Sędzia czasów stalinowskich Zygfryd Turek: „Kara śmierci nie przechodzi mi przez gardło”

Zraniona ambicja sędziów

Prześladowcy byli z najwyższej półki – z NSW. „Obelgi” w postaci wyroku dożywocia Tadeusza Słomińskiego z 6 kwietnia 1951 roku znieść nie mogli. Oczywiście uchylili go 29 maja 1951 roku. Dodatkowo, stosując paragrafy, zemścili się na kpt. Turku 8 października tego samego roku podczas posiedzenia NSW jako Sądu Dyscyplinarnego. Orzekł on przeniesienie Zygfryda Turka na niższe stanowisko służbowe czyli asesora. Argumenty były następujące: Poważnie naruszył praworządność demokratyczno-ludową i wyrządził znaczną szkodę wymiarowi sprawiedliwości wydając błędny politycznie wyrok.

Przy okazji sędziowie „dyscyplinarni” sprawdzili jak było z innymi jego wyrokami. Stwierdzili, że „ … ponad 50 % wyroków  kpt. Turka zaskarżonych do NSW było uchylonych lub zmienionych”.

Przełożony Turka w przeciwieństwie do NSW w opinii służbowej od listopada 1950 roku do listopada następnego roku nie może się podwładnego nachwalić. „Pracował nawet kosztem wypoczynku nocnego. Studiuje zaocznie na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego”.

Przełożony wylicza dokładnie to, co NSW tylko w przybliżeniu. Na 106 wyroków, 45 miało skargi rewizyjne, a w 29 Najwyższy Sąd Wojskowy dopatrzył się uchybień.

W cywilu

Pan Zygfryd został znów asesorem, tym razem w Sądzie Garnizonowym w Poznaniu. Nie wytrzymał długo. Około dwa miesiące po wyroku dyscyplinarnym 11 grudnia 1951 roku, złożył wniosek do Zarządu Sądownictwa Wojskowego, o przejście do rezerwy. Zarząd nie był jednak tak łaskawy jak szef WSR w Gdańsku. W charakterystyce wypominał: ukończenie Szkoły Ojców Salezjanów i współpracę z okupantem. O nią oskarża go Informacja Wojskowa. Komisja ZSW stwierdziła, że kpt. Turek nie nadaje się „ … do pracy w Organach Sądownictwa Wojskowego”.

Podobnie uważał szef oddziału III Kadr Głównego Zarządu Politycznego:

 „ Do spraw jako sędzia podchodził w niektórych przypadkach zbyt liberalnie. Członek Partii. Ideologicznie jednak słabo związany z nami”. Solą w oku była przedwojenna przynależność do „Sokoła” i „Siły” – organizacji sportowych, bo miały „o zabarwienie faszystowskie”. Co ciekawe pod względem moralnym nie budził zastrzeżeń.

Na koniec konkluzja: „W cywilu może pracować w administracji pod kontrolą”.

Zygfryd Turek jednak zaczął od kierowania ośrodkiem szkoleniowym w Gdyni. Potem znów trafił w ramiona „sprawiedliwości”, tym razem cywilnej. 10 miesięcy był referentem śledczym w Prokuraturze Powiatu i Miasta Gdańska, a potem od czerwca 1953 roku do kwietnia 1957 podprokuratorem Prokuraturze Powiatowej w Malborku.

Rok później spełniły się jego marzenia, został magistrem prawa. Gratulacje złożyli mu nie koledzy prokuratorzy, ale pracownicy Urzędu Miasta Malborka. Był przewodniczącym prezydium Miejskiej i Powiatowej Rady Narodowej. Potem został jej sekretarzem. Od 1961 roku pracował jako radca prawny, m.in. w cukrowni w Starym Polu i Spółdzielni Inwalidów im. Sienkiewicza w Malborku. Umarł w tym mieście w 1981 roku. Ciekawe co myślał o euforii sierpniowej rok wcześniej.

Ślusarz i dziewiarz

Na tym można byłoby zakończyć, ale postać Zygfryda Turka jest na tyle ciekawa, że  przyjrzyjmy się kim był przed wstąpieniem w szeregi sędziów wojskowych.

Zygfryd urodził się w 1908 roku w zaborze rosyjskim. Rodzinna miejscowość to Nowe Chojny, robotnicze przedmieście Łodzi. Ojciec z zawodu był tkaczem, a matka pochodziła ze wsi. Przed 1939 rokiem dorobili się parterowego domku w Łodzi. W młodości należeli do PPS Lewicy od jej powstania w 1906 roku, czyli uznali, że ważniejsza jest rewolucja robotnicza niż niepodległość Polski.

Syn Zygfryd przyszedł na świat dwa lata później. Odziedziczył poglądy, pracowitość i solidność.

Rodzice dbali o wykształcenia syna. Podstawówkę, czyli jak wtedy mówiono wykształcenie powszechne, zdobył prywatnie, potem dwa lata uczył się w Szkole Ojców Salezjanów im. Piotra Skargi w Łodzi, następnie w Szkole Rzemiosł przez cztery lata. Gdy skończył edukację miał 16 lat i zawód ślusarza mechanika.

Nie mógł znaleźć pracy w swojej profesji, więc został dziewiarzem – chałupnikiem.

„Rodzice kupili mi maszynę” – informuje jego życiorys. Zgodził się na to, „nie chcąc być ciężarem” dla ojca i matki.