Wywalcz Polsce wolność lub zgiń! znów usłyszano w Manchesterze

Dedykowane Cichociemnym, żołnierzom niechętnie wtedy widzianej Armii Krajowej

Po tylu latach, odkąd Cichociemni ostatni raz złożyli przysięgę w obliczu Boga Wszechmogącego i NMP w Manchesterze, znowu wypowiedziano na głos słowa ich bezkompromisowej maksymy: Wywalcz Polsce wolność lub zgiń!, które wywołały u mnie dreszcze.

Dziś wraca pamięć o Tych, których nie ma. Napisał Janusz Kondratowicz w słowach do Białego krzyża, wyśpiewanego przez Krzysztofa Klenczona. Autor w 1968 r. ukrył przed komunistyczną władzą adresata swej kompozycji. Pod podmiotem dotyczącym Tych, których los był przesądzony i którym los nie pomógł wrócić z leśnych dróg, gdy kwitły bzy (…) – ukrył żołnierzy Armii Krajowej. Wśród nich byli i Cichociemni – żołnierze elitarnej jednostki wojskowej Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Wszyscy byli ochotnikami i zabójczą bronią starannie wyselekcjonowaną spośród wielu tysięcy gotowych do poświęceń kandydatów.

Otóż 12 czerwca 2016 r. w Manchesterze – w miejscu szkoleń polskiej elity desantowej w latach 1941-1946, obchodziliśmy Święto Żołnierzy Niezłomnych i Cichociemnych. Uroczystość miała charakter patriotyczno-religijny. Inicjatorem obchodów święta był Konsul Generalny RP w Manchesterze Pan Łukasz Lutostański i Bractwo Królowej Polski z Blackburn. Zaproszona robiłam wieniec z biało-czerwonych kwiatów pod pomnik 1SBS (1Samodzielnej Brygady Spadochronowej) oraz żołnierzy Cichociemnych SOE. Rano o godz. 10:00 przy zielonym skwerze 1. terminalu lotniska Ringway Manchester zebrały się cztery pokolenia Polaków, w tym różne delegacje, środowiska prawicowe, harcerze, kibice. Specjalnie z Leicester w hrabstwie Leicestershire w środkowej Anglii przyjechał starszy strzelec bombardier Pan Henryk Kubiński, jeden z niewielu już żyjących spadochroniarzy gen. Sosabowskiego z 1SBS.

Pierwszy raz spotkałam Pana Henryka we wrześniu 2014 r. w Driel w Holandii podczas uroczystości 70. rocznicy operacji „Market Garden”. Z jego wspomnień dowiedziałam się, że jako 15-letni chłopak z Bydgoszczy został złapany przez Niemców w czasie okupacji w 1940 r. i wywieziony na przymusowe roboty. Trafił na Pomorze do niemieckich bauerów. Młodsze siostry, które złapano podczas łapanki, też wywieziono na roboty. Na farmie pracował 3,5 roku. Uciekł 27 listopada 1943 r. i lasami dotarł do Ksyni k/Gniezna, gdzie ukrywał się u swej babci. Kiedy powrócił do domu znowu został ujęty przez Niemców i przebywał w niewoli k/ Wrocławia. Siłą wcielony do niemieckiego wojska znalazł się w Getyndze, a w górach Harzu podczas zimy miał ćwiczenia wojskowe. Wraz z niemiecką armią jechał na okupację Francji k/Dunkierki i Calais. Gdy alianci lądowali w Normandii w czerwcu 1944 r. – uciekł wraz z innymi pięcioma Polakami do Anglików. W niemieckich mundurach zaszli od tyłu angielskich żołnierzy i poddali się – odrzucając broń na bok. Po rewizji i przesłuchaniach po kilku dniach znaleźli się w angielskim wojsku w porcie wojskowym Marchwood k/Southampton na południu Anglii (stąd wypłynął w dziewiczy rejs Titanic). Tutaj odbyła się polska komisja wojskowa, gdzie polski dowódca rozkazał: Polacy wystąp! Młodzi chłopcy szli do gen. Sosabowskiego jako spadochroniarze, a starsi do gen. Maczka do czołgów. Starszy oficer w randze kapitana spytał młodego rekruta, jakie chce mieć nowe nazwisko i nową historię – legendę, a młody Henryk Kubiński odparł, że chce być Kamiński (po siostrze swej mamy). Na to polski oficer: Synku! Wszyscy chcą tu być Kamiński! Wybierz inne”. Wtedy on wziął nazwisko po swej mamie Mariannie Rusin. Od tej pory figurował jako Henryk Rusin, urodzony nie w Bydgoszczy, a w Wilnie przy ul. Rolnej 22, bo ojciec był rolnikiem. Od razu został skierowany do Szkocji na zaprawę. Trafił do wyborowej jednostki 1SBS gen. Sosabowskiego i jako starszy strzelec został skierowany do szybowców. Samoloty holowały szybowce, w których były jeepy, działa i amunicja. Lądowali w Driel i Arnhem w Holandii we wrześniu 1944 r. podczas operacji „Market Garden”. Niemcy strzelali do nas jak do kaczek. Wszystko młode chłopaki byli. Wielu zestrzelono, dużo się utopiło w wodach Renu i wielu zaginęło” – mówił Pan Henryk. Potem wraz z aliantami pojechał do Aachem na okupację Niemiec. Trafił do Koblenz i Trier, gdzie mieszkałam swego czasu. 16 maja 1946 r. wrócił na stałe do Anglii. Nie mogłem wrócić do Polski, w której była nowa okupacja. Nie na 5 lat, jak to było za Niemca, ale na 50 lat. Komuniści zabrali nam nasze polskie obywatelstwo. Musiałbym wrócić do lasu i tam się chronić”.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*