Sędzia czasów stalinowskich Zygfryd Turek: „Kara śmierci nie przechodzi mi przez gardło”

Zapaśnik w cyrku

Już w szkole interesował się sportem. Gdy skończył 18 lat wstąpił do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Trenował ciężką atletykę, czyli był strongmenem. Jednak nie zabawił tam długo, nie ze względu na złego trenera, ale  „przenikanie nurtu sanacyjnego”. Tak przynajmniej pisał w życiorysie, gdy wstępował do UB w Łodzi w 1946 roku.

Wracając do przedwojnia, wstąpił do TG „Siła”. Trenował tam do 1937 roku, a dokładnej do dnia swojego ślubu z Wacią, czyli Wacławą.

Nie oznacza to, że zerwał ze sportem. Rok przed ślubem zrezygnował z dziewiarstwa i został zawodowym zapaśnikiem w cyrku w Warszawie, przy ulicy Okólnik znanym z występów słynnego – jak dziś Adam Małysz, Justyna Kowalczyk czy Mariusz Pudzianowski –  zapaśnika Zbyszka Cyganiewicza.  Zygfryd był na pewno jego fanem. Marzyła mu się podobna kariera.

Swoją skończył w czerwcu 1938 roku, mając trzydzieści lat. Żona była zachwycona, ponieważ przestał jeździć do stolicy. Znalazł pracę jako ślusarz w Łodzi.

Na robotach i w GL

Wybuchła wojna i Zygfryd jako rezerwista w stopniu plutonowego służył w 10 Baonie Saperów w 10 Dywizji w Sieradzu. Pełnił funkcję dowódcy kolumny saperów.

– W czasie odwrotu dostałem się do Modlina, a po kapitulacji z całą załogą  do niewoli do Działdowa – napisał w życiorysie. – Po trzech tygodniach zostaliśmy zwolnieni i rozpuszczeni do domów.

Zygfryd wrócił do żony. Był bez pracy aż do maja 1940 roku, kiedy Niemcy wywieźli go na roboty do Frankfurtu. Po pół roku dostał urlop i wyjechał do Łodzi. Ukrył się i nie wrócił. 6 stycznia 1943 roku wstąpił do Gwardii Ludowej. Był zastępcą szefa w dzielnicy Górna w Łodzi. Pisał o tym tylko w życiorysie. W późniejszej ankiecie personalnej nie wspominał o tym czteromiesięcznym epizodzie. Może miało to związek z posądzeniem Informacji Wojskowej o współpracę z okupantem.

W kwietniu 1943 roku znów trafił na roboty w Niemczech. Jak wpadł nie jest jasne. 18 lipca 1945 roku wrócił do Polski, by „oddać cząstkę swej siły do zbudowania Nowej Polski Ludu Pracującego”.

Na początek został dziewiarzem. Jednak za wiele nie mógł zarobić. W bezpiece otrzymywał znacznie więcej i praca dla mężczyzny bardziej prestiżowa. Został w 1946 roku referentem wydziału śledczego. Ukończył w Łodzi ośmiomiesięczny kurs prokuratorski Ministerstwa Sprawiedliwości. Potem wstąpił do wojska. Z tzw. awansu społecznego, bez wykształcenia prawniczego, został asesorem, a potem sędzią Wojskowych Sądów Rejonowych: w Kielcach i w Gdańsku. Właśnie tam odpowiedział na pytanie godne Hamleta: czy być uczciwym i zdegradowanym czy może lepiej nieuczciwym, ale pozostać na stanowisku lub nawet awansować.

Grażyna Wosińska – dziennikarka, autorka: Pożaru i szpiegów. Warszawa 2013, Zbrodni czy wyrok na zdrajcę. Gdynia 2015 oraz Po dwóch stronach barykady. Miłość za żelazną kurtyną. Gdynia 2018.

Bibliografia:

dokumenty z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej

Burczyk, Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku 1946 – 1956. Gdańsk 2012.

Wosińska Pożar i szpiedzy. Warszawa 2013.