Sytuacja geopolityczna Polski w 1939 roku. Czy mogło być inaczej? | wywiad z dr Leszkiem Sykulskim

Dzisiaj obchodzimy kolejną rocznicę agresji Niemiec na Polskę w 1939 roku, która to zapoczątkowała II wojnę światową. Z tej okazji zapytaliśmy geopolityka i historyka dr Leszka Sykulskiego jak widział sytuację geopolityczną Polski w tym czasie i czy była szansa na to aby Polska rozegrała tę fatalną partię lepiej niż to zostało zrobione. Z dr Leszkiem Sykulskim rozmawia redaktor naczelny portalu Andrzej Włusek.

Leszek Sykulski – nauczyciel akademicki, dr nauk o polityce w specjalności: geopolityka i geografia polityczna. Były analityk ds. bezpieczeństwa międzynarodowego w Kancelarii Prezydenta RP (w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego). Biegły sądowy w zakresie bezpieczeństwa państwa.

Jak wyglądała sytuacja geopolityczna Polski w roku 1930 a jak w 39? Jakie były stosunki z naszymi sąsiadami? I na co mogliśmy liczyć próbując wchodzić z nimi w sojusz?

Przedział dziewięciu lat, o których Pan wspomniał, to czas wielkich zmian w otoczeniu międzynarodowym Polski, a także kluczowy okres w życiu politycznym II RP. W telegraficznym skrócie: W 1933 r. do władzy dochodzi Adolf Hitler, Francja i Wielka Brytania odmawiają udziału w wojnie prewencyjnej z Niemcami, w 1935 r. umiera Józef Piłsudski, w 1937 r. rozpoczyna się wielka czystka w Armii Czerwonej. Polska ma zawarty pakt o nieagresji ze Związkiem Sowieckim (25 lipca 1932 r.) i podpisuje z III Rzeszą deklarację o niestosowaniu przemocy (26 stycznia 1934 r.). W 1939 r. Polska zawiera „papierowy” sojusz z Francją i Wielką Brytanią.

W mojej ocenie, jedyny realny sojusz, jaki Polska mogła zawrzeć w latach 1933-1939 to sojusz z Niemcami. Przyszła, zjednoczona Europa, nowe imperium kontynentalne byłoby imperium niemiecko-polskim. Polska stałaby się niemieckim junior partnerem, sojusznikiem nr 1, o wiele ważniejszym geopolitycznie niż Włochy. Prawdopodobnie nie byłoby także Holokaustu, a na pewno nie przyjąłby on takich rozmiarów. W moim głębokim przekonaniu, gdyby Józef Beck prawidłowo „czytał” koniunkturę geopolityczną, zdecydowałby się na sojusz z III Rzeszą. Ale jak wiemy jego świadomość sytuacyjna była mocno zaburzona przez sowieckiego agenta Tadeusza Kobylańskiego.

Czy Polska przespała zmiany, które przez te 10 lat miały miejsce, czy jednak nie i dobrze przygotował się do możliwych scenariuszy, które się spełniły we wrześniu 1939 roku?

Wojsko Polskie było przygotowywane przez Marszałka Józefa Piłsudskiego do wojny na Wschodzie. Stąd duża rola tak mobilnych jednostek jak brygady kawalerii zdolne do swobodnego operowania na wielkim wschodnim teatrze działań. Po tym, jak Paryż i Londyn nie zdecydowały się na wojnę prewencyjną z Niemcami, Marszałek na pewno rozważał możliwość sojuszu z Berlinem. Pamiętajmy, że przez całe życie uważał rosyjski ośrodek siły za największe zagrożenie dla egzystencji Polski, a kierunek wschodni za „naturalny” kierunek polskiego ekspandowania (politycznego, gospodarczego, kulturalnego). W okresie I wojny światowej współpracował przecież nie tylko z wywiadem austrowęgierskim, ale i niemieckim, co dobrze udokumentował w swoich badaniach dr Ryszard Świętek („Lodowa ściana. Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego w latach 1904-1918”).

Czy Polska będąc w tzw. kleszczach niemiecko – rosyjskich miała szansę na inne rozegranie? Nasz kraj wybrał scenariusz sojuszu z Państwami Zachodu. Czy były jakieś inne realne możliwości, jeśli tak to jakie? Już nieżyjący prof. Paweł Wieczorkiewicz uważał, iż naturalnym sojusznikiem w tych czasach dla Polski były Niemcy. Jak Pan ocenia ten sojusz i czy miałby on szansę powodzenia?

W geopolityce nie ma układów bezalternatywnych. Za śp. prof. Pawłem Wieczorkiewiczem można powtórzyć, że gdyby Józef Piłsudski żył dłużej o kilka lat, wojny polsko-niemieckiej by nie było. Uważam, że bardzo prawdopodobnym scenariuszem byłby sojusz II RP z III Rzeszą i wspólne uderzenie na Sowietów np. wiosną 1940 r. Prof. Wieczorkiewicz wskazywał, że Marszałek zapewne mógłby powtórzyć manewr z I wojny światowej (najpierw z Niemcami przeciw Rosji, następnie z Zachodem przeciw Niemcom). Manewr zmiany sojuszy np. po włączeniu się Stanów Zjednoczonych do wojny, byłby możliwy.

Sojusz z Niemcami był jak najbardziej realnym scenariuszem w sensie geopolitycznym. Problem polegał na tym, że polska polityka zagraniczna po 1935 r. (podobnie jak obecnie zresztą) była zakładnikiem zbiorowych emocji i nie opierała się na chłodnych kalkulacjach, zimnej ocenie układu sił i interesów. Poza tym wielu polskich polityków pozostawało pod silnym wpływem obcych wywiadów i nie operowało zdrową oceną rzeczywistości. Najlepszym przykładem jest minister  Józef Beck. Jego głównym doradcą na kierunku wschodnim był ppłk Tadeusz Kobylański, sowiecki agent.  Moim zdaniem, Beck to jeden z największych szkodników w historii Polski, człowiek współodpowiedzialny za tragedię roku 1939. Chichotem historii jest nadawanie jego imienia ulicom polskich miast w III RP. Poziom oderwania od rzeczywistości elit decyzyjnych II RP lapidarnie oddaje okładka broszury pt. „Polska jest mocarstwem” autorstwa bliskiego współpracownika Becka, Juliusza Łukasiewicza, która ukazała się w 1939 r. tuż przed inwazją niemiecko-sowiecką na nasz kraj.

Jak Pan ocenia stan rządów II RP poprzez to, że Polacy jako ostatni dowiedzieli się o tajnym aneksie do układu Ribbentrop-Mołotow?  Czy to pokazuje obraz tego na jakim poziomie stało nasze Państwo i jego wywiad?

Wokół tajnych służb II RP narosło wiele mitów, na czele z tym, że była to jedna z najlepszych tajnych służb na świecie w tamtym okresie. Na pewno polski wywiad i kontrwywiad należały do jednych z najlepiej zinfiltrowanych przez obce służby, w czym należy upatrywać także jednej z przyczyn upadku państwa polskiego w 1939 r.

Rotmistrz Aleksander Miedziński, kierownik Referatu „Wschód” Oddziału II SG WP w latach 1927-1930, pisał w swoim raporcie po objęciu funkcji: „wywiad nasz na wschód jest całkowicie opanowany przez kontrwywiad przeciwnika”. Nie ma się co dziwić, że polskie służby były przez lata wodzone za nos przez służby sowieckie w ramach operacji Trust. Kapitan Wiktor Tomir Drymmer, polski dyplomata i oficer wywiadu (szef rezydentury polskiego wywiadu w Tallinie) podsumował to wprost:  „Oddział II jest ślepym narzędziem w rękach sowieciarzy”.

O braku profesjonalizmu polskich przedwojennych służb świadczy także przejęcie przez niemiecką Abwehrę nienaruszonych archiwów Oddziału II Sztabu Generalnego/Głównego, Straży Granicznej i archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Niedbalstwo i brak właściwych procedur doprowadził setki ludzi pracujących dla polskiego wywiadu i kontrwywiadu do tortur i śmierci.  Niestety na mitologizacji Oddziału II SG WP budowany jest „etos” obecnych służb III RP.

Jak wyglądała w tym czasie wizja geopolityczna Niemiec i Rosji na terenach Europy Środkowej? Dla Niemiec później staliśmy się terenem do zasiedlenia, ale czy sojusz z Niemcami by to zmienił?
Według zachodu zajęcie Zaolzia przez Polskę stawiało nas jawnie w roli sojusznika Niemiec? Co takiego się wydarzyło, że rok później, że z pozornych sojuszników staliśmy się ofiarą ataku?

Zajęcie Zaolzia bez sojuszu z III Rzeszą było, mówiąc dzisiejszym językiem, „samobójstwem PR-owym”. To tak jakby w 2014 r. po zajęciu Krymu przez wojska rosyjskie i rozpoczęciu walk na wschodzie Ukrainy, ktoś w Polsce wpadł na pomysł wysłania polskich czołgów do Lwowa.

W polityce i planach III Rzeszy Polska pełniła bardzo ważną rolę do wiosny 1939 r. Hitler miał dwóch wielkich wrogów: jednego na Zachodzie: Francję, drugiego na Wschodzie: Związek Sowiecki. Aby mógł przeprowadzić kampanię francuską bez obawy o uderzenie sowieckie i walkę na dwa fronty, musiał pozyskać Polskę jako sojusznika. I czynił o to zabiegi jeszcze do kwietnia 1939 r. Hitler bardzo wysoko cenił Józefa Piłsudskiego (po śmierci Marszałka wziął nawet w Berlinie udział w mszy żałobnej). Chciał, aby Wojsko Polskie razem z Wehrmachtem poszło na Moskwę. I ten scenariusz, moim zdaniem, był bardzo prawdopodobny, gdyby Polską rządzili realiści. Jeśli spojrzymy na naszą historię z zimną kalkulacją i zupełnie chłodnym okiem ocenimy układ sił i interesów, koniunkturę geopolityczną okresu międzywojennego, to zobaczymy, że sojusz z Francją i Wielką Brytanią był dla Polski nieopłacalny i sprowadzał nas do roli „kordonu sanitarnego”, jak określił to francuski premier Georges’a Clemenceau. Czyli tworzył z naszego kraju „strefę zgniotu” i prowadził wprost do wojny na dwa fronty.

Stare prawidło geopolityczne mówi: „wrogów szukaj daleko, sojuszników blisko”. W tamtym czasie Niemcy były dla nas naturalnym sojusznikiem, a perspektywa wspólnego uderzenia na Sowietów realnym i wykonalnym planem. Zwłaszcza tuż po wielkiej czystce w Armii Czerwonej, którą zrobił Stalin w latach 1937-1939. Analiza operacji „Barbarossa” pokazuje, że w końcu 1941 r. Niemcom zabrakło kilku (może 4-5) dywizji, aby przełamać opór sowiecki. Rzeczpospolita przygotowana do wojny wespół z Niemcami, mogła wystawić takich dywizji 50, może nawet 60. Wojsko Polskie doświadczone w walkach na Wschodzie, doposażone w „know how” i produkty niemieckiego przemysłu zbrojeniowego (zwłaszcza czołgi i samoloty) zadecydowałoby o upadku ZSRS. Widmo sojuszu polsko-niemieckiego było „mokrym snem” Stalina.

Współcześnie dla wielu osób wizja paktu Ribbentrop-Beck nie mieści się w granicach wyobraźni, co wynika z emocjonalnego podejścia do historii i polityki. W polityce realnej nie może być miejsca na sentymenty i emocje. Powinniśmy się kierować zimną kalkulacją i prowadzić politykę wyrachowaną. Podkreślam: w takim położeniu geopolitycznym, jakie ma Polska, musimy prowadzić politykę wyrachowaną, cyniczną, makiaweliczną. Politykę, w której nie używa się pojęć takich jak: przyjaźń, długi wdzięczności, moralność. A jeśli się używa to tylko i wyłącznie cynicznie. Powinniśmy prowadzić politykę, której na pierwszym miejscu stoi słowo: interesy. Moralność jest domeną jednostek. Państwa moralności nie posiadają. To żelazna zasada geopolityki i Realpolitik. Polska nie ma długów wdzięczności. Polska ma interesy. Kto tego nie rozumie, nie powinien zajmować się polityką.

Wiele środowisk zarzuca Piłsudskiemu wiele złego, jednak jak się patrzy na przemyślenia oraz pomysły polityczne tego człowieka to były one bardzo mądre oraz ciekawe? Jak ocenia Pan Marszałka i jak Pan widzi jego wizje w tym czasie? Np. „Nie wchodzimy do wojny jako pierwsi”, że po zawarciu rozejmów z  Niemcami i ZSRR siedzimy na dwóch stołkach itp.

Od pewnego czasu widać wyraźny trend do „odbrązawiania” postaci Marszałka. Moim zdaniem, to krok w dobrą stronę. W przypadku państwa o takim położeniu geopolitycznym, jakie ma nasz kraj, ucieczka w mitologizację własnej historii i brak trzeźwej oceny naszych przywódców i naszej historii prowadzi na manowce. Prowadzi także wprost do kierowania się emocjami w kształtowaniu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, co jest śmiertelnym zagrożeniem w takim położeniu geograficznym.

Marszałek Piłsudski ma wiele pięknych kart w swoim życiorysie, ale pamiętajmy, że nie był postacią krystalicznie czystą. Współpracował z tajnymi służbami co najmniej trzech państw: Japonii, Austro-Węgier i Niemiec, co jest udokumentowane (odsyłam do książki R. Świętka). Moim zdaniem, przez kilka lat współpracował także z carską Ochraną (do czasu ucieczki do Galicji). W moim przekonaniu, zamach pod Bezdanami nie mógł się odbyć bez przyzwolenia tajnej policji rosyjskiej. Jest odpowiedzialny za bratobójcze walki w 1926 r. Na niego spada odpowiedzialność za prześladowania i morderstwa polityczne po zamachu stanu. Do dziś nie są wyjaśnione okoliczności śmierci gen. Tadeusza Rozwadowskiego, twórcy rozkazu operacyjnego, będącego planem Bitwy Warszawskiej.
Wreszcie szereg osób, które decydowały o polskiej polityce zagranicznej po 1935 r. Piłsudski osobiście wprowadził do polityki (Józef Beck, Edward Śmigły-Rydz).

To co w sensie geopolitycznym jest najcenniejsze ze spuścizny Józefa Piłsudskiego to jego „testament polityczny” i wyrachowany styl działania w polityce. Testament, który zawiera się w dwóch wskazaniach dla polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. 1. Do większego konfliktu w Europie Polska wchodzi jako ostatnia. 2. Polska nie może prowadzić wojny na swoim terytorium.

Piłsudski był skłonny współpracować nawet z przysłowiowym samym diabłem, jeśli wymagał tego interes Rzeczpospolitej. I tego cynizmu w polityce zagranicznej, dobrze rozumianego przez pryzmat Realpolitik, dziś polskim politykom brakuje. Posługują się dobrymi chęciami, wiarą w sojusze i sentymentami. Dokładnie tak jak w II RP. Obce wywiady skutecznie zaś podsuwają miraże „mocarstwa nad Wisłą”, w które wierzą naiwni polscy decydenci, stając się usłużnymi narzędziami w polityce Wielkich. Marszałek Piłsudski mawiał: „Polacy nie są zorganizowanym narodem, wobec czego znaczy u nich więcej nastrój niż rozumowanie i argumenty; sztuką rządzenia Polakami jest zatem wzniecanie odpowiednich nastrojów”.

Dlaczego minister spraw zagranicznych Józef Beck mimo chęci zbliżenia z Niemcami zarzuca ten plan i decyduje się na sojusz z zachodem? Sojusz z Zachodem może miał dobre podstawy ale skierowany był realnie przeciw Niemcom. Dlaczego w takim wypadku Polska nie pomyślała o wariancie ataku ZSRR od wschodu?

Wspomniałem już, jak dużą rolę w sterowaniu percepcją polskich decydentów miały obce wywiady. To błąd w ocenie sytuacji i brak świadomości zagrożenia ze strony Sowietów powodował błędną politykę. Zaburzanie świadomości sytuacyjnej jest starą jak świat metodą „walki bez walki”. Pisał o tym już szeroko Sun Tzu. Oczywiście dziś narzędzi do tego typu operacji jest znacznie więcej, ale dobry wywiad to podstawa. I taki bez wątpienia posiadali przed wojną i Niemcy i Sowieci. Działalność naszego kontrwywiadu pozostawiała bardzo wiele do życzenia.

Niebawem na rynku pojawia się Pana najnowsza książką „Geopolityka a bezpieczeństwo Polski”. Czy znajdziemy w niej odwołania do historii naszego kraju?  Czego możemy się spodziewać po lekturze książki?

Może to mało marketingowo zabrzmi, ale nie jest to lektura dla każdego. Nie jest to książka o tym, jacy jesteśmy wspaniali, a ani o tym, że za 100 lat Polska będzie mocarstwem. To książka na tyle nieduża objętościowo, że może ją przeczytać każdy. Ale jej przekaz oparty na geopolityce i realizmie może być nie strawny dla większości, wychowanej na wytworach neoliberalnych i konstruktywistycznych teorii stosunków międzynarodowych. To raczej lektura „tylko dla tych, którzy mają ambicję lub okazję myślą lub czynem wpływać na losy zbiorowiska naszego”, że sparafrazuję Aleksandra Bocheńskiego.

Dziękuję za rozmowę. 

3 komentarze

  1. https://www.youtube.com/watch?v=Uy2ayAnpafA Identycznie mówił Prof. Wieczorkiewicz 10 lat temu.

  2. 1. Hitler nie zabiegał szczerze o sojusz z Polską. Nie było to, ani jemu, ani Niemcom, do niczego potrzebne. Polska nie miała mu niczego do zaoferowania.

    2. Polska i Niemcy miały ponadto absolutne sprzeczne interesy narodowe, które uniemożliwiały zawarcie przynajmniej z grubsza partnerskiego sojuszu, nawet gdyby obie strony szczerze do niego dążyły. Z punktu widzenia Niemiec absolutnym minimum było przyłączenie Śląska i Pomorza, na co Polska w żadnym przypadku nie mogła się zgodzić.

    3. Żadnej wojny z ZSRR Hitler nie chciał i nie planował, aż do wiosny 1941 roku. Przeciwnie, zawarł ze Stalinem układ sojuszniczy, którego to układu Stalin jednak nie chciał dotrzymać – stąd wojna w 1941

    4. Do rozbicia ZSRR wcale nie zabrakło Hitlerowi „3-5 dywizji”, tylko zaopatrzenia dla dywizji już się na froncie pod Moskwą znajdujących. Dodatkowe polskie dywizje tylko spotęgowałyby problemy, bo też potrzebowałyby jakiegoś zaopatrzenia.

    5. Nawet ewentualny upadek Moskwy nie zakończyłby wojny. ZSRR na Moskwie się nie kończył. Pewnie obalono by Stalina, a może i cały reżim bolszewicki, ale jakakolwiek władza by się we wschodniej Rosji pojawiła, kontynuowałaby wojnę z Niemcami przy entuzjastycznym wsparciu UK i USA. Jedyną szansą III Rzeszy na zwycięstwo było:

    a) atak Japonii na radzieckie tyły
    i/lub
    b) powstanie ludności ZSRR przeciwko władzy radzieckiej.

    Ani na a) ani na b) udział Polski w woojnie nie miał żadnego wpływu

    6. W przypadku gdyby Polska dała się zwasalizować III Rzeszy (bo przecież o żadnym w miarę wyrównanym sojuszu nie było mowy) to by wojnę razem z III Rzeszą przegrała i przy zbliżonych do obecnych granicach wschodnich, miałaby przedwojenne granice zachodnie (a i to nie wiadomo czy na pewno). Może straty ludzkie byłyby nieco mniejsze. Ale tylko nieco.

    • Rekonkwista 70

      ad.1 Ewentualny sojusz z Polską tworzyłby przede wszystkim nowy porządek w Europie, a przecież Hitler usilnie dążył do rewizji panującego porządku.powersalskiego. W kwestii co mieliśmy do zaoferowania to w grę wchodziła najważniejsza rzecz, a mianowicie przestrzeń geopolityczna. Proszę zauważyć, że linia wyjściowa przyszłego ewentualnego ataku na ZSRS rozpoczynałaby się w okolicach Połocka poprzez okolice koło Mińska, Wołyń aż do w okolice Kamieńca Podolskiego. I proszę teraz zwrócic uwage na pozycje wyjściowe niemieckiego ataku w trakcie Fall Barbarossa. No nie da sie ukryć , że w tym drugim przypadku były one znacznie cofnięte bo aż na linię Bugu. W przypadku gdyby atak na ZSRS rozpoczynał sie z granic II RP na kierunku północno-wschodnim atakujący mieliby otwartą drogę przez Brame Smoleńską na Moskwę. Drugi kierunek strategiczny na południu też miałby korzystniejsze wtedy punkty wyjściowe a wszystko z zapasem 200-300km. Kwestię ewentualnych dodatkowych 40-50 dywizji polskich dorzucam dopiero na 2-gim miejscu po przestrzeni, a prosze pamietać, ze nasze jednostki były znacznie lepsze niż oddziały rumuńskie, wegierskie, wloskie czy słowackie. No i de facto nasze oddziały były na wojnę na wschodzie szkolone.
      ad.2 Co do sprzecznych interesów narodowych to w pełni się zgodzę ale w przypadku ewentualnego sojuszu wchodziłaby kwestia W.M. Gdańska i jego wcielenia do Niemiec oraz eksterytorialnej autostrady przez Pomorze, przynajmniej o takich żądaniach wiemy z niemieckich insynuacji wysuwanych drogą dyplomatyczną. Poczatkowo Niemcy nic nie wspominali o Pomorzu czy Śląsku, przynajmniej nie zetknąłem sie z tym do chwili obecnej. Więc nie znowu az taka tragedia zważywszy, że Gdańska i tak nie należał do nas. Natomiast mimo właczenia Gdańska do Niemiec to i tak byłby on zwiazany z polską w sensie prowadzonej wymiany handlowej oraz jej struktury (w strukturze handlowej WM Gdańska ok. 80-90% importu i eksportu było nakierowane na Polske).
      ad.3 Bład logiczny, sojusz ze Stalinem był wynikiem li tylko takiego a nie innego kierunku polityki wybranego przez J. Becka w 1939. Hitler musiał zabezpieczyć swoje tyły w sytuacji zawarcia przez II RP układu z W. Brytanią.
      ad. 4 Kwestia szlaków komunikacyjno-zaopatrzeniowych w trakcie wojny na terenie Rosji to rzeczywiscie kula u nogi tak atakującego jak i broniacego sie. Niemniej Niemcom rzeczywiście pod Moskwą poważnie ograniczono mozliwosci manewrowe z uwagi na braki kadrowe. Ale abstrahując juz od tego nalezy pamietać, że w przypadku zawarcia ewentualnego sojuszu pozostałaby jeszcze kwestia ustalenia terminu ataku, a kto powiedział, że w takim przypadku ten atak nie mógłby rozpocząć sie 2-4 tygodni wcześniej :-)) Ale nawet przyjmując datę Fall Barbarossa z dnia 22 czerwca, to należałoby pamietać o wysuniętych punktach ataku o 200-300 km do przodu wzgledem tych z roku 1941. Wnioski można wyciagnąć samemu.
      ad. 5 Przypuszczalnie sam upadek Moskwy wojny by nie kończył ale wtedy własnie nie wiadomo jak zachowałaby się Japonia. Pamietajmy, ze stronnictwo optujące za wojna z USA bardzo długo ścierało sie tam ze stronnictwem optującym za atakiem na ZSRS. Co do kwestii wybuchu powstania antybolszewickiego to tutaj tylko i wyłacznie ludzka polityka napastników mogłaby odnieść pozytywny skutek. należy jednak pamietać, że mimo bardzo złego postepowania Niemców na terenach ZSRS w trakcie Fall Barbarossa i późniejszeych działań wojennych po stronie III Rzeszy do końca wojny w formacjach regularnych i pomocniczych słuzyło od 1,5 mln do 2 mln obywateli z ZSRS:-))
      ad. 6 W przypadku ewentualnego sojuszu Polska by miała pozycje taka sama jak inni liczący sie sojusznicy Hitlera.Oczywiście byłaby to pozycja junior partnera jakby okreslili ja geopolitycy. Niemniej pozostaje otwarta kwestia sprawa ewentualnego zerwania z Niemcami w momencie ich ewentualnej klęski z państwami zachodnimi czyli droga jaka poszła Finlandia, Rumunia, Bułgaria, Włochy czy Węgry. Zatem manewr z czasów I WŚ, przypuszczam, że wchodziłby w grę, oczywiscie w sprzyjającej sytuacji.
      Pozdrawiam

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*