Wyprawa na Moskwę 1663-1664 – Kampania ostatniej szansy

Pośród przyczyn upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów częstokroć pojawia się argument o wojnach, jakie dotknęły nasz kraj w XVII wieku. Państwo polsko-litewskie w latach 1600-1699 pozostawało w stanie permanentnych konfliktów zbrojnych ze Szwecją, Kozakami, Tatarami, Turcją oraz Moskwą. Teatrem wojny pozostawało najczęściej terytorium Rzeczypospolitej, co skutkowało ogromnymi zniszczeniami, spadkiem populacji, kryzysem gospodarczym i politycznym. Niemniej jednak pomimo tragicznej sytuacji, Rzeczpospolita miała szanse odzyskać utracone na rzecz Moskwy ziemie i zdusić w zarodku imperialne ambicje państwa carów. Ostatnią taką szansą była wyprawa na Moskwę 1663-1664.

Sytuacja w początkowym okresie wojny

Wybuch wojny polsko-rosyjskiej w 1654 r. był dla Rzeczypospolitej dużym zaskoczeniem, dzięki któremu armia moskiewska wdarła się w głąb terytorium naszego kraju zdobywając wiele miast, w tym stolicę Litwy – Wilno. Po początkowych klęskach i utracie kluczowych punktów strategicznych m.in. twierdzy w Smoleńsku, wojska polsko-litewskie przeszły w 1655 r. do udanej kontrofensywy, odnosząc duży sukces w bitwie pod Ochmatowem. Niedługo potem walki wygasły na skutek niespodziewanego najazdu szwedzkiego na Rzeczpospolitą, co skłoniło Rosję do przeorientowania swojej polityki. Ambicje Szwecji, przejawiające się w próbach uczynienia z Morza Bałtyckiego „wewnętrznego jeziora”, były groźne również dla Moskwy. Nie porzuciła ona bowiem planów podboju Inflant, dzięki czemu odzyskałaby dostęp do niezamarzających portów handlowych na Bałtyku. Kalkulacje polityczne Moskwy doprowadziły do podpisania w 1656 r. rozejmu z Rzeczpospolitą w Niemieży, na mocy którego wojska rosyjskie rozpoczęły działania wojenne przeciwko Szwecji w Inflantach. Pozwoliło to państwu polsko-litewskiemu przerzucić znaczną część swoich sił do walk przeciwko oddziałom Karola X Gustawa.

Rywalizacja ze Szwecją o dostęp do Morza Bałtyckiego nie była jedyną ambicją cara. Rozpoczęta jeszcze w XV w. polityka „zbierania ziem ruskich” była w dalszym ciągu strategicznym celem Moskwy, czego wyrazem była rywalizacja z Rzeczpospolitą o Ukrainę. Już od momentu wybuchu powstania Chmielnickiego w 1648 r., Moskwa aktywnie obserwowała zmieniającą się sytuację i upatrywała odpowiedniego momentu do włączenia się w konflikt polsko-kozacki. Ugoda perejasławska z 1654 r. nie tylko stała się bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny polsko-rosyjskiej, ale również pozwalała Moskwie rościć pretensje terytorialne względem całego Naddnieprza. Kolejni przywódcy kozaccy starali się lawirować pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosją, pogłębiając podziały pomiędzy samymi Kozakami. Podpisanie ugody w Hadziaczu w 1658 r. miało na celu załagodzenie sytuacji na Ukrainie i przeciągnięcie Kozaków na stronę Polski, o czym świadczą ustępstwa strony polskiej i zgoda na utworzenie pełnoprawnego trzeciego członu Rzeczypospolitej w postaci Księstwa Ruskiego. Na wieść o zawarciu traktatu hadziackiego, armia rosyjska rozpoczęła działania wojenne przeciw Rzeczypospolitej.

Ofensywa wojsk polskich 1660 r. i przygotowania do wyprawy

Tabor
Źródło: Wikimedia Commons

Po początkowych triumfach Moskwy, armia Rzeczypospolitej przeszła w 1660 r. do działań ofensywnych, odnosząc kilka znaczących zwycięstw m.in. w bitwach pod Połonką i Cudnowem. Sukcesy te były możliwe dzięki podpisanemu traktatowi pokojowemu ze Szwecją, działaniom polskiej dyplomacji i uzyskaniu pomocy Chanatu Krymskiego. Niesamowitym wysiłkiem Rzeczpospolita potrafiła z kraju okupowanego przez rozmaite wojska, przejść do skutecznych akcji zaczepnych na wschodzie i włączyć się do walki o Ukrainę. Początek lat 60-tych XVII wieku to nie tylko odbudowa kraju ze zniszczeń wojennych, ale także kryzys polityczny, powodujący silne podziały pomiędzy stronnictwami, a także olbrzymia zapaść gospodarcza. Niezwykle istotnym czynnikiem oddziałującym negatywnie na budżet kraju był drastyczny spadek cen zboża – głównego towaru eksportowego Rzeczypospolitej. Wpływało to znacząco na zdolności bojowe wojska, które przecież należało opłacić, wyżywić oraz uzbroić. W takich warunkach wydawało się, że nie sposób przeprowadzić skutecznej ofensywy w głąb Rosji. Sukces kampanii roku 1660 ośmielił Rzeczpospolitą do podjęcia bardziej odważnych działań.

Będący u steru władzy politycy, z królem Janem Kazimierzem Wazą na czele, doskonale zdawali sobie sprawę z istoty problemu. Trwający konflikt z Moskwą był wojną nie tylko o ziemię i łupy, ale przede wszystkim o dominację w tej części Europy. Teatrem wojny pozostawała Ruś Biała oraz Ukraina, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii Kozaczyzny – rozdartej politycznie pomiędzy stronników Rzeczypospolitej, Moskwy oraz Turcji. Zabiegi dyplomatyczne przyniosły Rzeczypospolitej przejście na jej stronę hetmana kozackiego – Pawła Tetery. Pochodził on ze spolonizowanej szlachty ukraińskiej i był zwolennikiem zjednoczenia Kozaczyzny z Rzeczpospolitą[1]. W tym czasie na Ukrainie trwała silna rywalizacja pomiędzy Kozakami z tzw. Prawobrzeża Dniepru a Kozakami z Lewobrzeża (tzw. Zadnieprza), gdzie hetmanem został wybrany stronnik Moskwy – Iwan Brzuchowski. Sytuacja na Ukrainie była więc bardzo skomplikowana i przeciągnięcie na swoją stronę Kozaków z Zadnieprza mogłoby istotnie wpłynąć na możliwości militarne Rzeczypospolitej.

Sukces wyprawy był tym bardziej potrzebny, gdyż mógł doprowadzić do zażegnania wewnętrznych konfliktów, poprzez wzmocnienie autorytetu Jana Kazimierza, a także zwiększenia jego realnej władzy oraz rozwiązania kwestii opłacania wojska. Zwłaszcza ta ostatnia kwestia nastręczała mnóstwo problemów, bowiem często dochodziło do buntów żołnierskich spowodowanych nie tylko brakiem żołdu, ale też ogromnych kłopotów z zaopatrzeniem. W latach 1661-63 zawiązała się tzw. Wielka Konfederacja przeciwko królowi, domagająca się zapłaty za kampanię 1660 r. oraz ostro sprzeciwiająca się wysuwanym przez niego postulatom , w szczególności zniesieniu liberum veto oraz planom elekcji vivente rege. Ostatecznie Jan Kazimierz musiał zrezygnować z reform, zaś z konfederatami zawarto ugodę w kwestii zaległego żołdu. Niemniej jednak silny podział wśród szlachty fatalnie wpływał na możliwości bojowe Rzeczypospolitej, na co wskazuje chociażby brak posłuchu wśród autorytetów takich jak Stefan Czarniecki, do którego rajtarzy strzelali w obozie pod Łańcutem, w przededniu wyprawy[2]

Paweł Tetera
Źródło: Wikimedia Commons

Na uwagę zasługuje termin planowanej przez Jana Kazimierza ofensywy. Król ogłosił rozpoczęcie działań wojennych w sierpniu 1663 r. i od tego momentu rozpoczęła się koncentracja armii koronnej pod Lwowem, a następnie jej połączenie z armią hetmana Tetery pod Białą Cerkwią. Celem dowództwa polskiego było wejście na terytorium wroga, odzyskanie Zadnieprza i rozbicie wrogich sił w walnej bitwie[3]. Liczono również na zdobycie lub przynajmniej zablokowanie stolicy państwa rosyjskiego, co wobec słabości sił oblężniczych było praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Pod względem strategicznym wyprawa była przygotowana bardzo dobrze. Udało się pozyskać sojusznika w osobie Chana Krymskiego – Mehmeda IV Gireja, który w wojnie z Moskwą widział również korzyść dla siebie, licząc m.in. na odzyskanie Astrachania. Siły, jakimi dysponował Jan Kazimierz przedstawiały się następująco: 24 tys. wojsk koronnych, 19 tys. Kozaków Pawła Tetery, 40 tys. Tatarów oraz kilka tysięcy wojsk litewskich, które dołączyły na późniejszym etapie kampanii. Razem dawało to ok. 100 tys. żołnierzy[4].

Strona moskiewska była fatalnie przygotowana do wojny, gdyż większość wojsk została rozpuszczona i podobnie jak wojsko Rzeczypospolitej – słabo zaopatrzona oraz nieopłacana od dłuższego czasu. Żołd wojsko moskiewskie otrzymywało w spodlonej, miedzianej monecie, co wywołało ogromne niezadowolenie. Doszło nawet do tego, że car musiał osobiście prosić wojsko, aby nie porzucało służby[5]. Dochodziła do tego również kwestia psychologiczna, gdyż w państwie carów panował strach przed ogromną armią polsko-litewsko-kozacko-tatarską, co potęgowało nieufność pomiędzy dowódcami. Mimo to, Moskwa była w stanie wystawić zbliżoną liczbę wojska co Rzeczpospolita.

Ofensywa na Zadnieprze i próba rozbicia wojsk moskiewskich

Główne siły sprzymierzonych przeprawiły się przez Dniepr 31 października w okolicach Rżyszczowa i rozpoczęły zajmowanie kolejnych terenów Zadnieprza. Wojska moskiewskie starały się unikać walki w otwartym polu stosując taktykę defensywną, zaś część Kozaczyzny z Lewobrzeża poddawała się Janowi Kazimierzowi. Do końca roku udało się opanować całe południowe Zadnieprze, za wyjątkiem kilku miasteczek. Zajęcie tego obszaru było wynikiem skutecznych działań polskiej dyplomacji, co oznaczało, że sympatie promoskiewskie nie były na Ukrainie aż tak silne. Obok króla, głównodowodzącymi armii byli Stefan Czarniecki oraz Jan Sobieski, ale nie sposób nie docenić też roli pułków Pawła Tetery, które uchodziły za najwartościowsze oddziały[6]. Po początkowych sukcesach, armia królewska ruszyła na północny-wschód, gdzie napotkała znacznie silniejszy opór. Problemem były braki w sztuce oblegania miast, wobec czego wojska Rzeczypospolitej traciły czas na zdobywanie mniejszych twierdz, przy okazji okupując je sporymi stratami. Najistotniejszym punktem opierającym się królowi był Głuchów, którego nie udało się zdobyć mimo dwukrotnych, krwawych szturmów na przełomie stycznia i lutego 1664 roku. Ponadto, opanowanie go nie miało właściwie żadnego znaczenia strategicznego, wiążąc niepotrzebnie główne siły polskiej armii. Dwa tygodnie spędzone pod Głuchowem były przełomowym etapem kampanii, gdzie stracono bezcenny czas.

W dodatku zachowanie żołdaków, w szczególności ordy tatarskiej skutecznie zraziło miejscową ludność do polskiego króla. Powszechne były masowe rabunki, gwałty, palono wioski, zaś Tatarzy uprowadzali mieszkańców w jasyr. Skutkowało to niepokojami i buntami, które odciągały część sił króla na ich dławienie i zabezpieczenie szlaków zaopatrzeniowych. Fatalna polityka względem ludności zadnieprzańskiej, pogarszające się warunki atmosferyczne, doskwierający brak pożywienia oraz porażka pod Głuchowem znacząco obniżyły morale żołnierzy. Niektórzy historycy twierdzą, iż nazbyt widoczny był brak skonfliktowanego z królem Jerzego Lubomirskiego, który pozostał w kraju czyniąc przygotowania do rokoszu[7]. Sytuację pogorszyło odejście Tatarów w styczniu 1664 r., pod pretekstem odparcia najazdu zadnieprzańskich Kozaków na Chanat Krymski. Prawdziwych przyczyn należy jednak upatrywać w kalkulacjach Chana, który starał się nazbyt nie wzmacniać Rzeczypospolitej i równoważyć wpływy na Ukrainie.

Jan Kazimierz Waza
Źródło: Wikimedia Commons

Mimo to, rada wojenna przegłosowała dalszy pochód w kierunku Moskwy i 17 lutego 1664 r. armia koronna połączyła się pod Siewskiem z armią litewską dowodzoną przez Michała Paca. Wówczas zadecydowano o zaatakowaniu znajdujących się nieopodal głównych sił moskiewskich, prowadzonych przez Grzegorza Romodanowskiego wspieranych przez Kozaków Brzuchowieckiego. Wcześniej – 24 lutego zagony złożone z Polaków, Litwinów i Kozaków po rozgromieniu sił moskiewskich dotarły na odległość kilkunastu mil od Moskwy, ale nie zdołano osiągnąć nic więcej i oddziały te szybko wróciły do wojsk królewskich, by wspierać je w decydującej bitwie. Spotkanie obu armii, do którego od początku dążyła strona polska nastąpiło pomiędzy Worońcem a Nowogrodem w nocy z 29 lutego na 1 marca. Romodanowski, zdając sobie sprawę z przewagi przeciwnika, unikał bezpośredniej konfrontacji, pozostając w warownym taborze. Wszelkie próby wywabienia wroga nie powiodły się, podobnie jak nie udało się Romodanowskiemu zmusić armii polsko-litewskiej do szturmu na tabor[8]. Doszło jedynie do niewielkiej potyczki nad rzeką Desną, po czym uznano że dłuższe trzymanie wojska nie ma sensu. Po kilku dniach Romodanowski wycofał się w głąb państwa moskiewskiego, zaś dowództwo armii polsko-litewskiej nie zdecydowało się na pogoń w skrajnie niesprzyjających warunkach. Planowano wznowienie ofensywy na wiosnę, jednakże okazało się to niemożliwe. 8 marca po naradzie wojennej ustalono, iż Jan Kazimierz wycofa się wraz z Litwinami do Mohylewa, zaś Czarniecki pozostanie nad Desną w okolicy Czernihowa[9]. W tym momencie kampania moskiewska de facto się zakończyła, nie było bowiem sensu dalszego jej prowadzenia wobec szybko zmieniającej się sytuacji polityczno-militarnej.

Skutki kampanii

Kampania 1663-64
Źródło: Wikimedia Commons

Bilans wyprawy moskiewskiej nie pozostawia złudzeń co do jej ostatecznej oceny. Nie udało się zdobyć żadnej większej twierdzy z której można było uczynić bazę wypadową, zaś niepotrzebne obleganie małych miast przynosiło jedynie straty w ludziach. Nie powiódł się przede wszystkim cel strategiczny wyprawy – pokonanie głównych sił moskiewskich i narzucenie carowi twardych warunków pokojowych. Nie udało się opanować Ukrainy zadnieprzańskiej, zaś działania armii koronnej i tatarskiej na tamtych terenach pogłębiły jedynie podział wśród Kozaków. W dodatku w wyniku działań odwetowych hetmana Brzuchowieckiego zabito znaczną część przychylnych królowi Kozaków, zwłaszcza tych którzy poddawali bez walki miasta lewobrzeżnego Dniepru. Podział Ukrainy zaczął nabierać cech trwałości. Od zakończenia kampanii rozpoczęły się rozmowy pokojowe z Moskwą, które ciągnęły się ponad 2,5 roku. W tym czasie w Rzeczypospolitej doszło do wybuchu wojny domowej, zakończonej klęską wojsk Jana Kazimierza w krwawej bitwie pod Mątwami w 1666 r. Osłabiona Rzeczpospolita nie mogła dłużej prowadzić wojny na wschodzie, decydując się podpisać 30 stycznia 1667 r. rozejm w Andruszowie. Zgodnie z jego postanowieniami podzielono Ukrainę pomiędzy Rzeczpospolitą a Moskwę oraz zrzeczono się województwa smoleńskiego, czernihowskiego i siewierskiego. Oznaczało to przejęcie przez Moskwę inicjatywy strategicznej na wschodzie, kończąc tym samym trzystuletni okres przewagi Rzeczypospolitej. Mimo to strona polska początkowo traktowała rozejm jako krótkotrwały, o czym może świadczyć oddanie Moskwie na dwa lata Kijowa (ostatecznie nigdy nie wrócił do Korony). Niestety napięte stosunki z Turcją skutkowały rozpoczęciem działań wojennych na Podolu, odsuwając uwagę Rzeczypospolitej od polityki wschodniej. Ostatecznie rozejm andruszowski został przypieczętowany w 1686 r. traktatem Grzymułtowskiego, sankcjonując przebieg wschodniej granicy na blisko sto lat.

Pośród przyczyn niepowodzenia wyprawy z 1664 roku, historycy wskazują zasadniczo na dwa czynniki: strategiczne i wewnątrz-polityczne[10]. W pierwszym przypadku chodzi o źle zaplanowany przebieg kampanii, stratę czasu pod Głuchowem i innymi miastami oraz trudności logistyczne na wielkiej przestrzeni, po której operowały wojska króla Jana Kazimierza. Do tego doszły niesprzyjające warunki pogodowe (mrozy, potem odwilż), które pogrzebały szanse na zaskoczenie przeciwnika i pokonanie go w walnej bitwie. Ponadto, sojusznik tatarski nie należał do nazbyt lojalnych, zaś jego odejście na Krym znacznie obniżyło zdolności bojowe wojsk Rzeczypospolitej. Odnosząc się do przyczyn wewnętrznych, wskazać należy tu na silną opozycję wobec króla, zwłaszcza marszałka Jerzego Lubomirskiego, któremu nie specjalnie zależało na sukcesie wyprawy. W razie pokonania Moskwy lub też jej zdobycia, król zamierzał powrócić do planów reformy państwa poprzez zniesienie wolnej elekcji i liberum veto. Dla magnaterii, plany te jawiły się jako chęć zaprowadzenia rządów absolutystycznych z drastycznym ograniczeniem jej wpływu na politykę państwową. Dlatego też w czasie, kiedy król przebywał za Dnieprem rozpoczęto przeciw niemu knowania, przygotowując się do rokoszu. Jan Kazimierz liczył się z taką możliwością i wobec nieosiągnięcia celów wyprawy powrócił do kraju już w marcu. Klęska króla w starciu z rokoszanami, konieczność porzucenia reform oraz niekorzystny traktat z Moskwą, pchnęły Jana Kazimierza ku decyzji o abdykacji w 1668 r., kończąc tym samym 80-letnie panowanie Wazów na polskim tronie.

Jak należy ocenić samą decyzję o przygotowaniu wyprawy na Moskwę? Z pewnością było to wielkie przedsięwzięcie i wysiłek dla kraju, który doznał olbrzymich zniszczeń podczas potopu. Zgromadzenie blisko 100-tysięcznej armii było nie lada wyczynem, chociaż trzeba docenić również polską dyplomację, która potrafiła pozyskać sojuszników. Brawurową zdaje się decyzja o prowadzeniu kampanii w tak niesprzyjających warunkach, wiemy przecież że wielkie armie doznawały klęsk w obliczu rosyjskiej zimy i nieprzeniknionych przestrzeni. Polsko-litewska wyprawa tymczasem zakończyła się niepowodzeniem, a nie spektakularną klęską. W dodatku królewskie oddziały doszły w pewnym momencie w okolice Moskwy, więc zagrożenie dla istnienia państwa rosyjskiego było realne. Wprawdzie plany Jana Kazimierza o zdobyciu stolicy i koronacji na cara należy uznać za fantasmagorie, niemniej jednak plan był śmiały i przede wszystkim sprowadzał się do prowadzenia wojny na terytorium wroga. W kampanii próbowano nie tylko odzyskać utracone ziemie, ale również zdobyć poparcie do przeprowadzenia reform kraju. Brak sukcesu doprowadził do niekorzystnego zakończenia wojny polsko- rosyjskiej oraz utraty autorytetu króla. Jego abdykacja oraz wybór Michała Korybuta Wiśniowieckiego oznaczała rozpoczęcie niepotrzebnej wojny z Turcją. Czy powodzenie wyprawy z 1663 roku zmieniłoby istotnie bieg historii? Pozostaje tylko teoretyzowanie, niemniej Jan Kazimierz miałby pole do zajęcia się wewnętrznymi sprawami Rzeczypospolitej, zaś traktat z Andruszowa byłby zapewne tylko chwilowym rozejmem, a nie układem sankcjonującym utratę ponad 250 tys. km2 powierzchni kraju. Z całą pewnością sytuacja Rzeczypospolitej w połowie lat 60-tych XVII stulecia była bardzo trudna i zorganizowanie wyprawy na Moskwę należy uznać za ostatnią próbę przejęcia inicjatywy w wojnie.

 

Adam Królak

 

Bibliografia:

Wójcik Z., Traktat Andruszowski, Warszawa 1959

Kryszak A., Paweł Tetera- hetman kozacki, Poznań 2013

Kersten A., Stefan Czarniecki 1599-1665, Warszawa 1963

Przypisy:

[1] Kryszak A., Paweł Tetera- hetman kozacki. Poznań 2013, s. 131

[2] Kryszak A., Paweł Tetera… Poznań 2013, s. 132

[3] Wójcik Z., Traktat Andruszowski. Warszawa 1959, s. 140

[4] Ibidem, s. 141

[5] Ibidem, s. 142

[6] Kryszak A., Paweł Tetera… Poznań 2013, s. 135

[7] Ibidem, s. 142

[8] Kersten A., Stefan Czarniecki 1599-1665. Warszawa 1963, s. 584

[9] Ibidem, s. 584

[10] Wójcik Z., Traktat… Warszawa 1959, s. 144

One Comment

  1. Captain Rita

    Bardzo świeży artukul, czekam na więcej w tym stulu. Dziękuję 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*