Rozwój Idei Wspólnoty Europejskiej

Europa. Jedność. Pokój.

Takich synonimów najczęściej używano, aby podkreślić ważność Starego Kontynentu. Tożsamość z nim można zauważyć od czasów neandertalczyka. Efektem różnych migracji, które wystąpiły na przestrzeni wieków, stało się –  proporcjonalne do nich –  ucywilizowanie świata. Całego świata. Apogeum dominacji europejskiej przypada na XIX wiek. Wtedy szybko jednak zapomniano o założeniach równowagi sił, restauracji monarchii, czy legitymizmu.

W jaki sposób twórcza idea wspólnoty wyznaczała prądy w polityce? Jak przebiegała droga do jedności, którą dała nam Unia? Czy potrzebne były kryzysy i załamania przewijające się na osi czasu od starożytności?

W mitologii greckiej Europa była kobietą. Pożądliwy Zeus przybrawszy postać byka, uprowadził ją na Kretę, gdzie mu powiła trzech synów. Jeśli zapoznamy się z etymologią słowa Europa w językach semickich bądź klasycznej grece, to otrzymamy „wznoszenie się”, lub „zachód i mrok”. Tyle właśnie znaczy imię księżniczki. Można pokusić się o metaforę, jakby te przeciwieństwa „zachodu” i „mroku” utożsamiały Europę doświadczającą zderzenia kulturowego Zachodu i Wschodu. W taki sposób myśląc, nasz kontynent stanowiłby axis mundi  – środek  znanego wtedy świata. Wymieszanie dwóch prądów społecznych na przestrzeni wieków miało tutaj kluczowe znaczenie. 

Przyjrzyjmy się teraz jak w  Starym Świecie rozumiano pojęcie wspólnoty, jak rozwijały się pakty i sojusze mające je urzeczywistnić i wreszcie jaki skutek miało to działanie w przyszłości. Zacznijmy od początku, czyli od Grecji. Na półwyspie bałkańskim starożytnym nie wiodło się najlepiej. Górzyste tereny oraz suche i nieurodzajne gleby spowodowały, że w VII w.p.n.e. Grecy wypłynęli w nieznane, w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Zasiedlili wybrzeża Morza Czarnego i Śródziemnego. Cały ten proces trwający niebagatelne 200 lat nazywamy Wielką Kolonizacją. Należy zwrócić uwagę na dwie istotne rzeczy. Po pierwsze Kolonizacja pozwoliła Grekom utworzyć tzw. kolonie i zacząć wymianę handlu w obrębie dwóch mórz. Po drugie skonfrontowała ich z Fenicjanami, dominującymi na wodzie,  i pozwoliła przejąć od nich pismo alfabetyczne. Wskutek tego śródziemnomorski świat został opanowany przez grekę i na długie stulecia zasięg ten się utrzymał. Mając na myśli Greków, kształtujemy ich  na antycznych praojców Europy. Ich myśli przenikały bowiem przez kolejne stulecia kładąc podwaliny pod pojęciami „wspólnoty” i „jedności”. Aby potwierdzić słuszność tego założenia można przytoczyć przykład wywodów Platona. Najwybitniejszy dziedzic sokratejskiej spuścizny widział otaczający nas świat w formie wiecznych idei.        Byty te były dla niego stałą i niewidzialną siłą, której odwzorowaniem był świat form widziany przez nas. Idąc dalej w swoich listach i dialogach, Platon doszedł do wniosku, że państwo demokratyczne jest błędną, krótkotrwałą strukturą – żył bowiem w czasach upadku i degeneracji, u schyłku złotego wieku Aten. Napisana przez niego „Politeia” ( tł. Ustrój) jest próbą przedstawienia świata jako utopii, której sprawami kierują najwybitniejsi filozofowie. W tej wizji kolejny szczebel hierarchii tworzyliby wojownicy i rzemieślnicy. Tę formę rządów można uznać za Primum auxilium – pierwszą  myśl – zmierzającą do zjednoczenia ówczesnego, śródziemnomorskiego świata. Warty uwagi jest fakt, że to właśnie z dzieła Platona najczęściej korzystano w średniowieczu. Ojcowie uniwersalistycznej Europy czerpali ze źródeł pisanych przez ateńczyka. Czas pokazał, że dialog „Politea” nie poszedł w zapomnienie. Platon bowiem jako pierwszy odważył się wysunąć myśl łączącą wszechobecną demokrację  i autorytet władcy. Z biegiem czasu pomysły uległy przeobrażeniu, zmieniły się pojęcia, inne warstwy społeczne urosły w siłę. Idea wspólnoty jednak już na zawsze zapuściła korzenie w sercach intelektualistów.

Zagłębiając się w sprawy greckie nie sposób pominąć Macedonii. I choć trudno tu mówić o wspólnocie w kręgu Morza Śródziemnego, to jednak Imperium zbudowane przez Aleksandra Wielkiego było kolejnym milowym krokiem do zjednoczenia starożytnych cywilizacji. Ten najwybitniejszy wódz swoich czasów, położył kres państwu Persów. Zwyciężył hegemona, który od stuleci trząsł terenami od Turcji po Indie. Jego geniusz przysporzył mu jednak wielu opozycjonistów. W szczytowym momencie swojego życia, kiedy  wojsko zaczyna go czcić na równi  z bogami, Aleksander umiera. Czy była to choroba, otrucie, czy skutek nadmiernej skłonności do trunków? Sprawa pozostaje otwarta. Dość powiedzieć, że ogromne Imperium rozpadło się tak szybko, jak tylko powstało. Najwyżsi dostojnicy i generałowie podzielili  je na cztery części. Pomimo kruchości sojuszy i zmiennej długości granic prądy helleńskie przeniknęły tą część Azji i Egiptu i przez moment kraje te były kolejną  (po greckich polis ) osią świata. Przez moment, ponieważ w tym samym czasie na Półwyspie Apenińskim rosła już nowa potęga, największa z dotychczasowych, sięgająca majestatem i powagą atłasowych skrawków jowiszowej togi.

Mapa Cesarstwa Rzymskiego
Fot. Wikimedia Commons

Po przewrocie państwowym i ustaleniu rządów republikańskich w 509 r. p. n. e. rzymska ekspansja była  kwestią czasu. Rozpoczęte w 343 roku wojny samnickie, a później wojny z Kartaginą  i Macedonią pozwoliły podporządkować znaczną część Hiszpanii, Korsykę  Sardynie, Afrykę Północną i Galię Przedalpejską. Podczas przeszło trzystuletnich zmagań  Rzymianie wykształcili na wskroś nowoczesny sposób sprawowania władzy. Ponadto zdominowali antyczny świat polityką agresywną, bezwzględną, ale zabójczą skuteczną. Reformy braci Grakchów, sprzysiężenie Katyliny, czy słynny 15 marca 44 r. p.n.e. to tylko epizody tej zadziwiającej historii pełnej sprzeczności, intryg i walki o władzę. Wtedy nikt jeszcze nie myślał o „jedności” i „pokoju”. Silniejszy zjadał oponenta. Kiedy Rzym wchłonął znaczną część dawnego świata, ustrój republikański zaczął odchodzić w przeszłość. I choć cała rzesza senatorów czy ludzi kultury, jak choćby Cyceron, jawnie występowała przeciwko „wrogom” starej formy rządów, nieunikniony stał się fakt, że oto największemu z imperiów powierzono zupełnie nową rolę. Skończyły się wojny i terytorialna ekspansja, zaczęło się stopniowe przenikanie prądów myślowych na kraje podległe – czyli romanizacja. I tu następuje paradoks. Otóż cesarstwo lwią część dorobku cywilizacyjnego przejęła od Greków i jedynie ją  urozmaiciła. Wiemy więc, że to tak naprawdę kultura grecka  zwyciężyła i stała się de facto kulturą „rzymską”.

Po zwycięstwie  nad siłami Marka Antoniusza i Kleopatry (Akcjum, 31 r.p.n.e.), Gajusz Oktawiusz stał się jedynym realnym kandydatem do rządzenia. Oczywiście formalnie funkcjonował jako pierwszy obywatel (princeps) i pierwszy senator( princeps senatus). Nie było mowy o żadnym cesarzu, czy nawet dyktatorze. Jednak z  upływem czasu Oktawian zdobył nie tylko wszystkie możliwe tytuły, ale też funkcje najwyższego kapłana (pontifex maximus). W swoich rękach imperator skupił więc władzę nad wojskiem, władzę trybuńską, decydujący głos w senacie i w polityce oraz zwierzchnictwo nad namiestnikami prowincji. Od teraz tytułował się jako Imperator Caesar Augustus – który to tytuł będzie później nagminnie wykorzystywany chociażby przez Pierwszą Rzeszę. Aż do swojego upadku w V wieku, cesarstwo nie cofnęło się już do wartości  republikańskich praojców. Zwyciężył system, który powierzał władzę w ręce najwyższego boskiego przedstawiciela na ziemi. Jak widać nie przeszkodziło to w legendarne wręcz wierzenie w nieomylność Rzymu w wielu sprawach. Postrzeganie go jako kolejnego już centrum świata, nie umarło. I choć cesarstwo rozpadło się w 476 r. – przetrwało ciemność wczesnego średniowiecza i aż do dzisiaj jest wzorem jedności, sojuszy i umiejętnie prowadzonej polityki tak wewnętrznej, jak i tej zagranicznej.             

Na rozwój rzymskiej myśli polityczno – kulturowej, którą później przejmą średniowieczni władcy, składał się bardzo ważny czynnik, a mianowicie prąd religijny. Najpierw ignorowany jako żydowskie urojenie, później zwalczany jako niebezpieczna sekta, w końcu uznany wyznaniem państwowym. Ten sposób wiary jest jednym z najistotniejszych elementów, który na przełomie epok pomógł zachować dziedzictwo i przyczynił się do kształtowania myśli na skalę „europejską”. Chrześcijaństwo, bo o nim mowa, od 313 r. (edykt mediolański) aż do odległego renesansu,  przez prawie dwanaście stuleci, było bezsprzecznym ogniwem łączącym idee nieistniejącego już Starego Rzymu z Nowym Rzymem – schedą Oktawiana i Aureliusza z konstantynowskim Bizancjum. Religia ta, stając się religią „rzymską”, już na zawsze zagościła w „rzymskim” świecie łacińskim.

Imperium Cezarów pozostawiło daleko sięgającą spuściznę. Republika, Imperium i w końcu upadek spowodowały całkowite załamanie się pewnych struktur. Dziedzictwo myśli politycznej pozostało niezmienne aż do dzisiaj. Rzym stał się synonimem potęgi, autorytetu, jakby jednej, wielkiej, nieoficjalnej unii Greków, Żydów, Bizantyńczyków, Egipcjan, Fenicjan, Hiszpanów, Galów, Brytów, Scytów , Germanów, Traków, Draków, Cyrenejczyków, Dalmatów – z Rzymianami. I choć organizm państwa rządził się prawami odmiennymi od Unii Europejskiej, było to jednak coś na wskroś trwałego jak na tamten czas.

Po opanowaniu stolicy przez Teodoryka, króla Ostrogotów w 493 r. ciężar odpowiedzialności przypadł tzw. Wschodniemu Rzymowi, czyli Imperium ze stolicą w Konstantynopolu. W ścisłej Europie poszczególne plemiona zwalczały się wzajemnie. Jedno umierało, już rodziło się drugie. Najmocniejsze okazało się państwo Franków. Dzięki szybkiemu ochrzczeniu się  możliwe było zdobycie przezeń dobrej pozycji wyjściowej. Merowingowie poukładali stosunki ze światem chrześcijańskim, a ich kierunek działań przejął ród pełniący funkcje majordomów (czyli najwyższych dostojników na dworze) – Karolingowie. Mówiąc o Karolingach, nie możemy zapomnieć o kolejnej sile na świecie, z którą przyszło się zmierzyć Frankom na polach Akwitanii– o Islamie.

Islam nie ograniczał się wtedy do terytoriów Azji Mniejszej. Rządzone przez kalifów z dynastii Umajjadów państwo przez kilkadziesiąt lat opanowało większość terytoriów Bizancjum, Afrykę Północną z Egiptem na czele i przez Hiszpanię dotarło do granicy karolińskich włości. Jak to ujął mediewista Henri Pirenne „bez Mahometa zaistnienie Karola Wielkiego jest po prostu nie do pomyślenia”. I ma rację. Od momentu wzrostu potęgi na Płw. Arabskim środek ciężkości – w postaci chrześcijaństwa – znów został przeniesiony na zachód Europy. Tyle, że spoczął na frankońskich barkach. W taki sposób kalifowie zupełnie nieświadomie umożliwili ukształtowanie się siły przeciwnej, godnej im samym, która ostatecznie wyparła ich później z Europy. Ogrom strat, jakie krwawiąca Hiszpania poniosła w VII wieku był mobilizacją dla Karola Młota. Pod Poitiers (732 r.) rozegrała się bitwa decydująca o losach tej części kontynentu. Nie mniej ważnym wydarzeniem były wojny z Longobardami. Syn i następca Karola – Pepin Krótki, podporządkował część ich terytoriów i nakazał płacić trybut. W roku 753 wspólnie z Papieżem Stefanem II z uzyskanych ziem założył Państwo Kościelne. Był to kolejny krok na drodze do potęgi Karolingów. Zyskana przychylność głowy kościoła katolickiego i wzrost majestatu w europie to tylko część korzyści płynących z tej decyzji.

Tak więc w Europie wchodzącej  w średniowiecze układ sił przedstawiał się następująco. Na zachodzie dominowali, stworzywszy mikro sojusz, Frankowie i Wieczne Miasto – Rzym, baseny morza Egejskiego i Czarnego były pod wpływami Konstantynopola, terytorium wschodnie przynależało do Imperium Arabskiego ze stolicą w Bagdadzie.

Uniwersalizm średniowieczny spłodził dwie wybitne osobistości, żyjące co prawda na przełomie trzech stuleci, ale mające szerokie podstawy do tworzenia idei odnowienia cesarstwa zachodnio-rzymskiego.  Byli to Karol Wielki i Otton III. Pierwszy z nich to najwybitniejszy władca Franków, Cesarz i Ojciec Europy. Drugi, mniej znany ze względu na przedwczesną śmierć, to władca I Rzeszy i prekursor idei Renovatio Imperii Romanorum – połączenia pod jedno berło całego chrześcijańskiego świata ze stolicą we Włoszech. U Karola Wielkiego ekspansja i chrystianizacja szły jednym torem. Po  długich latach zmagań podbił Saksonię, Bawarię i Burgundię. Momentem zwrotnym dla całego kontynentu był rok 800 i koronacja monarchy na Cesarza Rzymian. Od teraz Cesarz Karol stał się przeciwwagą dla skonfliktowanego Bizancjum (które nawet nie uznało jego tytułu). Ta chwila, sojusz z papieżem i całym światem chrześcijańskim, pozwoliła Karolowi na realizację zamysłów rozwijających państwo. Nastąpił okres zwany renesansem karolińskim. Mnich Alkuin sprowadził do łask język łaciński, otworzono szkoły przyklasztorne, przebudowano stolicę w Akwizgranie. Monarchę otaczała sława zamieszczona w pieśniach chanson de geste („pieśni o czynach”), a mit o bitwie w wąwozie Roncesvalles i śmierci hrabiego Rolanda żyje do dziś.  Samo Cesarstwo Franków po śmierci władcy w 814 r. nie przetrwało próby czasu. Wprawdzie traktat w Verdun po śmierci Ludwika Pobożnego dzielił kraj na część wschodnią (przyszła Francja), środkową (Lotaryngia) i zachodnią (Niemcy), ale u schyłku IX w. państwo franków rozpadło się. Definitywnie. Lecz chociaż znikły granice, przetrwał ogrom pracy włożony przez Karolingów. Już na zawsze zmieniono oblicze Europy. Od tego momentu każdy władca będzie dążyć choćby do pozornego sojuszu ze Stolicą Apostolską, do zjednoczenia większości państewek na zachodzie oraz  wśród Słowian. Karol Wielki, nieprzypadkowo nazywany ojcem Europy, po raz pierwszy od rozpadu Imperium Rzymskiego stworzył znów „cesarski” świat. Dokładnie taki, jakiego potrzebował wtedy wyniszczony wojnami Zachód.

Przyjrzyjmy się teraz postaci Ottona III z dynastii Ludolfingów. Syn Ottona II i bizantyńskiej księżniczki Teofano od zawsze wykazywał ponadprzeciętne zdolności w postrzeganiu świata. Na jego rozwój przyczyniła się znajomość z wybitnym intelektualistą przełomu X i XI w. – Gerbertem z Aurillac. Tym Gerbertem, który później – jako papież Sylwester II – będzie przez krótki czas współtworzyć z Ottonem doskonałą symbiozę uniwersalistycznych władców. Uczony kaznodzieja przez swoje zamiłowanie do matematyki i wynalazków zostanie po swojej nagłej śmierci napiętnowany przez lud rzymski jako uczeń diabła, którego to rzekomo sam Lucyfer porwał ze Wzgórza Laterańskiego do Otchłani. Zła sława Gerberta stworzona przez ograniczone społeczeństwo przyczyni się do jego czarnej legendy.

Na razie jednak dwójka bohaterów – uczeń i mistrz – próbują wspólnie zjednoczyć Europę. Młody Cesarz zaczyna bić nową monetę z wizerunkiem znanego nam już Karola Wielkiego. W jego głowie bowiem od dawna rodził się plan, wobec którego Otton stałby się jedynym władcą całego chrześcijańskiego świata. Jego stolicą byłby Rzym – jako nawiązanie do kultury i spuścizny Imperium. Miałoby to oznaczać pełnię władzy i majestat jeszcze większy niż mieli sami Karolingowie. Otton wybiera się więc do Gniezna, do nowego państwa słowiańskiego, które utworzyło się między Odrą a Wartą. O wydarzeniu tym pisze niemiecki kronikarz Thietmar z  Merserburga: „Trudno uwierzyć i opowiedzieć , z jaką wspaniałością przyjmował wówczas Bolesław cesarza(…)”[1]Legendarne uroczystości  i bale były jednak tylko warstwą zewnętrzną całego planu władcy. Cesarz chciał bowiem zawiązać sojusz z księciem Bolesławem.

Ochrzczone przez Mieszka państwo Słowian miałoby dołączyć do gron czterech „ państw narodowych”, które Otton zjednoczyłby w Rzymie w jeden, potężny organizm. Taką wizję możemy zobaczyć na miniaturze z Bambergu, dziele kontrowersyjnym, lecz w swym niezrozumieniu genialnym. Italia, Galia, Germania i Sklavonia składa hołd i oddaje cześć monarsze. Jakiemu? Do końca nie wiadomo. Przez wielu uważa się, że na tronie siedzi następca Ottona Henryk II. Z kolei część badaczy stoi przy tezie, że to właśnie młody Otton (przedstawiony notabene bez brody, co w średniowieczu było normą) przyjmuje składane dary.

„Nostrum, nostrum est Romanum Imperium!”- woła  Gerbert-Sylwester( „Nasze, nasze jest Cesarstwo Rzymskie!”). Z kolei biskup Leon z Vercelli w swoim poemacie pisze: „Podniesie się Rzym pod rządami trzeciego Ottona. Witaj nasz cesarzu (…) w Rzymie Rzym przywracasz.” Jak widzimy, chęć zjednoczenia chrześcijańskiej Europy była ogromna – szczególnie wśród duchownych. Po wiekach wojen i tworzenia się państw barbarzyńskich w końcu znalazła się persona, która chciałaby dokonać syntezy rzymskich cezarów i Karola Wielkiego. Niestety, czas działał na niekorzyść Ottona. Po kolejnej wyprawie do Włoch cesarz umiera złożony malarią w 1002 r. Jego dziedzictwo i idee giną na długie stulecia. Na tron wstępuje teraz Henryk II, który – mocno skonfliktowany z Bolesławem Chrobrym- widział siebie w zupełnie innej roli.

Analiza dwóch postaci – Ottona i Karola – jest całkowicie różna i do każdej z nich trzeba podchodzić we właściwy sposób. Obaj żyli bowiem na własnych antypodach, które wyznaczały im dziejowe misje.

Dochodząc do pełnego średniowiecza nie sposób zapomnieć o chrystianizacji Europy, schizmie wschodniej  i tzw. „idei drugiego Rzymu”. Cała epoka „ciemnoty” aż wrzała od walki o wyższość władzy papieża nad cesarzem, czy też papieża nad soborem. Apogeum tego przypada na schyłek XI wieku. Gdy  Grzegorz VII wydał swój osławiony „Dictatus papae” (w którym przedstawił Kościół rzymski jako matkę całej wspólnoty chrześcijańskiej), rozpoczął się długoletni okres zmagań z Henrykiem IV – cesarzem Rzeszy niemieckiej. Pomimo wygnaniu papieża jego reformy kontynuowano. Zmiany w kręgach zakonnych rozpoczęło opactwo w Cluny. Kościół wychodził na prostą drogę, która – według opinii kaznodziejów – wiodła do rajskiego ogrodu przygotowanego przez Chrystusa. Tak więc aż do XIV wieku religia cieśli z Nazaretu stała się najważniejszym ogniwem łączącym cała Europę. W tym samym czasie swoich lat dobiegało Cesarstwo Bizantyńskie rządzone przez dynastię Paleologów. Nad Bosforem inaczej traktowano uniwersalistyczną władzę. Tam Imperium było jakby królestwem niebieskim na ziemi, a cesarz – imitacją Logosu-Chrystusa. Dlatego właśnie otaczano władcę prawie boskim  kultem, co stanowiło sedno wschodniego uniwersum. Bizancjum było na wskroś orientalne i łączyło Wschód z Zachodem, było ikoną samą w sobie. Kwestią czasu stała się jednak konfrontacja z Turkami Osmańskimi. Wróg rósł w siłę i nawet najpiękniejsze idee i zasady nie dały przetrwać „drugiemu Rzymowi”. Upadł pod ciosami Mehmeda Zdobywcy w 1453r. Data ta jest zasłoną, oddzielającą dwie fazy rozwoju Europy. Aż do wieku XV prym wiedli zakonnicy i Watykan. Teraz miały nadejść czasy jeszcze brutalniejsze i bezwzględne, które na nowo podzieliły kontynent.

My jednak skupimy się na samych koncepcjach Unii Europejskiej, bo takie to projekty przedstawiano już w XVIII wieku. Bardziej interesuje nas postęp  i rozwój idei zjednoczenia, niż wieloletnie wojny domowe i karykatury tychże zmagań. Szczególnie dwa projekty (jeśli tak to można nazwać) układów międzypaństwowych będą nas interesować. Pierwszy to koncepcja Charles’a de Saint Pierre’a.  Ten pochodzący ze szlachty normandzkiej duchowny całe życie pracował nad wielkim podręcznikiem, którego treść zapewniłaby pokój całej Europie.  Chciał w nim opisać zasady funkcjonowania parlamentu, który nazywałby się Stany Generalne Europy( Diette), oraz uprawnienia Zgromadzenia Ogólnego ( Assemble Generale). Jego przemyślenia dotyczyły również wkładu finansowego poszczególnych państw, autonomii gospodarczej i liczby wojsk zapewniających pokój tej federacji. Przez całe życie pragnął pokoju – za wszelką cenę. A trzeba przyznać, że przyszło mu tworzyć w bardzo groźnych czasach – trwała Wielka Wojna Północna i Wojna Ludwika XIV o sukcesję tronu  w Hiszpanii. Jak na wczesne oświecenie pomysły Saint-Pierre’a były zrównoważone i dojrzałe. Nigdy ich jednak w pełni nie zrealizowano. Duchowny cały czas bowiem korygował i ulepszał swoją idee zjednoczenia.

Drugim praojcem Unii  był Maximilien Sully. Prawa ręka francuskiego dworu. Swoje przemyślenia nazwał Grand Dessein, czyli Wielkim Planem. Twierdził, iż do sprawnego funkcjonowania Europy potrzeba uniwersalnego trybunału sądowego, oraz zaakceptowania przez państwa wieczystych granic. Według arystokraty idealna Europa byłaby podzielona na 15 państw o różnych ustrojach (demokracja, monarchia, system arystokratyczny) i religiach panujących (chrześcijaństwo, luteranizm, kalwinizm).  Państwa powinny być na dodatek równe pod względem siły militarnej i politycznej, dzięki czemu mogłyby funkcjonować jako państwa partnerskie. Należałyby do Wielkiej Rady (Grand Conseil), której głównym celem stałoby się wyparcie sił muzułmańskich z Bałkanów.

Wszystkie opisane wyżej wydarzenia pokazują jasno, że na naszym terytorium od zawsze istniało dążenie do utworzenia wspólnoty. Niezależnie od epok i procesów politycznych ludzi łączyła wspólna idea (jak w Grecji), przejmowanie kultury państwa-hegemona (Rzym), uniwersalistyczny pogląd na świat (Karolingowie i Otton III), wspólna religia(jak w średniowieczu), czy wreszcie niewyjaśniona do dzisiaj tęsknota za przynależnością, pokojem i utopijnym światem. Nasz kontynent przechodził wiele prób i porażek, aby dojść do tworu, jakim jest teraz. Czy były one potrzebne, czy nie? To sprawa osobista i każdy ją może interpretować na swój sposób. Jedno jest pewne. Europa od samego początku kierowała nas w kierunku idei, które nie szły  na kompromis z innymi koncepcjami. Zawsze coś było białe, lub czarne, i albo sprawdzało się i było akceptowane przez społeczeństwo, albo ginęło w odmętach kronik. Europa zrodziła się z wojen, ale dąży do pokoju – zupełnie jak człowiek. Ta myśl powinna nam wystarczyć. Europa nie jest tylko sztucznym wytworem państw BENELUXU, Francji czy Włoch. To każdy z nas  z dnia na dzień ją tworzy i decyduje o jej przyszłej – czarnej lub białej – egzystencji.

Leonard Gołąb

Bibliografia:

Strzelczyk J. Otton III, Wrocław 2009

Baczyński J., Będkowski L., Dzieje Wspólnej Europy („Polityka”-pomocnik historyczny), wydanie II uzupełnione, Warszawa 2019

Dr Sienkiewiez Witold, Wieczorek Marzena, Konik-Jankowiak Beata, Nowy Wielki  Atlas Historyczny, Warszawa 2017

McKitterick Rosamond, Królestwa Karolingów, PWN Warszawa 2013

Przypisy:

[1]J.Strzelczyk, Otto III, Ossolineum Wroclaw 2000  s.117