Żołnierz Wehrmachtu, który ocalił 13 Polaków został pochowany w Kosinie

Na poboczu drogi z Kosiny do wsi Białobrzegi na Podkarpaciu, oddział IPN w Rzeszowie, odnalazł szczątki żołnierza Wehrmachtu, którego historia była świetnie znana w całej wsi. Od 75 lat, miejscowa społeczność wspominała lipiec 1944 roku, kiedy Michał Szydłowski, pochodzący ze Śląska żołnierz Wehrmachtu, uratował przed egzekucją 13 Polaków. Sam przypłacił to życiem, zabity strzałem w tył głowy, przez innego żołnierza, prawdopodobnie swojego dowódce, któremu nie spodobało się zachowanie szeregowca i niewykonanie rozkazu. Pogrzeb odbył się 5 września w Kosinie, w obecności lokalnych władz oraz potomków ocalonych Polaków.

Cała historia swój początek ma w lipcu 1944 roku, przez rzeszowczyznę cofają się niemieckie wojska, wypychane ze wschodu przez prącą do przodu Armie Czerowną. Do Kosiny niedaleko Łańcuta, trafia oddział, w którego szeregach jest Michał Szydłowski, pochodzący ze Śląska żołnierz Wehrmachtu. Niestety kulisy tego, jak znalazł się w niemieckiej armii nie są znane, wielu Ślązaków walczyło w szeregach Wehrmachtu, część dobrowolnie podpisywała volklistę, inni byli zwalniani z obozów koncentracyjnych za walkę po stronie Niemców, zaś pod koniec wojny w niemieckie szeregi siłą wcielano nawet powstańców śląskich i weteranów września, którzy pochodzili z Górnego Śląska. W dniu, który jest tak wspominany przez mieszkańców Kosiny, niemieccy żołnierze oczekiwali w wiosce na zbliżające się czoło sowietów. Część mieszkańców wsi postanowiła schronić się w ziemiance na pobliskiej łące, o czym miał wiedzieć Szydłowski, a w razie jakiś problemów pomóc im zmienić kryjówkę. Według pani Józefy Bieniek, której mama i babcia ocalały dzięki niemu, tak właśnie się stało. Nowym schronieniem do którego Michał Szydłowski zaprowadził osoby ukrywające się w ziemiance, była piwnica jednego z sąsiadów, gdzie, jak potwierdził to również IPN, ukrywali się Polacy, którzy umknęli pożodze, jaką przyniosła rzeź wołyńska. W piwnicy Feliksa Olechowskiego ukrywało się 13 osób, gdy nakrył ich jeden z niemieckich żołnierzy. Kazano im wyjść na zewnątrz i ustawić się w rzędzie wzdłuż domu, gdzie się ukrywali. Byli pewni, że to już koniec, jednak całą sytuację zauważył Michał Szydłowski, który stanął w obronie Polaków. Według historii „krążącej” wśród mieszkańców wsi, rzucił się do kolan żołnierza, który dowodził przygotowywaną egzekucją i zaczął błagać, żeby darował im życie. Posłuchał jego błagań i odwołał rozkaz, lecz Szydłowski swój bohaterski czyn przypłacił życiem. Zginął od strzału w głowę na swoim stanowisku w okopie, prawdopodobnie w wyniku skrajnej różnicy zdań, z innym żołnierzem, być może dowódcą. Niestety prawie wszyscy świadkowie tamtych wydarzeń nie żyją, a przechowująca w pamięci całą historie pani Józefa, miała wtedy zaledwie 4 lata. To ona przechowywała i dbała o pamięć Michała Szydłowskiego, starała się o przekonywać różne instytucje, aby odnaleźć jego szczątki. Niedawno kobieta zainteresowała sprawą rzeszowski oddział IPN, który 26 sierpnia odkrył szczątki na poboczu drogi asfaltowej i dokonał ekshumacji. 5 września odbył się pogrzeb w obrządku rzymsko-katolickim, Michał Szydłowski został pochowany w Kosinie. – Nasze serca muszą odwzajemnić jego dobre serce. Bronił życia. Nie widział wrogów w tych biednych, polskich rodzinach. Wreszcie wybiła jego godzina i może teraz w spokoju spocząć w mieście zmarłych, na cmentarzu. Nie zostanie już sam – mówił podczas uroczystej mszy ks. proboszcz Wiesław Twardy. Obecny na uroczystości dr Mateusz Szpytma, wiceprezes IPN stwierdził, że będzie dążył do postawienia pomnika. – Na pewno pojawi się na nim napis „Cześć Jego Pamięci” – zapewnia. Pani Józefa nie kryje wzruszenia oraz radości. – Czuję ulgę, bo sprawę udało się doprowadzić do końca. Wypełniłam wolę mojej babci i mamy – tłumaczy.

Źródło: dzieje.pl

Piotr Podsiadłowski