Wojna o księstwo halicko-włodzimierskie (lub Ruś Halicko-Włodzimierską) przypada na lata 1340-1393, jednakże przedmiotem zainteresowania niniejszego artykułu jest czas obejmujący panowanie Kazimierza III Wielkiego. Informacji źródłowych do tego okresu dostarczają kroniki, dokumenty wystawiane przez książąt oraz kancelarie królewskie Polski lub Węgier. Niezbędna w ustalaniu chronologii jest tu także wszelkiego rodzaju korespondencja, na przykład między papieżem a monarchami, czy książętami litewskimi bądź ruskimi. Artykuł ten jednak opierać się będzie głównie na Rocznikach Jana Długosza, w których znalazły się relacje na temat podboju, niekiedy zaczerpnięte z Kroniki Janka z Czarnkowa bądź też innych źródeł takich jak roczniki. Przekazy zawarte w dziele Długosza momentami bywają niekompletne, często milczą o niepowodzeniach Kazimierza Wielkiego lub jedynie lapidarnie o nich wspominają. Czasem także różne fakty, porównując je z innymi źródłami, są zapisane pod niewłaściwymi datami. Dlatego też do korekty niektórych informacji i do pełniejszego naświetlenia wydarzeń, których Roczniki akurat nie podają, posłuży literatura przedmiotu. Za jej pomocą można będzie między innymi nakreślić genezę konfliktu o Ruś Halicką w czasach Kazimierza Wielkiego.

Kontakty Polski z ruskim wschodem nie są niczym nowym w XIV w., sięgają zamierzchłych czasów Bolesława Chrobrego, a nawet i jeszcze wcześniejszych. Król ów kierował swoje wyprawy łupieżcze na wschód niewątpliwie w celu złupienia tegoż obszaru oraz podporządkowania go polskiemu władztwu.

Walki w tamtym okresie toczyły się głównie o terytorium w dorzeczu Bugu i Sanu, w polskiej historiografii zwane Grodami Czerwieńskimi, które na przestrzeni lat przechodziło z rąk do rąk, aby w końcu za panowania Władysława Hermana zostać utracone na rzecz Rusi. Bolesław Krzywousty z kolei bardzo chętnie zawierał sojusze z książętami ruskimi, niejednokrotnie udzielającymi mu poparcia w konfliktach dynastycznych. Natomiast za panowania Kazimierza Sprawiedliwego dążono do związania z Polską Rusi Halicko-Włodzimierskiej1. Stanie się to kością niezgody pomiędzy odrodzonym Królestwem Polskim, Wielkim Księstwem Litewskim, Złotą Ordą oraz Węgrami Ludwika Andegaweńskiego. Obszar rozciągający się od górnej Prypeci do dorzeczy Sanu i Dniestru, które obejmuje aż po jego środkowy bieg, zawsze był naturalnym kierunkiem ekspansji polskiej i nie tylko. Bowiem Węgrzy czy Litwini także toczyli zacięte boje o tereny Rusi Halickiej, często cieszącej się autonomią.

Podczas najazdu Mongołów na Europę w XIII w. główny ośrodek ruski – Księstwo Kijowskie – został zniszczony, a jego wojska na czele z 18 książętami dzielnicowymi pokonane. Wobec takiego obrotu spraw na znaczeniu zyskało Księstwo halicko-włodzimierskie, które prowadziło swoją własną politykę dynastyczną i zagraniczną pod kuratelą Tatarów, mających wtedy zwierzchność nad wszystkimi obszarami ruskimi na wschodzie. Przez to niejednokrotnie Złota Orda będzie zamieszana w konflikt.

Z wydarzeniami bezpośrednio poprzedzającymi początki zmagań o tereny Rusi związana jest postać Bolesława Jerzego II Trojdenowicza spokrewnionego z Kazimierzem Wielkim poprzez Konrada Mazowieckiego. Był on wnukiem Siemowita I – protoplasty linii Piastów mazowieckich. Najprawdopodobniej w 1323 r. Bolesław objął tron Księstwa halicko-włodzimierskiego, o czym świadczy dokument wystawiony przez niego w 1325 r.2 – było to możliwe dzięki polityce polsko-węgierskiej oraz sojuszowi z Giedyminem. Książę ruski utrzymywał bowiem kontakty z zakonem krzyżackim, co wpływało negatywnie na stosunki z Litwą, dlatego jego małżeństwo z córką Giedymina, Eufemią, miało uregulować relacje i przypieczętować sojusz. Taki mariaż mógł też dawać mu poczucie bezpieczeństwa na północnej granicy.


Bolesław Jerzy II
Źródło: Wikimedia Commons

W przededniu wybuchu wojny w 1340 r. sytuacja polityczna na ziemiach ruskich stała się niezwykle skomplikowana. Polskie interesy zderzyły się tam z litewskimi, reprezentowanymi przez Lubarta Giedyminowicza.  Ze względu na problem Bolesława z bojarami ruskimi oraz zagrożenia ze strony Tatarów, obiecał Kazimierzowi, że w przypadku jego bezpotomnej śmierci tron księstwa przejdzie właśnie na niego. Umowa mogła zostać zawarta w 1338 r. lub niedużo wcześniej. Tereny położone na wschodzie stanowiły dla króla Polski łakomy kąsek, gdyż otwierały nowe możliwości gospodarcze i pole do zbudowania struktur kościelnych podległych Królestwu Polskiemu. Niestety, i Litwini, i Węgrzy powoływali się na swoje koligacje rodzinne sięgające jeszcze czasów Kolomana (1208-1241) – księcia węgierskiego, który został koronowany na króla Rusi Halicko-Włodzimierskiej. W ten sposób supeł zależności, interesów i roszczeń został zacieśniony, a najbardziej prawdopodobnym jego rozwiązaniem była wojna.

Otwarty konflikt wybuchł w 1340 r. wraz ze śmiercią Bolesława Jerzego, otrutego w wyniku spisku bojarów. Według relacji Długosza powodami morderstwa były bezlitosne podatki nakładane przez Trojdenowicza na podległych mu panów i poddanych. Oprócz tego kronikarz wymienia także to, iż książę wywyższał obcokrajowców (Czechów, Niemców i Polaków) nad jego własny lud. Głównie jednak spór wywiązał się o rzekomą chęć zniesienia obrządku prawosławnego na Rusi3, którego przyjęcie było warunkiem objęcia tronu włodzimierskiego stawianego niejednokrotnie przez bojarów, np. Władysławowi Łokietkowi, gdy próbował osadzić na nim Bolesława4. Wynika z tego więc, iż został on ochrzczony w obrządku rzymskim, zatem bardzo możliwe, że Trojdenowicz mógł próbować wprowadzić katolicyzm. Ponadto panowie ruscy aby tak domniemywać, mogli też sugerować się ożywionymi kontaktami księcia z zakonem krzyżackim oraz Mazowszem, z którymi związał się umowami. Dodatkowo w tamtym okresie istniały już na Rusi zręby struktur franciszkańskich, co wzmogło obawy.

Jednak konflikt na tle religijnym był tylko jednym z czynników powodujących wybuch wojny. Bojarzy oczywiście zdawali sobie sprawę, iż polska polityka zagraniczna uwzględnia zagarnięcie Rusi lub jej zhołdowanie, co osoba Bolesława, który utrzymywał z Polską i Mazowszem pozytywne stosunki, mogła ułatwić, gdyż zawdzięczał on tron Władysławowi Łokietkowi. Naturalnie lepsza dla nich była zwierzchność tatarska, bowiem pod nią mogli liczyć na pewną swobodę. Nie na rękę natomiast było możnym ruskim podporządkowanie się Kazimierzowi – katolickiemu królowi ościennego państwa, które dążyło, aby podbić ich ziemie. Wiązałoby się to m. in. z rezygnacją z posiadanej autonomii oraz wprowadzeniem rzymskich struktur kościelnych, niejako konkurencyjnych wobec prawosławnych.

Niemniej jednak zaraz po śmierci Bolesława, którą kronika ustala na 24 marca (data w historiografii sporna), Kazimierz zbrojnie wyprawił się 16 kwietnia na Lwów, który po oblężeniu poddał się. Aby opanować tereny Rusi Halickiej, miasto musiało zostać zdobyte. Następnie polski monarcha uderzył na stolicę księstwa – Włodzimierz. W rezultacie Kazimierz podbił jeszcze, oprócz dwóch wyżej wymienionych ośrodków, Bełz i Chełm, które znalazły się po drodze. Powracając z wyprawy, przywiózł znaczne łupy z zagarniętych miejscowości oraz garstkę polskich osadników. Pierwsza wyprawa podjęta przeciwko zbuntowanym bojarom mogła mieć charakter jedynie doraźny, o czym świadczą słowa Długosza: “zebrawszy jakie takie wojska spośród swoich dworzan i panów wkracza szybko na Ruś…”5. Ponadto wycofując się z podbitych ziem, król spalił grody we Lwowie i Włodzimierzu, aby ci z panów ruskich, którzy nie chcieli się podporządkować, nie podnieśli buntu. Widać zatem, iż Kazimierz nie miał na tyle dużego wojska lub nie zdążył go zebrać, aby trwale ustanowić swoje władztwo na podbitych terenach.

Za tym, iż pierwsza wyprawa była jedynie odwetową, zorganizowaną w pośpiechu, aby zabezpieczyć interesy królestwa, przemawia kolejny ustęp traktujący o drugiej, większej wyprawie. Władca Polski miał w ciągu lata podbić całą Ruś z miastami, wśród których znalazły się m. in. Trembowla, Halicz, Tustań i Łuck, zatem obszar aż do Podola i granicy węgierskiej. Tereny te według Kroniki miały już na zawsze pozostać w granicach Królestwa Polskiego jako dzielnica, co jest nieprawdą, ponieważ już następnego roku w styczniu, albo na przełomie stycznia i lutego, część ziemi lubelskiej została spustoszona przez najazd rusko-tatarski.

Pod rokiem 1344 Długosz zapisał  obszerną relację o owym najeździe, do którego doszło z inicjatywy starosty przemyskiego Detki, działającego w porozumieniu z Danielem z Ostrowa6. W rzeczywistości historiografia ustaliła datę tego wydarzenia na zimę 1341 r., co byłoby idealnym ciągiem wydarzeń – w lecie poprzedniego roku Kazimierz zdobywa Ruś i podporządkowuje sobie krnąbrnych bojarów, którzy zaledwie kilka miesięcy później podnoszą bunt oraz z pomocą tatarską próbują zrzucić niechcianą zwierzchność. Wyżej wymienieni Rusini zwrócili się zatem do chana Złotej Ordy i manipulując lekko faktami, namówili go, aby sprowadził swoje wojsko, do którego dołączyły chorągwie ruskie zbuntowanego starosty i sprzyjających mu bojarów. Kiedy sprzymierzone oddziały wspólnie ruszyły na Polskę, a osobnym zagonem spadły także na Węgry7, król zebrał wojsko i mimo dysproporcji zatrzymał je na prawym brzegu Wisły. Nie doszło do bitwy, jednak przez kilka dni, według kroniki, wojska ostrzeliwały się wzajemnie. Biorąc pod uwagę swoją przewagę, Tatarzy mogli próbować forsować rzekę, najprawdopodobniej w okolicach Kazimierza, mogło dojść do jakichś potyczek straży przednich, jednak nie ma na to dowodów. Zniechęcone wojska rusko-tatarskie odeszły zatem z powrotem, pustosząc część ziemi lubelskiej oraz próbując oblegać zamek lubelski.


Kazimierz III Wielki.
Źródło: Wikimedia Commons

Uważać więc można, iż odwet Tatarów i Rusinów skutecznie zniweczył dokonania króla polskiego, który od nowa musiał przedsięwziąć starania o podporządkowanie sobie księstw na wschodzie8.

Po pewnym czasie stosunki króla polskiego z Dymitrem Detką uległy poprawie na podstawie umowy, co potwierdza dokument możnego tytułującego się namiestnikiem Rusi, który zapraszał kupców pruskich. Wystawca pisał w nim o niezgodzie, którą ostatecznie zażegnano. Kiedy władza owego możnego ustabilizowała się w halickiej części spuścizny Bolesława Jerzego, ziemia łucka, Włodzimierz, Bełz i Chełm zostały zagarnięte przez Lubarta Giedyminowicza i taki stan rzeczy utrzymał się jakiś czas, z drobnymi zmianami, ponieważ następna wyprawa Kazimierza jest datowana dopiero na 1349 r. Przez tych kilka lat polskie załogi obsadziły Przemyśl i Sanok, a Ludwik Andegaweński wyprawił się w latach 1345 i 1346 przeciwko Tatarom, co potwierdzają źródła ruskie, mógł on zatem umocnić swoje panowanie na ziemiach sąsiadujących z Węgrami9.

Najprawdopodobniej Kazimierz Wielki do 1349 r. był pochłonięty sprawami w innej części kraju, na zachodzie i na północy. Jednak w końcu wyprawił się on na Ruś, “zebrawszy znaczne liczebnie oddziały pieszych i konnych”10. Odbił ziemię łucką, która znajdowała się pod panowaniem Lubarta, przyłączył Włodzimierz oraz ziemię brzeską, a pozostałe terytoria, według Długosza, poddawały mu się. Po zdobyciu Chełma przy użyciu machin oblężniczych, na prośbę panów ruskich odebrał od nich hołd i powrócił do kraju z dużymi łupami, wcześniej obsadziwszy w najważniejszych ośrodkach starostów. Król wracał do Krakowa, świętując wielki sukces.

Niedługo po tym, jak wynika z relacji, Kazimierz popadł w zbytnią rozpustę, a nawet wzgardził swoją żoną, Adelajdą, korzystając z cielesnych uciech wielu nałożnic. Wobec takich informacji możliwe jest, iż władcy sprawa ruska mogła wydawać się rozstrzygnięta lub na tyle ustabilizowana, że dalsze wysiłki, przynajmniej na jakiś czas, były zbędne.

Nastał więc czas świętowania, który zdawać by się mogło, przyćmił ostrość umysłu Kazimierza. Przez zbytnie folgowanie sobie, naraził się na upomnienia zarówno duchownych w kraju, jak i Stolicy Apostolskiej. Dodatkowo wszedł w konflikt z Kościołem przez zlecenie staroście sandomierskiemu pobierania  “danin i robocizny”11 od instytucji kościelnych w ziemi sandomierskiej. Równie dobrze mógł to być zabieg pragmatyczny, który miał przygotować zaplecze finansowe pod przyszłe interwencje na Rusi, albo też zwrócić część kosztów  wypraw. Konflikt z duchownymi urósł do tego rozmiaru, że wysłany przez biskupa Bodzętę w celu upomnienia króla Marcin Baryczka został, za namową panów, zgładzony na polecenie Kazimierza.

W następnym roku, 1350, na ziemie polskie spadły dwa najazdy odwetowe Litwinów sprzymierzonych z Tatarami, którzy zajęli księstwo włodzimierskie z ufortyfikowanym Bełzem i ziemię lwowską. Być może jeszcze przed nimi doszło do układu polskiego monarchy z Ludwikiem Andegaweńskim odnośnie Rusi. Jest kwestią sporną, czy stało się to z inicjatywy Ludwika czy Kazimierza, przewidującego wendettę litewską. Umowa pomiędzy monarchami pozwalała Andegawenowi na wykupienie terytoriów ruskich za cenę 100 000 florenów w przypadku, gdyby Kazimierz jednak spłodził męskiego potomka. W przeciwnym wypadku tereny te miały należeć do Polski, a jej tron przypaść Ludwikowi12.

W 1351 r. polski władca, jak podaje Długosz, po raz kolejny wyprawił się na wschód w celu odbicia zagarniętych ziem. Wojska polskie wspólnie z węgierskimi przywróciły panowanie nad ziemią lwowską, bełzką, chełmską i brzeską. Ponadto w jednej z potyczek schwytany miał zostać książę Kiejstut, który przysiągł, “że razem ze swoimi braćmi, książętami litewskimi oraz swoimi ziemiami przyjmie wiarę chrześcijańską i chrzest”13. Traktowany należycie i z honorami zbiegł jednak pod osłoną nocy. W istocie wyprawa sprzymierzonych wojsk została przedsięwzięta, jednak król Kazimierz po drodze rozchorował się i został w Lublinie, a dowództwo nad wojskami powierzył Ludwikowi, który – czego Długosz nie zapisał – zaczął paktować z Litwinami. Kiejstut rzeczywiście przysiągł się ochrzcić, tyle że nie w niewoli, a w obozie węgierskim 15 sierpnia. Po drodze do Budy uciekł jednak. Wobec przyszłych wydarzeń rokowania te były odwróceniem uwagi i zdobyciem dodatkowego czasu dla Litwinów. Zatem akcję, dzięki której wyżej wymienione ziemie powróciły do Królestwa Polskiego, należy przesunąć na początek 1352 r. Wtedy to Kazimierz wspólnie z Ludwikiem odbijali tereny wcześniej zagarnięte. Po zaciekłym szturmowaniu Bełza znajdującego się wówczas pod panowaniem Jerzego Narymuntowicza, gród poddał się, choć nie został nominalnie zdobyty, a nad bramami wywieszono węgierską chorągiew14.

Dalsze działania wojenne w tamtym regionie zostały przerwane przez najazd tatarski na przełomie marca i kwietnia tego samego roku. Miał on spustoszyć Ruś Halicką i może nawet część ziemi lubelskiej15. Według relacji kroniki wojska tatarskie miały zostać sprowadzone przez księcia Olgierda, prawdopodobnie dzięki czasowi kupionemu podczas rokowań z Kiejstutem.

We wrześniu Królestwo Polskie zawarło z Litwą rozejm, który miał trwać do 1355 r., jednak został złamany już w następnym roku. Na jego mocy ziemia lwowska pozostała przy Polsce, natomiast bełzką, łucką, włodzimierską, chełmską i brzeską zagarnęła Litwa. Książęta Olgierd, Lubart i Skirgiełło rozwścieczeni przez zajęcie, a raczej odbicie, ziem ruskich pod litewskim panowaniem, zorganizowali najazd odwetowy. Lubart szybko i bez zbytniego rozgłosu napadł na Halicz 7 lipca, złupił go, spalił, a ludność wymordował i wycofał się na Litwę. Następnie 9 września przybył w okolice Zawichostu. Jak podaje Długosz, “spustoszył grabieżami, rzezią i ogniem wsie i osady znajdujące się w promieniu czterech mil ze wszystkich stron”16.

W obawie przed najazdem na Mazowsze, król Kazimierz zdecydował się otoczyć murem ceglanym Płock. Co prawda okolice splądrowane w drugim najeździe leżą bardzo daleko od miasta ale jednak książęta mazowieccy – Siemowit III i Kazimierz I – także uczestniczyli w walkach przeciwko Litwie, zatem oni również mogli obawiać się ataku na ich ziemie, co zresztą się zdarzało.

Kolejna relacja w Rocznikach pojawia się dopiero pod rokiem 1366, wnioskować zatem można, iż od czasu ostatniego najazdu panował względny pokój, gdyż wojska litewskie musiały przeciwstawić się zakonowi krzyżackiemu na północno-zachodniej granicy państwa oraz zajęły się walką o księstwo kijowskie. Wtedy to Kazimierz Wielki podjął ostatnią już wyprawę na Ruś, aby odzyskać ziemie, które musiał odstąpić na mocy rozejmu z 1352 r. Po 24 czerwca (data podawana jedynie przez Długosza, Paszkiewicz koryguje datę, stwierdzając, że to był koniec lipca17) król wyruszył z wojskiem zebranym z całego kraju pod Bełz. Po drodze na spotkanie wyszedł mu Jerzy Narymuntowicz ze szczerą obietnicą przyjaźni i złożenia hołdu lennego. Wobec tego władca nie czyniąc żadnej szkody mu, skierował się na Łuck należący do Lubarta. Jak przekazał Długosz, Kazimierz obległ miasto, a poza nim jeszcze Włodzimierz i Olesko. Bardzo interesujący fragment zawarty w tej relacji dotyczy oblężenia wyżej wymienionych miast. Wojska królewskie miały używać w tym celu bombard18! Jest to niezmiernie ciekawe, bowiem wzmianka o pierwszym użyciu broni czarnoprochowej do oblężenia na ziemiach polskich  pochodzi z Kroniki Janka z Czarnkowa i mówi o oblężeniu Pyzdr w 1383 r. Czy możliwe jest zatem, aby jednak taki rodzaj broni został wykorzystany wcześniej, czy informację tę trzeba zrzucić na karb pomyłki Długosza?

Po odzyskaniu ziemi włodzimierskiej, łuckiej i bełzkiej, Kazimierz wypędził Lubarta. We Włodzimierzu i Łucku ustanowił swoich starostów, natomiast pozostałą część ziemi włodzimierskiej dał w dzierżawę Aleksandrowi Koriatowiczowi, który pozostał lojalny władcy polskiemu. W następnych latach rozpoczął także przebudowę zamku włodzimierskiego, otaczając go ceglanymi murami. Kolejną zdobyczą okazała się być ziemia chełmska, gdzie po zajęciu stolicy, powierzył ją w zarząd Jerzemu Narymuntowiczowi, który “raz po raz knuł zdradę, często usiłował podnosić bunt i często – jak wiadomo – chwiał się to na jedną, to na drugą stronę”19.

Po działaniach wojennych w 1366 r. zwaśnione strony podpisały porozumienie, kończąc długi okres wojen o księstwo halicko-włodzimierskie, spuściznę Bolesława Jerzego II. Lubartowi przypadła ziemia łucka, a z włodzimierskiej Kazimierz oddał mu Wietły, Lubiąż, Kamień i Mielnicę. Do Kiejstuta przynależały Brześć, Kamieniec, Drohiczyn, Mielnik, Bielsk, natomiast Olgierd otrzymał Kobryń. Królowi polskiemu przypadła więc pozostała ziemia włodzimierska z jej stolicą, Horodło, Lubowla, Turzysko, Ratno i Koszer. Ponadto Lubart jako jedyny z braci obiecał Kazimierzowi zbrojną pomoc przeciwko jego wrogom, wobec czego książę mógł liczyć na wzajemność. Polski monarcha warunkami układu starał się zniwelować konflikt interesów, a na Wołyniu utrzymał książąt litewskich przy ich ziemiach, jeśli tylko zaakceptowali zwierzchność polską20.

Utrwalaniu powiązań z Rusią towarzyszyła ekspansja Kościoła łacińskiego, co było konsekwencją działalności franciszkanów i dominikanów oraz potrzeb ludności katolickiej, która napływała na ziemie ruskie. Mimo tego prawosławie nie zostało tam zlikwidowane, a wręcz przeciwnie – król Kazimierz objął je protekcją. Władca Królestwa Polskiego planował związać ruskie struktury kościelne (łacińskie oczywiście) z polskimi i podporządkować je metropolii gnieźnieńskiej.

Sama działalność katolicka na wschodzie rozpoczęła się jeszcze zanim ten monarcha objął tron. Swoją działalność w XIII w. rozwijało tam biskupstwo lubuskie. Dopiero w 1367 r. w Haliczu powstała metropolia następnie przeniesiona do Lwowa21.

Po śmierci Kazimierza Wielkiego Litwini od razu najechali Ruś. Przebywający wówczas w Krakowie Aleksander Koriatowicz został pozbawiony swoich lenn i przeniesiony na Podole. Jerzy zaś przyłączył się do najeźdźców, w wyniku czego odzyskali oni wszystkie utracone ziemie. Jego lojalność trafnie zatem opisał Długosz, choć wyłącznie z perspektywy polskiej. Wobec braku silnego protektora Jerzy wykazał się politycznym pragmatyzmem.

Ilustracja 3: Pieczęć Władysława Opolczyka. Napis na pieczęci: „Ladislaus Dei Gracia Dux Opoliensis Wieloniensis et Terre Russie Domin et Heres”. Źródło: Wikimedia Commons


Pieczęć Władysława Opolczyka. Napis na pieczęci: „Ladislaus Dei Gracia Dux Opoliensis Wieloniensis et Terre Russie Domin et Heres”.
Źródło: Wikimedia Commons

Wojna o Ruś Halicką nie ustała wraz z końcem panowania Kazimierza. Dalsze jej losy nie należą do przedmiotu zainteresowania artykułu, jednak warto je chociaż pobieżnie nakreślić. W 1377 r. Ludwik Andegaweński zorganizował wyprawę, dzięki której odbił Bełz, Chełm i Horodło. Namiestnikiem (lub też władcą) ruskim został Władysław Opolczyk. Niestety jednak nie sprawował on tam realnej władzy, ponieważ węgierscy starości podlegli Ludwikowi obsadzili wszystkie starostwa, był on więc jedynie władcą marionetkowym.

Po śmierci króla Węgier Lubart wykupił część ziem. W 1387 r. Jadwiga Andegaweńska odzyskała dla Polski całą Ruś Halicką, usuwając węgierskich starostów. Od czasu Unii w Krewie walki o ziemie na wschodzie praktycznie się zakończyły. Ostatnim momentem konfliktu było zhołdowanie Fedora, syna Lubarta, przez Jagiełłę, a ostatecznie wojna zakończyła się w 1393 r. W ten oto sposób Polska uzyskała ziemię halicką, a Litwa wołyńską.

Piotr Bruzda

Bibliografia:

Wydania źródłowe

Jan Długosz, Roczniki czyli kronika sławnego Królestwa Polskiego, tłum. Julia Mrukówna, t. 6, ks. IX, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975.

Opracowania

Paszkiewicz H., Polityka ruska Kazimierza Wielkiego, Towarzystwo Naukowe “Societas Vistulana”, Kraków 2002.

Wyrozumski J., Kazimierz Wielki, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1986.

Przypisy:

1     Wyrozumski J., Kazimierz Wielki, Wrocław 1986, s. 76.

2     Tamże, s. 77.

3     Roczniki czyli kronika sławnego Królestwa Polskiego, tłum. Julia Mrukówna, Warszawa 1975, s. 268-269.

4     Wyrozumski J., op. cit., s. 77.

5     Roczniki…, s. 269.

6     Tamże, s. 292.

7     Wyrozumski J., op. cit., s. 84.

8     Paszkiewicz H., Polityka ruska w czasach Kazimierza Wielkiego, Kraków 2002, s. 52.

9     Wyrozumski J., op. cit., s. 85-87.

10   Roczniki…, s. 321.

11   Tamże, s. 325.

12   Wyrozumski J., op. cit., s. 89.

13   Roczniki…, s. 331.

14   Paszkiewicz H., op. cit., s. 128-130.

15   Tamże, s. 131.

16   Roczniki…, s. 339.

17   Paszkiewicz H., op. cit., s. 231.

18   Tamże, s. 419.

19   Tamże, s. 420.

20   Tamże, s. 232-233.

21   Wyrozumski J., op. cit., s. 99-100.