Wiernie ciebie będziem strzec … Czyli sen o morskiej potędze II Rzeczypospolitej

Jednocześnie cały czas tworzono jakieś plany, a najbardziej kuriozalna była koncepcja rozbudowy floty, przygotowana specjalnie dla polskiej delegacji na konferencję rozbrojeniową w Genewie w 1931 roku. Było to tylko dyplomatyczne prężenie muskułów, w którym jako minimum dla floty polskiej przyjęto: 6 okrętów liniowych (po 15 000 ton), 4 krążowniki (po 8000 ton), 2 kontrtorpedowce (po 2000 ton), 10 kontrtorpedowców (po 1500 ton), 12 okrętów podwodnych (po 1000 ton), 24 okręty podwodne (po 600 ton) – łącznie ponad 160 tysięcy ton!

W miarę realny, chociaż nieprzekonujący ze strategicznego punktu widzenia, był natomiast powstały w 1936 roku tzw. sześcioletni program rozwoju marynarki wojennej. W pierwszej wersji zakładał: 8 kontrtorpedowców, 12 okrętów podwodnych, 12 trałowców, 10 kutrów torpedowych i stawiacz min. Taki kształt floty nie został zaakceptowany przez Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych (GISZ) i już w marcu 1937 roku specjalna komisja opracowała zredukowany plan. Po jego wykonaniu, flota polska miała składać się z 6 kontrtorpedowców (4 dodane do 2 istniejących, przy czym budowa dwóch już się rozpoczęła – Grom i Błyskawica), 8 okrętów podwodnych, w tym typu Orzeł (dwa już w budowie – Orzeł i Sęp), stawiacza min (już w budowie), 8 trałowców (do 4 minowców i dwóch kanonierek już istniejących powstać miały kolejne dwa minowce – Czapla i Żuraw) oraz 3 kutrów torpedowych. Ten plan był najbliższy powodzenia. Jego realizację, czyli budowę 2 niszczycieli, 3 okrętów podwodnych i 3 kutrów torpedowych, przerwała wojna.

Asymetryczność decyzji

Cała ta dosyć chaotycznie budowana flota miała jedną zasadniczą wadę. Była bardzo odpowiednia i przydatna tylko w przypadku wojny z Rosją Radziecką. W konflikcie z Niemcami duże okręty nawodne (kontrtorpedowce i duży stawiacz min) nie tylko były mało przydatne ale przede wszystkim istniała groźba szybkiej ich utraty. Co prawda KMW tworzyła jakieś tam plany ich użycia w konflikcie z Niemcami, ale że były to pomysły niewarte funta kłaków, świadczy najdobitniej fakt, że kiedy tylko prawdziwa wojna z Hitlerem zamajaczyła na horyzoncie opracowano i wdrożono plan „Pekin” – czyli wysłanie kontrtorpedowców do portów naszych sojuszników3.

Mapa Helu

Był jeszcze jeden problem. Każda flota – ta gotowa do walki z obu potencjalnymi przeciwnikami, czy tylko zdolna do walki z sowietami, potrzebowała bezpiecznej bazy z której mogła do tej walki wyruszać. Z wielu powodów, których tu nie będę poruszać mógł nią być Hel. I rzeczywiście taką mu rolę w II RP przeznaczono. Co prawda istniejący port rybacki z powodu niewielkich rozmiarów i płytkości basenu nie mógł w pełni zaspokajać potrzeb żeglugi morskiej, to jednak jego atutami było to, że spełniał cele szkoleniowe dla marynarki oraz rozpoczęto prace przy jego rozbudowie.

Sprawą równie pilną jak budowa samej bazy dla floty, było zapewnienie jej obrony. Pierwszą próbę podjęto w 1926 roku w związku z propozycją rządu estońskiego, który oferował działa kal. 305 mm, czyli jak najbardziej odpowiednie dla naszych potrzeb. Polska komisja na miejscu zapoznała się z oferowanym sprzętem i wydała pozytywną opinię o ich przydatności. Niestety, prawdopodobnie z powodu faktu iż oferowano same lufy – trzeba było zakupić dodatkowo kołyski, oporopowrotniki, łoża, mechanizmy podniesienia itp – oraz z braku amunicji do nich (Estonia jej nie miała, można ją jednak było sprowadzić na przykład z Tunisu) do sfinalizowania transakcji nie doszło. Sprawa zakupu ciężkich dział wróciła w 1933 roku, przy okazji negocjacji dotyczących zakupu dział średniego kalibru. Wtedy to Szwedzi zaoferowali możliwość opracowania i wyprodukowania dział 305 mm, a rok później negocjowano dostawę dział kal. 254 mm. Za dwa takie działa Szwedzi chcieli ponad 2,6 mln zł. Wraz z działami mieli dostarczyć jeszcze 600 pocisków i zapewniali realizację kontraktu w 30 miesięcy. Tej umowy również nie podpisano4. Był to olbrzymi błąd. Za stosunkowo niewielkie pieniądze ta bateria mogła stanąć na Helu w 1937 roku i wraz z czterema działami 152 mm zapewnić wartościową obronę na całym terenie Zatoki Gdańskiej.

Niestety, w świetle źródeł, wydaje się, że KMW bardziej sondowało rynek, niż autentycznie chciało zakupić ciężkie działa dla Helu. Otrzeźwienie przyszło wraz z przyjęciem 6-letniego planu rozbudowy floty. Jak to jednak w ówczesnej Polsce często bywało poprzeczkę ustawiono bardzo wysoko, chociaż dobrze wiedziano, że wojskowy budżet nie cierpi na nadmiar pieniędzy. Po pierwsze działa miały być kalibru 305-340 mm, co można uznać za rozsądny wybór. Jednak żądanie zasięgu ok. 40 km oraz schronów i pancerza wieży działowej wytrzymujących atak 1 tonową bombą było wymaganiami stanowczo na wyrost5. Normalny zasięg dla tego typu dział wynosił ok. 30 km, a jego zwiększenie wymagało wielu bardzo kosztownych działań, nie dając w zamian odpowiadających wydatkom korzyści. Zupełnie bezsensowne było też żądanie odporności na uderzenie 1000 kg bomby w sytuacji, kiedy żaden z potencjalnych przeciwników ani takich bomb, ani samolotów zdolnych je przenosić nie miał.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*