Życie było zawsze „teatralizowane” – rozmowa z Kazimierzem Braunem

Tak naprawdę trzeba zacząć od pytania o istotę. Czym jest teatr? W opisach przedstawianym ludziom rozmaici autorzy miotają się z jednej skrajności w drugą. Z jednej strony to jest czysta rozrywka, gdzie liczy się zysk i frekwencja, z drugiej jest to misterium; do teatru wchodzimy na palcach i milczymy aż do oklasków po opuszczeniu kurtyny?

Czym jest teatr? Albo, nieco inaczej, co to jest teatr?  Teatr to jest proces międzyludzki uwarunkowany artystycznie.  Teatr jest więc sztuką ludzi, żywych ludzi. Jest procesem, który zachodzi pomiędzy ludźmi. Jest to proces komunikacyjny. A więc ktoś komuś coś przekazuje (nadaje komunikat) i ktoś coś odbiera (przyjmuje komunikat). Jest to, jak w każdej wymianie międzyludzkiej, proces zwrotny. Nie tylko liczy się w nim, że ktoś komunikat nadaje i ktoś go przyjmuje, ale również i to, że odbiorca komunikatu może zamienić się w nadawcę. Może odpowiedzieć (lub nie) na nadany doń komunikat. Najprostszy przykład: oklaski są komunikatem nadawanym w teatrze przez widzów do aktorów.

Ale teatr to nie każdy proces komunikacyjny – taki, jaki stale zachodzi między ludźmi. Aby to był teatralny proces komunikacyjny musi on pozostać procesem międzyludzkiej komunikacji, ale zarazem musi zostać jakoś podniesiony w rejony sztuki. Musi uzyskać strukturę i formę. Musi być jakoś uogólniony, zuniwersalizowany. Ta transformacja, moment przełamania się „życia” w „sztukę” może być wyrazista, różnica między komunikacją pospolitą, a artystyczną może być znaczna, na przykład, gdy postać sceniczna mówi do nas wierszem, ale ta przemiana może dokonać się też jakoś niepostrzeżenie, stopniowo, tajemniczo, głębinowo.

Jeśli teatr jest artystycznym procesem komunikacyjnym, to jakie są, czym są, pulsujące w nim komunikaty? Należą one do sfery sztuki. Bo teatr jest sztuką, osobną dziedziną sztuki. Jest zarazem dziedziną aksjologii, estetyki, filozofii. A więc należy do świata wartości, preferencji estetycznych, widzenia i rozumienia świata. Mogą to być wartości religijne, wychowawcze, polityczne, społeczne i wszelkie inne. Często są to też antywartości. Często komunikaty zawierają brzydotę i brud, są wysyłane aby coś popsuć, kogoś sprowadzić na manowce. Nieskończona ilość wariantów.

Z tego podstawowego stwierdzenia – że teatr to proces międzyludzki uwarunkowany artystycznie – wynika więc, że teatr jest procesem właśnie, jest czymś co się dzieje, co zachodzi między ludźmi, co trwa w czasie. To oczywiste, ale to ma ontologiczne konsekwencje dla teatru. Bo teatr rodzi się, żyje i umiera pomiędzy ludźmi, tylko pomiędzy ludźmi. Warunkiem powstania teatru jest żywa obecność żywych ludzie w jednym czasie i miejscu. Żywa obecność. Teatr rodzi się tylko wtedy gdy dwóch ludzi, a zazwyczaj dwie grupy ludzi, obcują ze sobą w jednym czasie i przestrzeni, w świetle sztuki.

Ta obecność musi być żywa z obu stron. Ze strony nadawczej i ze strony odbiorczej. Gdy jest tylko nadawca – nie ma teatru. Jest technologia, jest działanie maszyn. Człowiek może nadawać komunikaty do maszyny, może mówić do mikrofonu. W tej chwili, pisząc na komputerze, właśnie to robię. Ale to jest komunikacja jednostronna – na płaszczyźnie technologii. (Oczywiście mój komputer nadaje coś do mnie swymi „ikonami”, oczywiście ktoś może się do mego komputera włamać). I ta technologia może, oczywiście, przekazywać nadany komunikaty dalej do ludzi, czy też do dalszych maszyn. Ale to już nie jest teatr. Warto to sobie uświadomić, gdy aktorzy mówią do nas (lub śpiewają) posługując się mikrofonami i głośnikami; gdy żywego aktora zastępuje projekcja, albo samo światło.

Gdy nadawca nadaje swoje komunikaty do maszyny, przy pomocy maszyny, poprzez maszynę – przechodzimy na poziom cywilizacji. Cywilizacja to też komunikacja, ale komunikacja w obrębie i przy pomocy technologii, techniki, maszyn, urządzeń. W obrębie cywilizacji tylko maszyna czy technologia wystarczą do nadania lub odebrania komunikatu. Ale to nie jest żywa wymiana.

Tu, od razu, wyłania się następna, fundamentalna sprawa. Teatr należy do kultury, to jest międzyludzkiej komunikacji bezpośredniej i to w sferze, po pierwsze, sztuki, idei, myśli, choć, po drugie, również na poziomie fizycznym, biologicznym, materialnym. Bo ludzie z ludźmi komunikują się zarówno przy pomocy języka jak i przy pomocy gestu, wyrazu twarzy. Tak jak cała kultura, teatr czerpie z cywilizacji, to jest ze sfery komunikacji przy pomocy narzędzi, maszyn, technologii. W obrębie cywilizacji maszyna może sama komunikować się z maszyną. Ale maszynę, czy broń, musi uruchomić i zaprogramować człowiek — na jakiś etapie obiegu technologicznego. A człowiek uruchamia maszynę w oparciu o swoją kulturę. Bez kultury cywilizacja jest martwa, jest nie-ludzka. Jest również a-moralna. Nie jest konotowana moralnie. Samolot jest maszyną. Może służyć ludziom w komunikowaniu się – gdy udają się na zjazd rodzinny, czy naukowy. Może też przenosić bomby. Samolot, jako taki należy do sfery cywilizacji. Wykorzystanie samolotu należy do sfery kultury. To człowiek, o oparciu swoją wiarę, moralność, świadomość, wykształcenie, wiedzę, wiadomości, a więc w oparciu o swoją kulturę, wykorzystuje samoloty. Stosowane obecnie „drony” latają „same” – ale przecież kontrolowane przez ludzi. Jeśli teatr jest procesem międzyludzkim (co przyjmuję jako oczywiste założenie wszystkiego co tu piszę), to proces teatralny zachodzi w czasie, a także w przestrzeni. Bowiem, po prostu, czas i przestrzeń są dwoma podstawowymi kategoriami naszego istnienia, póki istniejemy tu, na ziemi, jako ludzie. Potem to się zmienia.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*