] w mące obficie było piasku i białej glinki, a często robiona z przemarzłego zboża dawała chleb nieznośny, gorzki, prawie nie do przełknięcia”.[2]  Na podstawie tej relacji wydaje się, że to właśnie warunki egzystencji były impulsem dla rozpoczęcia powstania. Tezę tę odrzucają historycy, twierdząc że oczywiście los katorżników był nie do pozazdroszczenia, ale prawdziwej przyczyny upatrują w mentalności powstańców styczniowych.  Część byłych powstańców, takich jak Narcyz Celiński, Walenty Lewandowski, czy Paweł Landowski nie chcieli znosić upokorzeń. Działali w myśl odruchu nakazującego, że „lepsza nam kula niźli takie życie”. Zakładać mogli, że uda im się przedrzeć do Mongolii i Chin, a stamtąd do Europy.[3] 

Wśród tych bardziej umiarkowanych zesłańców ideę zrywu uważano za szaleńczą i bezsensowną. Początkowo planowano rozpocząć powstanie w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3-go Maja, ale trzy tygodnie wcześniej car Aleksander III ogłosił amnestię, z której część zesłańców skorzystała. Ci, którzy pozostali nie przestawali wierzyć w sens powstania. Szerzyły się wśród nich plotki przekraczające granicę logicznego myślenia. Mówiono na przykład, że „w Turcji formuje się już legion polski, który pod dowództwem Mierosławskiego przyleci na balonie sterowanym, mającym kształt ryby z ogromnym gwintem w ogonie, by wyzwolić zesłanych Polaków”[4]. Wśród niepoprawnych optymistów panowała chęć rozpoczęcia walki i parcia na zachód, ku Irkuckowi, Krasnojarskowi i Kirgizji, aby rozszerzyć bunt na tamtejsze ludy. Na szczęście uznano, że atak dwóch tysięcy nieuzbrojonych powstańców (zakładając, że wszyscy okoliczni polscy zesłańcy przyłączyliby się do akcji) na czterotysięczny garnizon rosyjski w Irkucku mógłby się nie udać. Przywódcy powstania doszli do wniosku, że lepszą opcją będzie ucieczka do stosunkowo niedalekiej granicy chińskiej. Tylko, że ta „bliskość” wynosiła ok. 300 km, co jak na syberyjskie uwarunkowania faktycznie nie jest znacznym dystansem, ale dla uciekinierów stanowiło spore wyzwanie ze względu na brak zaopatrzenia i znajomości terenu. Ostatecznie siły powstańców ograniczyły się do ok. 700 osób.

Wieczorem 24 czerwca 1866 r. w Kułtuku 48 katorżników pod dowództwem Kazimierza Arcimowicza rozbroiło pilnujących ich Kozaków. Na pozyskanych koniach udali się do stanicy Amurskiej, neutralizując tamtejszych strażników, zdobywając trochę broni i zaopatrzenia, a także przerywając łączność z Irkuckiem. Podobne akcje miały miejsce w okolicznych miejscowościach, gdzie pracowali Polacy. Następnego dnia rebelianci sformowali Syberyjski Legion Wolnych Polaków, do którego przystąpiło ok. 250 powstańców. Pozostali zrezygnowali z uczestnictwa w powstaniu, mimo gróźb ze strony dowództwa Legionu, nie widząc w nim szansy powodzenia.

Brak broni, jedzenia, pieniędzy i odległość do granicy chińskiej stanowiły główne problemy przed którymi stanęli zesłańcy. Wzorem walk z okresu Powstania Styczniowego, osadzano kosy na sztorc, aby mieć czym stawiać opór. Siły powstańców nie mogły jednak równać się z siłami rosyjskiego garnizonu irkuckiego, który składał się z około tysiąca dobrze uzbrojonych żołnierzy (m.in. w armatę konną). Dowódcą wojsk tłumiących rebelię był mjr Bolesław Kukiel – Polak w służbie carskiej.

Do pierwszych poważnych walk doszło dopiero 27 czerwca pod Lichanową. Oddziały polskie przypuściły szturm na placówkę pocztową, gdzie liczyły na zdobycie broni. Opór obrońców był na tyle duży, że powstańcy musieli wycofać się w stronę Wierchnieudińska w Buriacji, ale jednostki majora Kukiela zablokowały im drogę. Już na samym początku, oddziały powstańcze zostały rozbite i utraciły ze sobą łączność. Rosyjskie wojska szybko zepchnęły powstańców w stronę rzeki Bystry, zaś 28 czerwca pod Miszychą doszło do największego starcia. Nawiązując do tradycji polskich insurekcji, powstańcy przypuścili rozpaczliwy szturm na armie carską, który zakończył się porażką. Ci, którzy przeżyli dostali się do niewoli albo rozbiegli się po okolicznych lasach. Niektórzy rozpaczliwie próbowali przedostać się do granicy z Chinami, ale ciężki teren, po którym przemieszczali się powstańcy utrudniał jakiekolwiek skoordynowane działania. W dodatku zaczął padać rzęsisty deszcz, potęgując złe warunki. Do 28 lipca oddziały rosyjskie wyłapały pozostałych uciekinierów. Rosyjscy historycy wyliczyli, że w walkach zginęło trzydziestu ośmiu powstańców, dwunastu zmarło z powodu trudów walki, zaś dwóch zaginęło bez wieści. Rosjanie stracili sześciu ludzi.

Po stłumieniu powstania powołano sąd wojenno-polowy. Główna rozprawa odbyła się między 24 października a 9 listopada 1866 roku w Irkucku. Objęła ona w sumie 683 uczestników powstania. 418 z nich uznano za winnych. Skazano ostatecznie 326 sądzonych: siedmiu na karę śmierci, stu dziewięćdziesięciu siedmiu na dożywotnią katorgę, a stu dwudziestu dwóm podwyższono wymiar kary. Przywódcy rebelii przed śmiercią napisali listy do najbliższych, ale na osobisty rozkaz cara nie doręczono ich adresatom. Niektórym z powstańców zabajkalskich udało się powrócić do Polski, niemniej żaden nie doczekał odzyskania niepodległości. Ci, którym zwiększono karę katorgi, udało się skorzystać z amnestii w 1873 roku, zaś ostatni uczestnicy walk nadbajkalskich powrócili do Polski w 1881 r.

Upamiętnienie

Krzyż upamiętniający bitwę Powstania Zabajkalskiego
Fot. Wikimedia Commons

Mimo, iż powstanie zabajkalskie nie odegrało większej roli w historii naszego kraju, to na przestrzeni lat toczyła się dyskusja na jego temat. Podkreślano, że było bardzo podobnym zrywem co powstanie styczniowe, bowiem w obu przypadkach niewielkie oddziały stanęły do walki bardzo słabo uzbrojone, w otwartym polu i wobec znacznie silniejszego przeciwnika. Głównym motywem dla wzniecenia buntu mogła być chęć zakończenia upokorzeń doświadczanych na zesłaniu i walczący doskonale zdawali sobie sprawę ze swego beznadziejnego położenia. Jeden z uczestników Antoni Rozmanith napisał: „przykra to rzecz, gdy jaka sprawa nie ma obrońców. Ze stu pięćdziesięcioma ludźmi przeszło zetknąłem się, co byli na drodze zabajkalskiej, a ani jednego nie spotkałem między nimi, który by tej sprawy bronił, przyznawał jej podstawy”.

Powstanie zabajkalskie doczekało się upamiętnienia na tablicy na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, ale też, co ciekawe, pamięć o nim trwa w świadomości mieszkańców nadbajkalskich ziem. Po Miszychą długo stał krzyż z napisem „Tu są pogrzebani zbuntowani polscy powstańcy, zabici podczas strzelaniny 28 czerwca 1866”. Także za czasów ZSRR postawiono w tym miejscu obelisk upamiętniający rewolucyjny ruch zesłanych na Syberii. W Irkucku natomiast jedna z ulic po dziś dzień nosi nazwę Polskich Powstańców 1866 roku. W okresie stalinowskim starano się w ten sposób podkreślić „rewolucyjną” współpracę Rosjan i Polaków, bowiem miała ona być swoistym fundamentem „przyjaźni polsko-sowieckiej”. W 2001 r. Rada Pamięci Walk i Męczeństwa odsłoniła pomnik – krzyż z dwujęzycznym napisem na tablicy, który głosi: „Pamięci zesłańców polskich, uczestników powstania nad Bajkałem, poległych w walce z żołnierzami carskiej Rosji 10 lipca 1866 r. Śpijcie spokojnie, bohaterowie. Pamiętamy o Was”.

Powstanie zabajkalskie było ostatnim XIX-wiecznym polskim powstaniem i kolejnym, które nie miało szans powodzenia. Mimo to, było inspiracją dla potomnych, m.in. badacz Syberii Benedykt Dybowski powiedział stojąc pod krzyżem w Myszysze: „Winić skazańców jest rzeczą łatwą, wszakże tylko to widzieć trzeba, że logikę więzienia, nie zwykłą formułą logiczną, oceniać mamy”.

Adam Królak   

Bibliografia:

H. Skok, Powstanie za Bajkałem w 1866 r., (w:) Przegląd Historyczny, tom LIV, z. 2, Warszawa 1963

M. Winkowski, Powstanie zabajkalskie 1866 – za wolność naszą i waszą. Odwaga czy szaleństwo?, http://www.konflikty.pl/historia, 3.07.2011.

https://dzieje.pl/aktualnosci/prof-w-caban-powstanie-zabajkalskie-uwazane-jest-za-ostatni-akord-powstania

Wystąpienie polskich katorżników na traktacie około bajkalskim: cztery relacje – W. Buszkat, Deręgowski, A. Jastrzębski, Z. Odrzywolski, do dr A. Brus, W. Śliwowska, Warszawa 2007, 7–8

https://www.kuriergalicyjski.com/historia/upamietnienia/1893-syberyjski-spisek-polakw?showall=&start=1

Przypisy

[1]   https://www.kuriergalicyjski.com/historia/upamietnienia/1893-syberyjski-spisek-polakw?showall=&start=1

[2]  http://www.konflikty.pl/historia/1815-1918/powstanie-zabajkalskie-1866-za-wolnosc-nasza-i-wasza-odwaga-czy-szalenstwo/

[3]   https://dzieje.pl/aktualnosci/prof-w-caban-powstanie-zabajkalskie-uwazane-jest-za-ostatni-akord-powstania

[4]   H. Skok, Powstanie za Bajkałem w 1866 r., (w:) Przegląd Historyczny, tom LIV, z. 2, Warszawa 1963, s. 245.