W Galerii Na Poziomie, mieszczącej się na najwyższym piętrze CH Agora w Bytomiu, otwarta została wystawa Lwowskie Historie, ukazująca Lwów w obiektywie znanej katowickiej fotograficzki Anny Lewańskiej.

W swoich podróżach fotograficznych objechała już niemal cały świat, do Lwowa zawitała jednak dopiero teraz, zachęcona wystawą zdjęć miasta autorstwa Adama Lenkiewicza. Ten znany przed wojną artysta-fotografik, porównywany do mistrza Jana Bułhaka, zostawił po sobie wiele zdjęć Lwowa, przechowywanych obecnie w Muzeum w Częstochowie. Były one eksponowane pod koniec 2017 roku w IPN Przystanek Historia w Katowicach i zainspirowały artystkę do podróży do Lwowa, w celach oczywiście nie tylko turystycznych, ale i zawodowych. Plonem tej podróży, jak zapewniła podczas wernisażu wystawy w dniu 5 lutego – nie ostatniej – jest właśnie wystawa, złożona z trzydziestu wybranych przez nią fotogramów. Są wykonane w technice czarno-białej i to właściwie jedyne, co łączy je z fotografiami Adama Lenkiewicza sprzed 80-lat – oczywiście, poza tematem, którym jest miasto Lwów.

Eksponowane na wystawie prace są wykonane na bardzo wysokim poziomie artystycznym i technicznym, co potwierdzili obecni na wernisażu śląscy fotograficy, jak i licznie zgromadzeni widzowie. Zadawane były pytania o brak podpisów pod fotografiami pokazującymi codzienne życie miasta na tle jego zabytków – i tu właśnie leży sedno sprawy. Wbrew wyobrażeniom niektórych ortodoksów nie jest to wystawa pocztówek o tematyce lwowskiej, ani tym bardziej pod hasłem „Co każdy uczeń o polskości Lwowa wiedzieć powinien”. Pokazuje natomiast europejskie miasto, jakim był i pozostaje Lwów w jego dzisiejszej postaci, w codziennym życiu mieszkańców i turystów licznie je odwiedzających. Pokazuje zarówno polskie korzenie lwowskiej kultury, jak herb Pilawa na frontonie Pałacu Potockich, jak też ukraińskie pomniki dzisiaj obecne w pejzażu miasta – króla Daniela Halickiego czy Tarasa Szewczenki. Jeżeli ktoś chodzi po wystawie z lupą w ręku i wypatruje na niej śladów Stepana Bandery, sam sytuuje się w roli , której nie chciałbym komentować, żeby nikogo nie obrazić. Polski turysta – i to nie tzw. kresowianin, cokolwiek miało by to znaczyć – ale zwykły Polak, Ślązak czy warszawiak odwiedzający Lwów, widzi miasto takie jakie widzi je Anna Lewańska, czy to się komuś podoba czy nie. Rzeczą przewodników po Lwowie, zarówno drukowanych, których w Polsce jest mnóstwo, jak też oprowadzających polskie wycieczki po mieście jest jego polskość przypomnieć i wskazać jej ślady, obecne także na wystawie.

Ciekawą jest rzeczą, że nikt w Bytomiu nie wpadł na pomysł sprowadzenia na przykład wystawy obrazów lwowskiego artysty Jurija Syczewa-Hlazuna, pokazującej w artystycznym ujęciu zabytki Lwowa. Była już obecna w Katowicach, Zabrzu, Dąbrowie Górniczej, w marcu nastąpi jej otwarcie w Muzeum w Częstochowie. A może po prostu sprowadzić z tego Muzeum do Bytomia wystawę fotografii Adama Lenkiewicza? Nic prostszego, chętnie wypożyczą i to za darmo!

Antoni Wilgusiewicz